Redaktor „znany jako Kuba Strzyczkowski” lustruje urzędników, czyli nauczycieli

Część tytułu niniejszego felietonu zawarta w cudzysłowie pochodzi z „Wikipedii”. Chodzi o dziennikarza z radiowej „Trójki” prowadzącego między innymi audycję „Za, a nawet przeciw”. Tematem jednej z nich, w minionym tygodniu, były tzw. trzynastki otrzymywane przez urzędników.

Jak wiadomo wtajemniczonym, solą audycji redaktora Kuby Strzyczkowskiego są taśmowo prowadzone rozmowy telefoniczne z kilkoma rozmówcami „urzędowymi” („ekspertami”) i licznymi przypadkowymi (?) słuchaczami. W trakcie każdej z rozmów „pan Kuba”, jak zwą go słuchacze, co najmniej kilkakrotnie wydaje z siebie głęboki, potakujący dźwięk „ahaaau!” dowodzący, że słucha czujnie, inteligentnie i ze zrozumieniem, a jak już kiedyś na tym blogu pisałem, „pan Kuba” jest gotów podjąć się „za i przeciw” każdego tematu, od stosunków amerykańsko-panamskich, przez problem prezerwatyw w szkołach, po stosunki między pisklętami zimorodków.

Jak było do przewidzenia, 90 procent głosów słuchaczy dotyczyło trzynastych pensji nauczycieli. Wyszło, że nauczyciele to urzednicy, nieroby i lenie, nie mają prawie żadnych obowiązków, ale mają najdłuższe urlopy i chcą jeszcze więcej, więc „trzynastki” trzeba im koniecznie odebrać. Jeden pan wyliczył nawet, że nauczyciel pracuje dwie godziny dziennie tygodniowo. Inny dokonał prekursorskiego porównania nauczycieli z górnikami: tak, górników trzeba chronić, w przeciwieństwie do nauczycieli, górnicy wykonują ważniejszą pracę dla kraju, a praca nauczycieli nie ma żadnego znaczenia, przyszłość świata zależy od węgla, a nie od nauczycieli, trzeba odebrać „trzynastki” belfrom i nie ruszać górników, bo górnicy ruszą. Każdą opinię każdego słuchacza „pan Kuba” kwitował głębokim, potakującym i aksamitnym dźwiękiem „ahaaau!”.

Piszę to jako osoba niezainteresowana „trzynastkami” (ma się te dobra rodowe!), ale jednocześnie jako osoba uczulona na totalne opluwanie nauczycieli w różnych mediach, ciągłe ich hejtowanie i firmowanie przez (w tym wypadku publiczne) media kłamstw i fałszów dotyczących specyfiki pracy w szkołach.

Nie będę tego w tym miejscu tłumaczył. Znam wielu nauczycieli, którzy regularnie pracują sto i więcej procent ponad oficjalne godzinowe pensum. Grupy, czasem licznej, olimpijczyków, niejednokrotnie z dwóch przedmiotów, nie da się poprowadzić w ramach pensum, podobnie jak szkolnego teatru, gazety, przygotowania rozmaitych imprez, prowadzenia kół zainteresowań, wycieczek i wielu innych, nie da się w ramach pensum poprawić licznych prac domowych i semestralnych, a zwłaszcza nie da się opanować rozbuchanej poza zdrowy rozsądek i ciągle pączkującej biurokracji, która lęgnie się z kretyńskich umysłów urzędniczych wysokiego stopnia.

Do tego dochodzi nieustanna odpowiedzialność za uczniów, w szkole w trakcie lekcji, przerw i zajęć pozalekcyjnych, wycieczek i in. Dodam ponadto stres i upokorzenia będące (w wielu szkołach) „zasługą” uczniów, ale częściej może – ich rodziców. Często (jawny lub ukrywany) mobbing ze strony władzy szkolnej.

Jeśli ktoś zazdrości nauczycielom dłuższego urlopu czy prawa do urlopu zdrowotnego, niech zrobi studia i kursy i popracuje przez parę lat w szkole. Zapewniam, że jeśli nie znajdzie swoich własnych sposobów na odreagowywanie szkolnych stresów (czego nie uczą na żadnych studiach!), stanie się kandydatem do urlopu zdrowotnego lub do „psychuszki”.

