Zawiodły czerwone majteczki? Refleksje na temat wyników tegorocznych matur

Wielokrotnie, po ogłoszeniu wyników ostatnich i poprzednich międzynarodowych testów PISA, zadawałem pytanie: jeśli młodzi Polacy tak znakomicie wypadają w tych testach, to dlaczego wyniki końcowych egzaminów gimnazjalnych i matur nie napawają optymizmem, a być może są z roku na rok gorsze? O ile wiadomo, w PISA uczestniczą uczniowie wylosowani z gimnazjów z różnych województw (według specjalnego klucza); zakładam, że procedury w tym przypadku są ściśle przestrzegane.
W głosach pani minister edukacji, jej poprzedniczek, także pana premiera, słychać było – w związku z testami PISA – tony triumfalizmu: krytycy reform nie mają racji, bo oto mamy tak dobrą edukację, że nawet eksperci zagraniczni, w tym fińscy, uznają polski system kształcenia za wzór godny naśladowania (po raz kolejny pan premier powołał się na polski sukces w PISA w polemice z J. Kaczyńskim w Sejmie 11 lipca br.). W dziedzinie edukacji Polska stała się niemal Finlandią i prawie Koreą Południową, przyjeżdżają do nas eksperci z całego świata, podziwiają, chwalą, cmokają z zachwytu. Jak to więc jest? „Wybrzydzający” w ogóle nie mają racji?
W tym miejscu uwaga: według niektórych, najbardziej optymistycznie nastawionych, komentatorów przyszłoroczna matura wypadnie znakomicie, bo będzie ją zdawał rocznik uczestniczący w ostatnich, tak dla nas radosnych, badaniach PISA. Jako stary malkontent przypomnę, że zachwycano się wynikami Polaków także w przedostatnich badaniach PISA, już wówczas dokonał się podobno niebywały postęp w polskiej edukacji. Czy tamten rocznik rewelacyjnie zdał późniejszą maturę? Nie słyszałem entuzjastycznych głosów, można skądinąd rzecz sprawdzić na stronach CKE. W ostatnim teście PISA, jak w każdym zresztą, uczestniczył także – zgodnie z kryteriami – pewien procent uczniów z klas pierwszych szkół ponadgimnazjalnych, którzy zdawali maturę w bieżącym roku. Można sądzić, że w stopniu zauważalnym nie zawyżyli poziomu tegorocznej matury, chętnie zapoznałbym się z ich wynikami. Założenie, że „roczniki PISA’owskie” są wspaniałe, a te z „pomiędzy” z definicji złe, w żadnej mierze nie wytrzymuje próby krytyki.
Bardziej przekonuje mnie teza, że ostatni gimnazjalny „rocznik PISA’owski” (ur. 1996 r.) był rocznikiem szczególnie hołubionym przez nauczycieli gimnazjów, gdyż badania PISA zbiegły się z nową formułą egzaminów gimnazjalnych, a ci poświęcili uczniom więcej niż zwykle czasu i – przede wszystkim – inwencji. Musieli, chcąc nie chcąc, odejść od rutyny, więcej i bardziej twórczo pracować z młodzieżą, poza tym niektóre samorządy nie poskąpiły pieniędzy na dodatkowe zajęcia. Zgodzę się więc z red. Justyną Suchecką, że rocznik 1996 – przynajmniej teoretycznie – ma więcej i lepiej w głowie poukładane, że w jakiejś mierze odszedł od szablonów w dydaktyce, jest przyzwyczajony do cięższej pracy, a jeśli nie zepsuli tego zanadto nauczyciele ze szkół średnich, powinno to procentować na przyszłorocznej maturze („GW” z 12-13 lipca 2014 r.). Pożyjom, uwidim… Nic mi nie wiadomo o rewelacyjnych wynikach końcowych egzaminów gimnazjalnych w wykonaniu uczniów z tego właśnie rocznika przed dwoma laty.
Mimo wszystko zaryzykuję przypuszczenie, że być może nauczyciele w gimnazjach nie uczą aż tak źle, jak sądzą co poniektórzy publicyści, ale wiedza i umiejętności nabyte w gimnazjach, a wcześniej w szkole podstawowej, „tak jakoś” umykają uczniom podejmującym naukę w szkole średniej. Niekoniecznie z „winy” nauczycieli liceów czy techników, ale ze względu na niespójność (niekompatybilność) systemu, poczynając od zerówki, przez podstawówkę, gimnazja – aż po szczebel średni. Nie wiem, czy do końca przemyślana jest na przykład siatka zajęć w liceach, czy nie za wcześnie uczniowie muszą dokonywać wyboru „specjalizacji”. Czy podejście do matematyki w szkole „humanistów” jest takie jak „niehumanistów”? Albo: czy matematyki uczy się „humanistów” tak samo jak uczniów z innych profili?
Przyjrzyjmy się uśrednionym wynikom (wybranych) egzaminów:
Gimnazja 2014 r.:
historia i wiedza o społeczeństwie – 59 proc. punktów.
język polski – 68 proc. punktów.
przedmioty przyrodnicze – 52 proc. punktów.
matematyka – 47 proc..
język angielski – 67 proc. punktów

