Sekty. W nawiązaniu do artykułu Bogny Drozdek Religijność (kompulsywna) jako uzależnienie

(adres komentowanego artykułu)

Według mnie, charakteryzując ludzi uwikłanych w sekty, warto przywołać pojęcie osobowości autorytarnej (Adorno, Fromm). Skądinąd przydaje się ono w jakimś stopniu do analizy zachowań na gruncie chyba każdej religii. Ergo, rozróżnienie między sektą, schizmą, ruchem religijnym, grupą wyznaniową, religią jest trudne. Zatem przyjmując podstawowe cechy definiujące tzw. sektę, można dojść do wniosku, że wszystkie odłamy chrześcijaństwa są – teoretycznie mówiąc – sektami, a jednym z pierwszych przywódców typu sekciarskiego był św. Paweł. Zresztą pierwsze stulecia po Chrystusie to raj dla sekt, schizm, ruchów religijnych, herezji, a wszystkie one cechował autorytaryzm. Odnoszę to także do pozornie milusińskiego (a la „Kwiatki św. Franciszka) ruchu franciszkańskiego, w którym umiejętności, kompetencje „miękkie” były swego rodzaju maską dla autorytaryzmu i zachowań kompulsywnych. Coś z tego widać zresztą w postawie i zachowaniach obecnego papieża Franciszka. Przy okazji, jednym z argumentów na tezę, że żyjemy w epoce jakiegoś „nowego średniowiecza”, może być ilość sekt działających w dzisiejszym świecie, w Polsce naliczono się ich ponad trzysta (pewne zastrzeżenie: nie jestem zwolennikiem patrzenia na średniowiecze wyłącznie przez negatywne konotacje, aczkolwiek neutralny niegdyś termin „sekta” dzisiaj jest odbierany niemal wyłącznie pejoratywnie).

Wracając do osobowości autorytarnej, charakteryzuje ją obszerny zespół cech i nie będę ich tu przywoływał. Niewątpliwie dysponują nią ludzie słabiej wykształceni, z niskim ilorazem inteligencji (z wyjątkami typu Tom Cruise), a więc ludzie „nietwórczy”, ze stereotypową, uproszczoną wizją świata, podatni na sugestie i opinie „silniejszych”, niezdolni do samodzielnych wyborów (życiowych, intelektualnych, religijnych), samodzielnych sądów, poszukujących mocnego „ojca”, „przewodnika”, któremu będą ślepo posłuszni. W przeszłości wielokrotnie, trochę dla „picu”, trochę dla poznania, przekomarzałem się z babciami świadkami Jehowy i przerażało mnie, do jakiego stopnia mają „wyprane” mózgi. Ludzie z przewagą osobowości autorytarnej (osobowość ludzka w odniesieniu do poszczególnych indywiduów nigdy nie jest „jedyna i jednoznaczna”, może się zmieniać wraz z biografią) niezdolność do samodzielnego sensownego życia, bierność rekompensują sobie kompulsywnością, dlatego tak ważną rzeczą w każdej sekcie są rytuały czy zachowania pararytualne. Przywódcy sekt tłumaczą je potrzebą docierania do jakiejś nowej „prawdy”, odcięcia się od dotychczas wyznawanych prawd, idei, porządku społecznego i autorytetów (w rzeczywistości najczęściej chodzi o pieniądze, nierzadko – duże pieniądze). Łatwo wytłumaczyć, dlaczego w sidła sekt wpadają tak często ludzie młodzi, biorąc także pod uwagę ich wychowanie, środowisko rodzinne i inne.

Kluczy do fenomenu popularności sekt szukać należy przede wszystkim w psychologii i uwarunkowaniach socjologicznych (albo: poczynając od tych determinantów). Dlatego moim zdaniem kwestia religii, religijności jest w odniesieniu do sekt w każdej mierze rzeczą wtórną. Wszelkie ruchy religijne mają na ogół dobrze i sprawnie funkcjonujące ośrodki propagandy i wytresowanych propagandzistów. To, czy człowiek wpadnie w macki sekty X, Y lub Z, jest kwestią przypadku, zależy od okoliczności zewnętrznych (teren wzmożonego działania danej sekty, sytuacji życiowej „kandydata” etc.). Rekrutacja do sekt kojarzy mi się dziwacznie z systemem promocji i „poczęstunków” serwowanych przez hipermarkety. W większości ludzie lubią prezenty, a sekta przecież oferuje człowiekowi rozmaite „dary”. Bez względu jednak na rodzaj (nazwę) sekty, z uczestnictwa w niej wynika więcej szkód niż pożytku. Nawet św. Franciszek oślepł, zważając przez lata, by nie nadepnąć jakiegoś robaczka na drodze i wypłakując oczy, bo kolizje z robactwem są nieuniknione.

