Gdy powiesz jej „pokaż cycki”, dam ci w pysk

Zdaję sobie sprawę, że jako funkcjonalny inwalida (kaleka?), nie mam szans w potencjalnym starciu, ale czasem jest ważne wyłącznie to, żeby kogoś strzelić na odlew w pysk. Wiem, że to nieeleganckie i nie uchodzi na salonach, jednak polityka w Polsce już dawno opuściła salony i toczy się w ciemnych zaułkach, slumsach i rynsztokach. Rzecz jasna, w niektórych sytuacjach danie komuś w pysk może być zachowaniem co najmniej pochopnym, np. gdy niejaki Korwin-Mikke uderzył w twarz ministra Boniego. Są jednakowoż sytuacje, gdy danie komuś w mordę ma niemal taką rangę, jak niegdyś wyzwanie człowieka, który zachował się niegodnie, na pojedynek.

W tym momencie mam na uwadze tych, którzy na FB uruchomili akcję pt. „Zagłosuję na Magdalenę Ogórek jak pokaże Cycki” (pisownia oryginalna). O „wydarzeniu” jest głośno już od wielu dni, wracam do sprawy nie dlatego, że mam spóźniony zapłon (chociaż i to się zdarza), ale dlatego, że sprawa ma co najmniej kilka ciekawych aspektów.

Od dnia, kiedy Magdalena Ogórek ogłosiła, że weźmie udział w kampanii prezydenckiej, stała się obiektem totalnego, niejednokrotnie obrzydliwego hejtu.

Hejt jak to hejt – najczęściej jest internetowy i anonimowy; z tego, co mi wiadomo, Polacy należą do grupy najbardziej obrzydliwych hejterów na świecie. To ma swoje uwarunkowania w naszej tradycji, zarówno szlacheckiej, jak i chłopskiej, a poniekąd i drobnomieszczańskiej. Kogoś, kto się wyróżnia w jakiejś dziedzinie, należy natychmiast opluć zgodnie z zasadą, że zawsze się coś przyklei i naznaczy nieszczęśnika na długo. Hejt na całym świecie jest niby taki sam, lecz polski hejt jest solidnie zakotwiczony w polskich kompleksach, polskiej nietolerancji i ksenofobii oraz polskiej bezinteresownej zawiści, która zazwyczaj idzie w parze z nienawiścią i chamstwem. Jest jeszcze jedna cecha polskiego hejtu: jest on mocno osadzony w poetyce zwyczajnego tchórzostwa, dlatego najczęściej jest anonimowy. Taki hejter (heterka) to ktoś, kto jest podłym tchórzem, sam jednakowoż myśli o sobie w kategoriach bohatera. Gdyby żył Munk, to tworzyłby filmy o polskich hejterach.

Przypadek Magdaleny Ogórek pokazuje jednak, że polski hejt może mieć także bardziej cywilizowane i nieanonimowe oblicze. Wyraża się ono w czymś, co można by określić jako niechęć z grymasami, ironią i prześmiestwem ad hoc, na wyrost, w obrzydzaniu kogoś i wybrzydzaniu. Od kiedy tylko dr Ogórek zgłosiła swoją kandydaturę, stała się obiektem wybrzydzania sporej grupy komentatorów życia politycznego, w tym także przez niby dystyngowaną i obiektywną komentatorkę seniorkę reprezentującą redakcję „Polityki” w Radiu TOK FM. Wyciągano skwapliwie, by zohydzić kandydatkę, najrozmaitsze rzeczy jej rzekomo dotyczące – od poziomu pracy doktorskiej po sprawy rodzinne i prywatne, przez brak doświadczenia i występy aktorskie w serialach. Przypomnę, że niejaki R. Regan był aktorem w filmach klasy B i C, a kim był A. Schwarzenegger, późniejszy gubernator, Kalifornii, Austriak w dodatku,  przypominać nie trzeba.

Co ciekawsze, M. Ogórek była od początku atakowana nie tylko przez opozycję, ale w specyficzny sposób „obrzydzana” i ironizowana przez polityków i polityczki z …SLD, a więc partii, która ją na kandydata delegowała. Jedynie Leszek  Miller zachowywał w tym wypadku jakąś klasę. Nie oglądałem przedwczorajszej debaty  telewizyjnej kandydatów, uznałem bowiem, że nie warto, ale gdy dowiedziałem się, że Korwin-Mikke wręczył Magdalenie Ogórek bukiet kwiatów, wpadłem w dysonans poznawczy, którego dotąd nie przezwyciężyłem. Ot, taki sobie kolejny kwiatuszek z bagniska polskiej polityki – o tyle pocieszający, że nawet na bagniskach można znaleźć cenne rośliny.

Jednak najbardziej mnie dziwiło, że od samego początku dr Ogórek stała się przedmiotem nie zawsze kulturalnego hejtu ze strony pewnych dam ze środowisk …feministycznych, np. pani wicemarszałek Nowickiej, która nazwała ją „paprotką” (inna pani orzekła, że to „malowana lala”). Interesująca sprawa, bo to dr Ogórek zdobyła potrzebnych sto tysięcy podpisów, zaś Nowicka jako kandydatka na kandydatkę ich nie zdobyła. Jeśli czegoś żałuję, to tego, że nie zdobyła potrzebnych głosów Anna Grodzka.

