Duma Sosnowca, czyli o kopulacji z gąskami

Trybson 3 imagesDwie rzeczy rozczuliły mnie ostatnio niepomiernie. Wywiad z człowiekiem, którego nazywam nie bez kozery Moim Bohaterem, oraz filmik z dwunastoletnim Kamilem Stochem, w którym zapowiadał, że zostanie mistrzem olimpijskim, ale ma jeszcze czas.

Nigdy nie miałem predylekcji do płci zwanej – słusznie czy niesłusznie – brzydką, jednak Mój Bohater już na samym początku uwiódł mnie formą literacką, potrafi bowiem użyć zasadnie trzeciej gramatycznej osoby liczby pojedynczej w odniesieniu do siebie, wzbogacając krótkie dwa zdania odpowiednimi środkami stylistycznymi:

„Trybson miał zawsze powodzenie u kobiet! Teraz raczej faceci mnie podpytują, jak to robię, że wszystkie gąski chcą być moje!”

Te dwa zdania tworzą wspaniałe epickie wejście. Czyż nie mógłby to być znakomity początek wielkiej powieści? Chociażby jakiegoś pornothrillera? Zdanie rozpoczynające „Ferdydurke”:

„We wtorek zbudziłem się o tej porze bezdusznej i nikłej, kiedy właściwie noc się już skończyła, a świt nie zdążył jeszcze zacząć się na dobre.”

wyraźnie blaknie i odkrywa swoja nędzę wobec inwokacji w wydaniu Mojego Bohatera. „Trybson miał zawsze powodzenie u kobiet!” Piękne to, proste i pełne jak jądra młodego byczka tryskające gdzie popadnie spermą. Zdanie drugie, zauważmy, ewokuje efekt przemilczenia, skrótu myślowego, zmusza do przemyślenia, co Trybson, bo tak się mieni Mój Bohater, robił i czego dokonał pomiędzy tymi zdaniami, czym czas swój między nimi wypełnił.

Już w tym momencie mam ochotę zanucić: „Gdybym to ja miała skrzydełka jak gąska…” Już teraz postanawiam, że gdybym (jeszcze) był państwowym egzaminatorem maturalnym, za te dwa treściwe zdania, i tylko za nie, dałbym Mojemu Bohaterowi sto całych procent z polskiego, nie oglądając się na obowiązkowy limit 120 słów i nie bacząc na sankcje ze strony Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej.

Ale ja przecież nawet nie wiem, czy Trybson składał maturę, kto go polskiego uczył, a kto wiedzy o kulturze oraz religii– i w jakiej szkole? Wczytuję się więc jak w Biblię w każde słowo Mojego Bohatera.

Prostolinijność! To chyba jego cecha zasadnicza, może zasługa tatusia i mamusi, a może księdza katechety:

„Przed programem pracowałem jako ochroniarz w różnych klubach i dyskotekach na Śląsku. Wtedy nauczyłem się bajerować dziewczyny. Teraz jestem już ostrym zawodnikiem, jeśli chodzi o umiejętność podrywania. Udział w programie tylko ułatwił mi sprawę, bo dziewczyny same do mnie przychodzą.”

Pracowitość! Czymże byłaby przaśna, naiwna, faniszkańska niemal prostolinijność bez pracowitości? Wsłuchajmy się zresztą w te frazy:

„Do tej pory pracowałem w różnych miejscach. Stałem przy taśmie produkcyjnej albo udzielałem się jako przedstawiciel handlowy. Najpiękniejszym zajęciem w moim życiu była jak dotąd praca ochroniarza w klubie. Za bardzo się nie przepracowałem, mogłem się luźno ubierać, a ludzie czuli respekt przede mną. Ja ich uczyłem kultury. Przy okazji podziwiałem piękne kobiety i słuchałem sobie dobrej muzyki. Po programie raz po raz zaczęły się pojawiać propozycje zawodowe. Obecnie każdy weekend mam zajęty. Jeżdżę po całej Polsce i odwiedzam różne imprezy. Kluby płacą mi za to, że przyjeżdżam do nich, bawię się z ludźmi, daję sobie robić zdjęcia i rozdaję autografy. To tak naprawdę ciężka praca, łzawią mi oczy od ilości fleszy, a na dodatek każdy w klubie chce się ze mną napić. Aż tak dużo znów wypić nie potrafię.”

