„Legia” z „niezłomnego miasta” a sprawa polska (Dzieje bieżące głupoty polskiej, XXXVI)

1.

Media informacyjne chętnie żywią się „telenowelami” i obficie karmią nimi widzów. Chodzi o tematy ciągnące się tygodniami, czasem miesiącami, rozmemłane przez dziennikarzy do granic politycznej lub społecznej pornografii,. Owe „telenowele” stanowią współczesny surogat onanizmu umysłowego i mają różny ciężar gatunkowy, bo też i formy rzeczywistego onanizmu bywają różnorodne: a to sprawa Trynkiewicza, a to „afera taśmowa”, w to wjedzie czy nie wjedzie i w którym ewentualnie miejscu wjedzie humanitarny „biały konwój” na Ukrainę wschodnią, a to gender, a to In vitro i edukacja seksualna w szkołach, a to abp Hoser i ksiądz Lemański ze smakowitym dodatkiem intelektualnym w postaci rzecznika kurii praskiej Antoniego Dzieduszyckiego. Dzisiaj bez porządnej „telenoweli” nie da się redagować żadnej gazety, żadnego portalu i dziennika telewizyjnego. Na „telenowelach” się zarabia. Pomyśleć, ile  gazety i media zawdzięczają takiej na przykład matce małej Madzi z Sosnowca, ta kobieta do końca życia powinna brać solidne tantiemy!

W chwili, gdy to piszę, ciągle trwa „telenowela” piłkarska z klubem „Legia” w roli głównej. Być może jutro pojawi się w mediach ostatni jej odcinek, bo jutro ma wydać werdykt kolejna po komisji UEFA instancja – Trybunał Sportowy w Lozannie. A może, gdy werdykt nie będzie po myśli „Legii”, na co się zresztą zanosi, będą kolejne odcinki, bo przecież klub może jeszcze odwołać się do Trybunału w Strassburgu, do Watykanu, a w ostateczności do Najświętszej Panienki Królowej Polski i Pana Boga.

Wszyscy wiedzą, o co chodzi, a jak nie wiedzą, to na pewno wiedzą, że chodzi o pieniądze. I się nie mylą. Klub walczy o mieć albo nie mieć co najmniej trzydziestu milionów złotych. Dla potrzeb własnej, ułomnej, pamięci przypomnę, że w kolejnej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów „Legia” ograła faworyzowany szkocki „Celtik” 4:1 i 2:0. Gwoli prawdy, „Legia” wreszcie, wreszcie pokazała, jak wielkie są jej sportowe możliwości, zagrała prawie na miarę Ligi Mistrzów („prawie” czyni różnicę). Niestety, w końcówce drugiego meczu wpuszczono na boisko na trzy minuty Bereszyńskiego, który nie miał prawa zagrać ani minuty, bo powinien pauzować przez trzy spotkania, co jest karą za zeszłoroczną czerwoną kartkę. Aby jednak móc zgodnie z przepisami pauzować, Bereszyński powinien był być zgłaszany UEFA do kadry klubu na trzy mecze, no i …nie grać. Bereszyński pauzował przez trzy mecze, ale zapomniano go wpisać do odpowiednich protokołów i w rezultacie chociaż nie grał, to jakby grał. No i klops! UEFA to instytucja rychliwa, upier.…wa i, podobno, sprawiedliwa: ukarała warszawski klub walkowerem ze rewanż w Glasgow, a że Szkoci strzelili bramkę na wyjeździe w pierwszej potyczce, to oni będą walczyć w następnej rundzie o LM, zaś „Legia” w kolejnej rundzie powalczy o LE, którą, żeby było śmieszniej, miała już praktycznie zapewnioną, gdyby wszystko potoczyło się normalnie. Trzy minuty, które wstrząsnęły światem prawie jak bomba atomowa zrzucona na Hiroszimę i Nagasaki 6 i 9 sierpnia 1945 roku.

