Polska jak Portugalia. Urlopować Roberta Lewandowskiego?

Dwa miesiące temu popełniłem był felieton pt. Nie jedziemy do Brazylii. Pojedziemy na Ero? https://michalwalinski.wordpress.com/2014/05/18/nie-jedziemy-do-brazylii-pojedziemy-na-euro/

Wspaniały – zwłaszcza w fazie grupowej i pierwszej pucharowej – Mundial w Brazylii uświadomił wszystkim, jak przepaść dzieli futbol polski od najlepszych na świecie. Mnie zafascynowały szczególnie drużyny Kolumbii i Kostaryki. Ten ostatni, maleńki kraj, z bodaj niespełna piciomilionową ludnością, może być skądinąd wzorem mądrej polityki piłkarskiej, szkolenia dzieci i młodzieży. Jako dziecko i młody człowiek wychowywałem się na legendzie reprezentacji Brazylii, legendzie Garrinchy, Pelégo, Vavy, Didiego, Jairzinho, Santosów, Gilmara i in. Ta legenda, jak wiele legend przyswojonych w dzieciństwie, żyje ciągle we mnie. Klęska Brazylijczyków na Mundialu w Brazylii specjalnie jej nie nadwyrężyła, wierzę, że ich reprezentacja wróci na szczyty, chociaż to już nie te czasy, kiedy każdy brazylijski dzieciak od kołyski zajmował się dryblowaniem piłką, bo tylko piłka dawała szansę awansu społecznego. Dla dzisiejszych dzieciaków z brazylijskich faweli bardziej łakomym niż piłka kąskiem jest kałasznikow lub inny pistolet, a podstawowym zajęciem narkotykowa dilerka.

Na brazylijskim Mundialu goryczy porażki doznali niemal wszyscy najwięksi wirtuozi współczesnego futbolu, a więc przede wszystkim Ronaldo, Neymar czy Messi. W jakiejś mierze przyczyną były stan zdrowia, kontuzje, słabsza forma czy dyspozycja. Mecze z ich udziałem obnażyły jednak także oczywiste prawdy: że nie mieli oni w swoich drużynach godnych siebie partnerów, że wygrywają drużyny, a nie największe nawet gwiazdy. I jeszcze jedną prawdę: że nawet tytani, którzy w ciągu roku rozgrywają nieprawdopodobna ilość meczów w sezonie w drużynie, dając z siebie wszystko w każdym z nich, nie dysponują żelaznym organizmem. Messi w Brazylii był cieniem samego siebie z okresu szczytu formy, podobnie rzecz miała się z Neymarem, a zwłaszcza z Ronaldo. Dla kibiców nie była to wielka strata, bo na Mundialu objawili się nowi kandydaci na gwiazdy, w tym cała plejada znakomitych bramkarzy.

Wielką zasługą Ronaldo, Messiego jest fakt, że to głownie dzięki nim ich narodowe drużyny „dowiozły się” na Mundial. Biało-Czerwonym sztuka taka nie udała się, mimo że mamy Roberta Lewandowskiego. Nietrudno to zrozumieć: Polska nie posiada takich „szeregowych” piłkarzy jak Portugalia, Argentyna czy Brazylia. Udział Portugalii i Argentyny w mistrzostwach świata jest w dużej mierze zasługą Ronaldo i Messiego, „udział” Lewandowskiego w grze polskiej reprezentacji jest więcej niż mizerny. Po czterech bramkach strzelonych przez Polaka dla Bayernu w towarzyskich meczach ktoś tam uznał go za najlepszą „dziewiątkę” na świecie. Życzę Lewandowskiemu, aby w Bayernie stał się piłkarzem etatowym i niezastąpionym, czarował świat w meczach Bundesligi i Ligi Mistrzów, zdobywał kolejne trofea i promował Polskę, ale musimy się zgodzić z tym, że Lewandowski jeszcze nie osiągnął poziomu Ronaldo, Messiego, a nawet Neymara. W dodatku do Monachium zjedzie niebawem dziewięciu czy dziesięciu urlopowanych z Bayernu wybitnych reprezentantów Niemiec i Lewandowski będzie musiał znaleźć swoje miejsce w długim szeregu, co nie będzie łatwe także z tego prostego powodu, że Bayern – w przeciwieństwie do Barcelony i Realu – nie był i nie jest typem drużyny nastawionej na grę „pod konkretne gwiazdy”. Chociaż gwiazdy posiada.

