Wszyscy jesteśmy „w głębokiej dupie”. Ćwiczenie przedmaturalne z filozofii

1.

„Być w dupie”. „W czarnej dupie”. „Być w ciemnej dupie”. „W głębokiej dupie”. Żeby spełnić warunek, które implikują te cztery frazeologizmy ( i więcej tym podobnych), musi coś lub ktoś, a więc, sytuacja, rezultat jakiejś czynności, człowiek „być do dupy”. Czyli, nadawać się „do dupy”. Tak, chodzi dokładnie o dupę. Tę, a nie tą, dupę.

Pewne rzeczy, stany, rezultaty działań, w które bywa uwikłany, człowiek niejako a priori nadają się „do dupy”; nie ma w tym za dużo logiki, działa zrządzenie losu, przeznaczenie, fatum jakieś, ale Bóg już chyba nie, bo Bóg z definicji nie ustanawiał rzeczy z etykietą „Do dupy” i nawet z żebra Adama powstała całkiem fajna, przyjemna i podniecająca rzecz. Nie wiem, czy podobne odczucia bliskie są moim kotom, i nie wiem, jak to wyrażają, mogę się tylko domyślać. Ale już Adam, wspólnie z nowym stworzeniem, Ewą, zaczęli wspólnie taśmowo wikłać się w sytuacje „dodupne”, co im – my, przeciwni doktrynalnym naukom kościoła – wybaczamy, bo gdyby Adam i Ewa nie zaczęli tworzyć sytuacji, w wyniku których znaleźli się w „głębokiej dupie”, my, ich prawnuki, nie bylibyśmy ludźmi. My, przeciwni doktrynalnym naukom kościoła i pewnym wymysłom teologów, jesteśmy przeciwni obwinianiu wyłącznie Ewy za to, co się działo i ostatecznie „wydziało” w Raju.

Można na to wszystko spojrzeć – i jest to interpretacja bardziej wiarygodna i logiczna tudzież niedyskryminująca niewiast – przez ewolucję. Wszyscy wiedzą, o co mniej więcej chodzi, więc dłuższy wywód na temat wyższości pana Darwina nad panem Bogiem podaruję sobie. W każdym razie, pierwotna forma białka była czymś tkwiącym w bardzo „głębokiej dupie”, kijanka miała już ciekawszy status, małpa do dzisiaj trzyma fason, chociaż ogólnie też jest „w dupie”, no a z człowiekiem jest większy kłopot, bo wydaje mu się, że wszystko może, wszystkie rozumy pozjadał, zaś prawda jest taka, że im więcej wie, w tym większej, głębszej i ciemniejszej dupie się znajduje.

W każdym razie – podsumujmy – żeby znaleźć się w głębokiej i ciemnej czy jakiejkolwiek dupie, trzeba, żeby najpierw coś było „do dupy”. Lub – sorry, jest wiosna na polu (jak mówią u nas, w Małopolsce) – żeby ktoś był do dupy.

Żeby była całkowita jasność: nie chodzi tu o pewien ogólnie znany sposób uprawiania seksu przez kobietę i mężczyznę lub przez mężczyznę i mężczyznę. Kościół tego oficjalnie nie aprobuje, bo Kościół tak w ogóle chciałby, aby prokreacja odbywała się drogą bezkontaktową, a na igraszki miłosne dla przyjemności patrzy jak my patrzymy na Azjatę, który wychyla kielich ichniej wódy z bijącym sercem węża w środku ichniejszej musztardówki lub literatki (setki w innych naczyniach nie godzi się wychylać, nawet setki czystej jak polski samogon). Oficjalnie tak patrzy na to Kościół. A wy, dorośli ludzie, róbcie, co chceta i co lubita, byle tylko za zgodą i zrozumieniem obopólnym, nie krzywdząc jedno drugiego. W każdym razie macie prawo powiedzieć, że seks analny jest „do dupy” lub z tego nie twierdzenia zrezygnować. Macie też prawo w ogóle z seksu zrezygnować i oddać się wyłącznie pielęgnacji nasturcji, co by je wszy nie obsiadły, lepsze to może, aniżeli weszki łonowe, opryszczki i inne syfy.Przypomnę może jedynie, jak wysoko stała w hierarchii analność w kategorii najpierwotniejszych przyjemności u Zygmunta Freuda, tego znanego zboczeńca.

