Boże, jak ten facet mówi! (odcinek nr 1)

Wszystko na jednym oddechu, a raczej wydechu. Może zresztą wdechu. Bez udziału przepony. Brzusznej, nie mylić z przyponą. Wszystko w jednej jednostajnej tonacji, z prędkością kałacha. Bez względu na to, o czym mówi – czy o ludziach chorych, ludziach samotnie spędzających święta, zarażonych AIDS, czy o halnym na Podhalu, trzęsieniu ziemi, które niechybnie nastąpi, czy o byłych cyckach Madonny, listach przebojów z 1897 roku, Dodzie lub nagniotkach Michaela Jacksona.

Aha, i te wyżyny intelektu, na które się wznosi, przeplatane najprzedniejszym humorem: „Nawet w święta można się doszkolić, pozdrawiamy, panie Błażeju”. Jeszcze jedno, bo bym (był; – por. forma czasu zaprzeszłego) zapomniał: facet jest fenomenem interpunkcyjnym, nie zna kropki ni przecinka. W dodatku ich nie stosuje. O średniku nie wspomnę, powszechnie jednak wiadomo, że średnik to wyższa szkoła jazdy. Mistrzem średnika był Henryk Sienkiewicz, chociaż to, co u Sienkiewicza między średnikami, dzisiaj jest mocno podejrzane. Włącznie z Nell i Stasiem, w którym kocha się, niestety, moja najmłodsza córka. …

Jest 25 grudnia 2013 roku, roku przeklętego, roku gorszego od raka i od syfa najbardziej syfiastego. Godzina 14.24. Nie wytrzymałem i, cały w emocjach, sprawdziłem radiowego „fenomena”. To „Playlista”. Prowadzi ją red. P. B., cytuję, „zawsze starając się zachowywać korzeń bluesowy.” Perełka,, chociaż wolę strofy o „korzeniu” (starszym) u Jana Kochanowskiego.

Wigilię i święta spędzam sam. Z absolutnie własnego wyboru. Red. P.B. sugeruje mi, że jedyną receptą na wszelkie dolegliwości, także społeczne i duchowe, jest słuchanie rozgłośni, którą on właśnie reprezentuje i w której imieniu głosi swoje nadzwyczajne mądrości.

W naszej domowej kuchni zwykle sączą się, cicho, głosy, melodie i dowcipasy z tej właśnie stacji. Na mocy nigdy niespisanego konsensusu rodzinnego. We wczorajsze wigilijne późne popołudnie, ilekroć wchodziłem do kuchni, by posmarować sobie pajdkę smalcem domowej roboty i wyjąć kolejną puszeczkę z lodówki, „natykałem się” na głos innego faceta z tej samej stacji. Ów facet coś niby na antenie gotował (może orła w czekoladzie?), może gotował naprawdę i jednocześnie prowadził audycję. Czasem puszczał muzykę i muszę przyznać, że raz czy drugi trafił się dobry dżezowy kawałek.

Ale ten facet głównie gadał, gadał i gadał, jak ja niegdyś na lekcjach polskiego. Czyli plótł androny. Inaczej niż ja na lekcjach polskiego, chociaż każdemu od czasu do czasu może się coś przytrafić. Przede wszystkim jednak ów mężczyzna upajał się timbre’m swojego własnego głosu: zupełnie samodzielnie się ściszał, pogłaśniał, mówił raz grubo, a raz cienko, raz wysoko, a raz nisko, modulował, kokietował, melorecytował, w porywach prawie śpiewał, cały czas jednak wsłuchiwał się czujnie właśnie w swój głos i w następnej linijce czynił niezbędne głosowe poprawki.

Słuchając go, miałem nieodparte wrażenie, że mówi nie do mnie, lecz do lustra, w którym się przegląda. Trudno byłoby znaleźć bardziej spektakularny przykład zakochania. Chciałbym tak kochać siebie. Tego nawet ksiądz Jan Twardowski nie umiał. Zastanawiałem się głęboko, kto zacz. To chyba ten facet, dzięki któremu upadł mur berliński, a w Chinach zrezygnowano z kultu Mao, pomyślałem. To było jakiś czas temu, wtedy gdy Wałęsa… Może coś mi się pomyliło. Zapewne z Wielkim Chińskim Murem.

Tę właśnie stację określiłem niegdyś radiem „aksamitnych”, zakochanych i zadufanych w sobie głosów. Zdecydowanie męskich, jak przystało na stację broniącą gender i feministek. I wpisujących się w dzieje polskiego infantylizmu, kabotynizmu i polskiej megalomanii. Nie winię za to piosenek, które puszczają.

