Klasa średnia i serialowy Japończyk

Ma na imię Taro. Pojawił się w barze „Za rogiem” przypadkowo. Stanął – jak niegdyś prawdziwi Polacy -w obronie znieważonej dziewczyny i …zdemolował lokal. Miał przy sobie dziesięć złotych, zaproponował tedy Zawadzkiemu, że odpracuje szkody, Zawadzki łaskawie zgodził się na takie rozwiązanie. Taro straty dawno już odrobił, w lokalu kelneruje do dziś. Dokładniej mówiąc, prosperuje w tym barze jako przedmiot i obiekt wybitnie zabawowy.

Seriale, także mydlane opery, czy nam się to podoba, czy nie, pełnią w Polsce istotne funkcje edukacyjne. Być może ważniejsze niż szkoła. Coraz częściej twórcy (i dysponenci mediów) w sposób świadomy i celowy wprowadzają do seriali istotne ze względów społecznych wątki (Down, autyzm, homoseksualizm, tolerancja rasowa, zasadność posyłania dzieci do przedszkola, promocja „sztuki” oszczędzania, fundusze  unijne, rak, zachęcanie do badań profilaktycznych, ekologia i wiele innych). Za to wszystko można seriale polskie, bez względu na ich jakość, chwalić, tym bardziej że pełnią one rolę wzorotwórczą, lansują określone style życia i bycia.

Jednak presja serialowych wzorów na postawy odbiorców, internalizacja określonych wartości ma także, biorąc pod uwagę całokształt świata przedstawianego w serialach, konsekwencje negatywne. Olbrzymia część widowni identyfikuje się bez reszty – i często, niestety, bezrefleksyjnie – z bohaterami masowej wyobraźni, wyrażanymi przez nich poglądami i postawami. Nie chciałbym generalizować, ale modele życia kreowane przez autorów scenariuszy, nie powalają na kolana ładunkiem intelektualnym, oryginalnością czy autentycznością, realizując pewne bardzo stereotypowe, a nadto mocno „okrojone” w zestawieniu z rzeczywistością, częstokroć „statystycznie” fałszywe, wizje rodziny (polskiej), relacji międzyludzkich, komunikacji społecznej, pracy, wypoczynku.

„Klan”, „Plebania”, „Barwy szczęścia”, „M jak miłość”, „Na Wspólnej”, „Prawo Agaty”, „Baron 24”, „Rodzinka”, „Ranczo” – te pozornie różne dzieła łączy jedna, „mentalnościowa” płaszczyzna: ich bohaterowie, z bardzo nielicznymi wyjątkami, reprezentują współczesny („nowoczesny”?) typ świadomości drobnomieszczańskiej, filisterskiej. Nie ubliżając takim zestawieniem Gombrowiczowi, figury bytujące w serialowym świecie wypisz wymaluj kojarzą się z zacną i znaną rodzinką Młodziaków, a  w każdym niemal serialu znajdzie się jakaś „nowoczesna” Zuta. Nawet w „Rodzince”. Trudno zaś w polskiej literaturze XX wieku o bardziej zjadliwą satyrę na „nowoczesne” kołtuństwo niż część „Ferdydurke” dotycząca Młodziaków. Lub pierwsze tomy opowiadań Janusza Głowackiego z przełomu lat 60. i 80.

Nie chcę w tym miejscu wchodzić w dywagacje, pojęcia, rozróżnienia i stratyfikacje czysto socjologiczne. Akcentuję pojęcie „drobnomieszczaństwa” z tego prostego powodu, iż w Polsce, gdzie nigdy, pominąwszy pewne enklawy, nie było silnego, solidnego (ergo: kulturotwórczego) mieszczaństwa, od drugiej połowy XIX wieku zaczęła się kształtować i manifestować trywialnie swoją obecność właśnie warstwa kołtuńska.

Paradoksalnie, zaznaczając nieustannie swoją wyższość i „lepszość” od chłopów, filister przyjmował bezwiednie wiele cech charakteryzujących chłopskie (z tych mniej budujących i ciekawych) sposoby myślenia, chłopskie style „właściwego” zachowania i bycia: hipokryzja i obłuda obyczajowa, chciwość, ksobność, pazerność, ksenofobia, poczucie wyższości wobec Żydów, steatralizowane i naskórkowe formy religijności i – w zasadzie – większość grzechów głównych.