Chodzi mi wszakże o to także, że człowiek z osobowością autorytarną równie dobrze może wpaść w sidła sekty niereligijnej, na przykład w podejrzanej konduity grupy „terapeutycznej”. Proces „leczenia” ofiary takiej grupy, a ściślej mówiąc terapeuty-fuhrera może trwać (za ciężkie pieniądze) w nieskończoność, bo granica między zdrowiem psychicznym a świrowaniem jest praktycznie nieuchwytna. Można mówić o sektach politycznych, ekonomicznych, nawet związanych z dystrybucją pewnych towarów typu Avon (sieć domokrążców, awansów, hierarchii zarobkowej, reklama szeptana). Nawet w odniesieniu do Sejmu RP można wskazać co najmniej dwóch polityków, którzy stworzyli liczące się środowiska sekciarskie i skupili wokół siebie licznych wyznawców. Przy okazji, jeśli jedną z charakterystycznych cech sekty jest sui generis tajność, nieprzejrzystość, to jedno z dwóch wielkich polskich ugrupowań politycznych (z aspiracjami dojścia do władzy) zaczyna wyraźnie przypominać sektę.

Zastanawiam się, czy charakteru sekciarskiego nie mają pewne grupy subkulturowe, np. kibolskie lub blokerskie. Na pewno zaś wiele cech sekty miały ruchy mienszewików i bolszewików w Rosji i ruch Hitlera we wczesnych fazach (czy tylko wczesnych?).

Jeszcze jedna sprawa, która wiąże się z otmętami osobowości ludzkiej. W moim przekonaniu w każdym człowieku siedzi „kawałek” osobowości autorytarnej, a ci, którzy temu zaprzeczają, kłamią (kłamstwo jest czymś nieodzownym w życiu, to inna sprawa). W sprzyjających warunkach bardzo łatwo jest wyzwolić ów pierwiastek autorytarności i sprawić, że zacznie on w konkretnej osobowości dominować. Nie jest przypadkiem, że tak wiele ofiar hitleryzmu dało się po wyzwoleniu ukąsić żądłu komunistów. Ilu zresztą światłych ludzi z różnych stron świata (Francja, USA, Hiszpania) dało się omamić szczególnie komunizmowi, już po doświadczeniu z hitleryzmem!

Dlatego każda otwarta, nieortodoksyjna refleksja nad sektami i sekciarstwem jest rzeczą pożyteczną i tym bardziej chylę czoło przed Autorką dyskutowanego artykułu.

Ostatnia uwaga, której nie będę rozwijał. Widzę wśród dzisiejszych Polaków dużą tęsknotę za władzą „totalitarną”, autorytarną. Za rok, dwa wielu obudzi się z ręką w nocniku. Pełnym nocniku. Miłego przebudzenia.

Michał Waliński

25 sierpnia 2015 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii religia, sekta i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Sekty. W nawiązaniu do artykułu Bogny Drozdek Religijność (kompulsywna) jako uzależnienie

  1. Dzięki, Michale, za obszerne rozwinięcie tematu i istotne uzupełnienie mojego tekstu.
    Osobowość autorytarna to nader często spotykana aberracja postaw religijnych – dobrze zresztą, co słusznie podkreśliłeś, przez naukę rozpoznana i nie dotycząca tylko (ani przede wszystkim) religii.
    Mnie w odniesieniu do tej ostatniej interesowały mniej rozpoznane zachowania kompulsywne, które mogą, ale nie muszą prowadzić do osobowości autorytarnej czy sekciarskiej. Powiedziałabym nawet, że te dwie skłonności się neutralizują, mają bowiem przeciwne “wektory”: dyktat autorytarny oddziałuje z zewnątrz, kompulsywny – z wnętrza podmiotu praktyk religijnych. Osobowość autorytarna może zatem skutecznie pacyfikować/uśmierzać ból kompulsywności, nadając jej ściśle określone ramy rytualne (np.obligatoryjna spowiedź w pierwsze piątki miesiąca).
    Warto przy tym pamiętać, że kompulsywność może także dotyczyć potrzeby kontestowania wszelkich autorytetów. Co niekoniecznie jest manifestacją wewnętrznej wolności, raczej jej desperacko wyrażanym brakiem, niezaspokojonym pożądaniem, notorycznym infantylizmem… paradoksalną konsekwencja czego jest ucieczka w autorytaryzm skrajnego indywidualizmu czy utopijnego anarchizmu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s