I, masz babo placek! Pod wieczór, tego właśnie wigilijnego dnia, chciałem obejrzeć w TV przegląd goli z ostatniej kolejki PL, o tyle ciekawy, że niemy. Nim dotarłem do 2:3 Tottenhamu z Southampton (bez Boruca, Ku Źwa!), napadła na mnie pewna reklama. A w niej były bardzo dobry aktor, podkreślam: były, ponadto aktualny popularny, ale mierny kabarecista oraz jeszcze jeden man, chyba też kabarecista, wykonują bardzo głupie czynności, czyli, siedząc na długim zydlu, drą pierze na modłę „ludową” i buczą fałszywie na melodię pieśni „U prząśniczki siedzą” skomponowanej przez znanego twórcę ludowego Moniuszkę. Reklama ma być niby dla inteligentów, prawie jak orzeł w czekoladzie. W tle logo rozgłośni, o której wyżej mowa. Sens reklamy brzmi mniej więcej następująco: stacja nie nadaje bzdur, pokazuje je tylko w reklamie.

A mnie się wydaje, że jest dokładnie odwrotnie.

Michał Waliński
25 XII 2013 roku

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Boże, jak ten facet mówi! (odcinek nr 1)

  1. lemari pisze:

    Przede wszystkim jednak ów mężczyzna upajał się timbre’m swojego własnego głosu: zupełnie samodzielnie się ściszał, pogłaśniał, mówił raz grubo, a raz cienko, raz wysoko, a raz nisko, modulował, kokietował, melorecytował, w porywach prawie śpiewał, cały czas jednak wsłuchiwał się czujnie właśnie w swój głos i w następnej linijce czynił niezbędne głosowe poprawki.

    Ów tembr ma swój target, to … kobiety.Kiedyś na tłiterze dziennikarki zachwycały się głosem szpiona Vincenta Severskiego , cytat: „przechodzą mnie ciary”.

    Polubienie

  2. kojakopera pisze:

    Pan Stefan, w odróżnieniu od srebrnoustych celebrytów, cytatem nie sypnął, puentę komentarza pozostawiając wyobraźni czytelnika. Niech sobie czytelnik zachodzi w głowę, czy zapowiadany (dwukropkiem) cytat spoczywa na jakimś głębokim "drugim dnie", czy może wyparował (paląc się ze wstydu?). Bardzo ciekawy chwyt stylistyczny 😀

    Polubienie

  3. anonymous pisze:

    stefan writes:Przypomniały mi się dawne dzieje, kiedym zasiadał w senacie Uniwersytetu Wrocławskiego, wtedy jeszcze z niesłanej pamięci patronem w nazwie). Bez względu na temat głos zabierało dwóch profesorów. Ot, żeby sobie pogadać i przeczytać miesiąc później w przedkładanym do zatwierdzenie protokole "głos zabrał prof. J.K." lub "K.M" i mieć poczucie, że zapisują się w historii uczelni. Kiedy jeden z tych oratorów zatracił się w swej grandilokwencji siedzący obok mnie inny profesor szepnął mi do ucha:

    Polubienie

  4. Medium pisze:

    Originally posted by iambogna:

    To niestety wyglada juz na epidemie…

    Oni pewnie są już baaardzo zmęczeni mówieniem i sami potrzebują trochę posłuchać.

    Polubienie

  5. iambogna pisze:

    Mnie tez uderzylo porownanie z mowieniem do lustra. To niestety wyglada juz na epidemie… jako ze swietnie pasuje do niemal wszystkich medialnych wystepow – od prezenterow po goszczacych u nich politykow, uczonych, a nawet duchownych. Zamiast oczekiwanej, rzeczowej informacji odbiorca epatowany jest potokiem cytatow i racami dowcipu zachwyconych soba celebrytow.Laczac muzyczny temat z uwaga p. Medium o reklamie, mozna by tak sparafrazowac jedna z najbardziej znanych reklam: Maybe it's music, maybe it's my belle in 🙂

    Polubienie

  6. Medium pisze:

    Słuchając go, miałem nieodparte wrażenie, że mówi nie do mnie, lecz do lustra, w którym się przegląda.

    Ciekawe spostrzeżenie, szczególnie ze strony słuchacza. Proszę sobie wyobrazić, jak czuje się osoba mówiąca w eter szczególnie, gdy program nie zakłada kontaktu ze słuchaczami.Miał Pan może w tym zakresie jakieś doświadczenia? Zna Pan jakie radio od wewnątrz?

    A mnie się wydaje, że jest dokładnie odwrotnie.

    Obawiam się, że dziś reklama, jako bardziej dochodowa, skupia więcej profesjonalistów, zatem nie dziwota.Pozdrawiam świątecznie!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s