Wstydźcie się, dziennikarze!

Mam na uwadze dziennikarzy, publicystów, komentatorów pracujących w programach informacyjnych, zajmujących się polityką, głównie tą w krajowym wydaniu. Szczególnie dziennikarzy skupionych w TVP1, w …„Tomaszu Lisie na żywo”, programach Moniki Olejnik, TVP Info, TVN, TVN24 i Radiu Tok FM.

W poniedziałek po drugiej turze wyborów prezydenckich miałem nieprzyjemność słuchać dużych fragmentów bloku „Poranek w TOK-u”, który to poranek trwał bardzo, bardzo długo, bo od godz. 6.00 do 12.20. W tym czasie „czołowi” TOK-owi dziennikarze (reprezentujący środowisko „Gazety Wyborczej” i „Polityki” kisili się we własnym sosie, wydzwaniali desperacko do różnych person z prośbą o komentarze. Tematem „poranka” były nie tyle wyniki wyborów, co (nieoczekiwanie) szok i katz powyborczy (niepoalkoholowy bynajmniej) naszych sław dziennikarskich. Z sosu, w którym kisili się radiowo-gazetowi żurnaliści, zionęło stęchlizną, zużytym olejem, starą propagandową fryturą, polityczną spalenizną i od lat odgrzewanymi tymi samymi daniami. Jeden jedyny Jan Wróbel próbował zachować fason, czyli trzymać pewien dystans do rzeczy, w czym pomagał mu typowy dla niego ironiczny i autoironiczny humor. Jeden jedyny red. Wróbel przewidział zresztą pod koniec ubiegłego roku zwycięstwo A. Dudy i  niewątpliwie powinien awansować na stanowisko Naczelnego Wieszcza Polskiego. Być może Duda, który tyle naobiecywał, takie stanowisko mu zaproponuje, choć nie wiadomo, czy red. Wróbel je przyjmie.

Poniedziałkowy poranek to nie był typowy TOK FM-owy poranek, chociaż rozpoczął go dzielnie red. Maślak (przepis na maślaki można usłyszeć w TOK-u kilka razy dziennie). To nie tylko nie był napawający nadzieją na dobry dzień poranek, to było istne żałobne zgromadzenie, to były jakieś majowe roraty żałobne celebrowane przez ludzi w skrajnej desperacji, ludzi pozbawionych wszelkiej nadziei. W porównaniu z nimi człowiek przekraczający bramę do piekieł Dantejskich miał tej nadziei ogrom. Dla TOK-owych celebrantów (i celebrytów) najwyraźniej skończyła się pewna epoka. Pomyśleć, oni jeszcze wczoraj o 21.00 wierzyli, że wygra Komorowski, bo w ciągu ostatnich miesięcy myśleli dokładnie tak samo, jak Komorowski. Że mu się tytułem zasiedzenia i rzekomych zasług druga kadencja należy i im, TOK-ującym też się należy.

Kto wie, czy to nie oni najbardziej uśpili Komorowskiego i rozjuszyli wyborców?

Najczęstszym pytaniem, jakie zadawało sobie owego poranku towarzystwo wzajemnej adoracji z Radia TOK FM, było pytanie: „Jak się dzisiaj czujesz?” Heroiczna odpowiedź brzmiała: „Dobrze, nic się nie stało, świat istnieje nadal…” I tyle – wisielczego – humoru. Wszystkich mediów na raz słuchać w jednym czasie nie można, ale przypomniały mi się pozieleniałe twarze pary „czołowych” dziennikarzy z TVP1 przybitych wynikami wyborów w pierwszej i – ostatecznej – drugiej turze.

No i mam świeżo w pamięci poniedziałkowe studio „Lisa na żywo”. Dzień po ekscytujących wyborach u żywego redaktora Lisa pustawo, nawet jedno krzesło stało samotnie, nikt nie się kwapił, by na nim usiąść. Inne media doniosły uprzejmie, że w ogóle nikt nie bił się o to miejsce,  bojkotować Lisa zaczęli kolejni bywalcy, np. Gowin. Wystąpił wszakże mały garniturek drugo- i czwartorzędnych polityków, w tym po raz kolejny nie wiadomo, po co, Kalisz, w tym nudnawi komentatorzy – profesorowie Smolar i Markowski. I kandydat na kolejnego polityka Ryszard Petru. Profesora Smolara przepraszam, lecz codziennie występuje on w co najmniej trzech programach radiowych i telewizyjnych (etatowo?), czy może zatem mieć jeszcze coś ciekawego do powiedzenia? Jedynie pani doktor z UW mówiła żywiej i sensowniej.

