Oj, źle jest ptaszkom zimą…

W ubiegłym tygodniu (30 stycznia 2013 r.) prof. M. Środa, celebrytka naukowa i feministyczna, swój cotygodniowy felieton w „GW” poświęciła pilnej potrzebie dokarmiania ptactwa zimą. My, ludzie, siedzimy sobie i śpimy w ogrzanych mieszkaniach, jak nam się zachce, odgrzewamy sobie makaron lub wodziankę i popijamy gorącą pyszną herbatką lub grzańcem, a nawet grzanką, a gdy nam dalej zimno, bierzemy wspólnie gorący prysznic lub uprawiamy gorący seks, tymczasem ptaszki siedzą zmarznięte na gałęziach, nie mają co do dzióbka włożyć, nie mają własnego prysznica i czym popić, bo woda zamarzła, a o grzanych trunkach i ognistej kopulacji mogą tylko pomarzyć. …

Oj, źle jest ptaszkom zimą…

Nie mam nic przeciwko ptaszkom, ale nawet średnio rozgarnięty umysłowo absolwent dzisiejszego gimnazjum wie, że dokarmianie ptaków (i nie tylko ptaków) to w zasadzie czyn zbrodniczy. W zasadzie wszystko, co żre człowiek, nie nadaje się na pożywienie dla ptaków, nawet suchy chleb, bo sól ptactwu szkodzi. Dokarmianie ptaków nie tylko zimą jest zatem czynem nieetycznym i niezgodnym z imperatywem kategorycznym Kanta, gdyby ten mógł być odniesiony także do zwierząt, a ptaki znalazłyby sposób, aby dokarmiać ludzi na przykład wilczą jagodą czy wywarem z igieł cisu. Najprostsza zasada etyczna w odniesieniu do ptaków i zwierząt powinna brzmieć: nie wtrącaj się, człowieku, do ich życia, ale rzecz jasna człowiek już tyle złego od wykształcenia się z małpy nabroił, że zastosowanie tej zasady in extenso nie jest możliwe.

Oj, źle jest ptaszkom zimą…

Nie ma więc co się dziwić, że odezwały się nożyce, czyli dziennikarka celebrytka Monika Olejnik. Tym razem jednak Olejnik żadne prawa zwierząt nie obeszły, nawet prawo silniejszego, nawet kwestia doboru naturalnego i walka o byt, chociaż gdybyśmy prawa ewolucji przenieśli do świata na styku żurnalistyki i polityki, mogłoby się okazać, że w tym świecie Monika Olejnik jest jak płachta na przysłowiowego byka, krew dla rekina, truchło dla sępa lub Valeriana officinalis dla kocura. Jej dziennikarskim powołaniem wydaje się być podżeganie do rytualnych starć samców, drażnienie ego i dobrego samopoczucia samic, napuszczanie jednych na drugich czy drugie na pierwszych (lub odwrotnie albo wzajemnie), ergo wyzwalanie w wywołanych do mikrofonu szczęśliwcach (?) instynktów i emocji, które od wieków usiłuje w człowieku stłumić tzw. kultura, gdyż jak wiadomo, tzw. kultura jest od zawsze źródłem niebywałych wyrzeczeń i cierpień i człowiek nie byłby człowiekiem, gdyby nie skorzystał z każdej nadarzającej się okazji, aby rozluźnić nieco jej sztywny gorset. Z tego punktu widzenia uważam nawet działalność dziennikarską Moniki Olejnik za pożyteczną, ostatecznie oferuje w swoich audycjach drogim bliźnim, tym, których na to stać, coś na kształt zaspokojenia zastępczego połączonego z seansem terapeutycznym, oferując im coś w rodzaju freudowskiej kozetki. Jak zbrakło Freuda, to dobra i sama kozetka.

