Krystian Lupa nakłada sankcje na Petersburg i Moskwę

Putin z15090960FKilka dni temu znany reżyser teatralny Krystian Lupa ogłosił, że zawiesza współpracę z czołowymi rosyjskimi teatrami z Petersburga (Teatr Aleksandryjski) i Moskwy (Teatr BDT) i odwołuje zapowiedziane wizyty w tych ośrodkach. Albo nie dowidziałem, albo nie dosłyszałem, ale czołowe gazety i media nie poświęciły temu wydarzeniu większej uwagi. O zbojkotowanie BDT zaapelował łotewski reżyser Alwis Hermanis, z występów w Moskwie zrezygnowała odtwórczyni roli Medei w „Medei” Guna Zalinja. Na otwarcie wystawy sztuki współczesnej w stolicy Rosji nie pojadą artyści z Niemiec i Holandii, z tą jednakże wystawą już wcześniej działo się coś dziwnego. Cała Moskwa najprawdopodobniej płacze, chociaż nie wierzy łzom, najbardziej zapewne płacze Władimir Władimirowicz Putin.

Żeby była jasność: uważam, że najazd najemników Putina na Krym można porównywać z Anschlussem Austrii w 1938 roku przez Hitlera. Do 1989 roku żyliśmy pod butem sowieckim, ale przez kolejne prawie dwadzieścia pięć lat żyło nam się w tym miejscu Europy jak u pana Boga za piecem. Spokojnie, bez większych zawirowań w polityce międzynarodowej, chociaż nie tak daleko działo się Sarajewo, działa się Srebrenica. Przyzwyczailiśmy się do myśli, że tak będzie już zawsze. Tymczasem tak być nie musi. Putin naruszył istniejący porządek geopolityczny.

Kiedy przyszedłem na świat, w kraju jeszcze długo toczyła się wojna domowa. Być może w młodości pozbawiony byłem pewnego typu wyobraźni, ale do głowy by mi nie przyszło, że w tym kraju mogą wydarzyć się takie rzeczy jak marzec 1968 (jak ponury sen wspominam strajk na Uniwersytecie Wrocławskim) czy grudzień 1970 (ten widok Szczecina po wydarzeniach tkwi w mojej pamięci do dzisiaj). Być może braki w wyobraźni to pewien dar, który pozwala w miarę normalnie żyć i funkcjonować, bo któż w ogóle przewidział wcześniej takie „wypadki” jak Sierpień 1980 roku czy 13 grudnia 1981 roku? A już na pewno nie mieściła się w głowie (głowach) diametralna zmiana systemu politycznego, powstanie nowego consensusu geopolitycznego (1989 r.).

Nie podchodziłem i nie podchodzę do fenomenu pod nazwą Majdan bezkrytycznie. Dałem wyraz temu, że nie podobają mi się postawy wielu polityków polskich podróżujących na Majdan. Niemniej to nie Majdan naruszył porządek w Europie. I boję się, że przyzwolenie na możliwość siłowego rozstrzygania sporów politycznych może w niedalekiej przyszłości sprokurować „wycieczki” Moskwy w głąb krajów nadbałtyckich, Mołdawii, Kazachstanu. A może, zakładając podporządkowanie Ukrainy Rosji (brrr!), Putin zechce odebrać nam kawałek klina bieszczadzkiego wbijającego się w głąb Ukrainy? Lub zaanektować kawałek Suwalszczyzny?

Chciałbym uszanować decyzję reżysera Krystiana Lupy, w Rosji uważanego za gwiazdę współczesnego teatru światowego. W ogóle, szanuję głosy wielkich artystów, nawet gest tej wybitnej aktorki, która na przedstawieniu reżyserowanym przez Lupę wbrew intencjom reżysera nieoczekiwanie pokazała pupę.

Rosja doskonale sobie poradzi bez Krystiana Lupy, teatry petersburskie i moskiewskie mają się świetnie, poczynając od przełomu wieków XIX i XX Rosja, Związek Radziecki, a później znów Rosja jest potęgą w dziedzinie sztuki awangardowej. W jakimś sensie to zaszczyt dla polskich artystów, kiedy rosyjscy twórcy chcą z nimi współpracować. Niektórzy z nich, zażartuję,  wyraźnie zresztą się „polonizują”, to że Karolina Gruszka została żoną rosyjskiego twórcy Iwana Wyrypajewa, a Wyrypajew mężem Karoliny Gruszki traktuję jako wspólny sukces polskiej i rosyjskiej kultury.

Uważam, że im bardziej Rosja staje się krajem niedemokratycznym, zamordystycznym, tym większej uwagi współpracy z Rosją powinni poświęcać polscy artyści, nie tylko teatr reprezentujący. Nawet gdybyśmy nie wiem jak dużą część budżetu przeznaczyli na wojsko, z potęgą militarną Rosji nie mamy szans, co nie znaczy, że trzeba lekceważyć sprawy obrony.