To, co napisałem, absolutnie nie oznacza, że praca nauczycielska nie może stać się źródłem niejednokrotnie ogromnej satysfakcji zawodowej i osobistej. Jedno nie wyklucza drugiego. Wielu nauczycieli „trzyma” w szkole pasja i jakieś tam poczucie misji, o czym w kontekście wspomnianego wyżej hejtowania nie warto pisać.

Niektóre znane gazety tworzą „rankingi” płac w różnych zawodach. Nieuczciwe i nieobiektywne w tym sensie, że na szczycie tabeli lokują zarobki tych nauczycieli, którzy potrafią dorobić trzy pensje do pensji zasadniczej. To kłuje społeczeństwo w oczy: „Jak to? Tyle te nieroby zarabiają i jeszcze chcą więcej? A do kopalni by ich!” Mało kto zadaje sobie trud, aby przyjrzeć się przeciętnym zarobkom belfrów i wniknąć w istotę pracy belferskiej. Chyba że ma w rodzinie nauczyciela i odczuwa „przywileje” tego zawodu na własnej skórze (dzieci, żony, mężowie).

Tymczasem od rozdmuchanej propagandowo podwyżki, którą „dał” Tusk, minęły już lata i pensje nauczycieli zdążyły się mocno stoczyć. W audycji „pana Kuby „ nikt się nie zająknął, włącznie z „panem Kubą”, na temat urągającej poczuciu sprawiedliwości społecznej zarobków sporej części prawdziwej „klasy” urzędniczej i na temat nieuzasadnionego ekonomicznie i merytorycznie rozrostu liczebnego tej „klasy”, co jest skutkiem „upartyjniania” niemal wszystkiego w tym kraju.

Współczuję górnikom z kopalń, które mają być zamknięte. Ale w ostatnich latach, z przyczyn demograficznych, ze szkół odeszły i będą musiały odejść dziesiątki tysięcy belfrów, którzy nie mogą nawet pomarzyć o takich apanażach, jakie staną się – na razie teoretycznie – udziałem zwalnianych górników. Przed laty mieliśmy już do czynienia z niebotycznymi odprawami dla zwalnianyuch z kopalń; ci zaś, wykorzystawszy je w „interesujący” sposób, po paru latach wracali do pracy na dole. O zwalnianego przed bliską emeryturą nauczyciela nikt się nie zatroszczy. Nauczyciel służy do hejtowania.

Ciekawa to logika: uczniów coraz mniej, nauczycieli coraz mniej, szkół coraz mniej, no więc zabierzmy nauczycielom „trzynastki”… Może każmy im także w sierpniu siedzieć w pustych szkołach? A ja, głupi, miałem kiedyś nadzieję, że jeśli demografia aż tak sprzyja rządowi, to może wolną  część środków zainwestować w mniej liczebne klasy (im mniej uczniów, tym lepsze wyniki nauczania), w poprawienie komfortu nauki pracy w szkołach, w nowoczesne środki techniczne? A nie w kilka „jedynie słusznych” podręczników

Szkoły w Polsce nie mają swojej Świątecznej Orkiestry. Niestety.

Zarobki w Polsce – w ogóle – urągają „unijnej” przyzwoitości.

„Fi donc… – zawrzeszczała papuga, która miała stosunek z zimorodkiem.”

Michał Waliński

11 stycznia 20155 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii media, nauczyciele, trzynastki, zarobki i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Redaktor „znany jako Kuba Strzyczkowski” lustruje urzędników, czyli nauczycieli

  1. Bogna Drozdek pisze:

    Powiedzenie: ”Obyś cudze dzieci uczył”, jest chyba unikalnie polskie. Ciekawe, czy dotyczy(ło) zarobków, czy szarganego przez kogo się da prestiżu – prawie wszędzie, poza Polską, nauczyciele cieszą się najwyższym szacunkiem i są odpowiednio do niego opłacani – jako folklorysta wiesz coś na ten temat?

    Polubienie

    • Niby nauczyciele w Polsce wypadają nieźle w rankingach szacunku, ale takiej ilości hejtu w Internecie nie doznaje żadna grupa zawodowa. Niektóre fale „niechęci” wyzwalają czołowe media, w tym gazety. Powód? Pensum nauczycielskie i długie wakacje, rzekome przywileje. Mało kto wnika w specyfikę tej pracy. Może nie chodzi o to, że często pracuje się tygodniowo grubo ponad 40 godzin (pensum wynosi teraz bodaj 21), ale o ogromną odpowiedzialność. No i ta biurokracja kretyńska

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s