Portale internetowe. Zbrzydzenie mediami (2)

Mam na uwadze portale najbardziej popularne, podobno „liczące się”, portale „z pretensjami”, jak Gazeta.pl, Onet.pl, Wp.pl, Interia.pl, O2.pl. O portalach „tematycznych”, politycznych, zorientowanych ideologicznie i in. wypowiem się być może osobno.

intern

Nota – Agendão agendao.com.br

Każdy poranek  niemal każdego internauty zaczyna się od sprawdzenia poczty e-mail, zajrzenia na FB i przeglądu wybranych portali, co czyni on na smartfonie lub tablecie, notebooku, w ostateczności na PC. Niektórzy, aby rozruszać się umysłowo, muszą wpisać tu i ówdzie trochę hejtu, jak i w ogóle – nieco potrollować. Słowo „trollować” zastąpiło staroświeckie „dokazywać” tak bardzo, że ludzie zrezygnowali nawet z porannego „dokazywania” w łóżku na rzecz intymnego zbliżenia z Siecią.

intern 2

Internauta da terceira idade tem maior renda que a média | Gente … http://www.genteemercado.com.br

Przedstawiciele specyficznych grup odbiorców nie ockną się ze snu bez wejrzenia w pewne najgłupsze, „wstydliwe” lub „intymne” miejsca w Internecie, których nie będę tu wymieniał, bo moja orientacja w temacie nie jest za dobra. Są też tacy, ci najbardziej wtajemniczeni, którzy zaglądają do samych Piekieł Sieci, jej najciemniejszej strony, ale do tego potrzeba specjalnych narzędzi oraz odpowiednich cech osobowości i charakteru. Lub uzasadnionych celów (np. kupno narkotyków, broni, bomby atomowej, zaspokojenie zboczonych potrzeb). Odradzam. Służby słusznie czuwają.

Dopiero po wykonaniu tych czynności internautka/internauta ewentualnie myje się, dezodoruje i wypachnia, depiluje, pilinguje, goli, śniada, myje zęby itd. Ewentualnie, bo zapachy w autobusach, tramwajach i pociągach nie wskazują, żeby Polki i Polki preferowali te akurat czynności, poza (czasami) śniadaniem. Ostatecznie i tak najważniejszy jest kontakt z FB.

intern 3

Magia istnieje ?? | nature-power.blog.onet.pl

W każdym razie dla wielu internautów dzień nierozpoczęty wypadem do Internetu jest dniem straconym i kojarzy się z piątkiem trzynastego, kominiarzem w okularach, domkiem w Słupsku, gwizdaniem na pokładzie okrętu, siusianiem pod wiatr lub czarnym kotem. Ale przecież wiadomo, że Sieć, a zwłaszcza portale społecznościowe, towarzyszy ogromnej liczbie ludzi także w godzinach pracy (chociaż niekoniecznie w sprawach służbowych i w czasie przerw), w środkach lokomocji, na spotkaniach towarzyskich, w WC, na cmentarzach, na randkach, w łóżku, w tym w pozycji 69. Co poniektórzy wymagają od rodziny, aby po ich śmierci trumny, w których spoczną, zostały obowiązkowo podłączone do sieci LTE, a na drogę ostateczną i na ogół bezpowrotną zaopatrzono ich w ulubiony tablet lub smartfon. Co, gdy sprawę dogłębnie przemyśleć, wcale nie jest takie głupie.

