Tym razem chwalę red. Tomasza Lisa

Onegdaj pozwoliłem sobie wyrazić się pozytywnie na FB na temat felietonu Tomasza Lisa Bronię Andrzeja Dudy. Stwierdziłem między innymi, że jest to „bardzo dobry tekst” i spotkałem się ze zdziwieniem/protestem/rozczarowaniem/prztyczkiem w nos/przyganą Czytelniczki podkreśloną aż czteroma znakami zapytania.

Zacznę od tego, że nie jestem fanem red. Lisa, a wręcz przeciwnie, mierzi mnie jego chorągiewkowatość połączona z rozbuchanym ego, zjednoczonym z monstrualnym ego kilkorga innych dziennikarzy spod znaku „GW”. TOK FM i TVN, którzy tworzą swoiste żurnalistyczne kółko wzajemnej adoracji, nachalnie i bez oporów reklamują się po kumpelsku na swoich łamach/wizjach/foniach, siebie wyłącznie cytują lub autosięcytują („Ja już dwa lata temu ostrzegałem, że…”) i niejako hurtem mianowali się czołowymi i najbardziej wpływowymi dziennikarzami III RP.

Śledzę ich codzienne produkcje dziennikarskie, bo chociaż czuję coraz większe obrzydzenie do polityki (nie tylko rodzimej), tkwiące we mnie zwierzę polityczne nie pozwala mi zdecydowanie odciąć się od tego barachła. Ostatecznie jednak lepiej jest wiedzieć niż nie wiedzieć, w jakim się świecie żyje, a na eskapizm w postaci ucieczki do puszcz borneańskich szans nie mam, a i tam dopaść mnie mógłby spadający samolot linii melanezyjskich lub indonezyjskich i dostarczyć mi kawałek świata, od którego uciekłem.

Obserwowałem różne dziwne zachowania (dziennikarskie) T. Lisa, czemu parę razy dawałem wyraz także w tym miejscu – na ogół krytycznie, jednak gdy mi się coś spodobało, sprawiedliwie chwaliłem.

W ostatnich tygodniach T. Lis pozwalał sobie na takie wypowiedzi a propos nowej władzy prezydenckiej, które mnie dziwiły, które wyglądały na głos kunktatorski. Takoż czytelnicy i słuchacze Lisa na forach internetowych dziwili się mocno i równie mocno „oceniali” Lisa. Anonimowego hejtu nie znoszę, więc cytować nie będę. W każdym razie zastanawiałem się, czy może Lis chce Prezydenta jakoś udobruchać po wpadce w „Tomasz Lis na żywo” (wspólnie z aktorem Karolakiem) dotyczącej fałszywego konta internetowego córki A. Dudy, może chce gościć jesienią Prezydenta w swoim sztandarowym programie i się przymila, a może zupełnie zmienił front ideologiczny.

Z kręgów PiS-owskich zaczęły ostatnio dochodzić informacje, że po zwycięskich wyborach ludzie tej partii zaczną robić porządki w telewizji. Niby nic nowego. Każda nowa władza zaczyna od 1952 roku od porządków w telewizji i porządków z telewizją, chociaż w dzisiejszych czasach jest to czynność niezbyt produktywna, bo telewizja traci na znaczeniu i należałoby raczej wzorem Chin, a może nawet Korei Północnej ocenzurować lub skasować Internet. Jednak PiS-owcy chcą telewizję publiczną przekształcić w „narodową” i to mnie przeraża, a przecież już wystarczająco jestem przerażony stylem nowego prezydenta i zwiastunami możliwości pani (prawie premier) Szydło Beaty.

W każdym razie mam świadomość, że red. Lis ma świadomość, że bez względu na to, czy (ewentualnie) nowa władza zrobi porządki w telewizji publicznej, czy nie, to sztandarowy program Tomasza Lisa zniknie ze „szklanego ekranu”. Jeśli tak się stanie, płakać nie będę, bo program Lisa już dawno zużył się, zwietrzał, skarlał, sam Lis jest marnym cieniem dawnego Lisa, zaś ratuje ten program wyłącznie fakt, że nadawany jest po serialu „M jak miłość”. T. Lisa z powodzeniem może zastąpić jakiś wygadany biskup o odchyleniach polityczno-dziennikarskich, czyli praktycznie każdy, skupiający w studio TV2 odpowiednio dobranych gości w programie „Biskup X na żywo”. Może być arcybiskup.

