Kuba apostata. Czy ogłoszą żałobę narodową?

1.

Jak donoszą „Gazeta Wyborcza” i inne media (29 I 2013 r.), Kuba Wojewódzki, wirtualnie dziennikarz, w realu celebryta, aktor i przyjaciel Ukrainek, dobrowolnie, z własnej woli, dokonał aktu wystąpienia z Fecebooka. Akt wystąpienia poprzedziła dwutygodniowa medytacja w klasztorze poza granicami Polski, gdzie zainteresowany nabierał dystansu do spraw doczesnych i przejrzał na oczy. Tym samym porzucił Kuba, jako głowa Fanpage’u ponad 1100000 wyznawców Kościoła Wojewódzkiego. Z pewnych przesłanek wynika, że Jakub W. jest świadom konsekwencji kanonicznych, jakie ów akt pociąga za sobą. W zgodzie ze zwyczajem podał też powody dokonania apostazji. „Ten profil przyciągał tak złe emocje jak wrak Tupolewa” — oświadczył.
Zaczęła mu doskwierać „ilość świrów, maniaków, brudu, sekty narodowej i kibolstwa” wśród wiernych skupionych w Fanpage’u. Wierni, zamiast skupić się na wierności, modlić i poprzestawać „na małem”, co zalecał już mistrz Jan Kochanowski, wylewali całe wiadra pomyj i załatwiali swoje brudne interesy. …

Z niektórych przesłanek wynika, że przyczyna apostazji Kuby wiąże się z jego znaną powszechnie wrodzoną skromnością i faktem, że wszedł w okres męskiej menopauzy: „Ja jestem 50-letnim facetem, który nie jest dzieckiem internetu, a histeria lajków nie jest moją histerią. Nigdy nie byłem bohaterem masowym. Ani tego, co robię w telewizji, ani w radiu, nigdy nie uważałem za masowe. Nie interesowała mnie ani masowa popularność, ani masowa turystyka, ani masowy gust. A ilość cudzych spraw, ilość świrów, maniaków, brudu, która wylewała się u mnie na profilu, zaowocowały tym, że postanowiłem go usunąć. Mój profil miał służyć do wymiany myśli związanych z tym, co robię, z moją aktywnością, ale nie służył.” Zbyt licznych wiernych trudno kontrolować: „Bo nie ma co ukrywać, że tłum przyciąga wariatów i ten milion fanów czasami jest większym zagrożeniem niż dowodem sympatii” — tę wiedzę posiadł Kuba już po trzech latach, bo tyle liczy historia jego sekty na FB.

Słowo sekta padło tu nieprzypadkowo. Kuba albowiem daje wybranym followersom, sorry: wyznawcom, nadzieję — chce, wygnawszy ze świątyni nienawistników, fanatyków, wariatów i przekupniów, założyć ruch odnowy. Gdzie? Na FB oczywiście. „Chcę zacząć z własną religią i z własną małą sektą, z ludźmi, którzy nie są zainteresowani tylko hałasem. Ja się stałem galerią handlową cudzych spraw, tablica na moim profilu stała się wycieraczką cudzych problemów. To nie do końca temu ma służyć, bo ja nie jestem portalem społecznościowym, tylko facetem, który ma określony światopogląd, określoną aktywność.”

2.
Życzymy powodzenia kaznodziei Kubie W. w rekrutacji do nowej sekty, co będzie trudne, bo należy liczyć się z konkurencją. Stabloidyzowane (czyli prawie wszystkie) media donoszą bowiem, że Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji rozpatruje wniosek polskich pastafarian o rejestrację Kościoła Latającego Potwora Spaghetti (Church of the Flying Spaghetti Monster). Notabene istnieje wiele potencjalnych podobieństw z sektą pod wezwaniem Kuby Wojewódzkiego (w dotychczasowej wersji) a wyznawcami Potwora Spaghetti, od kwestii fundamentalnej poczynając. Tak jak nikt dotąd nie udowodnił, że Jezus nie jest synem Potwora Spaghetti, tak korzystając z dostępnych narzędzi poznawczych nie da się udowodnić, że Kuba W. jest makaronem. Macki Potwora Spaghetti sięgają dosłownie wszędzie, Kuba W. swoimi własnymi, choć nie makaronowymi mackami, zdaje się obejmować wszystko — od X Factora, przez szoł z Wodzianką w TVN i poranek w Esce, po „Gazetę Wyborczą”, „Politykę” i inne województwa. Homilia Kuby W. towarzysząca aktowi wystąpienia z „FB” zdaje się sugerować, że onże Kuba jest już bliski stworzenia Ewangelii wg Kuby Wojewódzkiego oraz co najmniej Luźnego Kanonu. „Jam jest Kuba W. i jestem, który jestem i jaki jestem, i nie masz innych Kub nade mną ani przede mną, ani pode mną, ani za mną , a żadne szumowiny i świry na Facebooku bruździć mi nigdy nie będą.” Te piękne i słuszne słowa aż chciałoby się przeczytać w preambule do Luźnego Kodeksu Wojewódzkiego. Atrakcji swojej sekcie Kuba W. dostarczy zapewne więcej aniżeli Latający Potwór Spaghetti swoim wiernym, co nie tylko panna Dominika Wodzianka sugeruje.

