Polacy – Diagnoza społeczna 2015. Tacy zadowoleni i jednocześnie tacy pełni agresji (raz jeszcze o hejcie)

Profesor Janusz Czapiński opublikował kolejną, już ósmą, „Diagnozę społeczną”. Opracowuje je wraz z zespołem w trybie dwuletnim. Przypomnijmy, że jest to badanie całkowicie niezależne od instytucji państwowych i największe tego typu na świecie.

Jest dobrze. Jest bardzo dobrze. Jest lepiej niż bardzo dobrze. 80 procent Polaków to ludzie bezdyskusyjnie zadowoleni w zasadzie ze wszystkiego. Bo w Polsce, wynika z diagnozy, właściwie wszystko idzie w dobrym kierunku. Najważniejsze wskaźniki rosną na potęgę, zwierają się nawet nożyce rozwarstwienia społecznego. Biednych ubywa, a przynajmniej bogatsi stają się im bliżsi. Polska to raj na ziemi. Nawet narzekających na zdrowie, co jest rzeczą najbardziej dziwną, ubyło. Mniej niż w poprzednich prognozach Polaków deklaruje chęć wyjazdu na Zachód (ok. 7 procent).

Nie mam powodu, by nie ufać badaniom Czapińskiego, tego badacza cenię jak mało którego. Dla mnie Polska może nie jest absolutnym rajem, ale doceniam Polskę szczególnie za dwie rzeczy: jest to kraj, w porównaniu z wieloma innymi, w miarę bezpieczny do życia. I, co się z tym poniekąd wiąże, od 70 lat nie było tu wojny. Gdy oglądam filmy dokumentalne i zdjęcia z 1945 roku, gdy oglądam w telewizji fale uchodźców z Afryki, doceniam to, co mamy.

Poza tym podoba mi się polska przyroda i jej różnorodność. Jest wiele rzeczy, z których jako Polak jestem dumny, chociaż uważam, że nieco przesadzamy w autopochwałach. A już w megalomanii jesteśmy mistrzami świata. Czy podobają mi się ludzie zamieszkujący Polskę, a zwłaszcza autochtoni? Odpowiedź na to pytanie jest już trudniejsza.

W związku z „Diagnozą 2015” można postawić szereg pytań. Jeśli jest nam tak dobrze, nawet z przeżyciem od pierwszego do pierwszego radzimy sobie coraz lepiej i oszczędności mamy coraz więcej, to dlaczego większość z nas chce zmienić władzę? Nie tyle wymienić ludzi gorszych na lepszych, co zmienić obecną od ośmiu lat konstelację polityczną na inną? W sytuacji, gdy większość Polaków nie uważa bynajmniej, że (poprawiająca się) jakość ich życia zależy od polityków, a sądzi, że stan dobrobytu to wyłącznie ich osobista zasługa i to oni są kowalami własnego losu? Czy mają rację? Niżej podpisany czuje od lat narastające obrzydzenie polityką i politykami, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że jak na razie świat nasz, a więc i Polska, bez polityki obyć się nie może, o ile nie chcemy zniszczyć demokracji.

Skąd więc ten rozdźwięk? Może jest tak, że sami wobec siebie, wobec rodziny, przyjaciół przyznajemy („szpanujemy”), że jest nam dobrze, ale tak w ogóle lubimy narzekać, narzekanie jest naszą specjalnością? Czy jednak i kiedy w ogóle jesteśmy szczerzy? Szczerość tak jakby nie leży w naturze Polaków. Prof. Czapiński sugeruje, że Polaków, na przykład w czasie kampanii wyborczych, nie przekonuje sucha i nudna propaganda sukcesu (nawet, gdy sukcesy są wielkie i ewidentne). Polacy chcą, żeby było ciekawie, głowy polityczne spadały, krew polityczna się lała, trupy od podsłuchów, ośmiorniczek i policzków wołowych padały. A czyje, kto, w jaki sposób, jest im tak naprawdę wszystko jedno. Może dlatego co cztery lata do Sejmu trafia tak dużo „ciekawego”, pozbawionego nie tylko profesjonalizmu, ale podstawowej inteligencji, narybku, planktonu raczej. Im więcej egzotyki, tym będzie ciekawiej, byle była to swojska egzotyka (celebryci, sportowcy, „piosenkarze”, raperzy, połykacze ognia, sprzedawcy nadziei, uczestnicy tańca z gwiazdami lub innych TVshow itd.), a nie jakieś „czarnuchy” czy  „żółtki”.

