Czy przystoi? (Kuchnia to rzecz wyobraźni, XI)

Odpowiadam: tak, przystoi. Jak najbardziej przystoi. Pod warunkiem, że są to podroby z wgęsi. Sam przed chwilą zjadłem. Serduszko i żołądek ugotowane. Ugotowane w towarzystwie nogi kurzej i gęsiej szyjki. Ugotowałem wraz z warzywami i kilogramem pokrojonych buraczków. Warzywa i mięso wyjąłem po trzech godzinach, wywar, wraz z buraczkami, uleży się do jutra na balkonie (dolałem łyżkę octu jabłkowego). Jutro dodam zakwas z buraków, który kisi się w słoju od trzech miesięcy, dodam też ugotowane i drobno pokrojone grzyby. Doprawię. Doprawianie to jest magia. Doprowadzę do (prawie) wrzenia i zgaszę płomień. Nie chce mi się robić uszek, podam z całymi ugotowanymi ziemniakami albo inaczej. Zrobię znakomite pure z ziemniaków (masło, trochę śmietany lub mleka, sól). Pure będą pochłaniać przy pomocy dużej łyżki i popijać barszczem. Pieprz! Dużo (sporo, jak kto lubi) pieprzu, bo inaczej spieprzycie sprawę. Najlepiej jeść po chłopsku: ze wspólnej misy, wielkimi, drewnianymi łychami. Barszcz popijać z wędrownych kubków. Nadmierne przywiązanie do etykiety zabija smak potraw. Schabowy w towarzystwie królowej Elżbiety musi smakować koszmarnie. Nic dziwnego, że Sikorski z Belką wychodzą na policzki wołowe na miasto.

Na deser zjadłem gęsie wątróbki. Zrobione w najprostszy sposób, są najsmaczniejsze. Na  najwolniejszym płomieniu duszę i podsmażam cebulkę (białą) z dymki. Lekko brązowa. Potem wkładam na krótko wątróbki, obracam. Gaszę płomień i wtedy solę. Nic więcej.

Kto powiedział, że w wigilię trzeba pościć od pobudki do wieczora, żreć obowiązkowo obrzydliwego karpia i śledzika? I nie pić wina i alkoholu?

Jeszcze jedno. Jedząc podroby, zachowywałem się nadzwyczaj ekologicznie. Resztki dałem kotom. I przez cały czas myślałem o doli karpi w Polsce oraz o bandyckiej decyzji najwyższego sądu, która zezwala na ubój rytualny. To świństwo!

Jedząc podroby (a więc tylko bardzo drobną część całości), wyłączam wszelkie radia i inne nośniki nastroju, bo niedobrze się robi od tego wigilijnego lukru. A moje morale czuje się dobrze.

Kochajcie wróbelka, Dziewczyny, kochajcie, do jasnej cholery!

Michał Waliński

24 grudnia 2014 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Czy przystoi? (Kuchnia to rzecz wyobraźni, XI)

  1. Bogna Drozdek pisze:

    Chyba jednak nie wypada. Zwłaszcza po tym, co sam napisałeś o doli karpi w Polsce oraz o bandyckiej decyzji najwyższego sądu, która zezwala na ubój rytualny..
    Tucz gęsi to dopiero jest sado-bandytyzm (co prawda od 2010 r. formalnie przez UE zabroniony, ale w polskiej praktyce wciąż stosowany, zwłaszcza w okresach przedświątecznych). Na wypadek, gdybyś nie wiedział, jak to wygląda, załączam stosowny cytat.

    Tucz gęsi trwał cztery tygodnie. Trzy razy dziennie wtłaczano ptakom przez metalową rurkę do żołądka kilogram zwilżonej kukurydzy. Gdy gęś nie była w stanie więcej zjeść zaciskało się jej szyję gumką, by nie zwymiotowała.

    Polubienie

Odpowiedz na Bogna Drozdek Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s