Odnoszę wrażenie, że program Lisa przekształca się w program z udziałem ludzi „wyautowanych”, farbowanych po przejściach lub emerytowanych polityków i zużytych komentatorów przeznaczony dla… No właśnie, nie bardzo wiadomo, do jakiej grupy odbiorców ma trafiać „Lis na żywo”? Bo ci od Kukiza na pewno go nie oglądają. Pozostają emeryci, gospodynie domowe, mieszkańcy małych miasteczek i resztki klasy robotniczej, tym bardziej że Lisa nie ogląda większość z tych, którzy chwilę wcześniej przeżywali „M jak miłość”. Młodzi zaszyli się w Internecie i dobrze im bez telewizji i Lisa. Odnoszę wrażenie, że wpadka Lisa i aktora Karolaka w poprzednim programie nie pozostanie bez konsekwencji. Politycy PiS już od lat bojkotują program.

Komorowski zrobił wszystko

Komorowski i jego sztab zrobili wszystko, żeby przegrać wybory. Przyczyniła się do tego ich monstrualna pycha i to, co określa się mianem arogancji władzy, która dawno już przekroczyła granice przyzwoitości. Próby epatowania i pozyskiwania narodu (wyborców) natrętną propagandą sukcesu i jednoczesne lekceważenie najwyższego hegemona w demokracji, czyli ludu, czyli Polaków, a już szczególnie młodych Polaków. Komorowskiemu przez całe miesiące niespieszno było do rozpoczęcia kampanii wyborczej, do spotkań z wyborcami, sztab łaskotał go mile wysokim – do czasu – procentem zaufania Polaków. Owo lekceważenie narodu było i jest wynikiem zwyczajnej arogancji i lenistwa, ale jest także wynikiem podstawowych braków w inteligencji i wynikiem dyletantyzmu sztabowców. Dotyczą one zwłaszcza nieznajomości podstawowych reguł komunikacji społecznej. Dwa różne języki – język, którym posługuje się władza, i język ludu, a szczególnie młodych ludzi, rozminęły się w tym wypadku kompletnie. Nie miały szans na spotkanie i konsensus tym bardziej, że ta władza jakby z założenia pozostawała głucha, obojętna na głos ludu. Lud zatem odpowiedział: „Mów do mnie jeszcze, a ja swoje wiem i swoje zrobię.” Chociażby ze zwykłej przekory, jednak nie sprowadzałbym takiej a nie innej decyzji ludu do kwestii przekory wyłącznie.

Przegrana Komorowskiego nie jest oczywiście wyłącznie konsekwencją źle prowadzonej kampanii, w tym desperackich kroków podejmowanych przez prezydenta i sztab po pierwszej turze, w tym ewidentnych wpadek. To konsekwencja błędów, zaniechań i braku konsekwencji PO w ciągu ostatnich ośmiu lat. Sprzeniewierzenia się własnemu programowi, własnym postulatom i składanym obietnicom, z których „najzabawniej” przedstawia się zadanie przekształcenia Polski w „drugą Irlandię”. Eskalacji pychy i poczucia bezkarności, lekceważenia nie tylko nastrojów społecznych, ale także licznych afer z udziałem prominentnych polityków PO, z aferą taśmową na czele, tolerowania w swoich szeregach ludzi, których już dawno tam być nie powinno.

Duża, ogromna w tym zasługa byłego lidera PO i premiera Donalda Tuska, który ponad konkretną rzeczywistość przedkładał gry i gierki polityczne i personalne oraz grę w piłkę kopaną. Utrata kontaktu z rzeczywistością to nie wyłącznie domena Komorowskiego, ale wspólne niechlubne dzieło wielu ludzi z „elity” partyjnej, jak i klakierskich mediów, o czym później. Dlatego „kopniak” wymierzony Komorowskiemu na poniedziałkowym posiedzeniu zarządu PO przez Neumana i Biernata, przy niejakiej aprobacie premier Kopacz (?), jest rzeczą nader obrzydliwą i sympatii dla tej partii na pewno wśród ludu nie przysporzy, aczkolwiek tak w ogóle nie ma powodów, aby użalać się nad losem i przyszłością prezydenta.

