Kompozycja „azjatycka” z makaronu, kurczaka i in. (Kuchnia to rzecz wyobraźni, 13)

Robiłem to danie ze trzy razy, za każdym podejściem wychodziło lepsze. Inspiracją był felieton Agnieszki Kręglickiej w „Wysokich Obcasach” sprzed kilku tygodni (czytam równie namiętnie felietony kulinarne Marty Gessler).

Makaron w „oryginale” powinien być ryżowy, ale ja od jakiegoś czasu preferuję włoskie wstążki, czterominutowe. Inna sprawa, że moje gotowanie z żadnym „oryginałem” prawie nic wspólnego nie ma.

 Co nam potrzeba? (Ilość i proporcje do rozważenia; niezbędna spora doza improwizacji)

makaron ryżowy lub inny

świeży imbir (3-4 cm)

chili (świeża lub suszona, zmielona) – ze dwie papryczki

pieprz z młynka

cebula w talarki

kilka dużych ząbków czosnku (w talarki, można więcej niż kilka)

por, raczej biała część, biało-zielona (jeśli gruby, przeciąć wzdłuż, a potem w półtalarki

pomidory suszone z oliwy (kilka, pokrojonych)

bambus pokrojony ze słoika (wlewam też trochę zalewy)

olej sezamowy

sos rybny (parę łyżek, nie wszyscy lubią)

sos ostrygowy (kilka glutów)

sos sojowy (sporo)

sos teryaki (zwłaszcza do zamarynowania mięsa)

olej rzepakowy (dodaję też trochę oliwy)

jedna, dwie marchewki (kroję w cienkie zapałki lub rżnę długie cienkie płaty nożykiem do jarzyn)

nieduża pietruszka, korzeń (rżnięcie jak wyżej)

trochę selera w długich wiórkach lub w zapałki (nożykiem)

brukselki (kilka pokrojonych w talarki)

cukier (brązowy lub biały, trochę)

inne jarzyny – można (pewnie na przednówku, kiedy warzywa parcieją i syfieją, wykorzystać różne mrożonki)

5-6 udek górnych kurczaka (nieanorektycznych, pokrojonych w paski), mogą być golonki indycze, wołowina lub wieprzowina, jakiekolwiek mięso, nawet gęś

jajka, ze dwa

dymka, zielona część

Jak widać, jest co robić. Gdybym szykował danie na dwie osoby, poszłoby w miarę szybko, chociaż o konkurowaniu z kuchcikami ulicznymi z Azji nie ma co marzyć. Ale ja zwykle przygotowuję większą porcję, bo za dzień, dwa, gdy się to wszystko jeszcze lepiej „przegryzie”, odgrzane smakuje świetnie. A poza tym ja jestem kuchcik domowy.

Zachęta dla studentów, którzy przed czasem wydali pieniądze rodziców lub dziadkół na książki lub wódkę: to danie jest bardzo „przyjazne”, w trakcie przyrządzania „rośnie” na patelni (woku), można się najeść, obdzielić parę pokojów w i mieć jeszcze na później. Dobre na mózg i na kaca.

Porada logistyczna: warto przygotować sobie składniki przed rozpoczęciem misterium kucharzenia, odpowiednio skrojone i sprawione, wcześniej, ułożyć je karnie na talerzach.

Mięso (pokrojone) zamarynować przynajmniej na 40 minut w teryaki, sosie sojowym i in., dodać do marynaty olej sezamowy, pieprz, chili.

Nastawić wodę na makaron w dużym garnku, zagotować, lekko osolić. Gotować makaron krócej niż w przepisie. Zlać zimna wodą. On i tak później w odpowiednim towarzystwie „dojdzie” w woku.

W międzyczasie do woka wlać trochę oleju rzepakowego, trochę sezamowego (ten specyficzny, boski zapach i smak!), kolejno wrzucać i smażyć ogniu świeży imbir pokrojony drobno, chili pokrojone drobniutko (pamiętaj, że pestki chili dodają czadu; nie musisz ich używać), pieprz z młynka, cebulę pokrojoną w talarki, kilka dużych ząbków czosnku (w talarki). Dbać, aby podstawa się nie przypaliła.

Potem smażyć krótko (na bardziej mocnym ogniu) i odkładać do miski kolejne składniki: por, suszone pomidory, bambus z zalewą.

I kolejne: marchewka, pietruszka, seler, brukselka.

Po ich wyekspediowaniu do misy obsmażam mięso, wrzucam z marynatą. Silny ogień, ładnie bieleje i brązowieje, lecz nie należy go nadmiernie rumienić. Po obsmażeniu mięso odsuwam drewnianą łopatka na brzeg woka, rozbijam jajko lub dwa, w zależności od wielkości porcji), smażę „jajecznicę”, intensywnie mieszając.

Na mięso z jajkiem wrzucam ugotowany makaron, mieszam delikatnie i trochę podsmażam, na to wszystkie składniki odłożone misy (misę postawić blisko pieca, w cieple), delikatnie mieszam i trzymam jeszcze jakiś czas w woku na małym ogniu. Obsypuję dużą ilością pokrojonej „normalnie” lub w słupki zieloną dymką. Na danie na talerzu można dodać trochę drobno pokrojonej zielonej pietruszki.

Jako dodatek polecam kwaszone domowe, jędrne ogórki. Lub paprykę konserwową ze słoika.

Uwagi:

  1. Zgarniam kolejne usmażone poszczególne składniki w miarę płaską plastikową łyżka durszlakową. Chodzi o to, żeby jak najwięcej oleju (płynu) zostało w woku. I tak trzeba stopniowo dodawać trochę rzepakowego i sezamowego, oraz sosów), jednak zadbajmy, żeby całe gotowe danie nie pływało w tłuszczu. Koneserzy mogą ugotowane składniki odkładać na sito lub ręcznik papierowy, aby odsączyć je z nadmiaru tłuszczu.
  2. Doprawianie (sosami, olejem sezamowym). Tu liczy się intuicja i wyczucie. W zasadzie doprawiam powolutku przez cały czas gotowania! Nawet wtedy, kiedy w woku już wylądował makaron. Nie żałuję octu ryżowego. I raczej nigdy nie próbuję po drodze, chociaż to podobno błąd.
  3. Danie powinno smakować gorzko-kwaśno-słono-słodko.
  4. Akurat do tego dania nie dodaję przyprawy „Pięć smaków”, która skądinąd często stosuję.
  5. Dbać, aby nie rozgotować makaronu. Wrzucać do woka mocno al dente.
  6. Nie bać się modyfikacji i improwizacji. Na przykład dodawanie innych składników, przypraw, lecz może nie dodawaj do tego sosu barbecue. Możesz za to dodać trochę świeżo startego chrzanu. Cytryny. Następnym razem spróbuję dodać trochę lub więcej niż trochę pokrojonego w kostkę lub słupki kiszonego ogórka.
  7. Nie przesadzać z ostrością dania, chociaż w tym wypadku ostrość zależy głównie od chili. Gdybym miał, zastosowałbym także pastę z chili, lecz mam akurat pastę curry, tu raczej nie wskazaną.

Michał Waliński

18 stycznia 2015 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii "chińszczyzna", danie z makaronem i kurczakiem, kuchnia i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kompozycja „azjatycka” z makaronu, kurczaka i in. (Kuchnia to rzecz wyobraźni, 13)

  1. Pingback: Quasi-imponderabilia in statu nascendi. "Silva rerum" Michała Walińskiego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s