No i zaczęło się. Przeciwko UEFA i „Celtikowi” wytoczono najcięższą artylerię. Żeby  skończyło się tylko na odwołaniach… (UEFA, oczywiście, odrzuciła pierwsze z nich). Ze sprawy „Legii” zrobiła się sprawa polska. Do gry – zamiast piłki – wkroczyły duma, honor i godność narodowa. I „niezłomna Warszawa”, o czym później.

Polska, jak wiadomo, miała niełatwą historię. Było nam ciężko i pod zaborami, i pod okupantem hitlerowskim, i w jarzmie sowieckiego komunizmu. Pomni historycznych doświadczeń, liczni adwokaci sprawy „Legii” odwołali się do najpopularniejszego w naszych dziejach sposobu tłumaczenia własnych błędów, wypaczeń i porażek, słowem – własnego bałaganiarstwa: wyjaśniania ewidentnych błędów i rodzimego bałaganiarstwa poprzez teorie spiskowe. UEFA zatem to jeden wielki gang, a w gangu tym „Celtik” odgrywa rolę prawie zastępcy Al Capone. „Legia”, bynajmniej nie potentat ekonomiczny, była z góry skazana na porażkę w starciu z potężnymi rywalem. UEFA nie przepuści i nie popuści. Na tereny obsikane, pardon, oznaczone przez UEFA i potęgi piłkarskie jacyś nuworysze ze Wschodu, nawet z ambicjami, nie mają prawa wstępu. Największym propagatorem teorii spiskowej okazał się niezawodny, jak zwykle, Jan Tomaszewski. Zbigniew Boniek był bardziej wstrzemięźliwy, ponoć wysłał do Platiniego jedynie esemesa  o treści „Ratuj, Przyjacielu! Nigdy cię o nic nie prosiłem, ale teraz muszę”. Jednakże UEFA jest tak potężną organizacją, że nawet jej szef nie ma nic do powiedzenia. Orędownicy sprawy polskiej – wszyscy, jak jeden mąż – zarzucali „Celtikowi”, którego władze były po ogłoszeniu walkoweru co najmniej lakoniczne, brak honoru i godności. Jak to? „Celtik” przecież powinien był zwrócić się do UEFA z apelem, że rezygnuje z walkoweru i niech o LM gra „Legia”. Tak na pewno zrobiliby Polacy, gdyby to „Celtik” został poszkodowany.

Raz jeszcze okazało się, że dumę, honor i godność posiadamy tylko my, Polacy, i nikt tego nie docenia, no może poza słowacką gazetą „Cas”, serbskim „Mondo”, obiektywnym irlandzkim „The Journal”, chorwackim „Golem”, czeską gazetą „Blesk”. „Zasada fair-play została skompromitowana jeszcze zanim rozgrywki Champions League na dobre nie wystartowały” – można było przeczytać w artykule zatytułowanym „Sprawiedliwość w wydaniu UEFA” w samym „New York Times”. Jak widać, murem za Polską stanęli przede wszystkim nasi bracia Słowianie i niezawodni Amerykanie, tym chętniej, że o wiele droższa byłaby budowa tarczy antyrakietowej nad polskim morzem. W dodatku kibicom „Celtiku” mocno naraził się ich niegdysiejszy ich idol Artur Boruc, wypinając się na „Celtik” i broniąc sprawy polskiej. W końcu wcześniej bronił w „Legii”. Domyślamy się, jak niepewne są dzisiaj losy bramkarza Załuski w nieprzyjaznym Glaskow. Ci skąpi Szkoci nawet transmisji telewizyjnej z rewanżu nam poskąpili. Przysięgamy, że tak jak sami zeżremy wszystkie jabłka przeznaczone pierwotnie dla Putina, tak nigdy już nie tkniemy świństwa, które nazywa się higgis. A ze szkocką whisky to się zobaczy.