Gimnazja 2013 r.:
historia i wiedza o społeczeństwie – 58 proc. punktów.
język polski – 62 proc. punktów
przedmioty przyrodnicze – 59 proc. punktów. matematyka – 48 proc. punktów.
język angielski – 63 proc. punktów
Matura 2014 r.:
język polski (podst.) – 51 proc. punktów
matematyka (podst.) – 48 proc. punktów
język angielski (podst.) – 69 proc. punktów

Końcowe egzaminy gimnazjalne, co wydaje się być słusznym rozwiązaniem, zaliczają bez względu na wynik wszyscy uczniowie. Na maturze język polski zdało 94 proc. uczniów, matematykę (podst.) -75 proc., język angielski – 92 proc. osób. W sumie matury nie zaliczyło 29 proc. abiturientów.

Można zgodzić się z panią minister edukacji, że matura, z definicji, nie powinna być łatwym egzaminem. Procent uczniów, którzy nie zdali jej w tym roku może szokować, lecz niekoniecznie nauczycieli lub wykładowców akademickich. Komisje egzaminacyjne w kraju najwidoczniej nie „podreperowywały” swoimi „wytycznymi” dla komisji egzaminacyjnych punktacji, a to skądinąd nie jest rzeczą trudną. Za co im chwała. Uważam to za „krok” we właściwym kierunku, chociaż matury nie zdała prawie jedna trzecia osób starających się (w większości) o przepustkę na studia. Część z tych osób zda poprawkę w sierpniu i na studia pójdzie jeszcze w tym roku. Pytanie brzmi: po co? Czy nie lepiej zrobić kurs betoniarza, hydraulika, kierowcy wózka widłowego lub księgowego? Założyć własny biznes? Praca pewna i zarobki znakomite.

W moim przekonaniu matura, w obecnej formule, jest ciągle egzaminem łatwym, na przykład w porównaniu z maturą, którą zdawałem w 1966 roku, i którą – w innej roli – pamiętam z lat 1983-2005. Tak wartościując, uwzględniam ilość przedmiotów, które uczeń zdający tzw. podstawę musi zaliczyć, aby zdać cały egzamin. Aby go zdać, każdy z przedmiotów musi zaliczyć przynajmniej na trzydzieści procent. Te 30 proc., jako próg zdawalności, to liczba wielce kontrowersyjna. Dlaczego akurat 30 proc.? Dlaczego tylko tyle …wiedzy i umiejętności się wymaga? Może wystarczyłoby 20 proc.? 10 proc.? Dlaczego nie 51 proc.? Wiem, że w niektórych szkołach średnich, zgodnie z wewnętrznymi statutami i regulaminami, wszelkie testy przeprowadzane w ciągu trzech lat nauki zalicza się na ocenę pozytywną pod warunkiem, że uczeń osiągnie w nich co najmniej 51 proc.. To jest, według mnie, rozwiązanie bardziej logiczne i zasadne.

