Czy 1 września polskie dzieci pójdą do szkoły?

Jakie pytania można jeszcze postawić? Czy 17 września nastąpi anschluss Polski? Czy pod koniec roku będziemy mieli drugą Jałtę? Czy Polska wejdzie w orbitę Wielkiej Rosji? Czy Polacy gotowi są umierać za ojczyznę? Czy są zaopatrzeni na wypadek wojny? Czy mają w domach odpowiednie zapasy wody, kaszy, mąki i cukru? Czy dla matek z dziećmi starczy miejsca w schronach (bierzcie przykład z Poznania – Poznań już dawno się przygotował!)? Gdzie można kupić maski przeciwgazowe? A gdzie proszek do odkażania wody? Na ile dni starczy nam gazu i ropy? Czym zmywać z ciała pył radioaktywny? Czy mobilizacja obejmie starców i kobiety po pięćdziesiątce? Pozbywamy się starych T 72 i PT, czy starczy nam Leopardów? Dlaczego nasza wspaniała korweta za miliard jeszcze nie pływa? Czy amerykańskie F 16 będą stacjonować w Polsce? Jaki naprawdę cel ma dyslokacja naszych wojsk? Przez ile dni nasze siły zbrojne są w stanie odpierać atak wroga? Czy 139 miliardów na unowocześnienie polskiej armii do 1922 roku to przypadkiem nie za mało? Czy Amerykanie są gotowi rzucić na front polski trzy bataliony? Jak się zachowają Niemcy? A jak Czesi? Czy zemszczą się za 39 rok i Zaolzie? Czy mamy wystarczająco dużo lasów, aby skryła się w nich armia polska? Będzie w końcu ta tarcza czy nie będzie?

Można zadawać także inne pytania? Można. Ile milionów Ukraińców jesteśmy w stanie przyjąć na cito? Ile tysięcy przybyszów pomieszczą polskie szpitale? Ile tysięcy Tatarów krymskich czeka we Lwowie na wjazd do Polski? Co Putin zrobi z Nadniestrzem? Jaki los czeka Mołdawię? A jaki kraje nadbałtyckie?

Psychoza sięgnęła zenitu, jak w żadnym innym kraju w Europie. Psychoza podsycana „w ramach” kampanii wyborczej, jako jej element. To słychać, to widać, to czuć. Że o kampanię tu głównie chodzi. Ktoś z opozycji, nie pamiętam kto, parę tygodni temu powiedział, że trafił się ten Majdan Platformie jak ślepej kurze ziarno. Wyzwano go od cyników. No i patrzcie, państwo, kampanię sprzężono nie tylko z proroctwami na temat przyszłych losów Polski, ale i z najbliższą przyszłością polskich dzieci.

Tak trzymać, trzeba podsycać w narodzie lęk i strach. Historycznie rzecz rozpatrując, lęk i strach zawsze szły w parze z pewnymi sposobami uprawiania polityki. Naród się boi? To dobrze, poczucie zagrożenia odciąga naród od głupich myśli, pytań i „roszczeń”. Rozstrzygają się przecież losy świata. Polska znów jest w samym centrum wydarzeń. Lupa i Olbryski nie jadą do Moskwy. Wraz z nieocenioną telewizją publiczną wizytujemy co wieczór kolejne schrony, bunkry, granice i lasy. I fermy świń. Niektórzy rodacy decydują się na przyspieszone kursy survivalu. Inni gremialnie się modlą. Radio TOK FM stało się stacją poświęconą niemal wyłącznie tematyce ukraińskiej. Czy kościoły znów się zapełnią?

Pytania zadane na wstępie trącą groteską. W większości nie ja je wymyśliłem. Oczywiście, wszystko może się zdarzyć. Nawet Korwin może dostać się do Europarlamentu, baran zostać posłem, a papież emerytem. Nie pociesza mnie fakt, że gdyby u władzy była czołowa partia opozycyjna, to psychoza wojenna osiągnęłaby skalę galaktyczną.

W psychowojennej i „zukrainizowanej” kampanii wyborczej do Europarlamentu uwadze publicznej umyka szereg pytań i kwestii, które wypadałoby szczególnie solidnie przemyśleć.