Dzisiaj już aż nadto dobrze widać, że wieloletnia polityka oparta na straszeniu ludzi wizją rządów PiS i wojną na Ukrainie jest polityką przeciwskuteczną. Widać też, że zmniejsza się rola tradycyjnych mediów, bo prawdziwe kampanie odbywają się w Internecie i wyłącznie Internet obiektywnie pokazuje nastroje społeczne, co dotyczy zwłaszcza ludzi młodych, dla których telewizja nie istnieje. Sztab Komorowskiego i liderzy PO tych tendencji nie zauważają.

Jest jakimś absurdalnym i żałosnym symbolem etosu PO-owskiego, że szefami sztabu wyborczego na jesienne wybory do Sejmu będą, jak się mówi, …Michał Kamiński i Jacek Protasiewicz. Ja bym jeszcze dorzucił co najmniej min. Nowaka od zegarka i kogoś od kilometrówek sejmowych.

Wstydźcie, się dziennikarki i dziennikarze

Internetu lekceważyć nie można, ale jak by nie było, „Gazeta Wyborcza” Radio TOK FM, TVN, TVP1, TVO Info, TVN 24 to w warunkach polskich ogromna siła medialna. Konkurencja takiej nie posiada, uwzględniając media ojca Rydzyka.

Wstydźcie, się dziennikarki i dziennikarze! Od co najmniej dziesięciu lat uprawiacie jednostronną, zmasowaną propagandę na rzecz PO. Poczytajcie sobie w Internecie, jakimi epitetami internauci określają waszą propagandę. Upolityczniliście, ba, upartyjniliście gruntownie dziennikarstwo, zagubiliście, zniszczyliście te podstawowe wartości zawodu dziennikarza, które wiążą się z niezależnością, bezstronnością i obiektywizmem, a więc także ze zwykłą uczciwością. Z prawdą. Media, które reprezentujecie, stały się niczym innym jak tubą „jedynie słusznej” w waszym mniemaniu partii, niemal jak niegdysiejsza „Trybuna Ludu” i przesławny „Żołnierz Wolności” były tubami PZPR. Żal wielki, że do upartyjnienia dziennikarstwa przykładają pióra i głosy przedstawiciele tak zasłużonego pisma jak „Polityka”. W pierwszym okresie po 1989 roku „GW” zamieszczała na tytułowej winiecie znak „Solidarności”. Dobrze się stało, że znak ten zastrzeżono i odebrano  gazecie. Bo praktyka w wydaniu wymienionych mediów „informacyjnych” sukcesywnie sprzeniewierza się ideałom Sierpnia 80 i – przy wszystkich pozorach – jest to praktyka antydemokratyczna. I szczęście, że koncern „Agora” nie otrzymał własnej telewizji, o którą zabiegał.

Wstydźcie, się dziennikarki i dziennikarze! Bo to wy, praktycznie, macie władzę najsilniejszą i to wy w stopniu wybitnym przyczyniliście się i przyczyniacie do podziału Polski na dwie niekompatybilne połowy, wy w ogromnej mierze podsycacie trwającą od lat wojnę polsko-polską, jako zadeklarowani zwolennicy jednej wyłącznie strony. Jest to dla was sytuacja wygodna z dwóch podstawowych względów: macie stały, niezawodny temat do medialnych rozważań i swoiste alibi, a po drugie, bronicie w ten sposób nienaruszalności i suwerenności własnych imperiów, chociaż być może zauważacie od czasu do czasu, że nakłady waszych gazet spadają na łeb i szyję, mizernieje oglądalność waszych produktów telewizyjnych, a w swoich portalach internetowych musicie gęsto i często podpierać się gołymi tyłkami i cyckami celebrytek oraz frapującymi wieściami z „pudelków”.

Co rusz próbujecie przekonać odbiorców, że myślicie w sposób nowoczesny, liberalny, deklarujecie się jako piewcy postępu, wolności, tolerancji, dowodzicie, że walczycie ze schematami i schematycznym myśleniem, z ignorancją i ciemnotą, w codziennej praktyce jednakże to wy jesteście mistrzami i zarazem niewolnikami myślenia schematycznego, dokonywania analizy rzeczywistości polskiej wyłącznie w barwach czarno-białych, rzecznikami i ambasadorami oportunizmu politycznego i manipulacji. Kochacie prawdę i tylko prawdę, pod warunkiem, że owa prawda jest zgodna z formułowanymi przez was przesłankami większymi. I  – w zależności od aktualnej koniunktury.