Jest jednakowoż pewna trudność. O ile nie można wykluczyć, że Potwór Spaghetti jest Bogiem, a Jezus jego synem, o tyle Kuba W. z całą pewnością Bogiem nie jest. Jeszcze nie jest. I chociaż jakże skromnie zarzeka się, że nie jest i nigdy nie chciał być bohaterem masowym, jest przecież bohaterem znacznej części ludu polskiego i ikoną polskiego liberalizmu, bo takić-że u nas liberalizm, jaki Kuba W. Sam Kuba W. co rusz powołuje się na swój światopogląd i na swoją aktywność; jeśli wszakże wiemy co nieco o jego jakże szlachetnej aktywności, prawie nic nie wiemy o jego światopoglądzie, no ale jeżeli Kuba W. powołuje nową sektę, to jakiś światopogląd musi się znaleźć, a poza tym Ewa Farna już wyznała miłość Kubie W. w Internecie mimo, że Kuba W., otwierając swój nowy cultpage, powiedział podobno : „a Tobie mały człowieczku z problemami i ego wielkości strusiego jaja mówię – SPIERDALAJ!” (http://www.pudelek.pl/artykul/50287/wojewodzki_wrocil_na_facebooka_spierdalaj_maly_czlowieczku/
jednak najważniejsze media, włącznie z „Pudelkiem”, zdementowały informacje nt. nowej strony Kuby W.).

Od razu śpieszymy z zastrzeżeniem, że nie imputujemy, iż Ewa Farna jest „małym człowieczkiem”, a Kuba W. ma ego wielkości jajeczka przeciętnej niewiasty w trakcie owulacji. Na wszelki też jednak wypadek „SPIERDALAMY” — może nie tam, gdzie pieprz rośnie, ale tam, gdzie macki Kuby W nie sięgają i gdzie nie grozi nam indoktrynacja, tym bardziej że światopogląd Kuby W. jest jak Mgławica Sfinksa i Fatamorgany.

3.
Jakub Wojewódzki żyje z plot, magla i „dokuczania” innym i magiel współtworzy. Nawet istota poetyki jego sztandarowego produktu w TVN nie wychodzi poza insynuację i prowokację. Bez takich atrybutów intelektualnych jak insynuacja, prowokacja, żerowanie na cudzej prywatności, cynizm, bezczelność i język, który zazwyczaj myśl wyprzedza, fenomen pt. „Kuba Wojewódzki” nie mógłby zaistnieć. Niektórzy dodaliby zapewne: a PO nie wygrałaby wyborów. Czy rolą ironisty jest wyłącznie niszczenie? Opluwanie? Zwłaszcza innych ludzi? Czy też jest tak, że właściwa ironia ma również walor konstruktywny? Edukujący? Służy jakiemuś potencjalnemu dobru? Można by, analizując te kwestie, odwołać się do wielkich przykładów, powiedzmy sztuki ironii Juliusza Słowackiego czy Czesława Miłosza. Uznałem jednak, że właściwiej będzie w tym miejscu zacytować wypowiedź Kingi Rusin — osoby wielokrotnie schłostanej przez Kubę W.:

„"Kuba Wojewódzki: narcyz – celebryta – idiota"*
poniedziałek, 07 stycznia 2013 18:56