Prawdopodobnie nie wypowiedziała się w tak ważnej narodowej sprawie Najświętsza Panienka, Królowa nasza, w każdym razie nie natknąłem się nigdzie na odpowiedni komunikat. Milczał także, co bardzo dziwi, papież, znany kibic z Argentyny. I na nieszczęście dzisiaj znowu bez nas spotykają się w sprawie konfliktu ukraińsko-rosyjskiego w Berlinie ministrowie Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy. Po raz drugi min. Sikorski ze swoim „Partnerstwem wschodnim” został „wyautowany”. Gdzie się nie obejrzysz, Polaku, tam spiskują przeciw tobie. Koncepcja mesjanistyczna jakby zawodzi. Co najmniej tak, jak koncepcje Giedroycia dotyczące Ukrainy. Może nie nadszedł jeszcze odpowiedni czas.

Nie zawiódł za to Wiceprezydent Stołecznego Miasta Warszawa Michał Olszewski, który wystosował list do „Legii”. List, który zwala człowieka z nóg: „Wszyscy doskonale wiemy, że wygrywa się na boisku, zdobywając gole. Wy pokazaliście, że warszawska drużyna potrafi grać i potrafi wygrywać. Najbardziej bolesne są te chwile, kiedy wynik sportowego współzawodnictwa jest oceniany poza jego areną. Takie chwile są trudne, ale w sporcie liczy się konsekwencja i upór! Walczcie dalej – Warszawa i warszawiacy są dumni ze swojego zespołu! Jesteśmy z Wami i z całą drużyną” – czytamy w liście.

Panowie, jesteście z niezłomnego miasta, które nie raz pokazało, że potrafi podnieść się niczym Feniks z popiołów, pomimo przeciwności losu, pomimo krzywd jakie doznało. Pamiętajcie, że zawsze osiągaliśmy to dzięki warszawiakom, ludziom niezłomnym, którzy potrafili pokazać swoją konsekwencję i upór, żeby dążyć do celu. Jako reprezentanci Warszawy musicie pamiętać, że to zobowiązuje. Pokażcie kto jest zwycięzcą! Niepokonane miasto – niepokonany Klub.”

Takie słowa robią wrażenie, prawda? Piorunujące wrażenie. „Niepokonane miasto – niepokonany Klub”. Oczyma duszy widzę, jak żyjący jeszcze i ciągle żwawi powstańcy warszawscy, wespół z „powstankami”, chwycą za poukrywane w materacach i jaśkach visy, przygotują koktajle Mołotowa i ruszą dziarsko na wroga, by odbić „Legię”. Jak w filmie Juliusza Machulskiego „Ostatnia akcja”. Słowa i frazy wiceprezydenta dorównują patosem i rozmachem słowom Wielkiego Poety:

„Więc kiedy kościół zadrży od stóp aż do skroni
I płaczącym się głosem na miasto rozdzwoni,
Więc kiedy ta kolumna w pomroku miesiąca
Zostanie gdzieś na placach jak harfa grająca…
To wtedy co? – Krzyk jeden jak burza ponura,
Nie wiem, „Niech żyje Polska!”, czyli też krzyk „Hurra!”,
Wyleci jak koń śmierci zerwany z wędzidła,
O katedralny kościół otrze głośne skrzydła…
A miasto co? – Słuchając z wyciągniętą szyją
Powie: że tam się ciemni aniołowie biją,
Że tam szatan ogniste przywoławszy moce
Koń swój brązowy ciska i piorun gruchoce;
Że jako Machabeusz pod zwalonym słoniem,
Tak szewcy pod piorunem padają i koniem
Zgruchotani; że księżyc na niebie odkryty
Pokaże tę ulicę pustą, lud wybity,
Piorun zagasły, walkę okropną skończoną,
Ulicę całą ciemną i krwią zadymioną…”

Ciemni aniołowie biją się, szatan z UEFA ciska gromy, a kolumna Zygmunta od wieków czuwa. Zatem czyż może dziwić fakt, że w meczu z beniaminkiem „Górnikiem” Łęczna, rozegranym tuż po morowych wypadkach, „Legia” okazała się „silna duchem” i „zwyciężyła pewnie i zasłużenie, udowadniając wszystkim że jest drużyną niezłomną  i żądną kolejnych zwycięstw”. Wygrała 5:0. 