W drugiej połowie XIX wieku zaczęła się kształtować i do głosu dochodzić (skromnie!) także inteligencja,  ze swoim prospołecznym etosem, ideami „siłactwa” i określonym przez znane hasła modelem patriotyzmu. Jej rola w najnowszych dziejach Polski (zabory, okres PRL) jest nie do przecenienia, jednak ostatnim wielkim zadaniem, które stało się udziałem polskiej inteligencji, był ruch solidarnościowy i Sierpień 80 roku, bo umówmy się, że bez polskiego inteligenta nie byłoby takiego przywódcy protestujących robotników jak Lech Wałęsa.

Po 1989 roku mamy oto do czynienia z sytuacją, gdy inteligencja – jako głos społecznego sumienia – przestaje się liczyć, schodzi do społecznego podziemia, a może w niebyt. Powstaje swoista „hybryda” społeczna, przez publicystów i część socjologów zwana klasą średnią, która de facto niewiele ma wspólnego – ze względów ekonomicznych, politycznych i kulturowych – ani z dotychczasową polską inteligencją, ani z klasą średnią typową dla społeczeństw Zachodu Europy.

W Polsce tworzą ją „resztki” wspomnianej inteligencji, ludzie z cenzusem wykształcenia (dzisiaj wystarczy szkoła zawodowa lub matura, a często zwyczajna podstawówka), wyemancypowani chłopi, różnego autoramentu biznesmeni, osoby żyjące na poziomie (plus minus) „średniej krajowej”, emeryci, emerytki, właściciele zakładów kamieniarskich, barmani, rzeczniczki prasowe, fitnessmenki, wędkarze, opiekunki dzieci, sprzątaczki, studenci, studentki, budowlańcy, policjanci i prawdziwi milionerzy. Zarówno dla „pariasów”, jak i dla potentatów reprezentujących mozaikową strukturę tej klasy podstawową ambicją wydaje się być zaznaczenie swojej (społecznej) „wyższości”, „lepszości”, dążenie do  „wyróżnienia się”. „Mieć” i „pokazać się”, dla przeważającej większości ludzi zaliczanych do klasy średniej lub …zaliczających się do niej,  jest o wiele bardziej istotne od „być”, co między innymi obrazuje słynne „TKM”. (Notabene ktoś, kto dzisiaj preferuje „być” ponad „mieć”, jest traktowany jak nieudacznik, parweniusz.) Sposoby realizowania tych ambicji mogą być różne: miejsce spędzania wakacji, weekendów, marka samochodu, typ smartfona, T-shirt, dom i mieszkanie (wnętrza), lokata bankowa, określone rodzaje kariery zawodowej, style inwestowania w edukację własnych dzieci i tp. nie duchone bynajmniej atrybuty.

Warto by się jednak zastanowić nad problemem (pytaniem): „wyższość” oraz „lepszość” w stosunku do kogo? Bo przecież nie wobec spadkobierców polskiej  arystokracji, rozsianych po całym świecie, nie wobec szlachty, nie wobec inteligencji (z przyczyn wyżej wymienionych). Pozostaje więc „wyższość” wobec tej części chłopstwa, która nie zdradziła ideałów matki ziemi, oraz coraz bardziej rozległej sfery polskiej biedy i ludzi „wykluczonych” społecznie. Bo chyba nie w stosunku do środowisk artystycznych i nie wobec „warstwy” celebryckiej; ta ostatnia jest w tym wypadku bastionem wartości pożądanych. I nie wobec warstwy kleru? Ale na pewno wobec obcych.

Mówię o „hybrydowej”, „mozaikowej” strukturze tej „klasy”, bo na dobrą sprawę nie wiadomo, czy taka klasa realnie istnieje jako klasa, może tylko istnieją rozmaite „plemiona” społeczne, które upodabniają się do siebie pod względem podstawowych, niewyszukanych umysłowo, aspiracji.

Podobnie jak tradycyjna warstwa drobnomieszczańska w Polsce, tzw. klasa średnia, wyjąwszy może nauczycieli, masonów i cyklistów, nie pełni w zasadzie, bo nie jest do tego zdolna, żadnej roli kulturotwórczej (jej przedstawiciele to w większości bierni odbiorcy popkultury), język, którym się posługuje, nie może być traktowany jako pożądany wzór poprawnej polszczyzny, a jej przedstawiciele uznawani za wzór ogłady kulturalnej. Z tej prostej przyczyny, że ci społeczni „średniacy” posługują się bardzo różnymi odmianami polszczyzny, częstokroć odmianą najbardziej „demokratyczną”, czyli kolokwialną lub wulgarną, zaś jeśli o wzory ogłady kulturalnej chodzi, wystarczy przyjrzeć się tzw. klasie politycznej (zaliczanej przez samą siebie do „elity”) lub standardom obowiązującym w środowiskach celebryckich. Kapitalnego materiału do oglądu, dociekań i refleksji na temat klasy średniej dostarczają portale społecznościowe, a zwłaszcza „Nasz klasa” i FB. Przyjrzyjmy się, jak w „Naszej klasie” prezentuje się światu przeciętny Polak i co chce temu światu powiedzieć o sobie. Majorka, Wyspy Kanaryjskie, opel lub volkswagen, czasem wypasiona „audica”, willa, domek, chata na wsi lub w górach, żona z heroizmem wbijająca się w panieńskie bikini, mąż pozujący na kulturystę, którego pokonał „brzuszek”, dzieci i wnucząt wianuszek i girlandy w altance na działkach.

