Sposoby obłaskawiania śmierci

[…]
W kulturze ludowej śmierć była niewątpliwie stałym, istotnym elementem życia; może najbardziej spektakularnie ilustruje to filozofia wielu przysłów: Co godzina bliżej śmierci; Dwóch śmierci nie będzie, a przed jedną nie ucieczes; Gdy śmierć zawita, o racje nie pyta; Jednemu śmierć, drugiemu chleb; Komu Bóg naznaczył, bez wojny (moru) umrze; Ma śmierć między zębami; Na śmierć nie ma sposobu; Od śmierci nikt się nie wykupi; Śmierci szukać nie trzeba, sama przyjdzie; Śmierć bierze stare i młode; Śmierć nie zna prawa żadnego, bierze z panem ubogiego; Śmierć wszystkich równa etc., etc. Swoją wymowę ma zresztą sama ilość przysłów tematycznie związanych ze śmiercią. …


O zbliżającej się śmierci wnioskował lud z niezliczonej ilości oznak, „zwiastunów”. Do oznak takich zaliczano np. niepłodną glebę, powstawanie głębokich bruzd w glebie, zaklęsłości terenu, usuwanie się gruntu, pojawianie się dużej ilości kretowisk i szkodników (w niektórych regionach przestrzegano nawet przed domokrążcami, którzy mogli handlować skórkami kretów czy łasek) , gromadzenie się zwierząt i ptactwa przed domostwami, zachowanie się zwierząt domowych (pies, koń, owce, kury i in.). i dzikich (sowy „pódźki”, puszczyki, jaskółki). Istotną rolę odgrywała interpretacja snów; negatywne symbole i obrazy senne to np. graniczne rowy, doły z brudną czy mętną wodą, pobielanie wapnem ścian izb mieszkalnych, utrata zębów czy podeszwy z buta, mokradła, walące się mury, węgiel, gęsi i szereg innych.

W niektórych okolicach śmierć można było sprowadzić albo można jej było uniknąć, posługując się tzw. Siedmioksięgiem Mojżesza . Ciekawy przykład podaje By- stroń: „Pobożniejsi przygotowywali sami trumny dla siebie, które potem czekały na strychach, najczęściej zbożem napełnione, przypomniając właścicielowi próżność tego życia groźnym memento mori; jeżeli zaś ziarno zaczęło się z trumny wysypywać, miano to za niewątpliwy znak zbliżającego się zgonu . Jak pisze cytowany przez Kolbuszewskiego Fischer, »Lud przywiązuje wielką wagę do tego czy śmierć ma przebieg zwykły i naturalny i dlatego lęka się zarówno nagłego zgonu jak i powolnego konania«. Długie konanie było oznaką grzesznego żywota. Któż nie grzeszy jednak? Starano się więc ,,pomóc” konającemu zwracając się do św. Barbary jako „patronki lekkiego konania”, innych świętych — patronów umierającego lub do znachorek. Kładziono go na słomie, klepisku, otwierano okno, by dusza odnalazła ujście (na terenach wschodnich robiono w tym celu specjalny otwór w dachu), podkładano grochowiny lub groch, palono kilka garści lnu, wkładano w rękę rączkę „niewinnego dziecka” itd.

Specjalnymi praktykami obudowywane były wypadki nagłej śmierci (samobójstwa, topielcy). Różne przekonania związane były z losem duszy zmarłego po jego zgonie. W niektórych regionach wierzono np., że w momencie zgonu dusza odrywa się od ciała i krąży po ziemi, udaje się na Sąd Ostateczny i wraca w dniu pogrzebu. Olbrzymia większość praktyk miała na celu przede wszystkim zabezpieczenie żywych przed ewentualnością powrotu i zemsty zmarłego. Wierzono, że może on wrócić pod postacią strzygi czy innego upiora. Zasłaniano tedy powieki zmarłego monetami, „by nie wypatrzył kogoś”, splatano mu ręce, „by nie pożądał już żadnych przedmiotów ziemskich” Zakazami objęte były rzeczy osobiste po zmarłym, jego „nieczystości”. „Na Warmi wodę [po ostatniej ablucji, M.W.] wylewa się przeważnie pod wóz, którym przewozi się trumnę na cmentarz, wierząc, że jak wóz przejdzie, to już mocy zlej nie ma lub że wodę tę trzeba tak wylać, by ptaszki nad nią prze fruwały, to będzie dobra.