2.

Pora porzucić typowo polską poetykę fanfaronady, tromtadractwa, bufonady i rozbuchanej megalomanii.

Otrzeźwiejmy, panowie! Wpadka „Legii” nie jest winą „złego świata”, „spisków”, szatana, lecz samej „Legii”. Konkretnie: ludzi, którzy powinni znać na wylot odpowiednie regulaminy i przepisy i pilnować ich przestrzegania. Sam Bereszyński miał wątpliwości, pytał, czy może wejść na boisko, odpowiedziano, że może. Kazano, więc zagrał. W rezultacie, na skutek czyjejś nonszalancji, ignorancji i niekompetencji klub stracił trzydzieści milionów złotych i szanse pokazania się w elicie piłkarskiej kontynentu. Drobnostka. Trzech pracowników pionu administracyjnego „Legii” i jedna pani podali się do dymisji. Pani – kierownik drużyny i na swoje nieszczęście blondynka – została niemiłosiernie zhejtowana przez kibiców, co mi się bardzo, ale to bardzo nie podoba. Kopanie leżącego, leżącą jest kobieta.

Przypadków potknięć i porażek polskich sportowców będących wynikiem zwykłego bałaganiarstwa i niekompetencji mieliśmy mnóstwo. A to ktoś nie zważył kajaka i kajak okazał się za lekki, a to bokser był przekonany, że prowadzi na punkty, ale przegrywał, jednak sekundant zaspał (a może nie potrafił liczyć do dziesięciu) i nie podpowiedział mu, a to ktoś nie przypilnował karabinka biathlonistki, ktoś inny przed olimpiadą nie dopilnował terminu oficjalnego ważenia zawodników, nie postarano się, żeby Stoch zakleił jakąś niedozwoloną nazwę na swoim kombinezonie lub miał prawidłowo ułożony szew, nie zadbano, żeby narty zawodnika potraktowano odpowiednim smarem, pomylono godzinę startu pływaczki i za późno ja obudzono itd.

Przypadek „Legii” nie jest czymś wyjątkowym w naszych warunkach, to raczej jedna z wielu typowo polskich afer. Niestety. „Produkt” polskiej mentalności, która jakże często nakazuje w działaniu kierować się improwizacją i dezynwolturą, która jest oznaką powszechnego nonszalanckiego i pogardliwego traktowania prawa i przepisów, która nakazuje milczące najczęściej przyzwolenie dla ignorancji i niekompetencji, której mottem jest zwrot „jakoś to będzie”…

Śmiejemy się z praworządnych Niemców i innych szanujących przepisy i regulaminy nacji. Tym śmiechem próbujemy najczęściej przykryć nasze nieprzyzwoite wręcz przyzwyczajenie do bałaganiarstwa. I przyzwolenie na powszechne bałaganiarstwo. Nie przepadam za niejakim Jakubem Wojewódzkim, ale poważam jego i Raczkowskiego niegdysiejszą akcję polegającą na symbolicznym „ubraniu” w barwy narodowe psich kup. Tak, moim zdaniem psie kupy są ciągle najlepszym i najbardziej sensualnym symbolem polskości, a chyba nikt nie zakwestionuje, że całą naszą piękną Polskę mamy dokumentnie zasraną i zasikaną, zresztą nie tylko przez psy. Nasze miasta i miasteczka są brudne i zaplute. Zostawiamy codziennie tony śmieci na plażach. Nowa ustawa śmieciowa  spowodowała, że jeszcze więcej odpadków trafia do naszych lasów. A jeśli już sumiennie segregujemy śmieci, to jest to robota głupiego, bo firmy śmieciarskie mieszają je na nowo i za nic mają normy recyklingowe. A polski pejzaż, pobocza polskich dróg upstrzone do granic kiczowego absurdu śmieciem reklamowym, billboardowym? A koszmarna estetyka polskich miast, która jest wyrazem swobodnej, spontanicznej i zbiorowej „twórczości” Polaków? Jak wyraża się nasz stosunek do prawa na drogach i autostradach, po których jeździmy? Mówi o tym dobitnie statystyka wypadków, zwłaszcza śmiertelnych i przedostatnie miejsce w Europie, jakie pod tym względem zajmujemy. Z drugiej strony patrząc, mamy tak kretyński i nieprzejrzysty system znaków drogowych i różnych innych „znaków przydrożnych” (włącznie z krzyżami), taki ich natłok, że w czasie jazdy nie tylko cudzoziemiec może zgłupieć. Cóż tu więcej mówić, jeśli uświadomimy sobie, że nawet przepisów podpisanego ze Stolicą Apostolską (na nieszczęście!) konkordatu nie przestrzega jedna i druga strona.