De facto, klasa średnia przejęła wiele „wartości” i stylów bycia charakteryzujących w przeszłości „klasyczne” drobnomieszczaństwo (a la Dulscy), „unowocześniając się” czysto zewnętrznie na modłę Młodziaków, chociaż Gombrowicza większość jej przedstawicieli nie zna.

Zwracałem już niejednokrotnie uwagę na fakt, że w domostwach zamieszkiwanych przez typowych serialowych bohaterów nie istnieją takie fakty kultury jak książka (owszem, jest czasem wykorzystywana jako rekwizyt), teatr (powtarza się motyw zakupionych biletów na głośną sztukę i …rezygnacji pójścia na ten spektakl), muzyka poważna, sztuka, ambitny film. Co ciekawe, bohaterowie mogą być prawnikami, lekarzami, nauczycielami, redaktorami, wydawać podobno ambitne czasopisma, studiować, robić doktoraty,  jednakowoż w domowych pieleszach temat kultury, partycypacji w kulturze, jest wyraźnie tematem tabu. Wpuścić nieco kultury do pomieszczeń zaludnianych przez mieszkańców masowej wyobraźni (termin KTT) to tak jakby głośno puścić bąka w salonie.

Oglądając te seriale (a raczej wybrane odcinki, bo w całości nie zdzierżyłbym), można odnieść wrażenie, że ich bohaterowie są ludźmi, którzy zapatrzyli się w realnej rzeczywistości, aż do duchowych trzewi, w „mydlane opery” i teraz, przeniesieni do świata fikcji, odgrywają pewne role, korzystając z cennych doświadczeń z pierwszego życia.

Tak krawiec kraje, jak materii staje. Serialowi scenarzyści kroją więc bohaterów i wątki, kierując się kilkoma prostymi „zasadami”. 1. „Wstrzelić się” w oczekiwania potencjalnej widowni; 2. Nie eksperymentować zanadto, jako że podobać się może głównie to, co się podoba, a więc to, co jest znane;  3. Pokazywać „prawdziwe” życie, zatem bazować wyłącznie na konwencji tragiczno-komicznej (na przemian, z lekką przewagą komizmu); 4. Dostroić się do gustów estetycznych masowej widowni, ergo w żadnej dziedzinie nie wychodzić poza estetyczny banał i często kiczową pospolitość; 5. Unikać tematów kontrowersyjnych (wartości, etyka, religia, kościół, polityka); 6. „Podlizywać” się odbiorcom, korzystając z całego wachlarza miłych sercu Polaków stereotypów.

Nie jeste, fanem superpoprawności politycznej, ale… Pora najwyższa przypomnieć o sympatycznym Japończyku Taro z bistro „Za rogiem” rządzonego twardą ręką (o bistro chodzi) przez Zawadzkiego i Pawła Zduńskiego. Tacy bohaterowie w serialach – teoretycznie – powinni skłaniać widza do refleksji na temat przyszłości Polski, którą to przyszłość musimy widzieć w ciemnych, może nawet ponurych, barwach, jeśli nie otworzymy szeroko (!) bram dla masowej imigracji. Według raportu MIPEX-u Polska jest krajem „połowicznie sprzyjającym” imigrantom. Wiele, bardzo wiele mamy w tej dziedzinie do zrobienia. Droga imigranta do polskiego obywatelstwa to, pomijając niektórych piłkarzy, niemal dantejska droga przez piekło polskiej biurokracji i nieludzkich (nieraz) procedur. Wydaje się rzeczą najoczywistszą, że imigracja się Polsce „opłaci”. Pomijam kwestię moralną: jesteśmy, od XIX stulecia, krajem wiecznych emigrantów, pora więc zacząć spłacać dług. Komu? Światu, od Belgii, Niemiec i Francji, przez Wielką Brytanię, Kanadę, USA, Amerykę Południową i Australię. Tymczasem nie potrafiliśmy, sprawa to nadzwyczaj wstydliwa, „załatwić” problemu powrotu nad Wisłę Polaków ze Wschodu, od Kazachstanu począwszy.

