Jagły na ciepło z dodatkami (Kuchnia to rzecz wyobraźni, 6)

Na weselu Boryny w „Chłopach” Reymonta kucharki śpiewały:

Niesiem miski tłustej jagły,
By se chudzielce podjadły!

Oczywiście, jadła weselnego było dużo więcej i różnorodne było. Ale jagły musiały być musowo.

Kowal w tejże powieści „rozmawia” z żoną:

– Już on ci powie, co robić!… Nic sama nie rób i nie miarkuj, boś głupia, a ino jak będzie potrza, to beknij, ojcowe nogi obłap i proś… a słuchaj dobrze, co ojciec powiedzą i co Antek przódzi mówił będzie…

Z dobry pacierz ją nauczał, a przez okno patrzył, czy ich na moście nie widać.

– Zajrzę do młyna, czy jagłę zrobili. – Dłużyło mu się w domu czekać.

Ale szedł wolno, przystawał a medytował… – Juści, kto go ta wie, co zrobi? Sklął mnie, a gotów zrobić, com redził… to i lepiej, że kobieta przy tym będzie… a nie zrobi, pokłócą się… stary go wypędzi… Tak abo i nie, a zawsze się cosik udrze la siebie… – zaśmiał się radośnie, zatarł ręce, nacisnął kaszkiet i zapiął kapotę, bo wietrzno było i ziąb przejmujący szedł od stawu.

Przy okazji dotarliśmy do jednego ze źródeł tradycyjnej, uświęconej polskiej rodziny, której żadna ustawa „przemocowa” nie jest potrzebna.

W 4. tomie organiścina, rozmawiając z Hanką, nęci pływające w wiejskim stawie małe kaczuszki jagłami. Jagłami nęcono też kury, koguty (bo kura bez koguta to nie jest kura) i inne ptactwo.

W „Sprawiedliwych” Reymonta dziad, towarzysz baby, przekłada w dziadowskiej chałupie zabiedzonemu i utrudzonemu Jaśkowi:

Człowieku, mówię ci: rób coć radzę, a torby miał będziesz pełne, brzuch kiej kłodę, a cały świat poprowadzisz na postroneczku, kiej głupiego bydlaka… He! he! he! nie dzisiejszym człowiek, nie; wie się i to, i tamto, i drugie!… Kto ma pomiarkowanie, jaki to świat jest, temu źle nie będzie. We dworze pomstuj na chłopów — pewny grosz i ochłap z obiadu; u księdza: na chłopów i na dwory — pewne dwa i rozgrzeszenie; w chałupach na wszystkich — a będziesz jadł jagły ze słoniną i pił wódkę z tłustością… Człowieku, mówię ci… Za duszę Juliny. Zdrowaś Maria!… — zaczął bezwiednie sennym głosem, chwiejąc się na ławce…

— Łaskiś pełna… Wspomóżta biednego kaleką… — zaczęła trzepać baba, podnosząc przez sen głowę z komina.

— Cichoj, głupia! — krzyknął, budząc się nagle, bo drzwi wchodowe głośno zatrzeszczały i wsunął się nimi wysoki, rudy Żyd.

I w rodzinie dziadowskiej nie było, jak widać, przemocy. Na szczęście, nie każda baba ze wsi końca XIX wieku była głupia.

W noblowskich „Chłopach” kaszy jaglanej pełno, choć w sklepach w moim miasteczku S. jej brak. Od średniowiecza na polach polskich (ładnie powiedziane: pola polskie) chłopi wysiewali dużo prosa i dużo go zbierali. Dzisiaj potęgami w uprawie prosa są Indie, Chiny, Nigeria, Niger, Burkina Faso i Mali, o Polsce nic mi nie wiadomo. Jagły robi się w młynie z prosa. Tego, tego właśnie, z którego „uciekła mu przepióreczka”:

Uciekła mi przepióreczka w proso,

a ja za nią nieboraczek boso,

trzeba mi się pani matki spytać,

czy pozwoli przepióreczkę schwytać.

 

Chwytajże ją mój syneczku, chwytaj,

tylko jej się pióreczek nie tykaj,

trza zastawić mój syneczku sieci,

to ci sama przepióreczka wleci.

