Media utopiły Komorowskiego?

Wstępny wynik wczorajszych wyborów specjalnie mnie nie zaskoczył. W zasadzie prezydent Bronisław Komorowski zrobił wszystko, aby wygrał Andrzej Duda i  żeby ogromny sukces odniósł Paweł Kukiz. Nie cierpię na coś w rodzaju blogowej megalomanii (znaj proporcje, mocium panie!), lecz pisywałem w tym miejscu o gnuśności urzędującego prezydenta, o jego kompromitujących wpadkach, a częstym motywem moich wpisów było największe nieszczęście współczesnej Polski wynikające z tendencji do upartyjniania niemal wszystkich dziedzin życia. W tym kraju „polskie”, „rodzime”, „nasze” znaczy partyjne, do wczoraj znaczyło zatem „w gestii PO”. Tak źle nie było nawet w okresie PRL, zwłaszcza późnego PRL, wiodąca siła narodu do pewnych dziedzin nie wtrącała się, a jeśli – to pro forma.

Wiele też gorzkich słów poświęciłem w tym miejscu nędzy polskiego dziennikarstwa i polskich mediów.

Trudno przewidzieć, jak zakończy się druga tura prezydenckiej batalii; biorąc pod uwagę to, co stało się wczoraj, należy spodziewać się, że Polska będzie miała nowego prezydenta – człowieka praktycznie znikąd i w dodatku nie z mojej bajki, aczkolwiek B. Komorowski także nie jest z mojej bajki i z mojej bajki nie jest P. Kukiz. Po pierwsze, nie wierzę, żeby 24 maja do urn poszło znacznie więcej obywateli niż wczoraj, raczej pójdzie ich mniej, po drugie, tym zwolennikom Kukiza, którzy do wyborów pójdą, będzie bardziej po drodze z A. Dudą niż z B. Komorowskim, chociaż ten ostatni zdążył już dzisiejszego poranka podpiąć się pod „Kukizowe” JOW-y, podczas gdy Duda spokojnie serwował mieszkańcom stolicy kawę przy stacji metra, wzbudzając sympatię, jeśli nie aplauz. Zapowiedź Komorowskiego, że ogłosi referendum w sprawie JOW-ów, to dramatycznie śmieszny w swoim tragizmie gest straceńczej rozpaczy. Prezydentowi można co najwyżej pogratulować znakomitego grona doradców, od prof. Nałęcza począwszy.

Prezydent Komorowski, przeciwnie niż A. Duda, bardzo późno rozpoczął kampanię. Gdy szukamy przyczyn wczorajszej porażki, trzeba wziąć pod uwagę jego zadufanie w swój własny urok osobisty, przecież to on  miał odnieść druzgocące zwycięstwo już w pierwszej turze, drugiej tury on i jego doradcy nie przewidywali. Ponadto wystartował praktycznie bez żadnego programu wyborczego, od czasu do czasu przypisując sobie te czy inne „zasługi”. Po co zawracać sobie głowę jakimś programem – przecież prezydentem na drugą kadencję można zostać tytułem zasiedzenia w Belwederze. Tymczasem prezydent, który gra o drugą kadencję, śmiało mógł sobie pozwolić na dużą dozę samodzielności i oryginalności. Ostatecznie, miał i ma w odwodzie prezydencką emeryturę, co jak co, na pewno nie głodową. Jednak szczytem prezydenckiej oryginalności było uruchomienie „Bronkobusów” w ślad za „Dudabusami” lub prezydenckie niesmaczne bon moty na przykład na temat rzekomej wspaniałej sytuacji kobiet w mieście Łodzi. Kampania w wydaniu B. Komorowskiego była wyjątkowo gnuśna i jałowa.

Jest jeszcze coś, co cechuje styl Komorowskiego: ten opozycjonista z epoki PRL, więzień, lekcje kultury politycznej pobierał u …PRL-owskich bonzów. Nie jest to z perspektywy psychologicznej jakieś nowum. Wielu byłych więźniów obozów koncentracyjnych, ofiar systemu nazistowskiego, po wojnie nawracało się na inny z dwudziestowiecznych totalitaryzmów: komunizm. B. Komorowski oczywiście nie jest komunistą, jednak znamionujący go styl sprawowania władzy wypisz wymaluj przypomina zachowania Edwarda Gierka. Przekonanie o sile i słuszności swojej partii, pozorowanie przy tym pewnej niezależności myślowej, wzmacniane takimi gestami, jak wręczanie niezliczonych odznaczeń ludziom zasłużonym, przecinanie wstąg, wizytowanie budów, uświetnianie rozmaitych uroczystości, mało znaczące wizyty zagraniczne i sztuka „przemawiania” z kartki, polegająca na komunikowaniu się ze społeczeństwem przy pomocy frazesów i ogólników. Trudno orzec, czy pod tym względem prezydent upodabniał się do prof. Nałęcza, czy prof. Nałęcz do prezydenta.

