Pożywna i rozgrzewająca zupa „Skaczące żołądki” (Kuchnia to rzecz wyobraźni, 11)

Nie. Nie chodzi o to, że po zjedzeniu tej zupy komuś zacznie żołądek skakać, chociaż osobom na ścisłej diecie jej nie polecam. Ale jako remedium na skutki radioterapii i chemioterapii, kto wie (mogę wszakże mówić tylko o sobie).

To było wiele lat temu. Robiłem zakupy i kupiłem między innymi kilo dobrej wołowiny i kilo żołądków drobiowych (zwykle sporą część przygotowanego dania zamrażamy na później, dzięki czemu nie trzeba codziennie zbyt wiele czasu poświęcać gotowaniu). Miałem w planie dwa dania, ale później jakoś straciłem na nie ochotę. Wpadłem na pomysł, że może potraktuję je razem. Ale co, ale jak? – pytałem siebie w duchu. Może gulasz? Eee, chyba nie. Może …zupa? To był jakiś pomysł. Przedzimie. Na dworze zimno i ponuro. To będzie zupa, która każdemu zrobi dobrze w wybranym  przez niego miejscu w obrębie własnej podmiotowości  – postanowiłem, a jak postanowiłem, tak zrobiłem.

Pokroiłem w dużą kostkę wołowinę, leciutko podsmażyłem na niewielkiej ilości oleju rzepakowego (może być smalec). Leciutko, bo chciałem, żeby wołowina oddała co nieco z siebie zupie. Na tłuszczu po zeszkliłem (lekko!) cebulę i pokrojonego w talarki pora, łyżeczkę posiekanego świeżego imbiru. Wrzuciłem do gara, dorzuciłem wymyte, pokrojone na dwa żołądki i dodałem odsączoną z tłuszczu cebulę, pora i in. Zalałem gorącym bulionem, może być mięsny, może być warzywny, może być wrząca woda, jak kto woli. Zacząłem gotować na małym ogniu i zastanawiać się, czym by jeszcze tę zupę uraczyć.

Dodatkowe składniki zacząłem dodawać w momencie, gdy już mięsa były prawie miękkie. W kolejności od tych, które muszą się gotować najdłużej, do „najszybszych”.

A więc: pokrojony w zapałkę seler, pokrojoną w zapałkę marchewkę, pokrojony w talarki czosnek (kilka ząbków, można więcej), trochę potalarkowanego żywego pora, pokrojone na dwie części małe kukurydze w zalewie, puszkę odsączonej kukurydzy, pokrojoną w paski paprykę czerwoną i zieloną (uprzednio te paski lekko podsmażyłem i osączyłem z tłuszczu), pół słoika kiełków z soi, jakieś tam inne kiełki hodowane w słoiku, pędy bambusa ze słoika, a na koniec puszka zielonego groszku (może być mrożony lub, latem, świeży).

Zupa się gotowała, gęstniała i nabierała smaku i aromatu, także dzięki przyprawom. Nie chciałem jednak, żeby wyszła „po chińsku” ani „po węgiersku” i  żeby była zbyt ostra, chociaż ostre lubię. Zatem przyprawy całkiem swojskie, z umiarem:

sól, pieprz, pół małej łyżeczki cukru (może być brązowy), listek-dwa bobku, parę całych ziaren pieprzu, parę ziół angielskich, trochę zmielonej chili, trochę sosu sojowego, sos Worcester, trochę papryki mielonej słodkiej (może być podwędzana), szczypta papryki mielonej ostrej.

Jeśli ktoś nie lubi pętających w zupie (sosie itd.) niektórych przypraw, może przygotować sobie do gotowania lniane (czyste) niewielkie woreczki z dłuższym (naturalnym) sznurkiem. Do woreczka wkładamy liście bobku, ziarna pieprzy, ziela angielskiego etc.), woreczek wrzucamy do gotującej się zupy, sznurek przywiązujemy do ucha garnka, po ugotowaniu sprytnie wyciągamy i wyrzucamy z zawartością, chyba że ktoś chce sobie possać.

Skąd taka właśnie nazwa zupy? Kiedy robiłem ją pierwszy raz, w trakcie płukania wyskoczyły mi z durszlaka dwa żołądki. Podniosłem, opłukałem i nic. Została nazwa.

Wiem, że są osoby, które nie znoszą żołądków i podrobów. Szanuję ich wolność, uczucia i nie zmuszam. W tym daniu chodzi jednakowoż o skojarzenie smaków mięciutkiej wołowiny i mięciutkich żołądków (samych w sobie, zwłaszcza w większej ilości, nieco mdłych).

Jeszcze jedna uwaga: gotując zupy (i cokolwiek) staram się, aby warzywa nie rozgotowały się na papkę czy miazgę. Wyczuwam ten moment, kiedy stają się jędrne i gaszę palenisko. Zupa powinna parę minut „odpocząć”.

Do wielu zup, jako zagęszczacz i dosmakowacz, dodaję trochę nasion lnu lub (oraz) łyżkę świeżego masła.

Na talerzach posypać drobno pokrojoną natką pietruszki. Podawać z chlebem. Można bez.

Każda zupa może być jak poezja. Ta zupa jest godna polecenia drwalom i ludziom ciężkiej pracy. Warto spożyć przed dłuższą randką lub rozmową ze złą szefową.

Co nam potrzeba? (Ilość i proporcje do rozważenia; niezbędna doza improwizacji)

wołowina (może być dobra wieprzowina)

żołądki drobiowe (rodzaj obojętny)

seler, pokrojoną w zapałkę marchewka

pokrojony w talarki czosnek (kilka ząbków, można więcej)

trochę potalarkowanego żywego pora

pokrojone na dwie części małe kukurydze z zalewy

pół puszki odsączonej kukurydzy (można pominąć)

pokrojona w paski papryka czerwona i zielona

pół słoika kiełków z soi

jakieś inne kiełki hodowane w słoiku

pędy bambusa z puszki

łyżeczka posiekanego świeżego imbiru

puszka zielonego groszku (może być mrożony lub, latem, świeży).

sól

pieprz

pół małej łyżeczki cukru (może być brązowy)

listek-dwa bobku

parę całych ziaren pieprzu

parę ziół angielskich

trochę zmielonej chili

trochę sosu sojowego

nieco sosu Worcester

szczypta papryki mielonej słodkiej (może być podwędzana)

szczypta papryki mielonej ostrej

łyżka świeżego masła (opcjonalnie)

nasiona lnu

natka pietruszki

Michał Waliński

4 stycznia 2015 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii danie jednogarnkowe, kuchnia, zupa i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s