Stanowicie spektakularny przykład towarzystwa wzajemnej asekuracji i adoracji, reklamujecie się nawzajem w mediach, które reprezentujecie, jesteście pobłażliwi wobec własnych słabości i potknięć, chociaż bywacie bezlitośni w ocenach przeciwników i ludzi z zewnątrz. Jesteście tak zgrani, tak podobni do siebie, że bezwiednie wypracowaliście i stosujecie jeden schemat prowadzenia rozmów i dyskusji w waszych sztandarowych programach telewizyjnych i radiowych. Według niepisanej umowy obowiązują was implikacje bezwzględnie przestrzeganej zasady podziału świata opartej na opozycji swój – obcy. „Swoich” traktujecie ulgowo, przyjaźnie, serdecznie, koncyliacyjnie, często nawet familiarnie (tworzycie wszak wraz z wybranymi politykami jedną rodzinę), Przywiązujecie niezwykle dużą wagę do sztuki zadawania odpowiednich pytań odpowiednim osobom, niektóre z nich powinny sugerować, że są pytaniami trudnymi, niewygodnymi, tak aby interlokutor mógł zacząć odpowiedź od wyświechtanej frazy „To jest dobre pytanie”, poględzić przez chwilę i wybrnąć z sytuacji. Między innymi dzięki temu tworzycie złudzenie atmosfery zaangażowanego i dociekliwego dziennikarstwa. W każdym razie, pozorując powagę i znaczenie podejmowanych tematów, nigdy nie przyciskacie „swoich” za bardzo do muru, wspaniałomyślnie zostawiacie otwartą furtkę. Jeśli „swój” nabroił, naraził się opinii publicznej i sprawy nie da się zamieść pod dywan, prowadzicie z nim rozmowę, która wręcz sugeruje prokuratorskie czy policyjne  śledztwo, jednakże jako „źli prokuratorzy i policjanci” jesteście nadzwyczaj łagodni i spolegliwi, z zasady kończycie na „podszczypywaniu”. Pamiętacie bowiem o tym, że najważniejszy jest obraz całości, czyli jedynie słusznej partii, a przecież waszym głównym zadaniem zawodowym jest obrona interesu wybranej przez was partii, która de facto jest obroną waszych medialnych „okopów św. Trójcy”.

„Swój” to dla was niekoniecznie tylko przedstawiciel PO. Przyjaźnie traktujecie sojuszników (bardzo nielojalnych sojuszników) z ZSL. Podkreślacie swoje przywiązanie do lewicy i „lewicowości”, ubolewacie i rozlewacie łzy nad upadkiem lewicy w Polsce. Macie więc swoich lewicowych pupilków. Jeśli nawet tacy jak Miller czy Palikot wyeliminują się sami z politycznego i medialnego obiegu, zawsze są w odwodzie sympatyczne gaduły w rodzaju Wenderlicha, Kalisza lub Czarzastego, zatem i po Millerze celnych bon motów nie zabraknie. No a poza tym wasi rozmówcy potrafią nieźle kadzić… Chwali się wam, że czasem dopuszczacie do głosu B. Nowacką, ale jednocześnie bezlitośnie, ex cathedra, obśmiewacie wyborców Kukiza (chociaż tak naprawdę nic o nich nie wiecie) i ironizujecie na przykład na temat zawiązującego się ruchu „Razem”. Bo w głowach wam się nie mieści, że w Polsce może powstać zupełnie nowa (personalnie i programowo) lewica, pozbawiona żywych trupów politycznych i upiorów przeszłości. Prawdziwa i licząca się siła.

„Obcy”, zwłaszcza z PiS, są przez was kategorycznie zwalczani. Owszem, zapraszacie ich do swoich programów, jednak już a priori mówicie im „nie”, bez względu na to, co mają do powiedzenia. Także schemat waszych „rozmów” i „dialogów” z „obcymi” jest uderzająco podobny, czy to w TVN, czy w TOK-u: najważniejsze zadanie to nie dopuścić łaskawie zaproszonego do studia oponenta do głosu, brutalnie przerywać w pół (pierwszego) zdania, nękać nieustanną zmianą pytań, no i, co tak bardzo lubicie, ironicznie potraktować wypowiedź i gromko obśmiać. Dziwię się, że wasi goście tak rzadko (niemniej zdarza się) zwracają wam uwagę na ewidentne braki w kulturze prowadzenia rozmowy politycznej, tak rzadko przywołują was do porządku, chociaż wynika to, jak sądzę, z ich przynależności do innego porządku kulturalnego.