Pewne praktyki magiczne towarzyszyły także tzw. pustym nocom (zwanych też stra-żami nocnymi czy opłakanymi nocami). Po śmierci obowiązywał zakaz wykonywania wielu czynności gospodarskich, m. in. rozpalania ognia i gotowania potraw. W izbie, w której leżał nieboszczyk, zasłaniano lustra (zobaczenie dwóch trupów wróży kolejną śmierć), przedmioty błyszczące, okna, czasem lampy. Gdy konający wydał ostatnie tchnienie, zatrzymywano zegar (współcześnie — obok utrzymywanego zwyczaju zasłaniania lustra — pojawił się zakaz otwierania radia czy telewizora. Rozbudowana magia towarzyszyła przygotowaniu zmarłego do „ostatniej podróży”, wykonywaniu odzieży, w którą będzie ubrany zmarły (np. zakaz robienia węzłów w nitkach, aby dusza się nie wplątała ), wkładaniu nieboszczyka do trumny czy zabijaniu trumny.

Magiczny charakter zabijania trumny nie jest, zresztą, dokładnie wyjaśniony. Kwaśniewicz podaje, że „używano ćwieków drewnianych (zwłaszcza osinowych), nigdy zaś gwoździ, które ze względu na własności izolacyjne przypisywanie stali uniemożliwiałyby zmarłemu powstanie z grobu na Sąd Ostateczny ; Baranowski stwierdza, że w XVII i XVIII wieku, „jak wiemy, używano także bardzo drogich wówczas gwoździ żelaznych. Być może wiązało się z wierzeniem, że żelazo posiada specjalne właściwości magiczne” , zabezpieczające przed możliwością wyjścia z grobu nieboszczyka pod postacią strzygonia. Jak widać, użycie żelaza prowadzi do swego rodzaju konfliktu interesów; nie wyjaśnimy tej kwestii dopóty, dopóki nie poznamy …szczegółowej trasy wędrówek duszy.

Odrębny rozdział to cały system obrzędowego zawiadomiania o śmierci, znaków informacyjnych, pełniących dwojakie, co najmniej, funkcje: „wyizolowania” — ze względu na potencjalne niebezpieczeństwo dla innych — domu, w którym ktoś zmarł, i funkcję inte-grującą społeczność . W całej Polsce był niegdyś powszechny zwyczaj zawiadamiania o śmierci gospodarza bydła i pszczół. Magią zabezpieczającą żywych, zwłaszcza najbliższą rodzinę zmarłego, obwarowany jest moment wynoszenia trumny z domu (zwykle nie mogą tego robić najbliżsi; wynosi się trumnę z domu żałoby „nogami do przodu”; otwiera się szafy i kufry w celu ułatwienia zmarłemu zabrania rzeczy osobistych , uderza się trumną trzykrotnie o próg domu, kładzie w momencie przekraczania siekierę na progu ; otwiera wrota budynków gospodarskich celem zawiadomienia zwierząt domowych o wyprowadzeniu zwłok gospodarza — niektóre z tych czynności wykonuje się gdzieniegdzie i w dniu dzisiejszym ), trasa konduktu pogrzebowego (szczególną funkcję odgrywają tu punkty graniczne, krzyże, figury przydrożne; nie wolno przechodzić w poprzek konduktu, nie wolno patrzeć na kondukt przez okno, jeść i pić w tym czasie ; nie wolno do wozu z trumną zaprzęgać źrebnej klaczy ; w pewnych regionach za trumną nie powinni kroczyć niektórzy najbliżsi, np. matka zmarłego dziecka lub brzemienna kobieta ; za zwiastun nieszczęścia uważa się spotkanie konduktu idącego z przeciwka lub „zderzenie” konduktu z weselem etc.).

Duża ilość zakazów i nakazów towarzyszyła składaniu trumny do grobu. Czasem unoszono jeszcze w tym momencie- na chwilę wieko trumny, „aby Wszyscy ostatni raz mogli popatrzeć na zmarłego” , lub sprawdzić, czy zmarły „leży jak trzeba” . Rzucano — najczęściej trzykrotnie — grudki ziemi na mogiłę, choć nie powinna tego robić najbliższa ro-dzina „z obawy, aby nieboszczyk nie pociągnął ich na tamten świat” i „nie należy w tym czasie płakać i myśleć zbytnio o zmarłym, bowiem ten nie łatwo rozstanie się z otoczeniem i nie będzie miał odpowiedniego spokoju” . W pewnych okolicach nie wolno było formować zamkniętego koła wokół mogiły w obawie, że nieboszczyk „pociągnie kogoś za sobą”; gdzieniegdzie wnioskowano ze sposobu formowania mogiły czy zmarły nie jest strzygoniem (zdarzały się w związku z tym nawet przypadki ekshumacji zwłok i „unieszkodliwiania” trupa).