Ta ludowa piosenka opowiada historię wiejskiego maminsynka i przygłupa, który podrywał „przepiórkę”, choć nie wiedział, jak się do tego zabrać, a może nawet wiedział, tylko bał się swojej matuchny. „Przepióreczka” wykonuje ewidentny gest kuszenia, a on pyta matki, czy mu wolno… Toż to istny kretynek jakiś, Antek z „Chłopów” nie miał takich skrupułów. Stóg nie stóg, bruzda w polu nie bruzda, skiba nie skiba, a w radło zaprzęgać się lub konika do pługu sposobić, gdy „przepiórka” nęci swymi powabami, gonić i schwytać ją należy, bo inaczej będzie zła. Jak to w życiu, niech się młodzi uczą. Najlepszą „przepiórką” w całej polskiej literaturze jest moja ulubiona bohaterka, Jagna, ta od stogu, skiby, Jasia organistów, starego i młodego Boryny. Ależ dziewczyna tych szwagrów miała! Ludowa piosenka (naprawdę śpiewają ją dzisiaj przedszkolanki z przedszkolakami!) zawiera odwieczny polski dylemat: czy można to zrobić przed ślubem, czy też należy cierpliwie poczekać do pokładzin. W tym wariancie piosnki, na nutę mazurka śpiewanej i tańczonej/inscenizowanej, norma jest wyraźnie zaakcentowana, powinni więc obowiązkowo intonować ją polscy biskupi i duchowni z ambon na mszach niedzielnych. Wraz z wiernymi.

W innym wariancie śpiewa się:

Uciekła mi przepióreczka w proso;

A ja za nią nieboraczek boso;

Każe mi się pani matki spytać,

Czyli można przepióreczkę chwytać.

 

A chwytajże, mój syneczku, chwytaj,

Jeno jej się pióreczek nie tykaj;

Nie chwytaj jej za te złote piórka;

Bo to moja ukochana córka. —

 

A jakże ją, pani matko, chwytać,

Żeby się jej pióreczek nie tykać? —

Trza zastawić mój syneczku, sieci,

To ci sama przepióreczka wleci. 

Okazuje się więc, że „przepiórka” może być siostrą wspomnianego nieboraczka, ten, chociaż uzyskuje przyzwolenie pani matki, nie może jednakże „tykać pióreczek” przepiórki. Pani matka jest, jak spora grupa matek, kobietą wyjątkowo dwulicową, radzi bowiem syneczkowi, jak załatwić dziewczynę, jak zagnać ją w „sieci”. Tylko po co? Szydełkować razem będą? W zychcyka grać pod czujnym okiem pani matki? Ten wariant pieśni jest niewątpliwie nie po myśli filozofa, publicysty i byłego kandydata prof. Jana Hartmana. Jakże głębokiej myśli!

W sklepach w miasteczku S. z trudem jagły uświadczysz. „Lidl” rzucił niedawno jaglaną w woreczkach, co poniektórych konsumentów niezmiernie ucieszyło. Jest dzisiaj taka moda wśród części aspirantów do polskiej klasy średniej na wstyd kupowania w dyskontach. Ja nie wstydzę się kupować w Lidlu” czy „Biedronce”, tym bardziej że ja od dawna nie chodzę na zakupy. „Biedronka” zresztą staje się sukcesywnie dyskontem drogim, luksusowym, dla ludzi bogatych, bo nawet na Nowy Świat zawędrowała. Niedługo Polaków aspirujących do wyższej klasy nie będzie na nią stać. Nie przejmujcie się, Polacy! Z tym podziałem na „klasy” to jedna wielka ściema. Możesz nie należeć do „klasy”, ale powinieneś mieć klasę.

A „Lidl”, jak to „Lidl”. Robi ludzi w bambuko. Nęci fajnymi produktami raz, drugi, trzeci –
i fajrant. Czy z jagłami nie powtarza się przypadkiem stary „lilowy” numer? Jestem wściekły na „Lidla”, bo dwa lata temu zainwestowałem w maszynkę do golenia pod firmą „Lidla” (ja już się golę, proszę państwa!), przez dwa lata było dobrze, wkłady mi bez problemu kupowano, no i klops! Dzisiaj wkładów do mojej maszynki już w „Lidlu” nie uświadczysz. Ostatnim wkładem gole się już dwa miesiące, w spiżarce trzymam ostatnie opakowanie jagłów i smętno przyszłość swoją i kraju widzę. Polacy masowo emigrują za kaszą i omastą, a ja wyemigrować nie mogę, jam tułacz myślny.