Pierwsze wrażenie, jakie ktoś niezorientowany wynieść może z przeglądu „czołowych”  portali, to wrażenie miszmasz i niebywałej tabloidyzacji jednocześnie. Mamy do czynienia z istnym fenomenem: gazeta.pl i inne są tabloidami, które prześcignęły w pewnych rozwiązaniach i zwyczajach klasyczne tabloidy. Pewnego razu przeprowadziłem interesujące doświadczenie. Zakupiłem i przejrzałem strona po stronie osławiony, jakże poczciwy (okazuje się) „Fakt”, zamknąłem oczy, wziąłem dziesięć głębokich oddechów, zrobiłem trzy przysiady, otwarłem oczy i następnie przejrzałem kilka portali. Wrażenie? W przypadku mediów internetowych wrażenie totalnego oczopląsu i zgłupienia mózgu. Ogólna drżączka organizmu. Stan deliryczny. Redundacja informacji, paskudne „ubogacanie” treści, by użyć terminu kardynalsko-biskupiego w kontekście świeckim. Na słowo drukiem internetowym podawane nachodzą nieustannie, jak byki na jałówki i barwy w tęczy, fotografie, filmy, dźwięki, kolory, reklamy; migoce tu kompulsywnie wszystko ze wszystkim, a najbardziej migoce wnętrze odbiorcy. Użyłem liczby mnogiej, bo jedna informacja powtarzana jest czasem, na tej samej odsłoniętej stronie portalu, trzy razy. Nie jestem w stanie ocenić, czy więcej bitów informacji pojawia się w ciągu doby na danym portalu, czy zawartych jest w Biblii w przekładzie Jakuba W.

intern 6

NieAnonimowa KosmetoHoliczka – najlepszekosmetyki.pinger.pl najlepszekosmetyki.pinger.pl

Z niejakim smutkiem konstatuję, że ten ogromny zbiór informacji na portalach jest w dużej mierze bezużyteczny, jest swoistą sztuką dla sztuki. Największe portale składają się z kilkudziesięciu podstron, obejmujących wszystkie bez mała dziedziny życia – od polityki, przez sport, plotki, zdrowie, kuchnię, wyczyny celebrytów, porady, technikę, horoskopy, pogodę, notowania giełdowe, technologie, styl życia, kulturę, turystykę, prawo po d..ę Maryni, cycki Stalina, majtki Dody i enigmatyczne usta Szulim. Jest rzeczą niemożliwą, aby czytelnik to wszystko za dnia przynajmniej przejrzał. Nie twierdzę, że nie ma na tych portalach rzeczy wartościowych, sam w określonych miejscach szukam informacji z konkretnych dziedzin i czasem znajduję rzeczy świetne, tym bardziej że portale „żerują” na pismach bardziej specjalistycznych, cytując i kopiując – na podstawie jakichś umów i układów – całe artykuły, ich fragment, streszczenia, omówienia. W portalu „NaTemat” praktyka taka przeważa, produkcja własna dziennikarzy ma tu znaczenie marginalne.

W pewnym sensie portal z gatunku tych, o których mowa, przypomina typ kalendarzy, jakie drukowano dla szlachty w XVII-XIX wieku: cicer cum caule. Czytelnik ma sobie wybrać to, co mu odpowiada lub ma posiąść (fałszywą) świadomość, że obcuje z totalnym, uniwersalnym kompendium wiedzy, aliści przeszukiwanie takiego portalu to droga przez mękę, kalendarz szlachecki był bardziej przejrzysty (odsyłam do wyboru Br. Baczki, „Kalendarz półstuletni”). Kto ma na to czas w kulturze pospiechu, w jakiej żyjemy?

Całość, przy pozornej dbałości o przejrzystość, robi wrażenie „sieczki”, sprowadzonej do idealnej postaci zasady wspólnego mianownika, homogenizacji upraszczającej jak lichy twarożek, przy tym tępej i mechanicznej jak onanizm, za to immanentnej tu nie uświadczysz (chyba że ktoś wskaże jakieś dzieło, będące produktem portalu, które zrobiło światową karierę, wkroczyło na salony?).

Moje zbrzydzenie portalami wynika już z obcowania z podstawowymi ich stronami, „czołówkami”. Wchodzę na portal z wielkimi nadziejami, przeglądam, czytam, patrzę, przymusowo słucham, czasem znajduję rzecz godną refleksji, generalnie jednak ogarnia mnie takie zniechęcenie, takie zbrzydzenie właśnie, że nie mam ochoty szperać głębiej. Na tych „czołówkach” są – podkreślam raz jeszcze – informacje ważne, nawet bardzo ważne, ale jest też coś, co zniechęca do lektury, oglądu i słuchania; tego „coś” jest według mnie więcej.