Tym samym Magdalena Ogórek została, bez żadnych parytetów, jedyną kandydującą w wyborach prezydenckich kobietą. I chociażby z tego powodu można ja podziwiać, a że dr Ogórek jest przede wszystkim człowiekiem, miała i ma prawo być traktowana godnie, jak człowiek. Z pewnej perspektywy „hejt kulturalny” (przepraszam za oksymoron) jest dla mnie bardziej obrzydliwy niż hejt anonimowy, chociażby ten z „pokazywaniem cycków”.

To nie znaczy, że nie wolno polemizować, nawet ostro, z poglądami politycznymi kandydatki, jednak to w tym miejscu raczej nie interesuje mnie. Kilka dni temu zagłosowałem na kogoś innego (tak, ja już głosowałem) i nie był to urzędujący prezydent. Co do „mojego” kandydata, mam sporo zastrzeżeń, ale uważam, że w rodzimej polityce potrzebny jest ktoś, kto nie zaciera granic między tym, co kościelne, a tym, co państwowe. Inna sprawa, że nie licząc prezydenta Komorowskiego i tego „mojego” kandydata, dr Ogórek pozytywnie wyróżnia się spośród pozostałych wszelkiej maści oszołomów. A z pewnymi jej poglądami trudno się nie zgodzić. To państwo w istocie wymaga gruntownej rewizji prawa, nadania prawu znaku jakości. Na pewno należy zdecydowanie skończyć z przenoszeniem fobii antyrosyjskich na grunt polityki i dyplomacji. Niebagatelna jest także kwestia biedy w podobno doganiającej gospodarki zachodnie Polsce, powiększająca się sfera ludzi wykluczonych. Przy tym fakt, jak nosi się Magdalena Ogórek, w sukience czy w halce, nie interesuje mnie, bo preferuję inne typy urody i mody, jednak zauważę, że pozostali kandydaci na prezydenta bynajmniej nie paradują w drelichach czy odzieży roboczej, z wyjątkiem może rockmana Kukiza. Tymczasem dla wielu hejtujących panią Ogórek ludzi z tzw. elit dziennikarskich i politycznych istotne jest głównie to, że jest ona, primo: kobietą, secundo: ładną niewiastą, tertio: że chodzi na pokazy mody w halce.

Tak więc pani Ogórek to nie moja bajka, zakładam jednak, że jej celem właściwym jest dostanie się do Sejmu za niecały rok, czego jej skądinąd życzę i co jest wielce prawdopodobne, bo stała się ona osobą nadzwyczaj rozpoznawalną, a jako posłanka nie byłaby raczej zdolna do kompromitowania Polski tak, jak na przykład Krowin-Mikke w Europaralamencie (notorycznie, podobnie jak Duda, wagarujący w Polsce), nie jest antysemitką jak (tu dopiszcie sobie nazwisko), zapewne też w trakcie wizyty w parlamencie japońskim uszanowałaby miejscowy obyczaj i dobry obyczaj w ogóle, a wpisując się do takiej czy owakiej księgi nie strzelałaby byków ortograficznych. Jestem ponadto przekonany, że w ogóle nie strzelałaby, zwłaszcza do zwierząt, i nie przyszłoby jej do głowy, żeby Dunki nazwać „kaszalotami”. No i zamiast podsycać antyrosyjskie fobie, dzwoniłaby do Putina.

Jest jeszcze inny aspekt „wydarzenia” pt. „Pokaż Cycki”. Zawsze byłem gorącym orędownikiem wolności Internetu i wolności w Internecie, jednak historie typu „Pokaż Cycki”, ewidentnie skandaliczne, bo seksistowskie, nakazują przemyśleć sprawę. Jakie są granice tej wolności? Czy będąc wolnym w Internecie, mam prawo do naruszania wolności innych, zwłaszcza gdy czynię to tchórzliwie, bo anonimowo? W tym sensie wolność M. Ogórek została naruszona, podobnie jak wolność kobiet i wolność wszystkich tych, którzy mają prawo być wolni od nienawiści, zawiści i zwyczajnego chamstwa.

Wreszcie polityka potężnej instytucji, która nazywa się Facebook. Dwuznaczna, pełna hipokryzji. Były kobiety, które w pismach do FB domagały się usunięcia obrzydliwych wpisów. Ale reprezentanci FB uznawali, że wszystko jest w porządku. Do niedawna na FB nie można było zamieszczać zdjęć ukazujących matki karmiące dziecko (nagą, o zgrozo!) piersią. Taki Stanisław Wyspiański ze swoimi cudownymi akwarelami nie miałby na FB szans. Zdaje się, że FB wziął sobie monity do „serca” – rzeczona strona (chyba) zniknęła.

Co do mnie, lubię piersi, ale nie znoszę cycków.

Michał Waliński

8 maja 2015 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Gdy powiesz jej „pokaż cycki”, dam ci w pysk

  1. Bogna Drozdek pisze:

    Muzyczny cytat zamiast komentarza

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s