Pomyślmy, bo warto, jak wypadłyby egzaminy gimnazjalne i matury z perspektywy progu zdawalności wynoszącego 51 proc.? Jaki procent uczniów zdałby maturę mierzoną taką miarą? Ilu uczniów straciłoby szansę na „odrobienie strat” w sierpniu tego samego roku? Może od razu nie potępiajmy w czambuł tej hipotetycznej perspektywy lub takiego potencjalnego rozwiązania: zapewne status intelektualny kandydatów na studia, a więc tych, którzy by zdali maturę z progiem 51 proc., byłby bardziej – pozytywnie – przejrzysty i jednoznaczny? A uczelnie wyższe nie musiałyby organizować dla nowo przyjętych kursów z podstaw pisania, czytania lub arytmetyki?

O maturze z matematyki (i innych przedmiotów) nie śmiem się wypowiadać. Mogę jednak, przyjrzawszy się tegorocznym zadaniom, zaryzykować tezę bynajmniej nie z Księżyca wziętą: trzeba być naprawdę absolutnym ignorantem (lub leniem), by nie rozwiązać części zadań i nie uzyskać tych „przysłowiowych” 30 proc. procent, aby zaliczyć egzamin. Tymczasem matematyki nie zdała jedna czwarta uczniów.

W bieżącym 2014 roku od maturzystów piszących język polski w wersji podstawowej nie wymagano już nawet znajomości lektur. Zdający miał do dyspozycji (wybrane z dwóch) polecenie, fragment tekstu lub wiersz i własną inwencję/wyobraźnię/inteligencję. Ogólnie poszło jednak kiepsko, średnia 51 proc. punktów nie budzi entuzjazmu, chociaż powinniśmy mieć świadomość, że do matur w Polsce podchodzi z roku na rok coraz silniejsza liczebnie grupa realnych i potencjalnych funkcjonalnych analfabetów (ze sporymi za to aspiracjami), którzy, nawet po szczęśliwym ukończeniu jakichś studiów w podrzędnej uczelni wyższej, analfabetami pozostaną.

We wrześniu dowiemy się, jakie elementy zadań maturalnych języka polskiego sprawiły młodym ludziom najwięcej problemów, podejrzewam jednak, że przede wszystkim zrozumienie samego fragmentu dzieła literackiego, jego sensowne odczytanie, jak i niezrozumienie polecenia z tematu. Większość wybrała zapewne „Potop”, bo „Wesele” Wyspiańskiego w dzisiejszych czasach wykracza poza możliwości percepcyjne uczniów szkół średnich (są oczywiście wyjątki); owszem, gdyby wziąć na maturę jakiś fragment z blogów dotyczący wieczoru panieńskiego lub kawalerskiego albo typowych gier i zabaw na współczesnym polskim weselu, młodzież podeszłaby do niego z atencją i większym zrozumieniem. A ponadto – można przypuszczać – pojawiały się typowe mankamenty: nieudolna kompozycja, niespójność wypowiedzi, prymitywny, ubogi język, błędy językowe, poczynając od kalekiej składni, błędy stylistyczne, merytoryczne, nieumiejętność rzeczowej syntezy w zakończeniu pracy. Za sprawą Internetu, różnych komunikatorów, komórek i smartfonów młodzi ludzie przywykli od lat – niemal od urodzenia – do „skrótowych”, „rwanych”, niegramatycznych, ubogich pod wyglądem składni i leksyki form wypowiedzi „pisemnej” (czat, sms, komentarz na forum lub w sieci społecznościowej itp.). W próbie maturalnej zapewne brakuje im niektórych niezbędnych środków wyrazu, jak na przykład emotikonów. Czy można zresztą dziwić się, że nie rozumieją, lub słabo rozumieją fragmenty tekstów powieści albo prymitywnie odczytują wiersze, jeśli nie dysponują rzetelną wiedzą o kontekstach, poczynając od znajomości całej lektury, epoki literackiej, twórczości poety? Nikły procent zdających zadał sobie trud przeczytania większych objętościowo lektur w całości. Nie mówiąc o ich przemyśleniu. Moda na czytanie poezji dawno już przeminęła z wiatrem i dzisiaj żadnej w zasadzie koleżanki na wiersz się nie poderwie.