Jeśli przedmiotem rozmów jest postępowanie  jednego z waszego klanu, robicie wszystko, aby pokazać swoją solidarność, jednakże ma ona swoje granice i kończy się czymś, co można by określić jako pocałunek śmierci. Bo ta rzekoma solidarność jest raczej solidarnością w cudzysłowie. Dobrym przykładem jest sprawa K. Durczoka. Jego obrońcy umilkli, co nie dziwi, bo ubył – przynajmniej na jakiś czas – poważny konkurent do konsumpcji medialnych konfitur.

Tak najwidoczniej pojmujecie medialny dialog społeczny. Co najśmieszniejsze, gdyby to nie było takie smutne, wydaje się wam, że jesteście sumieniem społeczeństwa, że mówicie do niego bądź w jego imieniu, że go reprezentujecie, tymczasem tworzycie poziomą strukturę komunikacyjną, w której głównymi odbiorcami waszych komunikatów jesteście wy sami i kreowani przez was lub zwalczani przez was politycy. Bo w istocie, każdego dnia, od poranka do późnego wieczoru, przez całe lata, tworzycie i przesyłacie ważne (waszym zdaniem)  treści  nie do Polaków, lecz przede wszystkim wzajemnie do samych siebie, utwierdzacie się w swoich poglądach i klanowej solidarności, badacie, popisujecie, zapraszacie wzajemnie do swoich audycji, adorujecie, komplementujecie, zachwycacie okładkami „Newsweeków”, popisami Kuby Wojewódzkiego, newsami z programów Lisa, Olejnik i innych.

W swojej rozpasanej megalomanii, nadętym jak transkontynentalny balon ego nie zauważacie, że „lud” w nikłym stopniu was słucha i w jeszcze bardziej nikłym poważa. Wszystko doskonale się zgadza. Politycy lekceważą społeczeństwo (w Internecie znajdziemy szereg bardziej dosadnych określeń sugerujących, gdzie politycy mają społeczeństwo), politycy od dawna wychodzą z założenia, że nie ma potrzeby tworzenia sensownych programów i ewentualnie porywania tymi programami ludzi do przebudowy rzeczywistości, ergo, politycy poprzestają na sloganach, czczych obietnicach i „piarze”. Ci politycy to wasz, dziennikarski produkt, ergo, wy zapewniacie politykom „piar” (lub „antypiar”), a poza tym społeczeństwo i Polska równie niewiele was obchodzi. Bo dla was liczy się przede wszystkim aktualna koniunktura. I jeśli uznacie, że się wam to opłaca, to jesteście gotowi nawrócić się na prezydenta elekta Dudę. Niektórzy z was już rozpływają się nad urodą i przymiotami żony i córki elekta, rozczulają nad zdjęciami małego dzieciątka pokazywanymi przez mamusię elekta (zapominając, że jeszcze niedawno potępiali ją za agitowanie na rzecz syna wśród studentów chemii na uczelni, na której wykłada).

Czy przesadzam, sugerując wam brak zainteresowania istotnymi problemami stojącymi przed Polską? Nie sądzę. Czym wy tak naprawdę zajmujecie się w tych swoich porankach radiowych i wieczorach politycznych w telewizjach, na jakie tematy prowadzicie te swoje zaangażowane rozmowy i dyskusje? Nie skłamię, jeśli powiem, że poranny TOK FM (od 7.00 do 9.00, ale i późniejsze różne audycje) czy na przykład TV Info lub TVN24 po wieczornych wiadomościach (i następne programy) to nic innego, jak nieustająca kronika personalna, programy poświęcone wyłącznie spekulacjom personalnym, roszadom, grom i gierkom politycznym, analizom tego, co kto powiedział i co kto jeszcze powie, skąd wieje wiatr i jaki wiatr wieje, a właściwego paliwa dostarczają wam kretyńskie, dostarczane w nadmiarze sondaże i notowania partyjne i personalne.