Oj, źle jest ptaszkom zimą…

Moniki Olejnik żadne prawa zwierząt w ostatnim czasie nie obchodzą , znana dziennikarka od paru dni szukała najwyraźniej pretekstu, żeby wbić jak największą i możliwie zardzewiałą szpilę w ego celebrytki feministki prof. Magdaleny Środy, bo obie panie chyba niezbyt się lubią. I doczekała się, gdyż jak wiadomo cierpliwość bywa czasem cnotą i bywa wynagradzana przez los. Mogła więc wreszcie Olejnik na swoim blogu napisać: „Magda Środa dostała obietnicę jedynki na liście do PE, więc zamiast pisać o Palikocie polującym na Nowicką, pisze o karmieniu ptactwa.” Bo jak wiadomo, nieco wcześniej Magdalena Środa napisała źle, i to bardzo źle, o Monice Olejnik i Tomaszu Lisie jako dziennikarzach: „Niektórzy, by wywołać skandal, zakładają swoiste laboratoria i ciężko w nich pracują — pisała o nich Środa. Ich praca przypomina pracę chemików: jak połączyć różne ludzkie ingrediencje, żeby całość była tak wybuchowa i niestrawna, by zwiększył się poziom oglądalności, a skandal pobrzmiewał długo po eksperymencie. W ciągu ostatnich miesięcy powstał częściowy przepis na dobry skandal. Jego nieodłącznym elementem jest Terlikowski – bohater przekazywany sobie z rąk do rąk przez wszystkich tych dziennikarzy, których zarobki związane są z oglądalnością. Dla Terlikowskiego temat się zawsze znajdzie, a jak nie, to tym gorzej dla tematu, bo Terlikowski i bez tematu będzie skandalem. Lis i Olejnik konkurowali ze sobą o dobry przepis na mocny skandal, lansując na potęgę Terlikowskiego, i zdaje się, że ostatecznie wygrała Olejnik.”

Oj, źle jest ptaszkom zimą…

Celebryta i żurnalista Tomasz Lis, skądinąd zresztą jak zwykle, gdy jest atakowany, zaczął sporządzać tasiemcowe statystyki dotyczące swoich wystąpień medialnych i ich okoliczności, potwierdzając tym samym opinię Środy, że jest uzależniony od „klikalności” bardziej niż ja i moje córki od mocnej herbaty.
„Zjechanie Lisa i Olejnik w komentarzu nieźle nakręca klikalność, prawda?” — odgryzła się krótko i zdecydowanie pytaniem retorycznym celebrytka i żurnalistka Olejnik i chwała jej za zwięzłość.
Jak dotąd, nieźle się bawimy, chociaż chętnie zamieniłbym nobliwe słowo „laboratorium”, którego użyła celebrytka, etyczka i feministka Środa, na panopticum lub jeszcze coś gorszego.

Zastanawiam się, co będzie, gdy kiedyś jakiś celebryta i myśliciel Terlikowski zagryzie Lisa, a jakaś Środa zagryzie jakąś Olejnik? Nic, tylko Terlikowski i Środa będą musieli wziąć w swoje ręce mikrofony i kamery i poprowadzić ten cyrk dalej… Wyjaśniam, że zaimków nieokreślonych „jakaś”, „jakiś” nie użyłem w odniesieniu do określonych osób z niegrzeczności. Wszystkie przywołane nazwiska to dla mnie pewne znaki pewnych postaw. Kiedyś w trzecim tomie „Historii mediów w Polsce” będą pisać: „Epokę Moniki Olejnik i Tomasza Lisa w mediach w Polsce, charakteryzował…” Dopiszcie sobie, Państwo, sami.

Oj, źle jest ptaszkom zimą…

No może nie jest tym ptaszkom aż tak źle, bo w dzisiejszej „GW” wziął je w obronę celebryta biolog uniwersytecki i polityk Stefan Niesiołowski. W tym akurat pojedynku profesorów Środa jest chyba bez szans z natarciem fachowca, gdyż jak wiadomo, naukowcy są dzisiaj bardzo wąsko wyspecjalizowani i taki naczyniowiec, jeśli przychodzisz do niego na przykład z tętniakiem aorty w brzuchu, nie zajmie się twoją owrzodzoną od wylazłych żylaków nogą, nawet gdybyś mu ją pod nos podtykał, bo a) albo się nie uczył o nodze; b) albo dzisiaj przyjmuje tylko aorty, więc możesz, baranie, przyjść za rok, jest nadzieja, że po drodze trafi cię szlag.