Zacznę od sprawy pozornie błahej: częste błędy ortograficzne, interpunkcyjne, stylistyczne, gramatyczne, składniowe. Nie tylko tego typu mankamenty wskazują, że owe portale „robią” dziennikarze drugiego lub trzeciego sortu. Najlepiej im wychodzi …cytowanie.

Niechlujstwo merytoryczne redaktorów: często podają oni sensacyjną informację o zdarzeniu, pewne szczegóły, ulicę, ale zapominają o miejscowości, w której doszło do zdarzenia. „Wczoraj o godzinie 17.00 na Głębokim kaczka zadziobała na śmierć łabędzia”. Nie każdy skojarzy Głębokie ze Szczecinem. Jeśli informacja dotyczy seryjnego mordercy lub gwałciciela, a nie ujawnia się miejsca przestępstwa, na odbiorcę komunikatu może paść blady strach. Poza tym informacje sensacyjne podawane są często w wyjątkowo chaotycznej formie. Czasy się zmieniły: w klasycznym dziennikarstwie nawet informacje o cenie pietruszki należało podać w elegancki sposób, poprawną polszczyzną. Dziś kultywuje się bylejakość.

Rzecz grubszego kalibru: nieprzejrzysty, chaotyczny układ graficzny stron, im dalej od „czołówki”, tym gorzej. W ostatnim roku wszystkie czołowe portale przeszły rewolucję graficzną, zainicjowała ją chyba Wirtualna Polska. Z renowacji swoich stron obronną ręką wyszły chyba tylko Onet i Interia, gdzie panuje jaki taki ład. Najwięcej nieładu demonstruje …Wirtualna. Jeszcze więcej O2.

Z powyższym wiąże się natłok obrazków (zdjęć) na portalach. Dobre zdjęcie to rzecz dobra i wymowna, dobre zdjęcie może zastąpić cały artykuł, ale ich natłok powoduje informacyjny szum. Gorzej, bo portale wymuszają na odbiorcach czytanie/oglądanie informacji na dany temat w tzw. galeriach. Żeby „zgłębić” treść, muszę kliknąć 10 lub 20 razy, a najczęściej rzecz nie jest warta świeczki, dlatego, gdy zauważę odpowiedni symbol, pomijam, nie wchodzę. Jest bowiem także procesem żmudnym i czasochłonnym – po obejrzeniu takiej „galerii” – powrót do poprzedniego miejsca na stronie.

Myślę, że większość ludzi jest niechętna wymuszaniu na nich jakichś działań, zaś we wszystkich interesujących mnie portalach, „zasada wymuszania” wydaje się najważniejsza. Łatwo zauważyć, że nie chodzi w tym wypadku o dokształcanie odbiorców, ich edukację, lecz o klikanie, o reklamę, czyli o pieniądze. W świecie, w którym żyjemy, najważniejsza jest „klikalność”, „oglądalność” i słuchalność”. Ludzie o pogłębionych i stematyzowanych zainteresowaniach praktycznie nie liczą się dla mediów, bo jest ich po prostu za mało.

Dotykamy w tym miejscu, przy okazji, istotnego problemu dotyczącego całej sfery IT: dążenie właścicieli mediów do sterowania zachowaniami i przyzwyczajeniami człowieka, jego ubezwłasnowolnienia, ingerencji w sferę jego osobistej i obywatelskiej wolności. Widok wnętrza wagonu tramwajowego wypełnionego ludźmi uwiązanymi do komórek na wysokości ucha świadczy, że polityka władców IT jest skuteczna. Portale, w ślad za telewizją, radiem komercyjnym, tabloidami i kolorową prasą włączyły się w proces świadomej infantylizacji odbiorców, przy czym nie interpretowałbym zjawiska w kategoriach teorii spiskowych, ale widzę tu przede wszystkim wyrachowaną, cyniczną kalkulację i cel w postaci maksymalizacji zysków.