Wreszcie sprawa pośmiertnego wyposażenia zmarłego w dalszą drogę, o czym pisze Kolbuszewski. W dobie staropolskiej „Zmarłym kładziono do ust pieniążki, a na grobach składano chleb, mięso, piwo, monety — to wszystko stanowić miało zaopatrzenie na »pozaświatową« drogę” ; stawiano jadło obok zwłok nieboszczyka leżących w izbie , kładziono do trumny szereg przedmiotów osobistego użytku (zdarzała się nawet butelka wódki czy gotowana kura ), czasem wrzucano je do grobu . Także i powszechny na wsi zwyczaj urządzania stypy wiąże się ze sprawą jak najlepszego wyposażenia zmarłego w podróż „w zaświaty”. W jej trakcie „pito na cześć zmarłego i rzucano pod stół kąski z każdej potrawy” . Wierzono, „że na tej uczcie obecny jest duch zmarłego. Gdzieniegdzie stawia się nawet pusty stołek, czasem nakryty ręcznikiem płóciennym, na którym była spuszczana trumna do grobu […]. W niektórych wsiach na ręcznikach tych kładzie się jedzenie, aby je po przyjęciu, o 12 w nocy zanieść na krzyżówki, odprowadzając ducha” . Zwyczaj odbywania stypy tłumaczy się pozostałościami dawnych pogańskich obrządków — uczt pogrzebowych wyprawianych na cmentarzach ; ich refleksem są współcześnie biesiady cygańskie na grobowcach zmarłych (z obrzędami pogańskimi wiąże się także wspomniany wcześniej zwyczaj „pustych nocy” , które niepozbawione były w pewnych okolicach elementu biesiadnego, a nawet zabawowego ).

Praktyka wyposażania zmarłego w dalszą drogę ma wyraźnie ambiwalentny charakter; trudno orzekać arbitralnie czy jest ona bardziej przejawem troski o dobro zmarłego, czy bardziej dyktuje ją chęć jak „najskuteczniejszego” (= raz i na zawsze) odprawienia nieboszczyka. Rozbudowany system „zabezpieczeń” przed niebezpieczeństwami związanymi z ewentualnym „powrotem” duszy zmarłego — którego ilustracją są zebrane przykłady — wskazywałby, iż chodzi bardziej o ten drugi aspekt. Rozpatrując zagadnienie magii funebralnej w Polsce (wykazującej zresztą szereg cech wspólnych ze Słowiańszczyzną), warto odwoływać się także do danych dotyczących kultur pierwotnych czy innych kręgów religijno-kulturowych.

Zatrzymaliśmy się na chwilę przy owych sposobach „oswajania”, „obłaskiwania” czy „wykpiwania” śmierci. Była śmierć w kulturze ludowej „przeciwnikiem”, którego trzeba „zwieść”, „pokonać”, używając pewnych „wybiegów”, ale była również jakby „partnerem”, a przynajmniej przeciwnikiem o „ludzkiej twarzy”. Porażka z takim przeciwnikiem wydaje się mniej bolesna. Liczne przykłady magii związanej ze śmiercią przywodzą na myśl przypuszczenie, iż istniał zapewne niegdyś w kulturze ludowej spójny i bardzo logiczny system zachowań magicz-no-obrzędowych, których generalną funkcją było zapewnienie „przewagi” „świata żywych” nad „światem umarłych”. Znaczenie wielu symboli i zachowań uległo zatarciu w pamięci zbiorowej, o wielu z nich można zaledwie domniemywać, niemniej przytaczane przez literaturę etnograficzną przykłady dowodzą istnienia takiej „żelaznej” logiki. Bez względu na to jak je zaklasyfikujemy — jako „magię”, „przesąd”, „zabobon” — zasługują one na uwagę i szacunek jako swoisty rodzaj racjonalizowania zjawiska śmierci, którego funkcja psychoterapeutyczna nie ulega wątpliwości. Warto może było zatrzymać się przy technice „oswajania śmierci” charakterystycznej dla kultur folklorystycznych i z tego względu, że obrazują one znakomicie, w jak odmiennej pozycji wobec zjawiska śmierci znajduje się człowiek współczesny. Człowiek ten, rzeczywiście, w jakiś sposób „uniewrażliwił się” na to zjawisko, a jednocześnie — kiedy już wkracza ono do jego świadomości — staje absolutnie wobec niego bezradny. (Mowa o zwyczajnych, „przeciętnych” ludziach, a więc …większości; w innej nieco — lepszej? — sytuacji jest np. filozof czy intelektualista, który — tworząc abstrakcyjne konstrukty myślowe — posiadł w jakimś stopniu sztukę autopsychoterapii . Człowiek ten dopiero na nowo usiłuje „oswoić” śmierć i szuka nowych form skutecznej psychoterapii śmierci.

