Sałatka ziemniaczano-śledziowo-ogórkowa (Kuchnia to rzecz wyobraźni, 12)

Rzadko ją robię, nie wiem, dlaczego tak nieczęsto, bo ją lubię i wszyscy bliscy lubią. Jest trochę zachodu z moczeniem śledzi, jednak bez przesady. Unikam kupowania płatów „gotowych”, ale też nie za bardzo kocham oprawianie całych solonych śledzi.

Zdarzyło się, dawno temu, że tak długo moczyłem, zmieniając wodę, śledzie z beczki, że w konsekwencji musiałem je …dosolić.

Danie jest proste. Proporcje składników zależą od upodobań. Ugotować ziemniaki w mundurkach, wybierając gatunek sałatkowy (a przynajmniej takie pyry, które się nie rozpadają w trakcie gotowania). W czasie, gdy grule stygną, pokroić w kostkę odpowiednią ilość raczej chudego boczku i przesmażyć do chrupkości na patelni. Jeśli boczek jest bardzo chudy, czynić to na odrobinie oleju rzepakowego i nie za dużym ogniu. Po ostudzeniu kartofle obrać ze skórek, pokroić w dosyć grubą kostkę i wrzucić do sporej misy. Płaty wymoczonych śledzi poprzecinać trzy-cztery razy wzdłuż, a potem pokroić w kostkę. Wrzucić do misy z ziemniakami. Odpowiednią ilość kiszonych ogórków pokroić w kostkę i wrzucić do misy. Ogórki najlepsze twarde, a najnajlepsze – domowej roboty. Nie obieram ich ze skórek, nie odsączam z nadmiaru soku. Można, ale nie trzeba, wycisnąć trochę soku z cytryny lub doprawić octem jabłkowym. Na koniec dodać wytopione skwarki boczkowe z częścią (jeśli jest go dużo) tłuszczu. Pieprz świeżo zmielony. Można dodać, a nawet trzeba, parę liści bobkowych i ziele angielskie. Można, jak kto lubi, trochę zmielonego chili.

Całość delikatnie, ale solidnie wymieszać. Smakuje od razu, ale jeszcze lepiej, gdy sobie trochę poleży w lodówce, „przegryzie się”, zaś w słoikach można ją przetrzymać parę ładnych dni.

Można poeksperymentować z dodawaniem innych jeszcze składników (np. zielony groszek, pokrojone jajka na twardo), ale dla mnie smak tej sałatki jest funkcją jej prostoty. Wykwintnej prostoty. Oczywiście, nie jest to kuchnia dla Amaro, Kiepury i niektórych innych ludzi z Sosnowca. Śledzie dobrze robią na mózg i nerwy.

Jeszcze jedno: w tego typu sałatkach lubię bardziej grubo krojone składniki. Nieraz słyszałem po jakichś imieninach czy imprezach krytyczne uwagi typu: „Jak ona grubo to pokroiła!” Tak jakby cienkie krojenie było jakąś nadzwyczajną cnotą gospodyni. Z cnotą gospodyni nigdy nic nie wiadomo, ja wolę zjeść sałatkę niż pastę, a kiedy mam ochotę na pastę, to robię pastę. Miłośnikom kuchni włoskiej wyjaśniam, że nie chodzi mi w tym wypadku o makaron.

Przypominam delikatnie, że z przygotowaną potrawą należy zrobić sobie selfie. Informuję, że celowo w powyższym tekście zmieniałem nazwę głównego składnika.

Co nam potrzeba? (Ilość i proporcje do rozważenia; niezbędna doza improwizacji)

ziemniaki vel grule alias kartofle, pyry i tp.

płaty śledziowe wymoczone

ogórki kwaszone

boczek (nie za tłusty)

olej rzepakowy (opcjonalnie)

pieprz świeżo mielony

liście bobkowe (wszyscy wiedzą o Dafnis, co w drzewo bobkowe zmieniła się)

ziele angielskie

chili zmielone (opcjonalnie)

cytryna (opcjonalnie)

ocet jabłkowy biały (opcjonalnie)

Michał Waliński

18 stycznia 2015 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii kuchnia, sałatki i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Sałatka ziemniaczano-śledziowo-ogórkowa (Kuchnia to rzecz wyobraźni, 12)

  1. Pingback: Quasi-imponderabilia in statu nascendi. "Silva rerum" Michała Walińskiego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s