Drużyna Bayernu, podobnie jak reprezentacja Niemiec, odnosi sukcesy, gdyż jest drużyną, a nie zlepkiem gwiazd i nadąsanych primadonn. Nawet Ribéry w Bayernie nie jest Ribérym spoza Bayernu. Bayern i reprezentacja Niemiec, która jest właściwie reprezentacją Bayernu, to zespoły złożone z doskonałych rzemieślników, przy czym nie chodzi o byle jakie rzemiosło, lecz o rzemiosło artystyczne. Przypomnę, że w pewnych okresach historycznych rzemiosło artystyczne było – z kilku powodów – wyżej cenione od najwybitniejszej tak zwanej sztuki. Rzemieślnik tworzył rzeczy piękne i doskonałe, a przy tym użyteczne. Piękny technicznie futbol (chociaż jeszcze nie doskonały), jaki zaprezentowała „Cracovia” w ostatnim meczu z „Legią”, nie przyniósł krakowianom efektu w postaci zwycięstwa, ale dobre i to. Piękny i prawie doskonały futbol w wykonaniu Kolumbijczyków nie doprowadził ich, niestety, do tytułu mistrza świata.
Polska reprezentacja w swoim składzie nie posiada – lub prawie nie posiada – rzemieślników artystów. Być może takim rzemieślnikiem bywał u szczytu reprezentacyjnej formy Piszczek, którego cenię najwyżej z tzw. trójki z Dortmundu. Ale w meczach reprezentacji Piszczek miał „wsparcie” głównie w postaci rzemiosła nieudolnego czy prymitywnego, rzemiosła pełnego fuszerek i niedoróbek, mało ambitnego, chociaż często nadąsanego i „fochowatego”, zaś dwóch, trzech przyzwoitych rzemieślników to za mało. Poza tym miał do czynienia z jedną lub dwiema gwiazdami, które notorycznie się w reprezentacji nie sprawdzały. Błaszczykowski na ogół zawodził, podobnie jak Lewandowski, który nawet rzuty karne byle jakie strzelał. Tak, ten sam Lewandowski, który potrafił wpakować cztery gole Realowi i który dwa dni temu popisał się tak bajecznie piękną bramką-lobem, że świat oniemiał z zachwytu, a pisarz Kuczok poświęcił jej cały pean w formie „poezjo-prozy”. W dodatku polską reprezentacją kierują od lat nijacy trenerzy-selekcjonerzy (no, może z wyjątkiem F. Smudy – tak, jestem takiego zdania!). Trenerów podróżników, czyli takich, którzy nieustannie poszukują (inwencji, pomysłów, zawodników, koncepcji, szczęścia), ale nie selekcjonują i nie ćwiczą z piłkarzami taktyki, bo z wszelką taktyką są na bakier. Ostatnim dobrym trenerem naszej reprezentacji był Beenhakker – przedstawiciel obcej myśli szkoleniowej.

Niebawem rozpoczną się kolejne eliminacje piłkarskie. Skład grupy polskiej nie rokuje dobrze dla naszych piłkarzy. Zaczynamy od starcia z mistrzami świata. Rozum podpowiada, że jedyny zespół, z którym możemy realnie i z sukcesem powalczyć, to Gibraltar, chociaż serce chciałoby więcej. Gibraltar w swoim debiucie na arenach światowych zremisował ze Słowakami, którzy nie tak dawno pokonali Polaków 2:0. Tak więc i te potencjalne sześć punktów zdobytych w meczach z Gibraltarem pozostaje w sferze pobożnych życzeń.
Kilka spotkań Polaków w ostatnich latach pokazało, że bez Lewandowskiego i Błaszczykowskiego nasi grają jakby ciekawiej, śmielej sobie poczynają, przynajmniej momentami. Być może jest to kwestia czysto psychologiczna.

