Monstra, stwory i potwory. Polska – Szkocja 1:1

Od kilkudziesięciu lat Polska nadzwyczaj często trafia na Szkocję w różnych eliminacjach piłkarskich, a może to Szkoci wpadają na Polskę, wszystko jedno. Ale w niniejszym felietonie nie o tym rzecz. W pewnej mierze prawdą jest nieistniejące porzekadło „Polak i Szkot – dwa bratanki”, a to ze względu na więzi przyjaźni, jakie się zawiązały w czasie II wojny światowej między polskimi żołnierzami, lotnikami i emigrantami a Szkotkami i Szkotami. W XVII w. w Polsce mieszkało 30 tysięcy Szkotów, dzisiaj jeden występuje w piłkarskiej jedenastce „Lecha” Poznań.  Dodałbym do tego podobne u Polaków i Szkotów poczucie brawury i humoru. Lecz w niniejszym felietonie nie o tym rzecz.

Szkoci mają swoje świństwa narodowe do jedzenia, na przykład haggis, i my jadamy ze smakiem różne świństwa, jak kaszanka czy flaki. Aliści w niniejszym felietonie nie w kuchni rzecz. Szkotom równie bliska jak Polakom jest wolność i niepodległość. Jednakże niniejszy felieton bynajmniej nie będzie poświęcony studiom porównawczym patriotyzmu. Próbujemy produkować własną whisky, choć to tak, jakby Szkoci próbowali podrobić żubrówkę przy pomocy wrzosu i nie w tym rzecz.

Co jeszcze? Łączy nas w jakiejś mierze miłość do festiwali teatralnych, w naszych folklorach podobnie się świntuszy, jednak oni mają swojego Burnsa i prastare ballady, a my nie. Kolberg to inna sprawa. Szkoci i Polacy kochają piłkę nożną, zauważmy jednak, że piłka nie jest szkockim sportem narodowym. Mimo to wynik najbliższej potyczki będzie: 1:3. Dla Szkocji, która zechce nadrobić kompleksy po porażce z innym naszym „bratankiem”, czyli Gruzinami (Polacy kochają Gruzinów, a Gruzini kochają Polaków).

Jest oczywiście sporo różnic między naszymi narodami i krajami. W szczególnych momentach mężczyźni szkoccy wkładają, zamiast spodni, kilt. U nas spódnice w kratę dla pań przestały być modne (niestety) już lata temu, poza tym w czymś niby kobiecym chadzają u nas księża, hierarchowie, sędziwie, hutnicy i transwestyci, lecz kiltu to nie przypomina dokładnie. W Polsce nie ma tylu wrzosowisk, tylu klifów, tyle mgieł i deszczów, tylu rudych, jak w Szkocji, ale są też inne piękne miejsca i jest co najmniej jedna ruda aktorka. W Szkocji i w Polsce mówi się zasadniczo innymi językami współczesnymi, jednak o ile kilkadziesiąt tysięcy Szkotów posługuje się do dzisiaj językiem gaelickim, to nikt z Polaków nie włada biegle językiem staro-cerkiewno-słowiańskim. W Szkocji jest więcej protestantów, w Polsce – katolików, mimo to w piciu wychodzimy na remis.

Po prawdzie, każda potwora znajdzie swego amatora, nawet całe rzesze amatorów i wyznawców. Szczególnie w tzw. sezonie ogórkowym. Wtedy pół Polski potrafi śledzić wędrówki tajemniczej pumy, odbywają się polowania na pełzające na wolności skaczące krokodyle i kangury (naszą rodzimą faunę), ba, w takiej Łodzi grasuje swobodnie jakaś kobra, gryząc, co i w co popadnie, częstym zjawiskiem są skorpiony. Nie występuje w Polsce Yeti ani Wielka Stopa (chociaż często występują gościnnie kosmici w swoich fantastycznych pojazdach, którzy czasem porywają pijanych chłopów polskich, tudzież znajduje się w Polsce stosunkowo regularnie tajemnicze kręgi na polach ze zbożami, wszakże żaden z wymienionych potworów nie może się równać z potworem z Loch Ness.

Nessie to rzekomo zwierzę o długości od czterech do kilkunastu metrów (zależy, kto go widział i na ile był pod wpływem), raczej z małą głową, długachną szyją, jednym, dwoma lub trzema garbami, ogonem i krótkimi słoniowatymi nóżkami. Niektórzy twierdzą, że jest to grupa zwierząt, na przykład trzy delfiny przygotowujące się do Tańca z Gwiazdami lub pewnej konkurencji olimpijskiej. Inni, że to kłoda drzewa lub ogromny jesiotr. Czasem podobno wyłazi toto na brzeg Loch Ness  i zostawia ślady, czasem daje się sfotografować lub sfilmować, ale wykonane obrazki są dziwnym trafem zawsze niewyraźne lub ewidentnie sfałszowane (fotomontaż).