Zatem wyciągamy kolejny wniosek: nie każda dupa musi być do „dupy” lub jeśli „masz wrzód na dupie”, to nie znaczy, że musisz „być do dupy” .

2.

Wziąłem się za ten niezmiernie ważki temat z kilku istotnych powodów. Wspomnę w tym miejscu jedynie o dwóch. Po pierwsze, i jest to powód subiektywny, chciałem sobie czymś rozweselić życie, bo ogólna sytuacja jest taka, że czuję, iż jestem „w głębokiej dupie”. Dochodzę do wniosku, że w pewnych sytuacjach (zdrowie na przykład, dalekie od „szlachetności”), życie przestaje być pożądaną wartością, gdyż zaczyna stanowić jedynie zbędny dodatek do dolegliwości, a dlaczego pozwalać na zbyt wiele chorobom? I zdawać się na brak kompetencji i miłosierdzia przedstawicieli polskiej służby zdrowia? Zrezygnowałem więc po prostu z ich często wątpliwych „usług” i muszę się czymś rozweselić.

Ważniejszy jest jednak powód drugi, poznawczy. Odkryłem mianowicie, późno to odkryłem, ale lepiej później niż wcale, zatem odkryłem, iż popularny w narodzie związek frazeologiczny „być w dupie”, w przeciwieństwie do „mieć w dupie”, ma głęboki sens filozoficzny. Piszę o tym frazeologizmie w liczbie pojedynczej, bo zwroty cytowane na wstępie są de facto synonimami i tautologiami, z hiperbolami lub gradacjami różnego stopnia, są jednak użyteczne, bo pozwalają nam bardziej subtelnie wyrażać emocje i znaczenia, świadczą zatem o sile i bogactwie polszczyzny, naszej dumy. Zatem ktoś wnikliwy mógłby w mojej pisaninie doszukać się pierwiastka patriotycznego.

3.

Ludzie lepiej wykształceni, zatem kształceni jeszcze w poprzednim ustroju lub w lepszych szkołach i uczelniach w III RP przed czasem rozpoczęcia wszelakich reform, znają powiastkę, bajeczkę zawartą w VII księdze „Politei” Platona, opowiadaną przez Sokratesa i kierowaną tym razem bezpośrednio do Glaukona. Jest to opowieść o nieco dziwnej jaskini, w której siedzą ludzie z kajdanami na rękach, z nogami przykutym do podłoża, ba, i szyje mają przykute, aby głowy skręcać nie mogli i patrzyli przed siebie. W głąb jaskini.

I dalej: „Z góry i z daleka pada na nich światło ognia, który się pali za ich plecami, a pomiędzy ogniem i ludźmi przykutymi biegnie górą ścieżka, wzdłuż której widzisz murek zbudowany równolegle do niej, podobnie jak u kuglarzy przed publicznością stoi przepierzenie, nad którym oni pokazują swoje sztuczki. Więc zobacz, jak wzdłuż tego murku ludzie noszą różnorodne wytwory, które sterczą ponad murek; i posągi, i inne zwierzęta z kamienia i z drzewa, i wykonane rozmaicie i oczywiście jedni z tych, co je noszą, wydają głosy, a drudzy milczą.”

I dalej:

„[GLAUKON:] Dziwny obraz opisujesz i kajdaniarzy osobliwych.

[SOKRATES:] Podobnych do nas. Bo przede wszystkim czy myślisz, że tacy ludzie mogliby z siebie samych i z siebie nawzajem widzieć cokolwiek innego oprócz cieni, które ogień rzuca na przeciwległą ścianę jaskini?

[GLAUKON:] Jakimże sposobem, gdyby całe życie nie mógł żaden głową poruszyć?

[SOKRATES:] Więc w ogóle ci ludzie tam nie co innego braliby za prawdę, jak tylko cienie pewnych wytworów.

[GLAUKON:] Bezwarunkowo i nieuchronnie.