Szczerość, absolutna, bezkompromisowa (jak na spowiedzi świętej) szczerość:

„Alkohol piliśmy codziennie, bo tylko tak się człowiek mógł wyluzować i wtedy najlepsze pomysły przychodziły nam do głowy. Rozbrykałem się i dałem poznać od najlepszej strony. Na pewno nie żałuję scen łóżkowych. Nie krępował mnie fakt, że w domu były kamery, bo zasłaniałem się kołdrą i za bardzo nic nie było widać. Zresztą wszyscy uprawiają seks, nie ma w tym nic dziwnego. Teraz tylko myślę, że mógłbym mniej przeklinać.”

Odwaga, silna wola i gotowość do największych wyrzeczeń, bo któż bez tych walorów zniósłby aż taki „melanż”:

„Miesiąc, który spędziłem wraz z resztą ekipy w programie, zupełnie odizolowany od rodziny, znajomych, bez telefonu i dostępu do internetu, był jak jeden wielki melanż. […]

Samozaparcie, wiara w siebie, wiara w ludzkie możliwości i raz jeszcze nadzwyczajna skromność:

„Zgłaszając się na casting, dokładnie wiedziałem, o co w tego rodzaju produkcjach chodzi. Oglądałem przecież edycje amerykańskie i brytyjskie. Wiedziałem, że jestem takim samym wariatem jak moi poprzednicy – potrafię się bawić na całego, więc na castingach wiedziałem, że mnie wybiorą – lepszego kandydata by nie znaleźli. Z drugiej strony byłem świadomy, że ten program może być dla mnie furtką do zupełnie nowego życia. I osiągnąłem swój cel. […] W programie byłem dokładnie taki, jak jestem w normalnym życiu. Nie grałem, nie udawałem, więc nikt nie miał podstaw, żeby się ode mnie odwracać. Woda sodowa nie uderzyła mi do głowy, mimo że zdaję sobie sprawę z tego, jak jestem popularny. Poza tym nie dziwię się, że mam tak wielu fanów. Nie jestem kolejnym bezproduktywnym celebrytą. Wybiłem się, bo pokazałem, jak można się dobrze bawić, być sobą i mieć dystans do życia. Mnóstwo ludzi pisze do mnie. Opowiadają, że chcieliby być tacy jak ja.”

Niecyckanie się ze sobą, umiejętność celnej autodiagnozy, osobista klasa i oczytanie:

„Niestety, nie szukam na razie dziewczyny. Rozstałem się ze swoją narzeczoną w lipcu. To ona zerwała zaręczyny, a ja nie wiedziałem, co dalej zrobić z odzyskaną wolnością. Przypadek chciał, że zobaczyłem informację o castingu w telewizji i pomyślałem, że to może być moja szansa. Z drugiej strony musiałem odreagować po poważnym związku. Pomyślałem, że to jest okazja do zabawy i wyluzowania się. Widzowie myślą, że na co dzień imprezuję tak, jak jest to pokazane w programie. Gdyby tak naprawdę było, to już dawno jako alkoholik mieszkałbym pod mostem.”

Umiłowanie płci nadobnej i niespotykany szacunek dla kobiety:

„[dziewczyny] Oburzają [się]? One to kochają. Dziewczyny z całej Polski same do mnie piszą w e-mailach, że chcą zostać moimi gąskami. Niestety, nie szukam na razie dziewczyny. “trybson 2 images

I wreszcie, wreszcie – umiłowanie swojej Małej Ojczyzny:

„Dobrze mi tutaj [w Sosnowcu]. Jestem chłopakiem z osiedla, mam tu swoich ludzi, mam treningi MMA, z których nie chcę rezygnować. Poza tym, co za różnica, czy mieszkam tutaj czy w Warszawie. Pojawiam się na Mariackiej w Katowicach i od razu jest szał. Wystarczy, że jeden człowiek przybiegnie po autograf, to za nim rusza cały tłum. Zresztą zaczepiany jestem wszędzie – na ulicy, w kiosku, w kolejce do kina. Dziewczyny chcą, żebym autografy składał im na piersiach. Widać, że ludzie mnie podziwiają, gratulują mi odwagi i tego, że byłem sobą. Nie muszę więc pchać się do stolicy, żeby być na fali. […] Mnóstwo ludzi pisze do mnie. Opowiadają, że chcieliby być tacy jak ja.”