Drugie zadanie, tzw. test na rozumienie tekstu, dotyczyło fragmentu eseju B. Skargi „O miłości”. Piękny tekst i dobrze skonstruowane (sensowne) polecenia, ale podejrzewam, że ten właśnie test w znacznej mierze przyczynił się do obniżenia punktacji całości egzaminu z języka polskiego. Większość zdających zapewne nie słyszała o wymienionych w jednym z poleceń pięciu środkach stylistycznych lub o – w innym poleceniu – adekwatnych funkcjach językowych. Podejrzewam, że bardzo „zabawne” musiały być niektóre odpowiedzi dotyczące „pokarmu duchowego” w „Uczcie” Platona (ja bym stawiał na pizzę, hamburgera i colę, a w ogóle co za czort, ten Platon? piłkarz jakiś?), lub odpowiedź na pytanie: „Dlaczego prawdziwa miłość jest taka trudna i jest jej tak mało?”

A poza tym, z czym do ludzi, proszę państwa? Z esejem Barbary Skargi? W czasach, gdy większość młodych ludzi, wyrażając uczucia i emocje, posługuje się niemal wyłącznie kilkoma wulgaryzmami z pól semantycznych penisa i waginy (że się tak ładnie wyrażę) i nawet poczciwa staropolska dupa – w przeciwieństwie do „lachory” – jest nieatrakcyjna, dzisiaj wiemy już na pewno, że jest to także język pewnych elit? Gdy dla tej młodzieży wszystko, co piękne, warte uwagi, godne zainteresowania, jest „zajebiste” lub „masakryczne”, zaś miłość i seks w szczególności, nawet przymiotnik „zajebisty” jest piękny, bo większość używających go nie ma świadomości obscenicznej etymologii tego słowa. Zgoda, tekst Wielkiej Filozofki i Wielkiego Człowieka, Wielkiej Polki, Barbary Skargi jest tekstem „zajebistym”, ale z czym do ludzi, pytam? Czy trzeba się aż tak znęcać nad zjadaczami pizzy, frytek i hamburgerów, także w funkcji przenośnej? A propos emocji: fragment z Sienkiewicza jest, jak całe dzieło mistrza, hipokryzją podszyty: jakim językiem mówili i mówią po dziś dzień żołnierze w akcji bojowej (i nie tylko)? Wnuk noblisty zdaje się znać o wiele lepiej ów język…

Porównywanie wyników procentowych egzaminów gimnazjalnych i matur jest rzeczą ryzykowną, ale… Od dawna odnoszę wrażenie, że gimnazjalne testy humanistyczne wymagają od młodzieży o wiele więcej inwencji intelektualnej (i wiedzy) aniżeli temat sienkiewiczowski z tegorocznej matury. W latach 2013 i 2014 gimnazjaliści zaliczyli język polski odpowiednio na 62 proc. i 68 proc.. Maturzyści 2014 r. z podstawy osiągnęli aż …51 proc..

Nasuwają się zatem kolejne pytania. W przyszłym roku matura z języka polskiego zmieni się w stopniu zasadniczym. Można sądzić, będzie znacznie trudniejsza, co należy przyjąć z entuzjazmem. Na egzaminie pisemnym (podstawa) w części pierwszej uczeń będzie miał okazję wykazać się swoją świadomością językową oraz umiejętnościami „z zakresu działań tekstotwórczych” – i to rozwiązując dwa zestawy zadań. W części drugiej (wypracowanie) wybierze pomiędzy rozprawką a interpretacją tekstu lirycznego. Plusem jest rezygnacja w ocenianiu z osławionych „kluczy”, co nie musi oznaczać, że każde wypracowanie, lekkim piórem i górnolotnym stylem spłodzone, musi zyskać aprobatę (krytycy dotychczasowych kryteriów matury pisemnej narzekali, że „klucze” kneblują uczniom rozum i pióro, że rzekomo nie mogą się oni swobodnie wypowiedzieć).

Po latach „rozpasania” i bezczelności uczniowskiej, w jakiejś mierze niezawinionej przez młodzież, bo wynikającej z poronionej formuły dotychczasowych egzaminów ustnych z języka polskiego, przyszłoroczni maturzyści będą mieć do czynienia z zadaniem trudniejszym: zbudowaniem i wygłoszeniem spójnej i logicznej wypowiedzi, dla której inspiracją będzie wylosowany tekst kultury, także w postaci ikonicznej (np. plakat, rzeźba). Żeby uczciwie zdać ów egzamin, trzeba się będzie (przynajmniej teoretycznie) zdrowo umysłowo nagimnastykować, posiadać sporą wiedzę nie tylko literacką, ale i kulturową, no i wykazać umiejętnościami analityczno-interpretacyjnymi. Tych tematów i odpowiedzi nie kupi się w Internecie, aczkolwiek Internet może być jednym z doskonałych narzędzi pomocnych w przygotowaniu się ucznia do egzaminu.