Czy Ukraińcy podejmą się i czy wytrzymają trudy transformacji? Czy skończy się, jak zazwyczaj u nich? Czy kandydowanie do fotela prezydenta Ukrainy powszechnie znanej pani z obwarzankiem na głowie to dla nas dobry sygnał? Majdan walczył z oligarchami i ograbianiem przez kolejne władze zwykłych Ukraińców – czy czekoladowy potentat Poroszenko, bogacz nad bogacze, jako konkurent Tymoszenko, to dobry znak? I: czy temat nacjonalizmu ukraińskiego stał się dzisiaj w Polsce tematem zakazanym?

Zapytajmy więc i o to, czy traktowanie od 1989 roku tzw. doktryny Giedroycia jako aksjomatu polskiej polityki zagranicznej nie jest dzisiaj anachronizmem? Czy doktryna ta nie pozostaje w niejakiej sprzeczności z polską racją stanu, z polskimi interesami gospodarczymi i polskim bezpieczeństwem, jeśli stanie na jej gruncie może, jak powiadają, spowodować, że dzieci polskie nie pójdą 1 września do szkoły? Czy aby nie za bardzo zaangażowaliśmy się w Ukrainę? Może powinniśmy się wypowiadać w tych kwestiach jako Unia, a nie kreować na lidera w nawoływaniu o sankcje wobec Rosji? Czy Unia zrekompensuje straty polskich hodowców świń i straty polskich przedsiębiorców handlujących ze Wschodem?

Te matki niepełnosprawnych dzieci okupujące „bezczelnie” Sejm, jakże one nie pasują do szpanu potrząsania szabelką, jakże one psują polski, ułański styl. Na dodatek napatoczyli się ci opiekunowie dorosłych osób niepełnosprawnych. Taki dyshonor. I dyskomfort. My oto jeździmy po Polsce i Europie mobilizować świat, bo Har-Magedon tuż tuż, a oni? A zdyslokować ich! A kysz! A kysz!

Nurtuje mnie jednak los i byt tych matek i opiekunów. Są według mnie pytania ważniejsze od kwestii postawionych wyżej.

Czy gdybyśmy nawet (teoretycznie) dodatkowo wydali pięćset miliardów na wojsko, cokolwiek by to zmieniło w naszej sytuacji? Albo czy gdybyśmy 80 miliardów z tych 139. przeznaczyli na realizację przemyślanej polityki społecznej, na edukację i zdrowie, cokolwiek by to zmieniło w naszej sytuacji geopolitycznej? Tymczasem red. Andrzej Talaga z „Rzeczypospolitej” proponuje, aby przekonać społeczeństwo do zwiększenia wydatków na wojsko do 2,0-2,5% PKB. Kto będzie nosił i obsługiwał ten cały nowoczesny militarny majdan, kiedy 80-90% młodzieży szkolnej posiada co najmniej jeden „defekt” zdrowotny, a większość po dwa-trzy, i kiedy 80% maturzystów deklaruje chęć emigracji?

Dlaczego kolejne rządy nie zdołały opracować systemu (podkreślam słowo „system”) pomocy dla rodziców i opiekunów niepełnosprawnych? Czy w ogóle istnieje u nas jakiś przemyślany system opieki społecznej? Nie jesteśmy bogatą Szwecją, ale…

Dlaczego w ciągu ostatnich siedmiu lat nastąpił tak wielki regres w systemie służby zdrowia? Czy minister zdrowia musiał czekać ze swoimi rewelacyjnymi pomysłami trzy lata? Nawet Obama ma problemy z ubezpieczeniami zdrowotnymi, ale…