Ktoś zapyta, a co to ma wspólnego z przyznaniem „Celtikowi” walkowera? Ma, niestety ma, bo zarówno walkower, jak i śmieci wywożone do lasu są efektem nonszalanckiego traktowania szeroko rozumianego prawa, a zatem nieposzanowania norm współżycia społecznego. My, Polacy, kochamy miłością dozgonną wolność. Dla niej jesteśmy gotowi ginąć. Jednocześnie aprobujemy milcząco sytuacje zagrażające naszej wolności, bo według mnie zaśmiecony las lub plaża są ograniczeniem mojej wolności w wyniku uzurpacji czyjejś wolności. Ci, którzy zniweczyli efekty dobrej roboty piłkarzy stołecznego klubu, także dokonali zamachu na ich wolność, bo piłkarze mieli prawo zmierzyć się z najlepszymi w Europie i mieli prawo dążyć drogą na szczyty, ale czyjaś ignorancja im te prawo odebrała.

„Legia” na skutek czyjegoś bałaganiarstwa straci trzydzieści milionów. Pal licho piłkę i miliony wokół piłki. Bardziej interesuje mnie (i denerwuje) fakt, że rocznie państwo traci 27 miliardów dolarów wyniku pracy wykonywanej przez Polaków na czarno. Fiskus za to przeprowadza coraz częstsze pokazowe akcje gnębienia podatników, niejednokrotnie nagina prawo wstecz, jednocześnie państwo co roku lekką ręką oddaje oszustom, działającym w „szarej strefie”, 27 miliardów. Oszustami są i niektórzy biznesmeni, bo to im się opłaca, i pracownicy, którym też się to opłaca, tym bardziej że bez trudu uzyskują ubezpieczenie zdrowotne, co także niekoniecznie opłaca się państwu. To tylko jeden przykład, ale jest niestety tak, że kiedy u nas wchodzi w życie jakiś nowy przepis, utrudniający życie lub próbujący je „wyprostować”, pierwszy odruch Polaka polega na uruchomieniu myślenia, w jaki sposób można ten przepis obejść. Polak „kombinuje”, państwo traci. Jednakowoż, z drugiej strony patrząc, państwo produkuje mnóstwo głupich praw i przepisów lub tak woluntarystycznie interpretuje przepisy, żeby pognębić Polaków, ulżyć ich kieszeniom, najczęściej pod płaszczykiem propagandy, że chce dla Polaków jak najlepiej, że to w trosce o ich dobro. I to jest również ewidentny przykład nonszalanckiego, zbójeckiego traktowania prawa.

Polskie prawo jest coraz bardziej niespójne, dziurawe (niejednokrotnie brak przepisów wykonawczych) i kulawe. Na podstawie kulawego prawa działają prokuratorzy i sądzą sądy. Mało kto wie, że znaczący procent PKB jest udziałem tysięcy niewielkich lub średnich firm rodzinnych. I mało kto wie, że ich właściciele toczą nieraz przez lata heroiczny bój o przetrwanie tych firm w gąszczu i meandrach kulawego, dziurawego i głupiego prawa, które de facto świadczy o coraz większej słabości państwa. A przecież można by podawać przykłady doprowadzenia do ruiny przez państwo wielkich i znamienitych firm w rodzaju „Optimusa”.  Zaś wielcy potentaci uciekają z podatkami do rajów podatkowych, co też ma przyczynę w kiepskim rodzimym prawie.