Odnoszę wrażenie, że rzeczony rozdźwięk jest implikacją pewnej dominującej i naturalnej cechy Polaków, jaką jest ich paradoksalna natura. Dokładniej – paradoksalna umysłowość. Nie mam, niestety,  na myśli typowej w pewnych kręgach kulturowych czy inteligenckich atencji dla esprit i ćwiczenia się w paradoksach. Mam na uwadze pewne „niedostatki” racjonalnego myślenia w życiu codziennym. Jest spora grupa Polaków, która nigdy nie uwierzy, że to Ziemia kręci się wokół Słońca i że ludzie pochodzą od małpy, a mają oni w dodatku tę właściwość, że żądają od wszystkich posłuchu dla swoich racji i nieustannych pochwał dla swojej inteligencji. (W USA zwolenników kreacjonizmu jest pewnie więcej, co mnie nie pociesza, bo Amerykanie importują nieustannie najlepsze intelekty z całego świata, w tym myślących Polaków.)

Nie da się ukryć, że prostota przekonań i swoista wierność swojej prostolinijności tudzież prymat „mieć” nad „być” czynią byt ludzki znośniejszym i przyjemniejszym. Dobrze koresponduje z tym fakt, że dla ogromnej większości Polaków nawet religia jest czymś niezobowiązującym do większych wyrzeczeń i wysiłków, czymś zatem w miarę przyjemnym i widowiskowym, przy tym nadzwyczaj swojskim, szczególnie w Boże Narodzenie i Wielkanoc.

Jednak nie mogę wyzbyć się myśli, że za tym zadowoleniem 80 procent Polaków z życia (i z siebie) kryje się jakaś nieszczerość. Czy wszyscy oni mówią prawdę ankieterom? Ankieter jest kimś obcym, przed obcymi na ogół lubimy się popisywać, pokazywać swoją „wyższość”. On, jakiś nieudacznik, musi tułać się po cudzych domach, żebrać o słowa u respondentów, więc pokażmy mu, jak nam dobrze, a on to skrzętnie zapisze i utrwali nasz dobrobyt i naszą wspaniałość.

Czy nie jest tak, że za tym 80-procentowym społecznym zadowoleniem z życia kryje się hipokryzja i jej siostra bliźniaczka – megalomania?

No bo jednego naprawdę nie mogę zrozumieć: jak pogodzić to niemal powszechne zadowolenie z falą wstrętnego, ohydnego polskiego hejterstwa w Internecie, a zjawisko to zdaje się nabierać na sile? Ilość hejtu jest ogromna. Czy można go przypisywać niemal wyłącznie „gimbazie”, jak chcą niektórzy? W oceanach hejtu „produkcje” gimnazjalistów i nstolatków można na ogół odróżnić od innych (poczynając od tematu). Zresztą wszystko jedno, hejt w wydaniu gimbazy jest ewidentnie produktem wychowania domowego i kształcenia w nieciekawych grupach rówieśnych.

Są tacy interpretatorzy, którzy hejt przypisują stosunkowo skromnej ilościowo części Polaków. Trudno się z takim stanowiskiem pogodzić: mówimy o oceanach hejtu rozlewających się praktycznie na wszystkie dziedzint życia. Procent hejtujących Polaków musi być znaczny i musi pozostawać w jakimś związku z zadowoleniem tych 80 procent. W jakim? Korelacja przez niekorelację? Coincidentia oppositorum?

Być może jest tak, żeby aby 80 procent społeczeństwa było zadowolone, część tego zadowolonego społeczeństwa musi sobie ostro pofolgować w Internecie i czynić to w miarę regularnie. Hejt jako swoisty wentyl bezpieczeństwa? Może.