Tymczasem społeczeństwo, ergo wyborcy, odpływało w inną stronę. Krótko mówiąc, zapatrzony w swoje wielkie ego prezydent, dawno już zaczął tracić kontakt z rzeczywistością. Jego prezydentura jest zaprzeczeniem nowoczesności, dynamizmu, inwencji i ewidentnych, namacalnych oznak troski o Polskę, obywateli. Co najwyżej pewne sprawy i decyzje były i są wynikiem kalkulacji, jak dzisiejsza decyzja w sprawie JOW-ów. Być może mielibyśmy lepszego prezydenta, gdyby Komorowski mógł przy aprobacie społecznej polować, jednak niżej podpisany uważa polowania za działalność obrzydliwą.

Wczoraj, po ogłoszeniu prowizorycznych wyników wyborów, mogliśmy oglądać w telewizji prezydenta Komorowskiego niejako „w pigułce”, wygłaszającego coś tam jałowego z kartki i zapowiadającego, że …jutro to on pokaże program. Pewnego, znakomitego skądinąd, polskiego władcę nazywano ironicznie „Dojutrkiem”. Andrzej Duda nie wzbudza mojego zaufania, kojarzy mi się z czymś na kształt ożywionego plastiku, jednak trzeba przyznać, że wczoraj po godzinie 21.00 także pobił Komorowskiego na głowę. W Kukiza też nie wierzę, lecz i on swoją mową potrafił zaznaczyć siebie, swój styl, a jego strategia jeszcze przyniesie rezultaty i zważając na dobro Polski, ten rockman jest osobą pożyteczną.

Bo otóż sądzę, że właściwa batalia rozegra się w jesiennych wyborach do Sejmu. Namiesza Kukiz, może do spółki z Korwinem, tak namiesza, że rozwalony zostanie nieszczęsny i niszczący Polskę układ/klincz PO-PiS, żadna z tych partii nie stanie się sejmowym hegemonem, tym bardziej że najprawdopodobniej SLD i ZSL do parlamentu nie wejdą. Notabene styl sprawowania władzy przez Komorowskiego niewiele się różni od stylu Leszka Millera, a czym się to skończyło w wypadku SLD, widzimy.

Jak wspominałem wyżej, wiele miejsca na moim blogu poświęciłem polskim mediom i dziennikarstwu. Najczęściej były to opinie negatywne, poparte konkretnymi przykładami (por. np. https://michalwalinski.wordpress.com/2015/03/13/media-informacyjne-od-misji-do-propagandy-refleksje-szarego-odbiorcy-traktowanego-przez-dysponentow-mediow-jak-pozyteczny-idiota/) Wczoraj red. Monika Olejnik rozmawiała z prezydentem A. Kwaśniewskim. Zgadzam się absolutnie z diagnozą przyczyn klęski Komorowskiego, jaką rozmówca postawił. Powiedział on także:

„Mainstream medialny uważał, że nie ma istotnego zagrożenia. Miesiąc temu, jakby ktoś powiedział, że taki rezultat jest możliwy… (…) Jeżeli się potwierdzi, że Paweł Kukiz uzyskał ponad 20 procent, to znaczy, że 1/5 elektoratu mówi: mamy dość tych twarzy, także dziennikarskich…”

Pani redaktor obruszyła się: „Panie prezydencie, to było niegrzeczne, pan się tak spojrzał na mnie…”

Na co Kwaśniewski:

„Chciałbym któregoś dnia porozmawiać z dziennikarzami, by zastanowić się: jeśli tyle ludzi zostaje w domu, to co zostaje z waszej roboty? Zaczyna się szklana ściana między tym, co się mówi w mediach, a tym, co ludzie myślą, odczuwają i chcą słuchać. Spadają nakłady, oglądalność…”

(cyt. za: http://wpolityce.pl/polityka/244012-kwasniewski-do-olejnik-15-elektoratu-mowi-mamy-dosc-tych-twarzy-takze-dziennikarskich-prezenterka-tvn-oburzona-to-bylo-niegrzeczne-pan-sie-spojrzal-na-mnie)