Można się zastanawiać, dlaczego politycy nie wezmą się wreszcie za globalną restaurację polskiego prawa, za jego „uspójnienie”, „ukoherentnienie”, ujednolicenie przepisów. Taką pracę musiałby wykonać zespół najtęższych mózgów, nie tylko prawniczych, pod kierunkiem jakiegoś współczesnego Modrzewskiego. Lecz politykom zawsze się śpieszy, poza tym takie żmudne, pochłaniające ogromne zasoby intelektualne prace nie służą celom doraźnym, które stawiają na pierwszym miejscu, bo nie sprzyjają „słupkom” wyborczym, nie podnoszą wskaźników „klikalności”. No i stałyby w sprzeczności z celami tych, którzy wykorzystują słabość prawa na ten czy inny sposób. „Usprawiedliwia” ich poniekąd długa i bogata tradycja „nierządności” polskiej.

Badacze i publicyści wskazują na mizerny poziom znajomości prawa w społeczeństwie polskim. Oczywisty wniosek powinien skłaniać do podjęcia szeroko pomyślanej i długofalowej akcji oświatowej. I propagującej określone wzorce przestrzegania prawa. Tymczasem w telewizji i radiu publicznym problematyka ta prawie nie istnieje. Jako chlubny wyjątek można wskazać niepubliczne Radio TOK FM. Niektóre gazety wyspecjalizowały się w szeroko rozumianym poradnictwie prawnym: od pogrzebów i zasiłków po rozwody i alimenty, od rent i emerytur po prawa działkowiczów i dzieci. Robią wspaniałą robotę. Ale też proszę zauważyć, jak wiele tych poradników poświęconych jest kwestii „omijania” głupich, niespójnych lub zbyt restrykcyjnych przepisów, swoistemu „przeciwprawnemu” instruktażowi…

Edukacja prawna społeczeństwa wydaje się być sprawą pierwszorzędnej państwowej wagi. Szkopuł (i absurd) w tym, że edukatorzy prawni musieliby odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie: jak nauczyć ludzi poszanowania dla prawa, które samo w sobie jest kulawe, często idiotyczne i złe, a nawet antyobywatelskie i antyspołeczne? Czy to ma sens?

Jeśli nie politycy, to kto? Cała nadzieja, jak sądzę, w ruchach oddolnych, obywatelskich prawnych „think tankach”, organizacjach non-profit i naciskach na polityków i społeczeństwo z ich strony, ale też w permanentnej prawnej edukacji szkolnej, poczynając od przedszkola i zerówki. Byłby to rodzaj swego rodzaju pozytywnej i pozytywistycznej pracy u podstaw, za którą my, Polacy, za bardzo nie przepadamy.

„Legia” straciła na nieznajomości prawa 10 milionów dolarów. W skali państwa złe prawo i nieprzestrzeganie tego, nawet złego, prawa kosztuje nas miliardy dolarów.

Jakże żałosnym typem jest ten poseł, który na „Twitterze” chwali się, że odebrał starym ludziom darmowe lekarstwa. Jakże żałosne były „starcia” premiera z matkami opiekunkami dzieci niepełnosprawnymi okupującymi Sejm.

Michał Waliński

19 sierpnia 2014 roku

PS. Trybunał w Lozannie odrzucił odwołanie „Legii”. Włodarze klubu będą walczyć dalej. Może jednak lepiej poćwiczyć strzelanie rzutów karnych? Gdyby Vdorljak trafił przynajmniej raz w pierwszym meczu, nie byłoby sprawy i przy walkowerze awansowałaby „Legia”.

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s