Ziemniaki według komisarza Montalbano (Kuchnia to rzecz wyobraźni, 14)

„Siedząc na werandzie, zjadł ze smakiem danie, na które od dawna miał ochotę. Danie ubogie – kartofle z cebulą długo gotowane, rozgniecione widelcem na papkę, obficie przyprawione czosnkiem, mocnym octem, świeżo zmielonym czarnym pieprzem i solą. Najchętniej jadł to blaszanym widelcem (miał takie dwa, strzegł ich zazdrośnie), parząc sobie język i podniebienie, no i oczywiście klnąc za każdym razem.”

(A. Camilleri, „Wycieczka do Tindari”, przeł. K. Żaboklicki, Warszawa 2007, s. 39).

Uwielbiam serię kryminałów z komisarzem Montalbano w roli głównej. Camilleri sprawnie prowadzi sensacyjne intrygi, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejszy jest klimat tych powieści, na co niewątpliwie wpływ mają klimaty sycylijskie. Nie chodzi nawet o pogodę, raczej o klimat obyczajowy, kulturowy, siłą rzeczy z mafią w tle, klimat sycylijskiej prowincji, a prawdę mówiąc, cała Sycylia jest jedną, i to sporą prowincją. Camilleri stworzył w swoich powieściach fikcyjny okręg, coś jak Faulkner ze swoim fikcyjnym hrabstwie Yoknapatawpha. Tak jak typy wykreowane przez autora „Absalomie, Absalomie…” mieszczą się znakomicie w stereotypie mieszkańca amerykańskiego południa z przełomu (mniej więcej) wieku XIX i XX, tak ludzie zamieszkujący Vigatę zdają się wypełniać stereotypy rasowych Sycylijczyków płci obojga.

Camilleri jest nader spostrzegawczym obserwatorem i rejestratorem zachowań ludzkich, ze szczególnym uwzględnieniem słabości, skłonności do codziennych grzeszków i – nierzadko – grzechów najcięższych, ale przy tym wszystkim jego spojrzenie na człowieka jest pełne ciepła, empatii.

O komisarzu Montalbano można powiedzieć – poza tym, że jest rezonerem pisarza, że znakomicie rozwiązuje zagadki kryminalne (wnuk czy prawnuk Sherlocka Holmesa), że prowadzi swój komisariat w dosyć niekonwencjonalny sposób, że udaje mu się zachować niezależność – iż jest przy tym jednym z największych smakoszy, jakich wykreowała literatura.

Książki Camillerego są pełne obrazów, smaków i zapachów kuchni sycylijskiej w najlepszym wydaniu. Warzywa – z bakłażanami, cukinią i pomidorami na czele, dziesiątki gatunków ryb i owoce morza, no i oliwa, no i pasta. W powieści węch policjanta konkuruje z węchem smakosza, smak moralny ze smakiem potraw, im prostszych, tym lepszych. W domu komisarzowi gotuje starsza, prosta kobieta; Moltalbano nosi w pamięci mapę najlepszych knajpek i jadłodajni, czasem równolegle do kryminalnego toczy śledztwo kulinarne. Ma swój ulubiony lokalik, blisko komisariatu, którego właściciel, a jednocześnie kucharz i kelner, wie, jak dogodzić zmysłom wzroku i smaku komisarza. Ba, z nastroju i wyglądu Moltalbano odczytuje, jakie dania mu dzisiaj podać, komisarz zresztą bardzo chętnie zdaje się na jego sugestie.

Co mnie jeszcze ujmuje w Moltalbano, to fakt, że gdy je, konsumuje, smakuje, przeżuwa, wzdycha z rozkoszy, wówczas chce milczeć, żadnych rozmów! – jedzenie służy do smakowania i wchłaniania, a nie do gadania, nawet gdy się jest w towarzystwie. Objaw gburowatości, nieobycia? Bynajmniej. Od gadulstwa niektórych przy stole można dostać zgagi i niestrawności. Iluż nieszczęśników na skutek niepohamowanego gadulstwa podczas jedzenia zadławiło się na śmierć! Niech sobie gadają przy stole dyplomaci, udając, że jedzą, zresztą oni wszystko udają…

Wróćmy więc do kartofli. Sam na przykład lubię dobrze zrobione pure z ziemniaków samo w sobie, chociaż z dodatkami też jadam. Niby prosta rzecz zrobienie takiego pure. Hola, hola! Nic w życiu nie jest proste, mimo że wyrafinowana kuchnia może być bardzo prosta. Żeby zrobić danie ujmujące smakiem prostoty, trzeba się wcześniej mocno „nakomplikować”, co pewnie ma przyczynę w rozwoju cywilizacji. Przez tysiąclecia człowiek zaspokajał się od czasu do czasu kawałem zwierza opiekanym na ognisku, popijał wodą z rzeki czy strumyka i nie był świadom, że urządza grilla. No i cywilizacja musiała nam wynaleźć grilla, nawet przecież nie rożen.

Obrałem parę kartofli, którą to czynność wielce sobie cenię. Dodałem kilka (4-5) obranych szalotek, mogą być zwykłe cebule, i gotowałem długo, długo w lekko osolonej wodzie. Kiedy ziemniaki prawie się rozpadały, cebulki tudzież, odsączyłem do kubka resztkę płynu, dodałem łyżkę masła, sporo drobniutko posiekanego czosnku, popieprzyłem akuratnie z młynka, dosoliłem i zaprawiłem sporą porcją białego octu balsamicznego. Rozgniotłem szybko dokładnie ręczną praską z dziurkami , czy jak się tam to staromodne urządzenie nazywa. I, jak Montalbano, zacząłem z rozkoszy parzyć podniebienie. Tym boskim daniem.

Co nam potrzeba? (Ilość i proporcje do rozważenia; niezbędna spora doza improwizacji)

ziemniaki/kartofle/grule/pyry

szalotki/cebula

kilka dużych zębów czosnku

pieprz

sól

ocet balsamiczny/jabłkowy

łyżka masła

Można dodać kapkę śmietany lub mleka, ewentualnie (gdy za suche) część odlanego do kubka płynu z gotowania.

Pamiętajmy o selfie z gotowym daniem.

Michał Waliński

18 stycznia 2015 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Ziemniaki według komisarza Montalbano (Kuchnia to rzecz wyobraźni, 14)

  1. Storyland14 pisze:

    Najważniejsze to selfie 😉 a tak poważnie to tez strasznie lubię jego książki 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s