Nie wiem zatem, jakie podłoże (jaką motywację) ma ostra krytyka nowego Prezydenta pióra T. Lisa. Uważam jednak, że jest celna i w gruncie rzeczy nie tak ostra. Czytelniczka oburza się: „Bardzo dobry tekst???? Dla mnie jak przesolona i przepieprzona wodzianka (znana Ci zapewne śląska zupa). Ironię, jak kuchenną przyprawę, trzeba umieć dawkować, przedawkowana jest niestrawna.”

Wodzionkę znam, szanuję i czasem konsumuję, ale do wodzionki nie używam pieprzu. Owszem, wody, szpyrki, suchego chleba i czosnku – tak. Rzadko jednak robię tę jakże pożywną zupkę, bo w dobie supermarketów i supererzaców Knorra trudno jest o porządny łój barani i jesienią potencjalnie zwycięski PiS powinien coś z tym fantem zrobić.

To tyle w kwestiach kulinarnych. Gdyby persyflaż Lisa był pisany cieńszą kreską, bardziej subtelnymi środkami, większość czytelników uznałaby, że napisał on panegiryk na cześć Andrzeja Dudy, bez względy zresztą na to, czy zna, czy nie słowo „panegiryk”. Do dzisiaj większość uczniów i (niestety) nauczycieli nie potrafi pojąć, że satyra „Do króla” pióra biskupa Krasickiego za cholerę nie jest pochwałą króla, choć maleńki pierwiastek panegiryczny zawiera. Żyjemy w czasach, w których, aby być czytelnym i zrozumiałym, nieustannie musimy definiować ostro i wyraźnie swoje zamierzenia i czynności, zwłaszcza gdy zwracamy się do tzw. szerokiej publiczności. „Ten felieton jest persyflażem”. „Teraz będę krytykował władzę”. „Teraz siedzę i myślę”. „Teraz umyłem ręce”. „Jestem w głębokiej dupie”. „Muszę zaznaczyć, że nie jestem sympatykiem PiS.” Komunikat kierowany do wspomnianej „szerokiej” publiczności powinien poza tym być jak najkrótszy: ideał to jedno zdanie, dokładnie jak w komentarzach reporterów w dziennikach telewizyjnych. Zdanie pierwsze i najważniejsze, bo informujące o czymś (teoretycznie) ważnym, krótsze jednak niż eksplicit kończący „komentarz”: „Dla Telewizji Nowa Polska– Adolf Rumsztyk”. Obowiązkowe logo Telewizji Nowa Polska na mikrofonie trzymanym przez zziajanego dziennikarza lub spoconą dziennikarką. Do tego fotka lub filmik i każdy matoł powinien zrozumieć, o co biega.

Persyflaż Lisa jest może za długi. Czytając tekst, czytelnik powinien mieć warunki do jednoczesnego zerkania w telewizor, podsłuchiwania radia, google’owania w Internecie oraz drapania się przynajmniej po karku i redaktor Lis powinien o tym pamiętać. Żyjemy w czasach wykonywania pięciu lub więcej czynności w jednej i dlatego gówno nam z tego wychodzi, a ściślej mówiąc wychodzą nam rzeczy jednorazowego bądź możliwie najkrótszego użytku. Kupujemy pralkę, telewizor, suszarkę, wibrator, smartfona wiedząc, że za dwa lata, jak dobrze pójdzie, zastąpimy je nowym sprzętem, bo naprawa będzie albo niemożliwa, albo zbyt kosztowna. Dewaluacja dotyczy także słowa. Dzisiaj słowo służy niemal wyłącznie do rzucania na wiatr.

Ja naprawdę boję się potencjalnie realnych rządów trio w osobach A. Dudy, B. Szydło i J. Kaczyńskiego, którym towarzyszyć będzie chór biskupów i radiokomitet w osobie o. Rydzyka. Dlatego w komentarzu, który zainspirował Czytelniczkę, życzyłem red. Lisowi niezłomności w utrzymywaniu linii. Bez względu na koszta osobiste.