[SOKRATES:] […] ile razy by ktoś został wyzwolony i musiałby zaraz wstać i obrócić szyję, i iść, i patrzeć w światło, cierpiałby robiąc to wszystko, a tak by mu w oczach migotało, że nie mógłby patrzeć na te rzeczy, których cienie poprzednio oglądał. Jak myślisz, co on by powiedział, gdyby mu ktoś mówił, że przedtem oglądał ni to, ni owo, a teraz coś bliższego bytu, że zwrócił się do czegoś, co bardziej istnieje niż tamto, więc teraz widzi słuszniej; i gdyby mu ktoś teraz pokazywał każdego z przechodzących i pytaniami go zmuszał, niech powie, co to jest. Czy nie myślisz, że ten by może był w kłopocie i myślałby, że to, co przedtem wdział, prawdziwsze jest od tego, co mu teraz pokazują?

[GLAUKON:] Z pewnością.”

Fajne to, prawda? Chciałoby się przytoczyć cały dialog, lecz basta! Wiemy, o co chodzi. Raczej zadajmy szereg pytań:

Co symbolizuje wnętrze jaskini? Co symbolizuje mur? Kogo symbolizują „kajdaniarze” (więźniowie usytuowani za murem wysokości człowieka, całkowicie zakryci przez ten mur, siedzący tyłem do ognia). Co symbolizują różne przedmioty niesione (przed murem i ogniskiem) przez ludzi, np. posągi, przedmioty z drzewa, kamienia itd.? Co symbolizuje ogień płonący przed ludźmi poruszającymi się na ścieżce? Kajdaniarze mogą widzieć tylko (są bowiem przykuci) cienie rzucane przez posągi i przedmioty. Czym są owe cienie w głębi jaskini rzucane (dzięki światłu ogniska) przez przedmioty noszone przez ludzi? Więźniowie ci nie widzieli nigdy niczego innego? Co – w ich mniemaniu –  owe cienie reprezentują? Co symbolizuje świat na zewnątrz jaskini?

Wreszcie, co symbolizuje słońce? Mieszkańcy jaskini mają nogi ręce przykute w ten sposób, że nie mogą się odwracać, a więc mogą patrzeć wyłącznie w kierunku wnętrza jaskini. Co symbolizuje „obrócenie szyi” przez więźnia, „kajdaniarza”? Kogo symbolizuje więzień, który zostanie wyzwolony (uwolni się z kajdan) i wyjdzie przez jaskinię?

Stop, bo zwariujemy od nadmiaru pytań! Chociaż nie, no nie, pytać trzeba, stale pytać trzeba, mimo że prawda, jak i docieranie do prawdy, jest procesem bolesnym.

Pomyślmy, tak bardziej empatycznie pomyślmy, jak się mogły czuć dwie dorosłe już dziewczyny w momencie (i długo potem), kiedy zrządzeniem przypadków odkryły, że ich matki nie są ich matkami, że przez pomyłkę noworodki zamieniono w szpitalu położniczym? Co może czuć dorosły człowiek, kiedy odkryje, że jest synem zbrodniarza, a prawda ta była dotąd przed nim ukryta? Jak poczułby się świat ludzki, gdyby niezbicie dowiedziono, że żadnych, ale to żadnych bogów nie ma i nie ma żadnego życia pośmiertnego? Nawet księża musieliby przełknąć tę gorzką prawdę i zmienić zawód. Albo, co stałoby się ze światem, gdyby odkryto, że Kosmici są wśród nas od zawsze i to oni decydują o naszych ruchach oraz naszej przyszłości? Lub, co stałoby się na skutek jakiegokolwiek realnego zetknięcia Ziemian z Kosmitami? A „latające spodki”? Z wiarą lub niewiarą w te obiekty (NOL, UFO) jest strukturalnie podobnie jak z wiarą w bogów.

Prawda jest bolesna, ale też podobno (?) prawda nas wyzwoli, bo jak Pan rzekł był: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (Jan, 8:32).

Cóż nam chce zatem powiedzieć Platon ustami swojego Mistrza? Ano, prawdę prymarną: że wszyscy, jak ci „kajdaniarze”, tkwimy w głębokiej, mrocznej dupie, nie należy wszakże mylić dupy z czarną dziurą, bo pojęcie czarnej dziury jest już wykuwającą się w fizyce, matematyce, kosmologii prawdziwą prawdą, prawdą z horyzontu episteme. Jeszcze raz ostrzegam, że nie chodzi tu o tę czy tamtą „dupę”, lecz o episteme.