Jeszcze jedna uwaga, być może potrzebna w kontekście artykułu Kolbuszewskiego, bo obrazuje zawiłą ewolucję cmentarza, zanim stał się „tekstem kultury” (w rozumieniu autora). „Choć pamięć o zmarłych przodkach zachowywała się w rodzinach chłopskich dość długo, groby ich bliskich ulegały szybkiemu zniszczeniu — pisze historyk kultury staropolskiej. Chłopów chowano na cmentarzach koło kościołów, a miejsce ich wiecznego spoczynku często przekopywano na groby dla następnych zmarłych. Na cmentarzach odbywały się rozmaite uroczystości, m. in. kiermasze i odpusty. Produkowali się wówczas kuglarze, awanturowali włóczędzy. W rezultacie zdarzało się, że cmentarz przypominał w dni świąteczne wrzaskliwy jarmark. W dni powszechne pasły się tam kozy, krowy i inne czworonogi służby kościelnej, silą rzeczy groby chłopskie ulegały więc szybkiej dewastacji […]” . Lud posiadał rozbudowany dział „wierzeń pośmiertnych” związanych z konwencją „śmierci oswojonej”, obejmujący także praktyki związane z odwiedzaniem grobów i cmentarzy. Charakterystyczne są jednak przykazania synodów biskupich w XVI, XVII i XVIII wieku, obejmujące np. zakaz wpuszczania i wypasania na cmentarzach bydła i trzody, nakaz ogradzania cmentarzy, zakaz zawieszania na cmentarzach pościeli, wystawiania i mycia naczyń kuchennych i browarnych, przesiewania i suszenia zboża, zawieszania sukien świeckich i bielizny, jeżdżenia przez cmentarze i odbywania na nich targów, nie wspominając o zaleceniach utrzymywania czystości” . I z tej atmosfery coś się utrzymało na cmentarzach polskich do dnia dzisiejszego.
[…]
Michał Waliński

Pominąłem przypisy. Całość felietonu:

http://pl.scribd.com/doc/149151947/Micha%C5%82-Wali%C5%84ski-Sposoby-ob%C5%82askawiania-%C5%9Bmierci-Cmentarze

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Sposoby obłaskawiania śmierci

  1. Medium pisze:

    Originally posted by kojakopera:

    Co kraj, to obyczaj.

    Prawda. Śmierć Malczewskiego można nawet już teraz kupić, oczywiście kopię 🙂

    Polubienie

  2. 16Siko15rek pisze:

    Dziękuję. Obejrzę.

    Polubienie

  3. kojakopera pisze:

    Tu można obejrzeć tybetański rituał pogrzebowy "jhator":

    Polubienie

  4. Medium pisze:

    Dziękuję, chętnie zajrzę!

    Polubienie

  5. Medium pisze:

    Pani Bogno, naprawdę dość składania jakichkolwiek ofiar, a w szczególności ofiary szacunku dla bezmyślnej kontynuacji jakichkolwiek kultów, a w szczególności tych, które doprowadzają świat do destrukcji. Należy zrozumieć cel wykonywania wszystkich tych czynności, które tradycja zawiera i zaleca.Trzeba zmienić ścieżkę z ciemnej na jasną, demony na żywych bogów. W ludziach nie eksponować wad, a mówić o zaletach, przyjąć proste i jasno prawe (libo w kon, libo won). Kon oznaczał prawo, zasady rządzące rodem. Kto nie chciał żyć w konie, szedł za kon (stąd zakon) :)Proszę sobie przypomnieć księdza Robaka (sic!)…I tu anegdotka wprost z życia wzięta. Pewna gospodyni gotując szynkę na święta zawsze przycinała jej końce. Jej córka patrząc rokrocznie na matczyne czynności po latach zapytała o cel tego przycinania. Dostała odpowiedź, że tak robiła babcia.Córka postanowiła rozpytać żyjącą jeszcze babcię i okazało się, że czynność tę wykonywała prababcia, ponieważ… miała za mały garnek! 😀

    Polubienie

  6. iambogna pisze:

    Bezwarunkowo sie z Pania zgadzam, ze – "Należy zrozumieć cel wykonywania wszystkich tych czynności, które tradycja zawiera i zaleca."Taki m.in. cel przyswieca mojemu blogowaniu na temat religii. Zapraszam serdecznie.