Michał Waliński

17 sierpnia 2015 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii dziennikarstwo, media, polityka i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Tym razem chwalę red. Tomasza Lisa

  1. Stefan pisze:

    Ja wciąż cenię analizy stanu rzeczy wygłaszane lub wypisywane przez Tomasza Lisa. Poza tym uważam, że jak kiedyś „Wprost”, tak teraz „Newsweek” pod jego redakcją stał się świetnymi pismem. Po obecnym „Wprost” widać, co się dzieje, gdy brakuje mu ręki dobrego szefa.
    Natomiast faktem jest, że „Tomasz Lis na żywo” zużył się. Jeszcze gdy prowadził z kimś dialog, można było na tym skupić uwagę. Ale te dialogi na dziesięć lub więcej nóg, niczym specjalnie nie różniły się od jarmarcznego jazgotu. Zresztą, wydaje się, że dzisiejsze jarmarki stały się bardziej cywilizowane niż przekrzykiwania się polityków.

    Polubienie

  2. Leciwa „Czytelniczka” najwyraźniej wychowała się na gnębionych przez cenzurę felietonach z czasów PRL (a może nawet jeszcze bardziej archaicznych “Kronikach” B. Prusa) i nie potrafi docenić wolnej (od rzeczonej cenzury) elokwencji red. Lisa. Z drugiej strony, tenże redaktor Lis raczej nie przejąłby się jej fochami, nawet gdyby do niego dotarły, więc pewnie dlatego umieściła je pod Twoim komentarzem, a nie pod krytykowanym tekstem.

    Polubienie

    • Zdarzyło się chyba po raz pierwszy, że albo nie rozumiem, albo nie do końca rozumiem, o co chodzi w Twoich dwóch komentarzach. Oczywiście, każdą krytykę pod moim adresem przyjmuję.
      Mogę tylko dodać, że zawsze z przyjemnością czytałem felietony Prusa (Świętochowskiego i Sienkiewicza tudzież), do dzisiaj podziwiam felietonistykę społeczną Boya (teatralną oczywiście też), Słonimskiego. Moimi felietonowymi idolami byli (bądź są) Hamilton (czyli Zb. Słojewski – jeden najlepszych, Jerzy Urban (tak, „ten” Urban), Daniel Passent (raczej ten z PRL), KTT, Michał Radgowski, Wisława Szymborska, Urszula Kozioł. Dzisiaj niewielu felietonistów mnie przekonuje, Stomma na pewno, Varga, Piotr Adamczewski (sic), może czasem Siwczyk. Mimo że lubię Tyma, nie przepadam za jego felietonami, podobnie jak za felietonowymi wypocinami Szczygła, którego uwielbiam za książki „czeskie”. Kobiety felietonistki wypadają dzisiaj mizernie, a szkoda. Fatalnie na przykład pisze przesławna Monika Olejnik
      Lis jako felietonista nie osiąga poziomu żadnego z wyżej wymienionych. Daleko mu do mistrzów. On i owo żurnalistyczne kółko wzajemnej adoracji to … „ludzie renesansu”. Ciągną wiele srok za ogon (telewizja, radio, pisanina, redakcje) i w każdej dziedzinie wychodzi im raczej średnio lub mniej niż średnio. Dokucza mi ich tendencyjność. A może sprzedajność?

      Polubienie

    • Krytyka, to prawda, umieszczona była pod Twoim adresem – facebookowym 🙂 – ale dotyczyła histerycznego “ironiotoku” Tomasza Lisa. Dla Ciebie był on do zaakceptowania, bo artykułował podzielane obawy – rozumiem więc, że mógł Cię ucieszyć. Dla mnie to po prostu nieznośnie przegadany dziennikarski bubel. “Daleko mu do mistrzów” to – w tym przypadku – miłosierny eufemizm.
      Z powodów geograficznych zwycięstwo Dudy i ewentualnie PiS-u nie spędza mi snu z powiek, ale obawiam się, że tego typu nachalne szydzenie jedynie przysporzy jego obiektom przekornych zwolenników (w kampaniach wyborczych warto pamiętać, że przekora to jedna z naszych cech narodowych i lepiej jej nie prowokować).

      Polubienie

  3. Dziękuję. W moim przypadku to właściwie nie jest kwestia lubienia T.L. Kiedyś mu sekundowałem, od jakiegoś czasu przestałem być jego „fanem”.

    Polubienie

  4. Alicja pisze:

    Świetny tekst, z humorkiem, merytoryczny. Zgadzam się z panem. Z jednym jednak się nie zgadzam, tak się składa, że akurat trochę lubię red. T.Lisa. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s