„Być w dupie”, „być w czarnej dupie”, „być w ciemnej dupie”, „w głębokiej dupie” – wszystkie te metafory oznaczają w istocie jakiś kryzys, impas wiedzy człowieczej, odnoszą się do sytuacji w jakimś sensie bez wyjścia (życie trzech alpinistów zależy od jednego z nich, a ten zszedł był nagle na zawał; zepsuł się na amen samochód, którym mieliśmy się przemieścić w określone miejsce w określonym czasie, bo od tego podobno zależy nasze życie; mamy wykonać pilny projekt na czas, tymczasem nie potrafimy wymyślić nawet zarysu koncepcji tegoż projektu; nie dajemy sobie rady z zadaniem matematycznym, bo obijaliśmy się w szkole albo jesteśmy głąbami, głąb też ma prawo do egzystencji, etc., Que Sera Sera, daj mi sera, sera, tylko nie parmezanu!).

Do bycia w głębokiej dupie prowadzi nas zwykła niewiedza, błędne (nielogiczne, stereotypowe, fałszywe, resementymentowe) myślenie, lenistwo umysłowe lub kryzys mózgowy spowodowany jakimś wstrząsem, stresem.

Z wielu sytuacji kryzysowych, sytuacji bez wyjścia, udaje się zainteresowanym ostatecznie wyjść. Wczoraj obejrzałem przypadkowo końcowy fragment pewnego filmu. Kilkunastu rugbistów ocalałych z katastrofy samolotu w niedostępnych rejonach Andów na pograniczu Argentyny i Chile (historia autentyczna z 1972 roku), po ponad dwóch miesiącach wegetowania w ekstremalnych warunkach, zostało uratowanych dzięki wytrwałości, sile i pasji poznawczej dwóch towarzyszy, których problem polegał na tym, czy w ogóle iść, czy iść na wschód czy zachód. Ta szeroko później opisywana i wielokrotnie filmowana katastrofa i jej konsekwencje pokazała także jeszcze inne, bardzo drastyczne aspekty zachowań ludzkich w sytuacjach ekstremalnych.

Przy niej „głęboka dupa”, w jakiej znalazł się uczeń, który nie potrafi rozwiązać zadania matematycznego, wydaje się  nie być wcale„dupą”, tylko błahostką. Uczeń może albo wziąć się do roboty (alias wziąć się za siebie) i nadrobić zaległości, albo powtarzać klasę. Od przyjazdu na czas do określonego miejsca nasze przyszłe życie nie zależy w ogóle, co najwyżej potoczy się ono inaczej, o prostocie lub meandryczności naszego życia decydują bowiem niemal wyłącznie przypadki, nam się jedynie wydaje, że w pełni nim kierujemy. Notabene, bez megalomanii człowiek nie byłby tym, kim jest. Megalomania to nasz pas ratunkowy.

Największy (cichy) dramat człowieczy polega chyba na czymś innym: na umiłowaniu błogiego lenistwa umysłowego, to zaś jest kwestią przyzwyczajenia, nawyków „intelektualnych” (a raczej: antyintelektualnych). Nie jestem miłośnikiem ludowych mądrości, przysłowia wzięte i zestawione razem są niczym innym, jak bełkotem „mądrościowym”, zbiorem przeczących sobie nawzajem (non)sensów. Jednak wzięte oddzielnie, czasem zwierają przekaz, nad którym warto się pochylić. Zarówno Arystoteles, jak i Cyceron zgodziliby się co do słuszności sądu „Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, chociaż Pascal nie za bardzo.