Niesiołowski wykazał, że Środa jest absolutną biologiczną i zoologiczną ignorantką, wystawiając jej za felieton o ptaszkach ocenę niedostateczną. W moim przekonaniu braki w wiedzy zademonstrowane przez panią profesor są rzędu takich, których nie popełniłby maturzysta, zwłaszcza po starej maturze i zwłaszcza po lekcjach biologii u prof. Kruszyńskiej. Coś mi się widzi, że „nawet” wiedza wyniesiona z lektur współczesnych psychologów ewolucyjnych, etologów czy socjobiologów ( Konrad Lorenz, Wolfgang Wickler, Edward Osborne Wilson), którzy często w rejony etyki wkraczają, pozwoliłaby uniknąć wielu błędów, nie mówiąc o tezie zasadniczej, że dokarmianie ptaków jest działaniem wbrew ewolucji. Zgadzam się z Niesiołowskim, gdy powiada, że nie warto czepiać się przedszkolanek i nauczycielek klas początkowych, które małe dzieci do dokarmiania ptaszków nakłaniają, bo w tym wypadku szkoda niewielka, a potencjalny pożytek duży, gdyż takie przyuczone dziecko może za lat kilkanaście przywiązać się do drzewa i skutecznie storpedować plany budowy mostu pod autostradę przez środek jeziora Śniardwy.

Felieton Niesiołowskiego jest znakomity (forma, styl, wiedza, błyskotliwa inteligencja). „Byłoby dobrze, gdyby na tematy biologiczne nie wypowiadali się ignoranci. […] Dlaczego >>troska<<, o której pisze pani Środa, ma nie obejmować innych gatunków? A ssaki ? W Warszawie żyje ich kilkadziesiąt gatunków […] Kiedy taki pająk uprzędzie pajęczynę i nic nie wpadnie, to może brygady pani prezydent Warszawy wrzucałyby muchy, a pająki bezsieciowe (skakuny) może dokarmiać pęsetą, a wije, ślimaki, małże, wodopójki […] Wybiórczość pani prof. Środy jest niezrozumiała. Nie ma niepotrzebnych zwierząt, tak jak nie ma niepotrzebnych ludzi […] Dobrze, aby na tematy biologiczne wypowiadały się osoby mające pojęcie o biologii, bo inaczej popadamy w szkodliwy sentymentalizm, dobry do opowiadania dzieciom o Calineczce, co nie chciała wyjść za Pana Kreta.” — pisze profesor.

Poznajemy tym samym jakby inne oblicze człowieka, który od lat marnotrawi czas na politykę.

Oj, źle jest ptaszkom zimą…

Co dalej? Nic nowego. Pewnie Środa odgryzie się Olejnik, Olejnik— Środzie, Środa —Lisowi, a Lis zapewne Maciejowi Mrozowskiemu, który ostro i jak najbardziej słusznie skrytykował „sztukę” wywiadu a la „Newsweek” i „Wprost”. Terlikowski, może do spółki z posłem Johnem Abrahamem Godsonem, potępią w szoł pt. „Tomasz Lis na żywo” [czy dałoby się na nieżywo”; M. W.] liczne akty aborcji, masturbacji i homoseksualizmu u zwierząt. Zaś publiczna żenująca dyskusja na temat płci konkretnej publicznej osoby będzie jeszcze długo trwać, bo to się mediom opłaca.

Oj, źle jest ptaszkom zimą…

Marzy mi się Polska, w której wszyscy zajmują się tym, na czym się znają albo tym, co robią dobrze. Niechby Niesiołowski odczytywał na kolejnych posiedzeniach Sejmu kolejny świetny felieton i poza tym głosu nie zabierał. Niechby Środa zajęła się stworzeniem wielkiego systemu etycznego, niechby nawet obejmował feministki. A Olejnik i Lis? W Polsce ciągle słabo rozwinięta jest sfera usług, może by do spółki jakiś magiel otwarli? Albo dobrą masarnię? Może do klasztorów kontemplacyjnych — oddzielnie — by wstąpili i pomedytowali nad sensem życia? Z działalności, którą się aktualnie parają, nie ma najmniejszego pożytku. Czy oni zresztą kiedykolwiek, stojąc przed lustrem, zadali sobie pytanie, na ile, wykonując swój zawód, są pożyteczni?

Oj, źle jest ptaszkom zimą…

Sam nie wiem. Może już lepsze są informacje typu: „Doda pokazała majtki”, „Mucha ma coraz większy brzuszek”, „Cichopek ma nowego facia” niż opisane wyżej (pokrótce) wyczyny utytułowanych mniej lub bardziej wątpliwych autorytetów?

Oj, źle jest ptaszkom zimą…

Michał Waliński
6 II 2013 r.

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s