Natomiast w polskich serialach, owszem, droga imigranta przez mękę bywa zaznaczana (vide: Oksana Górka). Bardziej jednak istotne wydaje się charakterystyczne nastawienie twórców seriali wobec przybyszów. Natasza w „M jak miłość” i jej tajemniczy związek z ukraińskim gangsterem (wątek dawno przeszedł we sferę niebytu). Sara z „Barw szczęścia” wykreowana na pociągający mężczyzn obiekt seksualny z Jamajki rodem. Z niejasną przeszłością i ciemną teraźniejszością. Inny kobiecy obiekt seksualny: Liliana – kubańska tancerka z „Barw szczęścia”, ni to imigrantka „polityczna”, ni to imigrantka „tranzytowa”, traktująca Polskę jako pomost do zachodnioeuropejskiego raju (skądinąd jest to istotny problem), ni to… [cenzura; M. W.]. Dwie Ukrainki w serialu „Barwy szczęścia” (Oksana i Ludmiła); obie mają ciemną ukraińską i imigrancką przeszłość (seks), jedna z nich okaże się „poligamistką”. Podłość Oksany jest tym bardziej wyrazista, że to przecież nie kto inny, lecz szlachetny polski wdowiec uratował życie jej synka, łożąc z emeryckiej renty na operację serca. I w jakimś sensie, pomimo wszystko, będzie pomagał jej nadal. Porażająca szlachetność!

Autorzy scenariuszy tak jakby zapraszali Polaków do tworzenia dowcipów o imigrantach – dowcipów klasy Figurskiego i Wojewódzkiego.

A nasz drogi Taro? Zdobył psim swędem pracę w polskim barze, ale coś za coś. Musiał tym samym stać się figurą komiczną, patrząc z perspektywy widzenia obcych przez przeciętnego Polaka. Tego Polaka, który przyjmuje stereotypy etniczne za prawdę i myśli tymi stereotypami. Bo Japończyk widziany oczyma Polaka musi być koniecznie śmieszny, chociażby dlatego, że trochę śmiesznie (wymowa niektórych głosek) mówi po polsku. To usposabia otoczenie, a więc polskich Polaków, do pewnego rodzaju protekcjonalnej pobłażliwości. Żeby tylko! Zawadzki i Zduński – jak by nie było, przedstawiciele polskiej klasy średniej – dosyć często traktują Taro gorzej niż Robinson Crusoe „swojego” Piętaszka: gdyTaro przezwycięży wrodzoną nieśmiałość i spróbuje zademonstrować, że posiada własne „ja”, jest sprowadzany do parteru, traktowany jak piesek, którego tak w ogóle się lubi, ale… „Taro, do kuchni, idź, pozmywaj gary”, „Taro, paszoł won!” Krótko mówiąc, Japończyk Taro jest w serialu „chłopcem na posyłki”, „chłopcem do bicia” i chłopcem do odreagowywania stresów i kompleksów polskich pracodawców, kimś zdecydowanie niższym w hierarchii społecznej (obcy i śmieszny), prawie pozbawionym statusu człowieczeństwa (przedmiot do zabawy), a w dodatku obiektem manipulacji (molestowania) ze strony polskich dziewczyn, w których się podkochuje. Rzecz jasna, daje w tym wypadku o sobie znać, chociaż może niebezpośrednio, wszechpotężna polska megalomania. Poza tym, niechże Japończyk Taro dozna smaku polskiego kapitalizmu.

Ciekawe, jakby scenarzyści brytyjscy potraktowali taką Kasię Górkę z „Barw szczęścia”, gdyby przypadkowo stała się bohaterką ich serialu o imigrantach. Robimy afery, po części słusznie, gdy Niemcy kręcą seriale w rodzaju „Nasze matki, nasi ojcowie” i gdy Anglicy przed „Euro 2012” pokazują (BBC) Polaków jako rasistów. Sami zaś…

Może warto zastanowić się, jak są przedstawiani obcy w polskich serialach. Nie tylko zresztą w serialach. Zaś Hiroaki Murakami, aktor grający rolę popychadła i człowieka niższej kategorii w barze Zawadzkiego i Zduńskiego, to dla mnie prawdziwy fenomen, lecz to już inna historia.

Michał Waliński

17 IV 2014 r.

 

 

 

 

 

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii ksenofobia, kultura masowa, Polacy a imigranci, popkultura, rasizm, seriale, soap opera, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s