Tkwimy „w głębokiej dupie”, bo przywykliśmy świat zmysłów, świat pozorów, świat materialny, cielesny, ułudę, brać za prawdę. Prawdę prawdziwą, na co dzień zastępuje nam doxa. Jesteśmy zanurzeni w świecie stereotypów myślowych i niełatwo nam z tego świata wyjść. Najczęściej tego po prostu nie chcemy. Mur w jaskini symbolizuje granicę dwóch światów, przegrodę, która oddziela rzeczy zmysłowe od ponadzmysłowych. „Kajdaniarze” to my, większość ludzkości zamieszkujących ten piękny i paskudny zarazem Glob, która zadowala się bezpośrednio daną rzeczywistością i uważa ją za prawdziwą. Różne przedmioty niesione (przed murkiem i ogniskiem) przez ludzi, np. posągi, przedmioty z drzewa, kamienia itd. odnoszą się do wszelkiego rodzaju istniejących rzeczy, wszystkich rzeczy zmysłowych. Także słyszane odgłosy. Ogień płonący przed ludźmi poruszającymi się na ścieżce symbolizuje zdolność do racjonalnego myślenia (dzięki niemu pojmujemy świat wrażeń zmysłowych). „Kajdaniarze” mogą widzieć tylko (są bowiem przykuci) cienie rzucane przez posągi i przedmioty. Czym są owe cienie w głębi jaskini rzucane (dzięki światłu ogniska) przez przedmioty noszone przez ludzi? To – rzeczy zmysłowe, jedynie nędzne odbicia idei, czysto zmysłowe pozory rzeczy. Więźniowie ci nie widzieli nigdy niczego innego. Co – w ich mniemaniu –  owe cienie reprezentują? Jedyną prawdziwą rzeczywistość, jedynie prawdziwy świat. Co symbolizuje świat na zewnątrz jaskini? To świat idei, prawdy, noumenów, gr. On, prawdziwy, niezmienny, wieczny byt, duchowe podłoże zjawisk. Co symbolizuje słońce? Ideę dobra i piękna, będąca ideą wszystkich idei, może absolut (bóstwo), przyczynę wszystkich rzeczy, najwyższą z idei, zasadę wszystkiego. Mieszkańcy jaskini mają nogi, ręce i karki przykute w ten sposób, że nie mogą się odwracać, a więc mogą patrzeć wyłącznie w kierunku wnętrza jaskini. Co symbolizuje „obrócenie szyi” przez więźnia, kajdaniarza? Najpewniej, wyzwolenie od oglądu cieni, „odwrócenie się” duszy od iluzji do prawdy, zwrot ku światłu, prawdzie. Ale czy oni, w większości, tego naprawdę pragną?

Kogo symbolizuje więzień, który zostanie wyzwolony (uwolni się z kajdan) i wyjdzie przez jaskinię? Filozofa, poszukiwacza prawdy.

Ergo: niezbyt elegancki zwrot “być w głębokiej dupie” implikuje multum problemów z zakresu metafizyki, gnozeologii, realizmu, dialektyki, etyki. Rozważając jego znaczenia wkraczamy na mistyczną drogę ku górze, ocieramy się także o świat polityki platońskiej. Czyli: nasz wulgaryzm implikuje filozofię, myślenie filozoficzne.

Wchodząc na drogę ku słońcu, wkraczamy w tajniki poznania przez anamnezę. Dziecko do jakiegoś etapu posiada naturę poszukiwacza prawdy, jest to chyba dar wrodzony; później tę zdolność jakby gubi. Co jest tego przyczyną? Jak sądzę, proces enkulturacji i socjalizacji.

Z pewnego punktu widzenia słuszny wydaje się pogląd, że szkoła unicestwia wrodzone zdolności człowieka. Nie obwiniajmy od razu nauczycieli. Instytucja szkoły charakterystyczna dla Europy, rozprzestrzeniona w świecie, nie zmienia się od 2500 lat i byłby to powód do dumy, gdyby nie fakt, że instytucja ta została od samego początku źle pomyślana i nie mamy nic lepszego na podorędziu, jedynie ją ulepszamy, poprawiamy, „reformujemy”, czyli uprawiamy grę pozorów. Bo tak w istocie, czym różni się szkoła z uczniami trzymającymi woskowe tabliczki i rysiki w ręku od szkoły z uczniami trzymającymi w ręku tablety i rysiki do tabletów?

Platon miał pogląd arystokratyczny na społeczeństwo. Liczy się tak naprawdę garstka ludzi, masy są w jakimś sensie użyteczne, ale masy nie mają nic do gadania, mają wyłącznie słuchać członków elit. A przecież były to czasy demokracji ateńskiej. Jednak w czasach Peryklesa na 120 tysięcy mieszkańców Aten głosować mogło tylko 30 tys. mężczyzn posiadających status obywatela. Nie głosowały kobiety, dzieci, niewolnicy, obcokrajowcy (metojkowie). To byli nieobywatele. Prawdę powiedziawszy, lud nic tu nie miał do powiedzenia.