Autorzy co drugiej informacji zmuszają odbiorców do oglądania filmików (rozpoczynających się, rzecz jasna, od reklam). To jest dla mnie jedna z najbardziej irytujących rzeczy: zainteresował mnie tytuł, zapowiedź, a tu masz babo placek – muszę stracić pięć, dziesięć minut, żeby to obejrzeć. Internet i portale wyzwoliły u wielu ludzi niebywały pociąg do publicznego pokazywania się, parcie na gwiazdorstwo. Większość z „pokazywaczy” w owych filmikach nie nadaje się do tego, co robi, lecz nie działają tu żadne hamulce. Niektóre portale, i chwała im za to, publikują informację w dwóch wersjach: do oglądania i do czytania. Czynią to jednak sporadycznie.

Nad wyraz irytujący jest mechanizm samodzielnego (?) włączania się filmików, celuje w tym portal Gazety. Jeśli w notebooku mam podkręconą głośność, dostaję dźwiękiem jak obuchem po uszach. Gazeta.pl bardzo często cytuje komentatorów i dziennikarzy z Radia TOK FM, który ubogaca obrazem filmowym (choć nie wszyscy mają miłe aparycje) – sygnał wejściowy TOK-u powielany na portalu jest silniejszy od popisów reklamowych niejakiej Evellyn. Mam dosyć. Z powodu Evellyn i pewnego aktora reklamowanego władającego koszmarną polszczyzną (prozodia, akcent) bojkotuję od dawna Media Expert.

intern 7

Vectored Portal Icons by Zeptozephyr on DeviantArt zeptozephyr.deviantart.com

„Zasada wymuszania” ma też głębszy, ideologiczny podtekst, mianowicie wówczas, gdy media podejmują się roli kształtowania gustów odbiorców, wchodzą w rolę jedynie słusznego przewodnika po kulturze. Redaktorzy „Gazety Wyborczej”, a zatem i jej portali, do rangi najwyższej podnieśli kulturę masową. Jeśli nie obejrzałeś tego serialu, jesteś głąbem. Nie oglądasz „Gry o tron”? Najwidoczniej jesteś opóźniony w rozwoju. 27 sierpnia 2015 roku odbyła się światowa premiera książki kontynuacji „Millennium” Stiega Larssona pióra Davida Lagercrantza. W swojej recenzji z „Millenium. Co nas nie zabije” Wojciech Orliński pisze m.in.: „Oczywiście, gdy tylko Blomkvist zaczyna węszyć, afera się rozkręca – pada pierwszy trup, a ślady spisku prowadzą i do Ameryki, i do Rosji. Problem z tym spiskiem mam, niestety, taki, że od razu się z grubsza domyślam, do czego to zmierza. Jeśli czytali państwo moje teksty o internecie (a już zwłaszcza moją książkę >>Internet: czas się bać!<), czeka was to samo.” Swoją recenzję rozpoczął od słów: „Jako czytelnik i recenzent powieści >>Co nas nie zabije<< czuję się o tyle niezręcznie, że jej głównym tematem jest to, o czym od paru lat piszę jako publicysta zajmujący się internetem. >>Czas się bać<<, woła do nas autor – i ma oczywiście rację, ale mnie akurat trudno nagle przestraszyć internetem, bo boję się go od dawna.”

Redaktor Wojciech Orliński i paru innych orłów z „Wyborczej” stali się w ostatnim dziesięcioleciu miarą wszelkich rzeczy. Można odnieść wrażenie, że Larson i jego naśladowca nie napisaliby swoich powieści, gdyby nie przeczytali wzmiankowanych tekstów Orlińskiego. Co do mnie, ja naprawdę mam w du… „Grę o tron” i parę innych seriali, wolę pozostać troglodytą. Rozpasana megalomania jest dzisiaj chorobą bardzo wielu dziennikarzy i całych zespołów dziennikarskich.