Wzmianki o Nessie rozpoczynają się od 700 r. n.e. Pierwsza wiąże się z żywotem św. Kolumby z kościoła piktyjskiego, który uratował człowieka przed monstrum z jeziora, wiec  musi być wiarygodna jak wszystko, co świętych dotyczy. Im bliżej naszych czasów, tym relacji o Nessie więcej. Opisuje je skrzętnie rozbudowane monstrualnie hasło w „Wikipedii” polskiej. Według tego źródła początki legendy o Nessie datują się na rok 1933, kiedy to właściciele hotelu w Drumnadrochit – państwo Mackay (lub Kane) dali fachowy opis tajemniczego stworzenia jako wielkiego wieloryba i kiedy prasa po raz pierwszy użyła odnośnie niego określenia „potwór”. Do 2015 roku różne osoby prywatne i instytucje (także naukowe) podjęły szereg misji i ekspedycji, próbując wyjaśnić tajemnicę największego jeziora w Wielkiej Brytanii. Na próżno. Czy tylko z powodu nieprzejrzystej, torfiastej wody i wiecznie złej pogody?

Od tej pory akcje Loch Ness i jego okolic wzrosły jednak wielokrotnie. Ciągną tu turyści i entuzjaści wodnego stwora z całego świata. Być w Szkocji i nie zaliczyć Loch Ness (na zaliczenie Nessie są mniejsze szanse), to tak jak być w Krakowie i nie być na krakowskim Rynku oraz nie spróbować precla. Są tu specjalne stanowiska obserwacyjne, zresztą można śledzić jezioro przy pomocy kamery internetowej.

Jest jednak coś, co Szkotów i Polaków wybitnie łączy. Przyjrzyjcie się, Państwo, dwóm obrazkom.

350px-Loch_Ness_monster_views.svg Złoty poviąg 998972eb73f08cfc9a5bde8b05c1ba1f,300,0,0,0

Prawda, że istnieje spore podobieństwo? Te z lewej to potwór Nessie, to z prawej to nasz rodzimy potwór z Dolnego Śląska, czyli pociąg. Przecież więc i my w Polsce mamy swojego potwora! Co prawda nie żyje on pod wodą (chociaż kto go tam wie, może w zalanym tunelu?), nie majta ogonem, nie ma nóg, nie porywa katolików (chociaż kto go tam wie!), jakby garby posiada i jest długi, podobno liczy dwanaście wagonów, musi więc być cięższy niż Nessie, bo pancerny. Nie ośmielę się zaproponować jakiejś jego zdrobniałej, pieszczotliwej nazwy, może Skarbek, Skarbunio?

Monstra 4

Imperium kontratakuje, czyli … odradzamy Dolny Śląsk … http://www.skyscrapercity.com

Ostatnio zlokalizowano go na 65 kilometrze torów kolejowych idących z Wrocławia, w granicach prześwietnego miasta Wałbrzych. Ale tak naprawdę miejscem postoju Złotego Pociągu jest cały ogromny teren Dolnego Śląska, zwłaszcza jego części górskich, może od Kotliny Jeleniogórskiej po Wałbrzych, w Piechowicach k. Jeleniej Góry (droga z Piechowic na Cichą Dolinę, okolice Grzybowcy), w Górach Sowich czy w Srebrnej Górze, a może jeszcze gdzieś indziej.

Lochy podziemne Kłodzka wydają się za ciasne, ale kiedy jeszcze studiowałem we Wrocławiu, w drugiej połowie lat 60., krążyły legendy o podziemnych tunelach pod znamienitym Dworcem Wrocławskim i połączeniu nimi z Kłodzkiem (w czasach posuchy zawsze można było tam, czyli na Dworcu, bez względu na porę, wypić piwo i …obejrzeć film) Od 1945 roku znajdywano Złoty Pociąg w różnych miejscach, na ogół w tunelach sprytnie zamaskowanych przez Niemców, bo to Niemcy wysłali Złoty Pociąg w ostatnią trasę. Złoty Pociąg wyruszył z Wrocławia w 1944 roku, prowadzili go esesmani, wymordowawszy wcześniej niemiecką cywilną załogę. Co wiózł Złoty Pociąg? Może tzw. złoto Wrocławia? Może samą Bursztynową Komnatę? Może tajne archiwa III Rzeszy? Może część depozytów Centralnego Banku Rzeszy,? Może dzieła sztuki zrabowane w Polsce i Rosji? Może broń jakową tajną?