4.

My natomiast żyjemy w podobno nowoczesnej demokracji. Uprawnieni do głosowania są praktycznie wszyscy dorośli. Czy jednak tak wiele się zmieniło od czasów Platona?

Dzisiaj większości „ludu” po prostu nie chce się głosować, to zbędny wysiłek fizyczny i myślowy. O wynikach wyborów decydują w gruncie rzeczy wąskie elity, a to dzięki władzy nad mediami i władzy …mediów nad nimi. Zdecydowana większość obywateli wybiera żywot „kajdaniarzy” i może z tego powodu tak często wykrzykuje: „Jestem w głębokiej dupie”. Status „kajdaniarza” to status na własne życzenie. Życie więźnia może być z pewnej perspektywy wygodne i w miarę bezpieczne. Lecz zauważmy, że niewolnikami są również ludzie mediów i ich dysponenci. Dzisiaj nie sposób wskazać, kim są panowie.

Zdanie się na wszechwładzę doxa, lęk przed wyjściem na drogę ku słońcu, w kierunku prawdy, wynika z przeczucia potencjalnych zagrożeń dla własnej egzystencji, jakie się z wyjściem na tę drogę wiążą. Ze statusem „kajdaniarza”, uwięzienia „w głębokiej dupie” można się łatwo oswoić, zaakceptować go. Człowiek jest zdolny, co pokazały dwa najbardziej ponure totalitaryzmy XX wieku, a co przeczuwał Platon, przystosować się do każdych, najbardziej podłych warunków, zaakceptować je. Niewielu za to jest zdolnych do wyjścia ku słońcu, ku szczytom, by spróbować ratować towarzyszy, by poszerzać horyzonty człowieczeństwa.

Mamy do czynienia z paradoksem. Takie nauki jak matematyka i fizyka gonią coraz skuteczniej idee platońskie, odkrywają i doświadczają „cząstek Boga”, podczas gdy zdecydowana większość ludzi wybiera niewolnictwo i totalitaryzm, o jakim się Platonowi nie śniło, i to na własne życzenie. Staliśmy się niewolnikami mediów, kultury popularnej, seriali, smartfonów, tabletów, wszechwładnych kamer i bankomatów, „statusów” na Facebooku, telewizji tudzież rozrywki globalnej, która poprzez formaty standaryzuje i formatuje ludzi, zamieniając ich mózgi w homogeniczną galaretę.

Bogactwo świata wiązało się niegdyś z różnorodnością i wielokulturowością. Świat ludzki wybrał współcześnie unifikację, a przy okazji robi wszystko, żeby „zunifikować” świat przyrody. Bogactwo Amazonii przekształca się w monotonię upraw sojowych i tartaków, niby wspaniałe lasy Skandynawii to produkt szkółek leśnych, morza i oceany trzeba jak najszybciej oczyścić z ostatniego dorsza, morświna, wieloryba, kalmara i tuńczyka, z interiorów afrykańskich jak najprędzej wyplenić słonie, goryle, zebry i hipopotamy, żeby nie przeszkadzały człowiekowi. Doznania i przeżycia bogactwa fauny i flory zapewnią ludziom obrazki w Internecie i TV oraz rekonstrukcje komputerowe. Już dzisiaj potężna ilość ludzi wybiera świat wirtualny nad realny.

Więc: udowodniliśmy, że powiedzenie „jestem w ciemnej dupie” otwiera drogę do wielkiej filozofii. Problem w tym, że dzisiaj nawet filozofom nie chce się być filozofami, wybieraja działalność partyjną.

Każdy nosi z mozołem własną dupę, a jak ktoś ją przypadkiem stracił, to mu ją skutecznie zrekonstruują. Tyle że z tego nic nie wynika, nawet w przypadku top modelki.

Nośmy więc własne dupy z godnością. I myślmy na wszelkie tematy.

Michał Waliński

17 marca 2015 roku

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Wszyscy jesteśmy „w głębokiej dupie”. Ćwiczenie przedmaturalne z filozofii

  1. Pingback: Quasi-imponderabilia in statu nascendi. "Silva rerum" Michała Walińskiego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s