Kto i kiedy przerwie proces degradacji i psucia polskiej szkoły i edukacji? Bezpłatny podręcznik dla uczniów? Pomysł dobry i każdy rodzic temu przyklaśnie. Ale będzie to jeden podręcznik, podręcznik ministerialny, a więc jedynie słuszny, bez możliwości wyboru przez edukatorów. Dla idei tego podręcznika przemajstrowuje się  ukradkiem prawo szkolne i rodzice już nie dowiedzą się przed wakacjami, jakie podręczniki w ogóle będą obowiązywać, dowiedzą się najwcześniej we wrześniu. Czyli władze idą rodzicom na rękę. Ale to nie wszystko. Szumnie zapowiedziano, że szkoła musi organizować lekcje etyki nawet w wypadku, gdy chętny jest tylko jeden uczeń. Zainteresowana część społeczeństwa przyjęła tę decyzje z aplauzem. Jednak wydane przez panią minister rozporządzenie każe inaczej spojrzeć na tę kwestię: owszem, dla jednego ucznia, ale tylko tam, gdzie gmina nie będzie w stanie zorganizować zajęć międzyszkolnych, a poza tym – uwaga – to gmina będzie decydować, czy będzie to jedna czy dwie godziny etyki. Jako b. belfer dałem pani minister osobisty kredyt zaufania. Wreszcie ktoś rozsądny, pomyślałem. I co? Był kredyt, kredytu nie ma. Wszystko to pachnie zwyczajną lipą. Czy to zresztą ważne? Po co jest szkoła w Polsce? Wydaje się, że głównie po to, aby wychowywać kolejne roczniki biernych konsumentów, mieszkańców hipermarketów i kultury masowej, przeżuwaczy rozległych dóbr trywialnych.

Potrząsanie szabelką trwa w najlepsze, premier Tusk i minister Sikorski wykreowani zostali na liderów Europy, tymczasem wolałbym, aby z okazji kampanii do Europarlamentu wymieciono spod dywanu sprawy, które tam sprytnie ulokowano.

Przed paroma dniami RPO wystąpiła do premiera z zapytaniem o dziesiątki nieratyfikowanych a podpisanych przez Polskę ważnych konwencji i umów międzynarodowych. Sporządziła zresztą dokładną „Polską mapę międzynarodowych praw człowieka”, którą ironicznie nazwano (Ewa Siedlecka w „GW” z 31 III) „mapą zaniechań”. Tych zamiecionych pod dywan dokumentów jest 71. Sic. Wśród nich Konwencja Bioetyczna (m. in. kwestia in vitro), Europejska konwencja Praw Człowieka (zakaz wszelkiej dyskryminacji), Konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, Konwencja o zakazie broni kasetowej (produkujemy ją i dobrze na niej zarabiamy), konwencji o bezpaństwowcach, osobach niepełnosprawnych (tę w końcu ratyfikowano, ale zastrzegając brak możliwości skarg indywidualnych, podobnie postąpiono z konwencją o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet), Konwencji w sprawie kontaktów z dziećmi (dotyczy przeciwdziałania uprowadzania dzieci za granicę). Polska nie przystąpiła też do rozdziału „Solidarność” karty Praw Podstawowych UE (związki jednopłciowe, prawa socjalne, prawa związkowe).

Na ogół nieratyfikowanie tłumaczy się pokrętnie nieprzystosowaniem prawa polskiego do prawa europejskiego, jednak łatwo zauważyć, że w konwencjach tych chodzi o sprawy wolności obywatelskich, o naprawdę podstawowe prawa człowieka (dyskryminacja, prawa kobiet, prawa imigrantów, prawa socjalne), że niechęć władz wynika często z „zasady” niemieszania się do kwestii genderowych, że summa summarum owa „mapa zaniechań” pokazuje dobitnie, iż władze są zakładnikiem Kościoła.

W pierwszych latach po zmianie ustroju Polska była w Europie faktycznym liderem w dziedzinie ochrony praw człowieka. Dzisiaj, w czasach platform nieobywatelskich, rządów nieempatycznych i wrażliwości społecznej pozbawionych, namolnie usiłujemy uczyć budowania demokracji Ukraińców, nieustannie wytykamy nieposzanowanie praw człowieka władzom Rosji, sami zaś… Jak pod tym względem jest w Polsce, od lat ilustrują wyraziście najlepsze programy publicystyczne w telewizji publicznej: „Sprawa dla reportera” i „Express reporterów”.

Krymie, trwaj! Krymie, jesteś piękny! Później „się” zobaczy.

Michał Waliński

3 kwietnia 2014 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii kampania do Europarlamentu, polityka, polityka społeczna, rząd, Ukraina, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s