Po pierwsze, Lewandowski (podobno) za każdym występem bardzo chce dokonać czegoś w reprezentacji. To chcenie z meczu na mecz jest podobno coraz silniejsze. Na razie jednak wszystko kończy się na chceniu, a jego reprezentacyjne dokonania są żadne i daleko mu nie tylko do Cieślika, Pola, Lubańskiego, Deyny, Laty, Szarmacha czy Bońka, ale nawet do Zibiego Smolarka. Być może problem tkwi w tym wielkim chceniu, bo często jest tak, że jak się czegoś bardzo, bardzo chce, im bardziej się chce, tym bardziej nie wychodzi. W dodatku przeszkadza świadomość, że jest się gwiazdą, a tak utalentowana gwiazda powinna, musi. Zawsze. Tymczasem coraz bardziej nie wychodzi.

To nie wszystko. Obecność gwiazdora paraliżuje innych zawodników. Boją się zagrać na skalę swoich – przecież nie za dużych – możliwości, bo boją się niecelnego podania, kiksa, kompromitacji. Boją się podejmowania samodzielnych decyzji na boisku, więc zwalniają się z podejmowania decyzji. A w piłce nożnej umiejętność podejmowania szybkich i trafnych decyzji to niewątpliwie jeden z najważniejszych walorów piłkarza. kiedy nie ma tej presji, naturalnej presji, jaką chcąc nie chcąc, stwarza gwiazdor. Taki Grosicki, uwolniony od presji wywieranej przez gwiazdę, potrafi podjąć decyzję błyskawiczną i sprokurować fantastyczną i efektywną akcję.

Mamy zatem w meczach narodowej drużyny do czynienia z ciągle tą samą sytuacją: dziewięciu facetów boi się grać, a ten dziesiąty (pomijam bramkarza) tym bardziej się boi, bo jest gwiazdą. W rezultacie wykonuje dziwne i nietrafione ruchy, pragnie wygrać mecz w pojedynkę, co jest niemożliwe, bo nie jest Messim czy Ronaldo w szczycie formy, a ponadto polska reprezentacja nie jest reprezentacją Portugalii czy Argentyny. Powierzenie Lewandowskiemu funkcji kapitana drużyny to wyrządzenie Lewandowskiemu niedźwiedziej przysługi. Lewandowski nie jest typem piłkarza, który samodzielnie może decydować o grze całego zespołu. Również nieustanne ustawianie taktyki „pod Lewandowskiego” nie ma żadnego sensu. Lewandowskiemu trzeba piłkę idealnie wypracowywać. Nauczenie się tego wszystkiego jest możliwe w dobrym klubie i Lewandowski sporo czasu poświęcił na naukę w Borussi. W Bayernie też będzie członkiem trójki …dortmundzkiej. Innej. Jak się dopasuje do reprezentantów Niemiec z Bayernu, obecnie urlopowanych, zobaczymy w praktyce. Bayern to nie moja kibicowska bajka, wolałbym, żeby się sprawdzał na Wyspach.

Wynikałoby z tych rozważań, że polska kadra powinna grać lepiej bez Lewandowskiego niż gra pod Lewandowskiego. Może więc, dla dobra zespołu, należałoby Lewandowskiego urlopować na czas eliminacji z kadry? Nadać mu jakiś tytuł, na przykład honorowego reprezentanta urlopowanego? Wyprodukować okolicznościowe koszulki z napisem, breloczki i inne gadżety i przeznaczyć zarobione na nich pieniądze na sierotki. Tacy na przykład nauczyciele, te nieroby, mają prawo do trzech rocznych urlopów na poratowanie zdrowia. Więc i zaharowany na smierć piłkarz powinien mieć prawo do urlopu przeznaczonego na podratowanie poharatanej reprezentacyjnymi mękami psychiki. Ostatecznie żyjemy w demokratycznym kraju.

Michał Waliński
29 lipca 2014 roku

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s