Do dzisiaj dzwonią mi w uszach zdania wypowiedziane przez jedną z czołowych redaktorek informacyjnych TVN (słowa wyczytane w „Wyborczej” lub usłyszane w telewizji), jak to ona uwielbia kampanie wyborcze, bo jest tak ciekawie… No cóż, jesteście ludźmi, dla których codzienne sondaże i wiedza, że jednym coś opada, a innym rośnie, są solą życia, a jego chlebem nieustające targowisko politycznej próżności; przy okazji przyzwoicie na tym zarabiacie. Pozazdrościć. Analizujecie przez 365 dni w roku owe sondaże, rankingi, także w piątki, świątki i niedziele oraz wieczory wigilijne, nie macie więc czasu, aby się zająć Polską i tak naprawdę powinienem wam współczuć. Teraz akurat przez najbliższe tygodnie będziecie się głowić, czy premier Kopacz zdoła odpowiednio ustawić „schetynowców” i odpowiednio ustawić „spółdzielnię” i czy w odstawkę pójdą Biernacki i Neuman. A może poleci sam Schetyna, bo to on decydował o sztabowcach Komorowskiego? Będziecie zatem, jak zwykle, jak zawsze, niezwykle zajęci niezwykle istotnymi sprawami.

Muszę wam jednak, szanowne dziennikarki informacyjne i szanowni dziennikarze informacyjni, powiedzieć prosto z mostu: owszem, jesteście znani, świecicie światłem odbitym z kandelabrów salonów politycznych, grzejecie się pożyczonym ciepłem, wielu z was weszło znakomicie w rolę celebrytów (znanych z tego, że coś tam robią), królujecie w mediach, kreujecie na własną miarę polityków, prowadzicie może nie salony polityczne, co medialne pracownie politycznego PR jednej formacji, ale ta wasza robota jest robotą nadzwyczaj jałową, nie wymaga większej inwencji umysłowej, specjalnego przygotowania, dużego nakładu sił twórczych, nieustannego kształcenia i pomysłowości. Wystarczy odrobina inteligencji, sprytu, czasem bezczelności lub arogancji, często usłużności lizusostwa i „spolegliwości” (zależy, z kim się rozmawia), no i notes wypchany kontaktami. Jaka taka aparycja, z dykcją może być i zwykle bywa gorzej, zawsze dobre buty na nogach i odpowiednie wdzianko. I zasada: byle się nie wychylić, a jakoś to będzie, bo przecież nawet po Komorowskim potopu nie będzie, a i do ewentualnej wygranej PiS w wyborach parlamentarnych jakoś się ustawicie. I przetrzymacie.

Na koniec powiem więc jeszcze jedno. Bardzo często pozwalacie sobie na krytykę nauczycieli, bo takie najwidoczniej macie skrzywienie zawodowe. Jednakże, gdyby nauczyciele w Polsce w swojej pracy stosowali normy i etos was charakteryzujące, nie zagrzaliby długo miejsca w zawodzie. Po pierwsze, negatywnie zweryfikowałaby ich sama młodzież. Po drugie, zweryfikowali by ich negatywnie przełożeni. Z lekcji wychowania obywatelskiego i społecznego, jaką od lat prowadzicie, wystawiam wam ocenę niedostateczną. A o waszym autorytecie świadczą spadające nakłady gazet i tygodników i oglądalności i słuchalności waszych programów w telewizji i radiu.

Spróbujcie odpowiedzieć na pytanie: kto tak naprawdę powinien zadbać o poprawienie jakości polskiej klasy politycznej, a więc i o jakość oferty przedkładanej społeczeństwu przez polityków?

Michał Waliński

28 maja 2015 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii dziennikarstwo, etos dziennikarza, media, polityka i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Wstydźcie się, dziennikarze!

  1. alicja2a pisze:

    „Wstydźcie, się dziennikarki i dziennikarze! Bo to wy, praktycznie, macie władzę najsilniejszą i to wy w stopniu wybitnym przyczyniliście się i przyczyniacie do podziału Polski na dwie niekompatybilne połowy, wy w ogromnej mierze podsycacie trwającą od lat wojnę polsko-polską, jako zadeklarowani zwolennicy jednej wyłącznie strony.” Zacytowałam pana zdanie z tekstu, bo szczególnie z tą opinią zgadzam się w pełni. Zgadzam się też z wieloma innymi Pana poglądami, ale są wyjątki. Nie dostrzegam winy D.Tuska, choć nie jestem jego fanką, ale mądrzejszy był jako premier niż obecna pani premier, która otoczyła się dość dziwnymi ludźmi.
    PO to akurat nie moja bajka – bardzo liczyłam na Palikota i kiedyś to na jego partię głosowałam. Szkoda, że to wszystko zepsuł.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s