Kiedy zastanawiamy się nad socjologicznymi i psychologicznymi determinantami hejtu, zbyt rzadko bierzemy pod uwagę fakt, że dla wielu hejtujących porządne oplucie kogoś (oczywiście anonimowo) jest warunkiem uzyskania zadowolenia z siebie i życia, także zadowolenia z opluwanych, bo wszakże dali się opluć. Nie zasnę spokojnie – myśli taka/taki -jeśli komuś nie przyłożę, najlepiej w jak najbardziej wulgarnych słowach. Bez paru hejtów porannych dzień będzie stracony. Kiedy się czyta całe serie komentarzy w Internecie pod (niemal dowolnymi) postami, widać wyraźnie, że takie właśnie są zamiary wielu hejterów: poprawa własnego samopoczucia kosztem lżenia innych. Hejt staje się rodzajem sportu, w którym hejter ściga się sam ze sobą. Nawet zacna wiejska bibliotekarka czasem nie wytrzyma i „hejtnie” rasistowską treść na publicznej stronie. Nie cierpię państwa Elbanowskich, ale nie rozgrzeszajmy zbyt pochopnie Ewy Wanat za jej słynny wpis, aczkolwiek nie był to wpis anonimowy, co się chwali.

Zatem hejtujemy często z bezmyślności, ale jednocześnie traktując to jako sposób na dodanie sobie we własnym mniemaniu (i uwzględniając podziw paru ewentualnie kumpli) wartości, animuszu, bo anonimowy hejt wynika głównie z niskiej lub bardzo niskiej samooceny. I tchórzostwa. Ma to zapewne także związek z brakami w wykształceniu, lecz posiadany przez hejtera cenzus (gimnazjalista, matura, student, magister, doktor, hejtują także profesorowie uniwersytetów) niekoniecznie świadczy o porządnym wykształceniu (nie mówiąc o wychowaniu), zważywszy na degrengoladę systemu nauczania w Polsce. Hejter ma poważne problemy z samoakceptacją, chociaż jednocześnie najczęścij ma wysokie mniemanie o sobie, a także posiada nad wyraz rozwinięte takie cechy jak zazdrość czy zawiść. To też specjalność polska: ileż wytworów polskiej zawiści mieści się na przykład w „korespondencji” do urzędów skarbowych! Potrafimy swoim bliźnim zazdrościć wszystkiego, niejednokrotnie nasza zawiść jest czysto bezinteresowna. Nie ma specjalnego powodu, aby dokuczyć konkretnemu innemu, więc czyni się to niejako bezinteresownie.

Nieraz pisałem o „Kiepskich” jako o najlepszym polskim serialu. Otóż „Kiepscy” to doskonała metafora zachowań Polaków, Śmiem twierdzić, że nie tylko jakichś żuli i meneli, lecz wszystkich Polaków. Każdy z nas znajdzie coś z siebie w Kiepskich, Paździochach i Boczkach, tylko na ogół nawet sam przed sobą się do tego nie przyzna. „Kiepscy” to serial o powszechnej obłudzie, zakłamaniu, fałszywej religijności, podstawianiu nóg bliźniemu, ksenofobii, zawiści, donosicielstwie, kunktatorstwie, klaustrofobii (metafora), polskim rasizmie, kołtuństwie, nie mówiąc o tak lekkich grzechach jak pijaństwo, ruja, porubstwo i obżarstwo. „Kiepscy” pokazują odrażających, brudnych, złych w nas, chociaż na swój sposób bywają nawet sympatyczni.

No właśnie. Czytasz wstrętny hejt na swój temat, ale nie masz pojęcia, że autorem może być ten sympatyczny sąsiad z góry lub fajna koleżanka z pracy. Hejt w pewien sposób zastąpił tradycyjne listy anonimowe. Dał autorom większe jakby poczucie mocy i własnego ich bezpieczeństwa. Co jest złudnym przekonaniem, bo ekspansywność polskiego hejterstwa jest głównie wynikiem niekonsekwentnego działania odpowiednich służb. Żeby ukrócić hejterstwo, niekoniecznie trzeba zmieniać obowiązujące prawo. Adresatów tradycyjnych listów anonimowych było (jest) trudniej ustalić.