Tylko przyklasnąć, ale …pojawiają się kolejne „ale”. Kto będzie przygotowywał zestawy egzaminacyjne? Czy będą się one powtarzać w latach następnych? Kto będzie egzaminował i oceniał uczniów? Czy szkolne (właściwe uczniom) zespoły nauczycielskie? Ideałem byłby egzamin ustny zdawany nie przed znanymi, „oswojonymi”, poczciwymi i często nadmiernie wyrozumiałymi belframi z własnej szkoły, lecz przed obcymi komisjami powołanymi przez OKE. Najlepiej …z dala od macierzystej placówki dydaktycznej. To nie musi być kosztowne rozwiązanie.

Kolejny wielki znak zapytania dotyczy znajomości lektur. Powszechnie wiadomo, że od lat zarówno szkolne systemy oceniania, jak i formuła matury z języka polskiego sprzyjały nieczytaniu przez młodzież książek. Niejako sankcjonowały taki stan. Awersja młodzieży do lektur, do książki w ogóle, ma oczywiście szereg przyczyn, do najważniejszych zaliczyłbym preferowanie Internetu, wykorzystywanego raczej bezmyślnie i bynajmniej nie w celach intelektualnych, oraz określoną „tradycję rodzinną”, ergo brak pożądanych wzorów czytania od najwcześniejszego dzieciństwa.

Pytanie: czy nowa formuła matury „wymusi” na uczniach obowiązek gruntownej znajomości tekstów literackich? W obowiązującym kanonie jest ich skądinąd śmiesznie mało… Spójrzmy na ten problem w kontekście statystyk europejskich: Polacy zaliczają się do najmniej czytających społeczeństw europejskich. Może w tym właśnie kontekście trzeba by dyskutować na temat przyczyn wielu typowo polskich niemożności i narodowych indolencji? Ministerstwo przymierza się do stworzenia nowego kanonu lektur szkolnych, pani minister edukacji wzywa do przysyłania konkretnych lekturowych propozycji. To cenna skądinąd inicjatywa, jednak miejmy nadzieję, że kanon nie stanie się swoistym konkursem à la „Festiwal Eurowizji” czy „Taniec z gwiazdami”, a ponadto może wreszcie odbędzie się w tej sprawie rzetelna debata merytoryczna, a nie ideologiczno-polityczna. W niniejszych uwagach nie bez żalu unikam posługiwania się niemodnym i podejrzanym dzisiaj pojęciem „narodu”. Kanon lektur szkolnych to jest jednak kwestia nie tylko intelektualna, ale także kwestia kondycji narodowej.

Tak w ogóle, na miejscu nauczycieli języka polskiego odetchnąłbym z ulgą, że już nigdy na ustnej maturze uczeń, który wybrał temat o wzorach rycerskich w średniowieczu, nie wparuje na egzamin w pełnym rynsztunku bojowym i niewiele więcej będzie miał do zademonstrowania, dziewczyna, która wybrała ballady romantyczne, nie pojawi się w kusym stroju rusałki wodnej i z wieńcem na głowie (choć tego trochę żal), że nie będzie musiał kilka razy w ciągu dnia wysłuchiwać intelektualnych wypocin (lub umysłowych wymiocin) na temat Tolkiena, fantasy, motywów śmierci lub samobójstwa w literaturze lub banałów czy kretynizmów formułowanych nieudolnie a propos kreacji kobiecych w literaturze, ze szczególnym uwzględnieniem kobiet demonicznych.

*
Cały tekst można przeczytać na stronie; http://pl.scribd.com/doc/235067804/Zawiod%C5%82y-czerwone-majteczki-Refleksje-na-temat-wynikow-tegorocznych-matur

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii edukacja, edukacja w Polsce. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s