Być oplutym przez Wojewódzkiego, to od pewnego czasu przywilej. Jestem w jednym szeregu z ciężko pracującymi w naszym kraju na chleb Ukrainkami, z mniejszościami narodowymi, którym nie tylko konstytucyjnie, ale również z czystej przyzwoitości należy się szacunek i z całą grupą cieszących się sympatią postaci życia publicznego. Wojewódzki zbudował swoją medialną karierę na poniżaniu innych. Robi to od lat, robi to z lubością, dostarcza rozrywki niskich lotów, co nie przeszkadza mu, a wręcz pomaga cieszyć się popularnością i jeszcze zbijać na tym prawdziwą fortunę. Za swoje słowa nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Jest totalnie bezkarny, śmieje się w twarz sądom, nie dotyka go krytyka, pracodawcy miękną wobec słupków oglądalności i słuchalności. Podpisuje kolejne lukratywne kontrakty i szuka kolejnych ofiar dzięki którym będzie mógł jeszcze długo i dostatnio żyć.

Tej obsesji Wojewódzkiego na mój temat nie rozumiałam i nie rozumiem. Na chwilę przygasa, żeby znów wybuchnąć ze zdwojoną siłą.

Wojewódzki, ma problem z tym, że jestem samotną matką. Z trudem przychodzi mu zrozumienie, że samotną matką nie zostałam na pokaz. Nie ma pojęcia co to znaczy budować wzorzec silnej kobiety dla swoich córek, żeby w siebie wierzyły, żeby umiały walczyć o swoje. Dla kogoś, kogo życie kręci się wyłącznie wokół własnej osi, to faktycznie abstrakcja. Jedynym problemem egzystencjalnym pozostają „kilometrowe apartamenty”, wypożyczenie kolejnej wypasionej fury, wyrwanie na pokaz „dwudziestoletniej panny” i „odrobinę za dużo kasy” na koncie.

Wojewódzki zarzuca mi arogancję. Komiczne, że robi to najbardziej arogancki facet, jaki chodzi po ulicach Warszawy! Człowiek, który uważa, że wolno mu dużo więcej niż innym. „Sumienie Narodu” mówiące nam mentorskim tonem na kogo mamy głosować! Hipokryta wyśmiewający hipokryzję show-biznesu. Czy błaznom naprawdę można więcej? Kim jest ten Wojewódzki, który kokietuje brukowce, kolejnymi „nowymi dziewczynami”, żeby chwilę później mieszać z błotem innych, obok których trafia na łamy kolorowych gazet i plotkarskich portali? Jemu można, inni to zwykli „szmaciarze”.

Wojewódzki język ma cięty, jest szybki i błyskotliwy. Ludzie z branży zwyczajnie boją się jego ataków, a nie bronią się, bo obawiają zemsty. Najczęściej, co ciekawe i żałosne zarazem, atakuje kobiety. W czasie wywiadów trzęsą się mu i pocą ręce, swoje słynne riposty ma spisane na kartce i bardziej niż na merytoryce opiera się na plotkach z portali, które zresztą sam od lat ostro atakuje. Dokonuje manipulacji, zachowuje się jak mały człowieczek („spektakularnym” przykładem było doprowadzenie na wizji do łez swojej byłej dziewczyny), pokazuje dowody braku cywilnej odwagi (vide sprawa Figurskiego). Brak kultury, który zarzuca mi, jest jego znakiem rozpoznawczym.

Na pozór sprawia wrażenie luzaka, który wszystko ma gdzieś, na zimno rozgrywa swoją grę i opinia innych jest mu obojętna. Na pozór, bo Wojewódzki na temat swojego publicznego wizerunku, jak się mówi wśród jego nielicznych znajomych, ma prawdziwą obsesję. Szum wokół siebie robi celowo, nie tylko po to, żeby utrzymywać popularność i zainteresowanie swoją osobą, ale również w ten sposób dostarcza tematów zastępczych na swój temat.
Miałam dwa wyjścia, albo po raz kolejny olać sprawę, albo przestać udawać, że pada deszcz kiedy na mnie plują. Pomyślałam jednak, że skoro za miesiąc obchodzę dwudziestolecie pracy w telewizji, to parę słów zadufanemu w sobie „koledze” odpowiem. Ciężko pracowałam i pracuję na to co mam i gdzie jestem. Telewizję znam od podszewki, bo przeszłam tu wszystkie możliwe szczeble, od producenta, po reportera, dokumentalistę, prowadzącą programy rozrywkowe i publicystyczne. (Ciekawostka: blisko dwie dekady temu to właśnie nie kto inny tylko ja przedstawiałam Wojewódzkiego telewizyjnej publiczności, kiedy przyszedł z radia współprowadzić program muzyczny). Uwielbiam swoją pracę i doskonale wiedzą o tym wszyscy z którymi pracowałam i pracuję. Na co dzień dostaję od nich dowody sympatii więc może niech Wojewódzki nie będzie ich rzecznikiem prasowym. Pracując w centrum Warszawy od lat stołuję się w dosłownie trzech restauracjach, w każdej z nich mam ulubione dania, znam właścicieli i kelnerów, lubimy się.