We wszystkich praktycznie portalach zauważyć można niekonsekwencję w wartościowaniu i hierarchii poszczególnych informacji. Groteskowo wygląda rubryka „Najnowsze” w gazeta.pl, pomieszczona w strategicznym miejscu strony, od którego zaczyna się zwykle jej ogląd. Gdyby przedstawić ciąg informacji w tej rubryce w sposób skrótowy, hasłowy, sugerujący treść, przedstawiałby się on mniej więcej tak:

Duda w Berlinie – prześwitująca kreacja celebrytki X. – Lech i Legia poznały przeciwników – „Sutki zasłoniła. Niżej nie była już tak uważna. Najgorsza majtkowa wpadka” (cyt.) – uniwersalna szczepionka przeciw grypie – glony w Bałtyku – celebrytka w glanach i bez stanika – inwazja małp – Kurski skreślony przez Prezesa – ponętny dekolt przyciągał wzrok – Putin grozi – moc truchleje – zabił dziecko w księgarni – odsłoniła za dużo? – Błaszczykowski w niełasce – celebryta Y. rzucił żonę – Dafne Schippers ze złotem – Nawałka powołał – jaki ona ma biust! Palce lizać – Merkel podyktowała Poroszence – torebka za 25 tys. złotych – na Krupówkach zdechł koń – Arsenal musi kupić zawodnika – wyschła Wisła – Prezydent zaliczył trzy wpadki – zgroza, co ona na siebie włożyła?! – potrójne zabójstwo na Mokotowie… Itd., itp.

Niektóre z tych informacji pojawiają się w kilku innych miejscach, także ze zdjęciem/ami. Miszmasz i ahierarchiczność charakteryzuje także rubryki „Wiadomości”, „Biznes”. Niektóre informacje wiszą na stronie przez tygodnie lub miesiące, tylko przesuwa się je w inne miejsca (powód? – zapewne klikalność).

Ten bałaganik przenosi się w jakiejś mierze do rubryk z właściwymi wiadomościami, wiadomości biznesowych, sportowych etc. Podawane wiadomości z kraju i ze świata, podobnie jak w programach informacyjnych w polskich telewizjach i stacjach radiowych, ograniczają się do spraw polskich i najbliższych Polsce i zdają się dowodzić, że Polacy są nacją w małym stopniu zainteresowaną światem. Ogromne połacie świata zdają się dla dziennikarzy nie istnieć.

Na wszystkich portalach mamy do czynienia z inwazją plotek i pogłosek z życia tzw.  celebrytów. Portale nobilitowały niejako słowo „plotka”, bo znajdziemy na nich oddzielne rubryki nazwane „Plotek”, a na portalowe salony wkroczył nawet osławiony „Pudelek”. Redakcje nie mają żadnych skrupułów, by informować o najbardziej drażliwych i intymnych sytuacjach i momentach. Istotnym uzupełnieniem wiadomości są zwykle fotki, im bardziej „odważne”, tym (można sądzić) lepiej. Wiadomości te dotyczą także dziesiątków nazwisk celebryckich, które niżej podpisanemu nic absolutnie nie mówią.

Może nie ma powodu, aby – zauważając inwazję celebrytów na portale – biadać nad powszechnym upadkiem gustów, tym bardziej jeśli uwzględni się fakt, że jako licząca się część naszej kultury narodowej celebryci mają swój udział we wzroście naszego PKB. Patrząc z innej strony, trzeba też widzieć tendencję polegającą na sukcesywnym wypieraniu w III RP autentycznych autorytetów społecznych na rzecz antyautorytetów. W dzisiejszej Polsce nawet Skłodowska-Curie nie miałaby szans w „starciu” z Dodą czy Wodzianką, a była przecież bardzo nowoczesną kobietą.

Nie jestem wrogiem erotyki w literaturze, sztuce, filmie, fotografii pod warunkiem, że nie ubliża ona dobremu smakowi. Zupełnie zaś nie poważam erotomanii. Tak się składa, że erotyka, seks, ciało (zwłaszcza kobiece) wypełniają znaczną część portali. Jakiś czas temu swój wpis na blogu ograniczyłem w zasadzie w całości do zacytowania ponad dwudziestu tytułów wiadomości zamieszczonych jednego tylko dnia na portalu gazeta.pl. Raz jeszcze pozwolę je sobie zacytować, bo nie chcę tracić czasu na kopiowanie najnowszych erotoinformacji (opatruję je jednym cudzysłowem):

„Seksowna Okupnik idzie jak burza, a Ewa Kasprzyk odważnie pokazuje pupę.