Jeśli się weźmie pod uwagę, że dostęp do Internetu w Polsce nie jest powszechny, że korzystają z niego głównie ci bardziej rzutcy i przedsiębiorczy rodacy, to wnioski dotyczące hejterstwa są jeszcze mniej wesołe. Sporej części społeczeństwa pozostają klasyczne formy hejtu: obmowa, plotka, pomówienie w obiegu szeptanym. Zaś grupa osób podpiętych do Sieci i w niej działających jest w jakiś sposób sama w sobie reprezentatywna i znacząca, rzutuje na opinie o Polakach w ogóle. Nie twierdzę, że literalnie odzwierciedla charakter narodowy, ale… Na pewno jednak większość hejterów zawiera się w tych 80 procentach zadowolonych z życia Polaków i naprawdę coś mi tu nie gra.

Nic nie zmienia fakt, że czasem wielu internautów zwyczajnie zapomina się w Internecie, że popełniony hejt wynikał czasem z jakowegoś chwilowego impulsu, jak (podobno) w wypadku wspomnianej bibliotekarki. Dla większości hejtujących hejt wydaje się być czynnością nawykową, jak podtarcie tyłka, podłubanie w nosie, skarcenie dziecka czy wymycie rąk.

Jak już wspomniałem, ogromna jest przestrzeń tematyczna, która może stać się inspiracją do hejtu. Obejmuje praktycznie wszystko. Lubię podawać przykład artykułu poświęconego tajnikom produkcji sera (tzw. żółtego), gdzie wśród kilkuset komentarzy znalazłem kilkadziesiąt paskudnych hejtów. Nie na sam ser, rzecz jasna.

Hejt najczęściej dotyka osób, nacji, ideologii, wiary i przekonań. Hejt lubi wchodzić w alianse z ideologiami i polityką. Hejt lubi przybierać formę „prawd” niby boskich (naturalnych) lub niby naukowych, bo hejt chce być wiarygodny. Najpierwszym wrogiem hejtu jest zawsze tzw. poprawność polityczna, a wszakże z poprawnością polityczną Europa i Ameryka w ostatnich czasach mocno przesadziła, nie da się ukryć. Hejter przypomina człowieka, który przez całe godziny musiał ze względu na okoliczności się powstrzymywać, ale w stosownym momencie, w ukryciu lub wśród najbliższych, puszcza całą serię bąków i wreszcie wzdycha z ulgą. Co oczywiście nie usprawiedliwia hejterstwa, bo z samych reklam wynika, że jest na rynku mnóstwo cudownych środków zaradczych.

Jeśli w Polsce żyje 80 procent zadowolonych ludzi, to (przynajmniej teoretycznie) nie powinni mieć oni żadnego problemu z obcymi, nie powinni ulegać często irracjonalnym strachom i fobiom. Powinni być otwarci na innych i na świat, chociaż czujni też.

W ostatnich miesiącach, tygodniach, w związku z problemem uchodźców i emigrantów z Afryki i Azji, Internet polski został zalany monstrualną ilością hejtu rasistowskiego, po raz kolejny jakby dowodząc światu, że Polacy to naród ksenofobów i ludzi bez sumienia. Bez poczucia solidarności. Właściwie, nic nowego. Jeśli można aż tak nienawidzić Żydów, jak nieraz już pokazywał polski Internet (i nie tylko Internet), to nie powinna dziwić nienawiść do muzułmanów i wielu innych obcych. Nienawidzą migrantów i panicznie się ich boją ci sami Polacy, z których prawie milion zamieszkało w ostatnich latach na samych Wyspach Brytyjskich, kilkadziesiąt milionów (historycznie patrząc) rozsianych było i jest po całym świecie, których w pokaźnej liczbie w tragicznych chwilach przyjmował Iran, Meksyk, Grecja i świat.

Jakiejkolwiek kwestii byśmy nie dotknęli, dotykamy problemu polskiej hipokryzji i jakiejś polskiej choroby dwubiegunowej.