    Polubienie

  7. iambogna pisze:

    Ma Pani racje, ze wzgledow higienicznych najbardziej wskazana jest kremacja – skadinad sugerowana juz w biblijnej ksiedze Rodzaju 3:19 – ktora, niestety, nie stala sie praktyka judeochrzescijanstwa (ale powoli sie nia staje).W przypadku Tybetanczykow – ktorzy praktykuja takze obrzed stupa, czyli calopalenie zwlok – wzgledy higieniczne sa na pewno b. wazne, jednak opisany wyzej jhator jest przede wszystkim ceremonia religijna – ofiarowaniem ciala sepom – i splaceniem w ten sposob dlugu przyrodzie-zywicielce. I to mnie szczegolnie w tym obrzedzie ujelo. Analogiczne motywy (à rebours) leza u podstaw modlitw, ktore amerykanscy Indianie kieruja przy posilkach nie do bostwa, lecz do ducha zabitego zwierzecia, dziekujac mu za ofiare, jaka jest spozywane mieso.

    Polubienie

  8. Medium pisze:

    Originally posted by iambogna:

    czy naprawde nie robimy tego samego… oddajac pochowanych zmarlych na zer robactwu

    My nie tylko zmarłych oddajemy robactwu żer, a sami pozwalamy się jeść za życia! Nasz zbiorowy umysł podporządkowany jest interesowi zbiorowego umysłu pasożytów, które w nas żyją. Dane epidemiologiczne są przerażające, dotyczy to nie tylko ludzi, lecz także innych stworzeń (ptaki, ryby, itd.).Cóż to takiego zbiorowy umysł i jaka jest jego moc wie np. każdy pszczelarz.Originally posted by MichałWaliński:

    Wydaje mi się, że ten rodzaj pochówku jest podyktowane w dużej mierze względami higieniczno-sanitarnymi, tam nie ma miejsca na cmentarze w naszym rozumieniu.

    Ani na materiał palny. "Demony" zmarłego porywają i roznoszą ptaki…Co higieny, to ogień jest niestety najlepszy!

    Polubienie

  9. 16Siko15rek pisze:

    Originally posted by iambogna:

    Obyczaje pochowkowe innych kultur moga sie nam wydawac barbarzynskie albo wrecz nieludzkie, jednak po dluzszym zastanowieniu roznice przestaja byc az tak znaczace.

    Zgadzam się. Nie tak dawno oglądałem dokument o ludziach gór z różnych stron świata (chyba "Discovery") i widziałem ów obrzęd, o którym piszesz. Robi niesamowite wrażenie. Sam przemarsz do cypla górskiego (miejsca pochówku) trwa parę godzin. Potem obrzęd właściwy. Konsumpcja trupa przez ptaki trwa chwilę, ludzie zresztą ułatwiają "rzecz" ptactwu, odsłaniając zwłoki z giezła. Wydaje mi się, że ten rodzaj pochówku jest podyktowane w dużej mierze względami higieniczno-sanitarnymi, tam nie ma miejsca na cmentarze w naszym rozumieniu.

    Polubienie

  10. iambogna pisze:

    No wlasnie. Obyczaje pochowkowe innych kultur moga sie nam wydawac barbarzynskie albo wrecz nieludzkie, jednak po dluzszym zastanowieniu roznice przestaja byc az tak znaczace. Pamietam swoja wlasna – taka wlasnie – pierwsza reakcje na wiadomosc o praktykach tybetanskich, gdzie rozczlonkowane zwloki ofiaruje sie na zer sepom. W ten sposob Tybetanczycy zwracaja dlug karmiacej ich przyrodzie (przy czym, co wazne, respektuja zakaz tej formy pogrzebu w przypadku zmarlych na grozne choroby zakazne).Dla nas byloby to rownoznaczne z bezczeszczeniem zwlok, ale czy naprawde nie robimy tego samego… oddajac pochowanych zmarlych na zer robactwu (jednak bez tak altruistycznych wobec przyrody motywacji)?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s