Najważniejszą rzeczą jednak wydaje się (wbrew Krymowi) zadzierzganie i utrwalanie więzi emocjonalnych między  n a r o d a m i –  polskim i rosyjskim. Czynnikiem najważniejszym dla tej misji jest kultura, eksport polskiej kultury do Rosji i import znakomitej kultury rosyjskiej do Polski. Kino rosyjskie ma się świetnie, czy jednak możemy obejrzeć w telewizji misyjnej chociaż jeden czy drugi dobry film rosyjski? Owszem, są festiwale, są to jednak imprezy niszowe. Na wartości, które powstają w procesie współpracy kulturalnej dwóch narodów żaden Putin nie ma wpływu. Tak jak nie ma wpływu na wartości kreowane w wyniku bezpośrednich, coraz bardziej intensywnych, kontaktów Rosjan i Polaków (pas handlowy między Kaliningradem a Gdańskiem, turystyka do Zakopanego), które przełamują obopólne negatywne stereotypy.

Może jestem naiwny, ale wierzę, że kultura, także dobra kultura popularna, więcej dzisiaj znaczy niż wycelowana w konkretny cel rakieta z atomem.

Rosjanie w Polsce (jako turyści) – to już zaczął być nasz niezły towar eksportowy. Ale jest jeszcze wieprzowina, polska żywność i pewne grupy innych towarów, cenionych w Rosji i na Wschodzie. Trzeba umieć je sprzedawać – wbrew widzimisię polityków rosyjskich. Tymczasem my, po roku 1989, na fali fobii antyrosyjskich, wyrugowaliśmy do cna ze szkół język rosyjski, język, w którym powstawała jedna z pięciu największych literatur światowych.

Piszę te słowa z pozycji zwykłego obywatela, zatroskanego przyszłością naszego kraju i przyszłością swoich dzieci. Nie roszczę żadnych pretensji do wypowiadania się w sposób „ekspercki” w sprawach politycznych, skądinąd takich „ekspertów” od Ukrainy i Rosji namnożyło się w ostatnim czasie w mediach do granic nieprzyzwoitości (zawód „eksperta”, niekoniecznie politycznego, jest chyba najpopularniejszym zajęciem w Polsce). Jednak liczne wyjazdy polskich polityków wszelkiej maści na Majdan w ostatnich miesiącach uważam za szkodliwe, przyniosły one więcej szkody niż pożytku, a to z prostego powodu: politycy ci reprezentowali tam nie polską, ale prywatną (partyjną) rację stanu, wzbogacając ją ewentualnie  „słitfociami”. Dopiero w ostatnich dniach tę polską rację stanu wyważył w jakiś sposób i skupił wokół niej nawet swoich politycznych oponentów polski premier. Nie skaczę z tego powodu z radości, bo wiem, że ten stan skupienia nie utrzyma się długo, zresztą ciała zaczynają się już rozłazić, na fali wydarzeń krymskich zaczyna się odradzać kult prezydenta Kaczyńskiego, niebawem pewnie znów ruszy, w nowym kontekście, sprawa „zamachu smoleńskiego”…

Bardzo, bardzo niepokoi mnie kilka faktów.

Na przykład, że polscy politycy tak często i gęsto onanizują się ostatnio słowem „sankcje”. Czy, do cholery, Polska jest czołową potęgą gospodarczą świata, żeby tak bezmyślnie domagać się sankcji dla Rosji? Być, jak to ktoś określił, „liderem” światowym w dziedzinie domagania się tychże sankcji? Boję się, że jest to wbrew naszym interesom, wbrew polskiej racji stanu. Niektórzy z polityków z przekąsem wyrażają się o cynicznej Francji, która za miliard dwieście milionów euro buduje dla Rosji okręt wojenny. Bardzo bym chciał, abyśmy do wszystkich krajów, na które nie jest nałożone embargo, mogli sprzedawać okręty za miliard dwieście. Marzy mi się także, abyśmy grafen sprzedawali za ciężkie pieniądze nie w gramach, ale w tonach.

Niepokoi mnie także to, że w wypowiedziach na temat kwestii ukraińskiej do głosu dochodziły jakby protekcjonalne tony, ba, jakby jakieś …sentymenty „postkolonialne”. Może jednak dajmy Ukraińcom szansę na samostanowienie i na uregulowanie różnych spraw, także z Polską i zaszłościami. Majdan wykazał, że Ukraina to nie „Murzynek Bambo”.

No i, po trzecie, sprawa niebagatelna: wbrew wypowiedziom pana premiera, w głosach niektórych polityków słychać wyraźnie odgłos pobrzękiwania szabelką”. Udziela się to publicystom. Paweł Wroński, rozważając problem polskiej doktryny wojskowej i kryzysu ukraińskiego, swój artykuł tytułuje „Armia nasza może być zwycięska, jeśli się dozbroi” („GW”, 5 III 2014 r.). „Rośnie zdolność obronna Polski. NIK chwali Wojska Specjalne”- czytamy na portalu „NaTemat.pl”. Brawo, panowie! W roku 1938 też byliśmy silni, zwarci i gotowi. I dozbrojeni.