Przykro to stwierdzać, ale liczne sytuacje społeczne w naszym kraju zdają się wskazywać, nie chodzi wyłącznie o antysemityzm, że w Polsce mamy też do czynienia z rasizmem. Jest to w pewnych kręgach, wraz z ksenofobią, scheda po tradycji, bo nie byłby niestety prawdziwe stwierdzenie, że mamy wyłącznie chlubną i wzniosłą tradycję. Dlaczego rasizm jest w Polsce tak żywy i odradza się w różnych kręgach, staje pożywką także dla młodych ludzi? Jak rasizm, strach, nieuzasadnione negatywne projekcje można pogodzić z powszechnym zadowoleniem? Przyczyn jest zapewne wiele.

Nie twierdzę, że kwestia migrantów, uchodźców to sprawa błaha. Bynajmniej. Można o niej jednak dyskutować bez histerii, podsycania atmosfery strachu, podżegania, a na pewno bez wysyłania uchodźców do Auschwitz.

W tym miejscu pragnę wskazać na pewną zaszłość, związaną z drugą wojną światową. Polska w jej wyniku stała się jedną z najboleśniej doświadczonych ofiar hitleryzmu, być może uwzględniając proporcje, największą ofiarą. Nikt też nie ma prawa odmawiać Polakom ogromnego heroizmu i poświęcenia w walce z hitlerowskimi Niemcami. Bardzo wielu Polaków pomagało Żydom i ratowało ich. Nie wszystko jednak było w czasie II wojny tak pięknymi, chociaż tak tragicznymi i tyrtejskimi kartami pisane, wojna to czas wszechwładnego zła, któremu ulegali nie tylko najeźdźcy. Nie odkrywam niczego oryginalnego, świadectwo różnym postawom Polaków dawała wielka literatura.

W jakimś sensie zaraz po wojnie i długo potem mieliśmy prawo patrzeć na Polaków, czyli samych siebie, przede wszystkim poprzez pryzmat ofiary. Jednak przyglądanie się rzeczom poprzez jeden tylko okular w sposób niejako naturalny usuwa z pola widzenia fakty i obrazy niepożądane, zaprasza jakby do stosowania przesłanki większej (wszyscy Polacy byli dobrzy, każdy Polak jest dobry). Polacy – widząc w sobie przede wszystkim ofiary wojny – jakby zwolnili się z obowiązku powszechnego i sumiennego moralnego rozrachunku. Bywało i tak, że rzeczy szubrawe w pewnych interpretacjach urastały do czynów szlachetnych czy  patriotycznych. Spytajmy, czy każdy, kto walczył w ten lub inny sposób w czasie drugiej wojny, był bezdyskusyjnym bohaterem? Czy każdy, kto działał po wojnie w antykomunistycznym podziemiu, był wzorem patriotyzmu? A wszakże wszyscy oni doczekali się rehabilitacji pod zwodniczą nazwą „żołnierzy wyklętych”?

Są pewne przyczyny faktu, że Polacy nie dokonali powszechnego i uczciwego rozrachunku z samymi sobą. Okres komunizmu na pewno nie ułatwiał zadania. W III RP ten brak rozrachunku stał się podstawą do prowadzenia trwających od 25 lat sporów o kształty Polski. Zawsze znajdujemy jakieś usprawiedliwienie. Lub jakiegoś Grossa do bicia.

Zatem nie dziwmy się rasistowskiemu hejtowi w Internecie.

Michał Waliński

18 września 2015 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii hejt, ksenofobia, Polacy, rasizm, społeczeństwo i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Polacy – Diagnoza społeczna 2015. Tacy zadowoleni i jednocześnie tacy pełni agresji (raz jeszcze o hejcie)

  1. Wysoki poziom agresji w stosunku innych nie tylko nie wyklucza zadowolenia z życia, ale może je właśnie generować. Bardzo dobrze widać to u wyraźnie samozadowolonych katonów moralności, pobożności, “prawdziwego patriotyzmu” itp. Ich agresywne wypowiedzi i zachowania wynikają przecież z dezaprobaty dla cudzego istnienia i/lub stylu życia, a z nie braku satysfakcji z własnego.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s