Oraz odporność na niezasłużoną krytykę, filozoficzny dystans do spraw ostatecznych i celność w pointowaniu:

„Jak dotąd nikt nie był na tyle odważny, żeby mi prosto w twarz powiedzieć, co mu się nie podoba. Nie zamierzam się przejmować komentarzami na swój temat, które pojawiają się w sieci. Łatwo jest siedzieć w zaciszu swojego pokoju i stukać w klawiaturę. W ten sposób można obrażać każdego i czuć się bezkarnym. Dlatego właśnie takiej krytyki nie uznaję. Poza tym uważam, że osoby wypisujące na mój temat obelgi są po prostu zakłamane.

Wszyscy od czasu do czasu się upijamy, wymiotujemy, mamy łóżkowe przygody. Takie po prostu jest życie. […]

Moja sława będzie trwała, bo o Trybsonie się nie zapomina. Na dodatek dzięki mnie wszyscy się dowiedzieli, gdzie jest Sosnowiec.”

Żal wielki, że przed przeczytaniem znakomicie zrobionego przez Michalinę Bednarek wywiadu z Pawłem „Trybsonem” Trybałą nikt mnie nie uświadomił, iż w telewizji leci program o tak wybitnych walorach edukacyjnych jak „Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy”. Nie obejrzałem niestety ani jednego odcinka, nawet nie wiem, w jakiej telewizji Trybson i spółka spółkowali. Taka strata!

Przejrzałem jednak najpoważniejsze źródła naukowe i dowiedziałem się, że „Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy” polega na tym, że parę absolutnie wyzwolonych dziewczyn i paru totalnie wyzwolonych młodzieńców przemieszkuje przez jakiś czas w wynajętej willi, oddając się stosownym rozrywkom: piciu na umór, żarciu, kopulacji i opowiadaniem pierdół, Trybson imageswspólnemu chodzeniu na zakupy, do łaźni i fryzjera oraz dyskotek. Gdyby nie te zakupy i dyskoteki, można by program ten wziąć za plagiat z „Dekamerona”, choć kto wie, może w osobie Trybsona także nowy Boccaccio się objawi?

Panny i młodzieńcy dobierani są do programu według specjalnego klucza (wgląd w zęby, biusty, pęciny i inne). Chodzi o to, żeby nie przynosili naszej Stolicy obciachu. Niewykluczone, że będą reprezentować Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Młodzieży.

Pozostaje kwestią sporną, czy w ostatnim czasie więcej dla promocji Sosnowca zrobił Mój Bohater „Trybson”, czy kobieta zwana matką małej Madzi z Sosnowca. Być może stosowne czynniki ustosunkują się do wypowiedzi bohatera.

Nie wiem też, czy w sosnowieckich szkołach uczą już o Trybsonie i jak Trybsona odbierają sosnowieckie „gąski”. Wyrażam nadzieję, że nie mniej entuzjastycznie od„gąsek” z ulicy Mariackiej w Katowicach.

Niniejszym proszę Trybsona o przesłanie mi za zaliczeniem pocztowym autografu na zdjęciu. Przechowam dla dzieci, na swoich przyszłych emeryturkach będą miały zabezpieczenie.

Mojemu Bohaterowi wróżę wielką karierę. Oczyma duszy widzę, jak za dwa lata zasiada w ławie poselskiej przy mosiężnej tabliczce z napisem „Trybson Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy”, reprezentując godnie – jako wybitny lokalny patriota – Sosnowiec.

W Polsce wszystko jest możliwe. Nawet cztery złota na jednej olimpiadzie.

Michał Waliński

18 lutego 2014 r.

Cały tekst wywiadu: http://sosnowiec.gazeta.pl/gazetasosnowiec/1,93867,15358314,Trybson__Dzieki_mnie_wszyscy_wiedza__gdzie_jest_Sosnowiec.html#TRLokSosnTxt#ixzz2tbMU0QGv

Zdjęcia ze strony: https://www.google.pl/search?q=%27Warsaw+Shore:+Ekipa+z+Warszawy&espv=210&es_sm=93&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=Sz4DU_CoJs3n7AaX-4CICQ&ved=0CDoQsAQ&biw=1366&bih=667

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s