monstra

p18bdvte3b1i3td3pronm1vqun3.jpg http://www.bytom.pl

Od 1945 roku zaczęła funkcjonować czarna legenda Złotego Pociągu, trwają poszukiwania o różnej intensywności, czym zajmują się liczni amatorzy lub „specjaliści” zgrupowani w różnych towarzystwach. W sumie całe to towarzystwo jest mocno skłócone, nikt tam nikomu nie dowierza, jeden drugą/drugiego by, jeśli nie w jakieś pohitlerowskiej sztolni, to przynajmniej w łyżce wody utopił. Było wielu, którzy rozwiązanie tajemnicy Złotego Pociągu zabrali ze sobą na drugi świat i wielu było, którzy ostateczną i jedyną tajemnicę tego pociągu (z mapką) powierzyli innym na łożu śmierci. A Złoty Pociąg jak grał z wszystkimi w chowanego, tak gra. Może zresztą nie istnieje. Mnie kojarzy się z legendami o Śpiącym Wojsku opisywanymi niegdyś przez prof. Janinę Hajduk-Nijakowską lub podaniami o Skarbniku.

W ostatnich tygodniach zrobił się szum chyba największy po drugiej wojnie w sprawie Złotego Pociągu, wypowiadali się autorytatatwnie (na „tak” i „nie”) przedstawiciele najwyższych władz polskich i inni tropiciele, w sprawę zaangażowano wicepremiera i ministra Siemioniaka i batalion wojska, mówi się o dalszych działaniach. Krajowy konserwator zabytków powołał się na rzekome zdjęcie z georadaru. Znaleźli się tacy, którzy widzą w tym pic na wodę, fotomontaż. Zbliżają się wybory, a ponadto trzeba czymś odwrócić uwagę Polaków od uchodźców z Syrii i paru innych spraw. Puszczanie w obieg i podsycanie pogłosek zawsze służyło polityce, przypomnijmy kilkakrotną zawrotną karierę legendy o Czarnej Wołdze (przy okazji serdecznie pozdrawiam prof. Dionizjusza Czubalę).

Na niespotykaną od 1945 roku Złotym Pociągiem zainteresowały się media światowe – do Wałbrzycha, nie licząc polskich, zjechał tłum dziennikarzy niemieckich, rosyjskich, amerykańskich Aż po chińskich. Ciekawe, czy przyjechali żurnaliści z Izraela, bo łapy na ukrytym z pociągiem skarbie zdążyli już podobno położyć Niemcy, Rosjanie i potężna organizacja żydowska. Nie mówiąc o najnowszych znalazcach pociągu – ten duet polsko-niemiecki chce tylko dziesięć procent znaleźnego.

Zarówno szkocka Nessie, jak i polski (choć de facto niemiecki) Złoty Pociąg weszły do kultury i literatury popularnej. Ostatnio jednak B. Wołoszański zdecydowanie odrzucił hipotezę realnego istnienia takiego stwora w Polsce. Może zechciałby zmienić zdanie i zrobić kolejny sensacyjny program?

Monstra 5

Niemiecki pociąg pancerny Panzerzug 10b (11) pibwl.republika.pl900 × 300Wyszukiwanie obrazem … nowy wagon p

Mnie najbardziej w historii o Złotym, chociaż pancernym Pociągu intrygują ujawniające się przy takich okazjach ludzkie emocje, żądze, urojenia, kompleksy i inne cechy charakteru. W Polsce po raz kolejny wybuchła gorączka złota. Z pewnego punktu widzenia jedynie cudowne objawienia się Matki Boskiej (na drzewach, szybach, altankach w ogródkach działkowych i in. miejscach, najlepiej płaczącej żywą krwią) są w Polsce fenomenem „cudowościowym” większym i ważniejszym od Złotego Pociągu. Ukazująca się naocznie Matka Boska i odkrywany na nowo co parę lat Złoty Pociąg są jak noumen, który zagląda w oczy Kowalskiego lub Kowalskiej. Wiara w pogłoski, w legendy wiele mówi o ludzkim wnętrzu.

W żywotnym interesie Wałbrzycha, Dolnego Śląska, Polski i Polaków leży poszukiwanie, ale nieodnajdywanie Złotych Pociągów. Takiej reklamy i promocji nie dało nam nawet Euro 2012. W sprawie Matki Boskiej postanowiłem milczeć.

Michał Waliński

7 września 2015 roku

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii legenda, Nessie, pogłoska, potwór, Złoty Pociag i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Monstra, stwory i potwory. Polska – Szkocja 1:1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s