Rak pęcherza. Byle do piątych urodzin

Włączyłem radio, kończyło się (niestety) spotkanie z dwojgiem specjalistów od raka. Może całą audycję wysłucham z podcasta. Głęboką refleksję wzbudziła we mnie informacja dotycząca raka pęcherza. Czterokrotnie częściej od kobiet chorują na tę odmianę raka mężczyźni. Czy za tę chorobę można zatem obwiniać przede wszystkim palenie papierosów? – dociekał doktor. Kobiet palących dużo jest dużo. Lekarz sugerował, że tak jak w przypadku raka prostaty u mężczyzn i raka sutka u kobiet, rak pęcherza u mężczyzn może być wywoływany przez czynniki hormonalne.

Nigdy się z taką hipotezą (?) nie zetknąłem. Ale jeśli tak jest, to niewielka ilość estrogenów wytwarzana w organizmie męskim musiałaby m. in. bezpośrednio oddziaływać na jego genom (na odpowiednie obszary DNA) i prowadzić do zmian, czyli powstania komórek rakowych. Być może narażeni na ukąszenie rakiem pęcherza sś mężczyźni bardziej „kobiecy”, których organizmy wytwarzają większą niż przeciętna ilość estrogenów? Zakładam przy tym, że „zainteresowany” osobnik płci męskiej nigdy nie używał „damskich” tabletek antykoncepcyjnych. …

Palił kiedyś, co prawda, mnóstwo papierosów, ale od kilkunastu lat używa tylko „czystej” nikotyny papieros elektroniczny, czasem nicorette). Przez dziesięć bitych lat mieszkał w pewnym pięknym archekturą mieście śląskim, które na przełomie lat 50. i 60. ub. wieku klasyfikowało się na samym topie (obok Chorzowa, Zabrza, Świętochłoeic, Piekar Śląskich) najbardziej zanieczyszczonych wyziewami i pyłem miast polskich.

Przez parę ładnych lat żył także w mieście opisanym przez Reymonta, które na przełomie XIX i XX w. powstało błyskawicznie, stając się głównym ośrodkiem przemysłu włókienniczego w Europie Środkowej. Stąd przez dziesiątki lat nieprzerwanym strumieniem perkaliki płynęły głównie do Rosji. Kiedy pociąg, którym nasz młody wówczas człowiek z wieloma nadziejami dojeżdżał w czasach PRL do miasta będącego niegdyś symbolem krwiożerczego kapitalizmu (i zarazem fascynującej wielokulturowości), do przedziału wagonu wdzierała się charakterystyczna woń chemikaliów. Po paru godzinach spędzonych w mieście z najpiękniejszą uliczną secesją na świecie drażniący „kubki” nosowe zapach „znikał”. Faktycznie to on nie znikał, ale każdy przyjezdny przyzwyczajał się, a przyzwyczajenie staje się, jak wiadomo, drugą naturą.

„Zainteresowany” mężczyzna polubił, a może i pokochał, oba wspomniane miasta, lecz to nie ma nic wspólnego z onkologiczną hipotezą hormonalną lub inną. Nawet sam Reymont nie jest tu niczemu winien.

Niczemu winne wydaje się także inne miasto, w którym spędził pięć lat życia. Bo pięć lat studiów oznacza pięć lat życia człowieka. Najbardziej intensywnego, najbardziej kolorowego i najbardziej głupiego. W tym mieście, uporczywie i nie bez powodu zwanym przez propagandę okresu PRL miastem „piastowskim”, „zainteresowanemu” hipotezą rakową mężczyźnie, bardziej niż kamieniczne leje po bombach na większości ulic w centrum, przeszkadzał bagienny, depresyjny klimat. Nie raz i nie dwa mężczyzna ów, wówczas młody i głupi, chociaż na swój sposób ambitny, kucając przy najniższych półkach w znamienitej i zasłużonej Bibliotece, w jej czytelni głównej, usiłując powrócić do pionu, doznawał niesamowitych zawrotów głowy, ba, zaćmienia w oczach i w mózgu, ale to nic wspólnego z estrogenami mieć nie mogło tym bardziej, że w tamtych czasach pojęcie estrogenu jeszcze chyba nie istniało.

Zatem zostawmy „odzyskanych”Piastów w spokoju, a nawet zostawmy w spokoju piwo „Piast” produkowane w tym mieście, o którym w tamtych czasach krążyły wśród studentów legendy, że robione na wodzie głębinowej, dociera nawet na stół królowej Elżbiety. Dobre wówczas było, fakt, co sprawiała woda czerpana ze studni głębinowych, a trzeba wspomnieć, że woda a kranów w tym piastowskim grodzie była wodą najgorszą w kraju i praktycznie nie nadawała się do picia. W szklance herbaty, po nalaniu, błyskawicznie powstawał centymetrowy, czasem grubszy biało-szaro-żółty kożuch.