Kreacja była odważna. W tańcu okazało się, jak bardzo. Tatiana Okupnik miała bieliznę, ale…

Pamiętacie tę pupę i te szorty? Znowu pozuje niemal w identycznych

Mini ledwo zakrywała pupę, a reszta? Lopez raczej nie obejrzała się w lustrze przed wyjściem.

Pamiętacie tę pupę i te szorty? Znowu pozuje niemal w identycznych.

Kate Price chwali się zmniejszonym biustem. Ale to nie koniec zmian.

Maeve pragnie spełnić swoją największą fantazję seksualną. Inna para…

„Niepokalana osiemnastka” – jak stracić cnotę?

W łóżku z księżniczką albo drzewem. Fantastyczne pomysły na pościel dla dzieci.

Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Nietypowe pozycje seksualne [18+].

Palec plus pupa. Te kampanie społeczne mają cię zachęcić do badania.

Grożono jej opublikowaniem nagich zdjęć. Odpowiedź Emmy mistrzowska.

Co zapamiętałeś z historii władczego Grey’a i uległej Anastazji? [NASZE QUIZY].

Smutna historia kobiety, która kupowała pigułkę „po”. „Nigdy nie czułam się tak zagubiona” [LIST].

Kate Price chwali się zmniejszonym biustem. Ale to nie koniec zmian

Wspaniały, nieskrępowany seks bez ograniczeń? Są trzy sytuacje, kiedy można.

Mezalians w XXI wieku­? Na etapie randek przeciwieństwa się przyciągają, ale potem…

Maeve pragnie spełnić swoją największą fantazję seksualną. Inna para…

„Niepokalana osiemnastka” – jak stracić cnotę? OGLĄDAJ ZA DARMO.

Najseksowniejsza? Bez dwóch zdań! Pupę Kaczorowskiej okrywały tylko diamentowe paski”

Podkreślam: na omawianych portalach mamy zalew tego rodzaju informacji. Gdyby mówić o jakiejś linii ideowej „Gazety Wyborczej” i imperium medialnego, który zbudowała (nie za bardzo wyszło tylko telewizją), o programie mediów „Agory”, to niewątpliwie na czołowym miejscu znalazłaby się kwestia kobiet. Poglądy redakcji są w tym wypadku nowoczesne, zgodne z duchem Unii, sporo tu sympatii wobec feminizmu („WO”, „DF”). Kiedy uwzględniam informacje i zabiegi redakcyjne takie, jak wskazane przed chwilą, widzę nie nowoczesność, lecz prymitywną hipokryzję. Kobieta jest w tym momencie traktowana jak przedmiot i viagra dla męskich chuci. Odnoszę wrażenie, że kolportuje tego rodzaju informacje jakiś tęgi erotoman (grupa erotomanów), który ślini się na widok palca, nie mówiąc o pupie. I tyle komentarza na ten temat.

Ostatnia z denerwujących mnie rzeczy: pretensjonalne, udziwnione tytuły wiadomości. Na portalu gazet.pl tytuły bywają całymi …narracjami, niejednokrotnie z dialogami, czasem konstrukcyjnie przypominają nowelkę. Na portalu Onetu wiele tytułów zbudowanych jest z irytujących perafraz (typu: Nadzieja Orłów pokonana na zastępczym ringu przez wschodzącą gwiazdę Królików). Przy okazji: irytuje mnie wszechobecna maniera zwracania się do odbiorców per „ty” (Musisz to zobaczyć. Weź się ogarnij. Zrób se dobrze.). Sorry, ja z portalowymi panami i paniami brudzia nie piłem!

I to by było na tyle. Podsumowanie jest zbędne. Na co dzień własne wędrówki po portalach ograniczyłem do niezbędnego minimum.

Michał Waliński

30 sierpnia 2015 roku

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii dziennikarstwo, Internet, media i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Portale internetowe. Zbrzydzenie mediami (2)

  1. Problem w tym, że słabości Interetu są pochodnymi jego największej zalety – demokratyzacji elitarnej dotąd działalności twórczej. Efekt jest taki, że teraz elity muszą “równać w dół”, czyli dostosowywać się do gustów masowego odbiorcy, który w przeciwnym razie odpłynie na szerokie płycizny własnych upodobań.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s