Te trzy sprawy kolą mnie w mózg jak ość karpia, którego skosztowałem, żeby nie zrobić przykrości miłej gospodyni.

Te trzy niepokojące postawy można łącznie zdefiniować w ramach pobawionej trzeźwej kalkulacji, krztyny racjonalizmu i zwyczajnego rozsądku postawy pseudoromantycznej, z wyraźnym echem mesjanizmu (Polska znów jest pępkiem świata! Polska chce cierpieć w imię innych narodów!). Nie ma szansy na jakoweś powstanko? Zatem hej, oralne szable w dłoń! Sankcji, sankcji, sankcji chcemy. I fajnie być zaczyna, że zacytuję kabaret „Elita” z czasów świetności:

Hej szable w dłoń! Łuki w juki, a lupy wziąć w troki
Hajda na koń! Hajda na koń! Okażemy się godni epoki, ach epoki
Ruszamy w bój aby Baśkę uwolnić od zbója
Tatarzyn zbój, okrutny zbój, nie zwycięży nas nigdy tralala

Te „romantyczne” gesty i geściki mogą nas sporo kosztować. Ukraina to nie Baśka Wołodyjowska z Trylogii. Nawet „Tatarzyny” są dzisiaj jakieś inne.

Jako zwyczajny, przeciętny, szary obywatel państwa polskiego powiem tak: po 1989 roku polityka polska wobec Rosji była polityką nieprzemyślaną, niekonsekwentna, robioną nieinteligentnie, w dodatku w dużej mierze była podszyta fobiami antyrosyjskimi. Nade wszystko nie reprezentowała spójnej polskiej racji stanu. Są pryncypia, wobec których pokora powinna obowiązywać wszystkich przedstawicieli „elit” – bez względu na to, kto stoi u władzy. Z Putina, m. in. za sprawą spontanicznego „klapnięcia” kanclerz Merkel, zrobiono faceta pozbawionego kontaktu z rzeczywistością. Tymczasem Putin, przy całym swoim cynizmie, agresywności i skłonności do politycznych awantur, dobrze wie, w co gra i czego chce. Niestety, to raczej polska polityka wobec Rosji w ostatnim 25-leciu była polityką schizofreniczną, a polegała w zasadzie głównie na drażnieniu niedźwiedzia, próbach upokarzania go. Putin ceni sobie twardych intelektualnie zawodników, tworzących zwarty zespół, broniących istotnej racji,  a nie harcowników rozpierzchłych rzekomo w polskiej sprawie. Rosjanie, bez względu na status społeczny, nie tolerują upokorzeń.

Współpraca kulturalna, współpraca gospodarcza – to są pryncypia. Kropla drąży skałę. „Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach…” Jeśli kijowski Majdan ruszył skałę, to dlatego, że uformowały się w nim zalążki społeczeństwa obywatelskiego. Nigdzie nie jest powiedziane, że zwyczajni rosyjscy ludzie będą jeszcze długo chcieli znosić Putina.

Dlatego z zastrzeżeniami podchodzę do decyzji Krystiana Lupy. Dla mnie najmądrzejszym Polakiem w historii był – zaraz Po Mieszku I i Chrobrym – Adam Mickiewicz. Gdyby to Adam Mickiewicz, a nie reżyser Krystian Lupa, udzielał wywiadu w ostatnim numerze „Newsweeka”, nie tłumaczyłby tak pokrętnie swojej decyzji jak Lupa. Ba, nie podjąłby takiej decyzji. Mickiewicz rozróżniał despotyczną władzę od ciemiężonego narodu. Krytykując w najostrzejszych słowach despotów, Mickiewicz wybierał mądrą kolaborację z narodem rosyjskim i najwybitniejszymi jego przedstawicielami. Mam nadzieję, że rosyjski reżyser Walerij Fokin nie zapowie, że w rewanżu za gest Lupy już nigdy nie zrobi przedstawienia na scenie Dworzec Świebocki Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Michał Waliński

11 III 2014 r.

PS. Ta nasza polityka… Uznaliśmy niegdyś pośpiesznie Kosowo. Dzisiaj parlament krymski ogłosił niepodległość Krymu. Uznamy to „nowe państwo” równie pośpiesznie?

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii polityka, Rosja, sankcje, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Krystian Lupa nakłada sankcje na Petersburg i Moskwę

  1. Staram się, ale mi nie wychodzi, stary jestem, mózgu coraz mniej,świat mi się sproszkował.

    Polubienie

  2. Kosy pisze:

    Podobnie, jak Ty, nie lubię karpia z ościami. To taka metafora tylko. Myślę, że domyślisz się, co mam na myśli 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s