Nic dodać, nic ująć. Wielokrotnie pisałem o kuriozalnym, niezwykle szkodliwym „upartyjnieniu” mediów w Polsce. Obraz Polski stworzony przez partyjną propagandę sukcesu (PO, ZSL) oraz sprzymierzone z PO media niewiele mają wspólnego z faktyczną sytuacją Polski, licznymi bolączkami nękającymi społeczeństwo, Polaków. Kukiz, Duda i rzesze ich zwolenników aż tak się mylą w ocenie rzeczywistości? Tę samą rzecziwstość widzą przecież inaczej niż ludzie partii, ludzie władzy i „sojusznicze” media Według mnie mamy sytuację w jakimś sensie analogiczną do czasów Gierka, chociaż nie ulega wątpliwości, że Polska jest dzisiaj innym krajem i ewidentne sukcesy w ostatnim dwudziestopięcioleciu odnosiła. Jednak nie można nie zauważać zapaści służby zdrowia, edukacji, kontrowersyjnych sposobów budowania militarnej „potęgi” Polski, chybionej polityki wschodniej i nieudolnej dyplomacji, a zwłaszcza zaś pogłębiającej się zapaści między sferą ludzi bogatych i sferą polskiej biedy i nędzy. Nie da się przemilczeć kwestii wielomilionowej emigracji ludzi młodych na Zachód. Nie da się także zamieść pod dywan licznych patologii nękających polską „klasę” polityczną i udawać, że w Polsce mamy wspaniałe prawo, przy tym prawo jednako sprawiedliwe dla wszystkich.

Politycy polscy jacy są, każdy widzi. To, kto będzie prezydentem, najprawdopodobniej nie wpłynie na poprawienie warunków życia milionów zwykłych Polaków. Nie wierzę w obiecanki cacanki Dudy i Kukiza, tak jak nie wierzę w programowo antyprogramowego Komorowskiego. Za klęskę tego ostatniego w większym może stopniu niż on sam odpowiadają „zaprzyjaźnione” media, które nadzwyczaj rzadko potrafią się wybić na obiektywizm, wznieść ponad partyjny partykularyzm. To było widoczne także wczoraj po godzinie 21.00. Red. Kraśko na przykład reagował jak człowiek, który dostał obuchem w głowę.

Mówiąc o dziennikarstwie, mam na uwadze przede wszystkim dziennikarzy informacyjnych i politycznych, chociaż przecież dorobiliśmy się także takich autorytetów dziennikarskich jak Kuba Wojewódzki, który pięć lat temu Platformę z opresji ratował. Warto się zastanowić, na ile permanentne, trwające latami „sekundowanie” partii władzy przez pewne media (jak telewizja publiczna, TVN, a zwłaszcza TVN 24, Radio TOK FM w swoich programach informacyjnych, „Gazeta Wyborcza”, portale Onet czy Gazeta.pl) służy Polsce i na ile służy samym politykom. Metafora „szklanej ściany” między tym, co piszą/mówią media, a tym, co myślą ludzie, jest niezwykle trafna. Owa „szklana ściana” przyczynia się do tego, że pewni politycy nie tylko ugruntowują w sobie fałszywy obraz rzeczywistości, ale widzą samych siebie w lepszym świetle niż na to zasługują. Tracą poczucie rzeczywistości, nie trafiają do rozumu i serc ludzkich.

Niebywały jest stopień megalomanii u wielu znanych polityków, ale niebywały jest też stopień megalomanii „tuzów” polskiego dziennikarstwa płci obojga. Przez lata mogło się wydawać, że to oni, kreując świat polityki i tworząc określony obraz rzeczywistości, obraz mocno tendencyjny, kreują też proporcjonalnie zachowania tłumów. Być może telewizyjne programy informacyjne skupiają milionową widownię, ale dla tej widowni ważniejsza jest kolacja, telewizję włącza się z nawyku, a poza tym przeciętny Kowalski swoje wie i tylko do czasu pozwala robić sobie wodę z mózgu. Przekonanie wielu „asów” polskiego dziennikarstwa, że mają wybitny wpływ na myślenie Polaków i  że od okładki „Newsweeka” czy „Wprost” cokolwiek zależy, jest zwyczajną mrzonką, intelektualną uzurpacją. Kiedy się słucha porannych programów informacyjnych w Radiu Tok FM, ich autorzy usilnie sprawiają wrażenie, że cały świat kręci się wokół nich, ściśle według wyznawanych przez nich zasad. Tymczasem tego radia słucha tak w ogóle promil odbiorców, a programów informacyjnych jeszcze mniej (na szczęście są w tym radiu inne wartościowe audycje).

Przeciętny Kowalski od dawna ma dosyć partyjniactwa, partyjniackiego dziennikarstwa, układów i manipulacji. Wyciągam z tego pewien bardziej optymistyczny wniosek. Polacy nie są aż tak durni, jak się niektórym politykom i dziennikarzom wydaje. Tym ostatnim trzeba życzyć nieco więcej zwykłej pokory. I jedynie słusznej orientacji: kursu na prawdę.

Michał Waliński

11 maja 2015 roku

Advertisements

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii polityka i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s