Tak to jest z produktami „firmowymi” „Lidla”. Tak naprawdę wolę od „Lidla” dwa sympatyczne małe sklepiki osiedlowe – w moim i sąsiednim bloku. Mam sąsiadkę, co się wstydzi kupować i w „Lidlu”, i w sklepiku osiedlowym i jeździ na zakupy do Stolicy, a pewne rzeczy sprowadza potajemnie przez Internet. Do mojego sklepiku od czasu do czasu sam jeszcze się doczołgam, piwo, maślankę, rzodkiewki, brukiew, pieczarki i gazetę kupię. Ale jaglanej w nim nie ma. Rozumiem ten sklepik, niemniej nie rozumiem „Lidla”. Mały sklepik musi się kierować tym, co naprawdę kupią ludzie z bloczyska i nie zamawia tego, czego nie kupią, chociaż okazuje się, że jeśli poprosisz, to dla ciebie sprowadzą. Wielki dyskont swoimi machinacjami i manipulacjami „sprawdza” klientów, mami ich, gra z nimi w ciuciu-babkę, kija i marchewkę i jest to gra absolutnie nie fair. Demokracja w „Lidlu” (większość kupuje ten produkt, mniejszość nie kupuje tego produktu, więc stawiamy na większość, mimo że są chętni z mniejszości) zdecydowanie mi nie odpowiada. A w ogóle, to ja wolałbym porządną autokrację – z ludzkim obliczem i bez łagrów. Byle nie Tuskową i Kaczyńską. Niech oni sobie będą zamordystami w swoich rodzonych partiach.

Tak więc folklor chłopski – kiedyś trzeba wrócić na właściwy wątek – nobilitował proso erotycznie, a bardziej może seksualnie. Jak kalinę czerwoną, dąb, leszczynę, łączkę nieskoszoną, stóg siana czy słomy, olszynę, chruśniak, lasek, wierzbinę, jabłonkę, gruszę i inną zieleninę. A jak proso, to i jagły alias kasza jaglana! Tradycyjny folklor chłopski jest jak doktor Zygmunt Freud: wszystko w zasadzie kojarzy mu się z jednym. Wetknie ktoś patyk do piachu? Toć to musi być symbol penisa/ludowej kuśki, już Trobriandczycy to wiedzieli, Hernas to podchwycił w dziele „W kalinowym lesie”, tom pierwszy. Myślisz, że idziesz zaoranym polem, między skibami? Nie! Kroczysz po wielkiej, chciwej waginie, która chce cię wciągnąć! Tom drugi Hernasa nie dla dzieci!

Jako były folklorysta muszę jednak oddać honor folklorowi. Spójrzmy na powyższy zestaw zieleniny. Jego seksualne konotacje są jak najbardziej zasłużone, toż to samo zdrowie, witaminy, minerały, antyoksydanty itd. Wigoru i zapału miłosnego dodają, leczą różne przypadłości, nawet choroby kobiece (kalina), a jak pięknie kochać się w chruśniaku, opisał Leśmian, który garściami z folkloru symbole rwał, jak te „przybyłe tej nocy maliny”, a ona „palce miała na oślep skrwawione ich sokiem.” Sami, powiedzcie, czy nie piękniej jest się kochać pod jabłonką w starym sadzie, w chruśniaku lub na wysokim stogu pod rozgwieżdżonym niebem, niż na grożącej zawaleniem wersalce z Ikei?

Tak więc kasza jaglana to samo piękno i zdrowie. Już sam kolor, ten odcień żółci, zachwyca. Inny rankiem, innym w południe, a jeszcze inny przed wieczorem. I ta faktura ziarenek! Nie wiem, czy impresjoniści choć raz namalowali kaszę jaglaną. A szkoda. Dzisiaj portret rudowłosej pochylonej nad miską kaszy jaglanej i omiatającej ją niechcący długimi włosami poszedłby od ręki za 100 milionów euro. Obok gryczanej najlepsza z polskich kasz i najwartościowsza. Obie – królowe kasz. Gryczanej też nie namalowali, ale zachęcam do wypróbowania także tej niepalonej, świetna!

Jaglana i jej niepowtarzalny smak. Pachnie jak orzechy laskowe i smakuje jak orzechy laskowe, pachnie trochę jak świeża śmietana, można zresztą swobodnie orzechów do ugotowanej jagły dodać. Czegóż ona to nie zawiera! Witaminy  B1, (tiaminy), B2 (ryboflawiny) i B6 (pirydoksyny), witamina E, Witamina PP, kwas foliowy, selen, siarka, magnez, cynk, żelazo, miedź, wapń, fosfor, potas, krzem, antyoksydanty, lecytyna, dużo białka i węglowodanów w złożonej postaci, specjalny, „zdrowszy” rodzaj skrobi, jest zasadotwórcza, lekkostrawna, nie powoduje wzdęć ani fermentacji w żołądku. Dzisiaj co drugi Polak żąda potraw bez glutenu (jest to tyleż kolejna choroba „cywilizacyjna”, co swego rodzaju moda), dzisiaj w Polsce istna epidemia wzdęć, sądząc po reklamach, jaglana wychodzi naprzeciw życzeniom, bo nie zawiera glutenu i nie zakwasza organizmu. Wcale się nie dziwię, że tak dużo produkują jej Chińczycy, kasza jaglana sprosta bowiem także wymaganiom miłośników medycyny chińskiej, a zwłaszcza wyznawców teorii teorii yin i yang i pięciu przemian, przywraca harmonię organizmu, ociepla go, a nie wychładza, usuwa „wilgoć”.