Z kolei w mieście znanym z tradycji rewolucyjnych upamiętnionych niegdyś ogromną miedzianą iglicą, po przemianie ustrojowej zburzonej, przez prawie trzydzieści lat „zainteresowany” mężczyzna, zwany dalej ZM, uczył w jednej jedynej pracowni szkolnej, „odziedziczonej” po przesympatycznej i świetnej polonistce, która polonistycznie ukształtowała m. in. Krzysztofa Maternę. Ta „kultowa”, pożądana i nienawidzona przez uczniów pracownia charakteryzowała się tym, że nie miała otworu wentylacyjnego. Mężczyzna wietrzył ją nieustannie wiosną, latem i jesienią, a w ostre zimy w czasie przerw, ale…

Policzmy: 30 lat równa się ileś tam szkolnych miesięcy i tygodni (niegdyś pracowało się w soboty, ale ZM później i tak uporczywie prowadził szkolne koła w ten dzień tygodnia). Razy ilość lekcyjnych godzin. Razy przeciętnie 35 uczniowskich dusz. I tony dwutlenku węgla, które przez te lata wydobyły się z ich płuc i wchodziły trwale w interakcję z płucami „zainteresowanego” mężczyzny. Jak widać, dusze mają płuca. Na szczęście, nie wykluczało to interakcji zachodzących między mózgami uczniowskimi i mózgiem mężczyzny.

Oczywiście nie można w tym miejscu za cokolwiek obwiniać Krzysztofa Maternę. Należy raczej wyrazić nadzieję, że kolejni belferscy spadkobiercy „kultowej” pracowni nigdy nie będą mieć kłopotów ze swoimi pęcherzami moczowymi, chyba że będą to drobiazgi, które można „wyleczyć” przy pomocy licznych środków reklamowanych w telewizji. A dzisiejszym uczniom niechaj wszelka wiedza w mózgi łatwo wchodzi, bo umiejętności umiejętnościami, lecz bez wiedzy nie „zumiejętnieją”.

Wcześniej, gdy Iglica jeszcze wyróżniała to miasto, niemal codzienne obecność w równie zatrutej graniczącej z nim stolicy województwa, pod którym płynęła zatruta rzeka Rawa. I dotąd płynie.

Miasto, w którym mieści się wspomniana wyżej pracownia, jest miastem „rodzinnym” ZM. Cudzysłów wziął się stąd, że faktycznie ZM urodził się w osadzie kopalnianej w pobliżu tego miasta, która to osada później została wcielona do miasta, jak kilka czy kilkanaście innych. Kiedy więc ZM, nieoczekiwanie dla samego siebie, wrócił do swojego niby rodzinnego miasta w pierwszej połowie lat 70., miało ono powietrze niewiele czystsze od powietrza we wspomnianym wyżej mieście śląskim. Paradoksalnie, jedyna kopalnia, która do dzisiaj ostała się w tym mieście, pracuje w osadzie, w której, przy ulicy Targowej 8, urodził się mężczyzna. W kopalni tej przed drugą wojną światową nogę stracił Dziadek ZM, po którym ZM odziedziczył imię i praktycznie nic więcej.

We wspomnianym  odzyskanym grodzie„piastowskim”, u zarania może bardziej „czeskim”, później zdecydowanie niemieckim, „zainteresowany” mężczyzna mieszkał już na przełomie lat 40. i 50. Później mieszkał także parę lat w pewnym egzotycznym ośrodku dla dzieci koreańskich w pobliżu do dzisiaj często wylewającej i niebezpiecznej rzeki Bóbr.

Dużo później był też związany z innym bardzo „piastowskim” miastem, tym razem było to miasto portowe, aczkolwiek dosyć daleko od morza. Te jednak miejscowości z rakiem pęcherza zdają się nie mieć nic wspólnego. No, chyba żeby istniał jakiś ścisły związek z bardzo podłym, bo w tamtym czasie mocno rozwodnionym przez późno socjalistyczną nędzę i stan wojenny piwem „Bałtyk”, a może „Bosman”.

Ostatecznie, „zainteresowany” mężczyzna, uwzględniwszy i skalkulowawszy inne możliwości, uczepił się hipotezy „estrogennej”. W razie czego, jemu już nic nie pomoże, zaś modlić się nie będzie, bo jest być może, bez uciekania sie do protez, szansa na sukces dla innych. W czym? W odpowiednio sprofilowanych badaniach DNA. Za jakiś czas będzie to bajecznie tanie badanie, teścik jak na ciążę, w którą „zainteresowany” mężczyzna najprawdopodobniej nie zajdzie. Każdy jednak, odpowiednio wcześnie, będzie mógł się dowiedzieć, że – ewentualnie – grozi mu rak pęcherza lub inny. A im wcześniej się dowie, tym lepiej.

W każdym razie dla ZM najbardziej znaczącą porą roku stała się wiosna. Niekoniecznie kalendarzowa czy astronomiczna. Taka, kiedy na krzewach, później na drzewach, pojawiają się pierwsze bladozielone pączki rozbuchające błyskawicznie w nowe listki, kiedy w górach dotyka ręką świeżo narodzonych przebiśniegów, krokusików i przylaszczek i z uporem maniaka fotografuje je.

W tym roku byłyby to już piąte urodziny. Tak czy siak, ZM w góry jednak nie pojedzie.

Michał Waliński
7 stycznia 2014 r.

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Rak pęcherza. Byle do piątych urodzin

  1. Medium pisze:

    Znalazłam przypadkiem. Teraz słucham tego człowieka już trzeci dzień, by wyrobić sobie sensowną opinię. Wg mnie jakieś 90% racji, lecz znajduję też prywatny filtr, którego już z racji bycia mężczyzną używa 🙂

    Polubienie

  2. 16Siko15rek pisze:

    Wysłuchałem. Interesujące.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s