Żeby tylko była zawsze dostępna w polskich sklepach. Polacy, w 95 procentach od chłopów pochodzący, emancypując się w XX wieku, poodcinali własne korzenie, kaszę jaglaną masowo olali, nie chcą jej kupować i wydaje im się, że stali się lepsi. Gów.. prawda! Myśliwski powinien epopeję na ten temat napisać. Pisał o grochu, mógłby i jagłach.

Przed gotowaniem, by pozbawić ją goryczki, warto ją delikatnie opłukać na sitku pod bieżącą zimną wodą, następnie wrzątkiem.

Potrawa, która kiedyś wymyśliłem, nie jest może zbyt oryginalna, smakowała jednak nie tylko mnie, więc polecam.

***

Co nam potrzeba? (Ilość i proporcje zależą od możliwości stołowników bądź wielkości naczynia, najlepiej z grubym dnem)

kasza jaglana (stosowna ilość)

woda lub bulion warzywny/mięsno-warzywny

puszka czerwonej fasolki

pół słoika pędów bambusa

kiełki soi

oliwa/dobry olej

opcjonalnie: łyżka masła

olej sezamowy – parę kropel

cebula (ja wykorzystałem czerwoną)

(opcjonalnie: trochę białej części pora)

czosnku kilka ząbków

papryczka lub dwie (marynowana piri-piri), może być inna, np. świeża lub suszona pokruszona papryczka chili

sól

pieprz

Kaszę delikatnie, ale dokładnie opłucz na sicie o drobnych oczkach, następnie przelej dokładnie wrzątkiem (uważaj, bo rośnie na sicie), niech w spoczynku odcieknie. Wrzuć do garnka z grubym dnem, zalej zimną wodą. Osól. Mówią: na szklankę kaszy dwie i pół szklanki wody, ale ja to robię na wyczucie, zależy od kształtu naczynia, lepiej mniej wody niż więcej (bo urodzi się breja), później można dolać wrzątku (bulionu). Dodaj pędy bambusa, można je trochę pokroić. Zagotuj pod przykryciem i daj palnik na minimum. Niech dochodzi.

W tym czasie na patelnię wlej trochę oliwy (oleju). Ewentualnie z łyżką masła, chodzi o smak. Posiekaj cebulę, czosnek (może być w plasterkach), papryczkę, ewentualnie pokrój białą część pora na plasterki, wrzuć na oliwę i szklij. Dopraw pieprzem, może solą. Tudzież paroma kroplami oleju sezamowego. Nie duś za długo, niech cebula będzie, zeszklona, lecz bardziej twardawa niż miękka.

Gdy kasza będzie dochodzić, przełóż do niej zawartość patelni, dorzuć odsączoną fasolkę, delikatnie wymieszaj i trzymaj na małym ogniu (lub rozgrzanym piekarniku) jeszcze jakieś 10-15 minut.

Można poza fasolką wzbogacić danie zielonym groszkiem, kukurydzą z puszki etc. Można doprawić ulubionymi przyprawami. Ja nie chciałem w tym wypadku wejść całkowicie w chińszczyznę.

Smakuje samo w sobie lub jako dodatek do mięsa, kurczaka, warzyw.

Przed skonsumowaniem zrób sobie selfie z kaszą.

Michał Waliński

30 września 2014 roku

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii kasze, kuchnia, przpisy kulinarne i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Jagły na ciepło z dodatkami (Kuchnia to rzecz wyobraźni, 6)

  1. Tam nie ma freudowskich interpretacji. Jest przykład z „kijkiem” (na plaży trobriandzkiej) wzięty z Malinowskiego.

    Polubienie

  2. Bogna Drozdek pisze:

    Dzięki za przepis. U nas też krucho z kaszą jaglaną (znaną tu jako “millet”), ale zamówię na niezawodnym Amazonie.
    Freudowskich interpretacji “W kalinowm lesie” chyba nie czytałam (albo nie pamiętam), ale specjalnie mnie nie dziwią. Każdy fach ma za swoje, jak mawiała serialowa doktor Ewa (Wiśniewska).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s