Mam pełną świadomość tego, że zgodnie z zasadą „chleba i igrzysk” dostarczyłam materiału na wiele wpisów i komentarzy, naraziłam się wszystkim fanom Wojewódzkiego, rozpętałam jeszcze większą wojenkę. Ale czasem trzeba dać odpór takim aroganckim bucom jak Wojewódzki.
*Kuba Wojewódzki, „Narcyz – celebryta – idiota”, Chimera styczeń 2013.”
Nic dodać, nic ująć.
4.
Można by rzecz całą skwitować ludową „mądrości”: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Kuba w swoich „aktywnościach” jedzie po bandzie, to inni pojechali po Kubie. Nie tylko na Facebooku. Takie to zwyczajne bywają czasem koleje losu.

Można jednak postawić pytanie: czy warto w ogóle zaprzątać sobie głowę Kubą Wojewódzkim? Odpowiedź brzmi: oczywiście, że nie warto, biorąc pod uwagę zawartość i poziom pierwiastka humanistycznego w człowieku. Bo gdyby tak wokół Kuby W. zapadła absolutna cisza medialna, „fenomen” pt. Kuba Wojewódzki przestałby niechybnie i natychmiast istnieć.

Inaczej wszakże sprawa się ma, gdy spytamy, jak to się dzieje, jakie mechanizmy społeczne i kulturowe sprawiają, że człowiek bez właściwości staje się Nikodemem Dyzmą naszych czasów, i to Dyzmą do kwadratu. Że zawładnął wyobraźnią milionów?

Jeszcze inaczej rzecz się ma, gdy zwrócimy uwagę na fakt, iż wyobraźnią milionów władają współcześnie niemal wyłącznie same takie Nikodemy Dyzmy. Wybitny, bardzo dobry czy tylko dobry aktor nie ma szans w zestawieniu z wylansowanym przez media „naturszczykiem” (gdybyż to był naturszczyk pokroju Himilsbacha!), Demarczyk nie ma szans w zestawieniu z Wiśniewskim lub disco polo, myśliciel czy uczony przegrywa z najbardziej prymitywnym czy cynicznym szołmenem, uczestnik „bigbrazera” zostaje posłem i politykiem, polityk zamienia się rolą z prymitywnym klaunem lub błaznem (bo przecież nie ze Stańczykiem), pisarz, który ma coś istotnego do powiedzenia ma niższe notowania i nakłady niż przeciętna „strzelanka”, gra komputerowa, utalentowany malarz czy rzeźbiarz nie ma szans przy prymitywie- „muraliście” zapraszanym przez władze miast do pacykowania ścian i murów miejskich, inteligentny prezenter telewizyjny w typie Suzina czy Sznuka nie ma szans w zestawieniu z kimś, kto przypomina wodzireja z wiejskiego wesela, a „wystąpienie” człowieka bez właściwości z Facebooka staje się niemal wydarzeniem narodowym. Widmo krąży po Polsce, widmo Dyzmy.

Fejsbukowe „oświadczenie” Jakuba Wojewódzkiego roi się od nonsensów i głupot, lecz bynajmniej nie jest to „pure nonsense”. Czyżby naczelny ironista III RP był aż tak niekumaty? Nie przewidział, że na tysiąc wpisów na stronie 800 to będą słowotryski chamstwa? Uwierzył, że ponad milion fanów to będą same aniołki? Że wszyscy musza kochać Kubę?

Nie sądzę, żeby nasz paszołmen (od: wystąpił z FB) był aż tak naiwny. Chodzi raczej o kolejną formę „aktywności”, o rodzaj „eventu”, szum medialny, szczególnie w sytuacji, gdy gwiazda od dawna nie świeci już dawnym blaskiem, który zresztą zawsze był blaskiem li tylko odbitym. Odnoszę wrażenie, że zapowiadana przez zainteresowanego nowa strona (sekta?) na FB może stać się platformą dla swoistego plebiscytu popularności. Czy Jakub W. tego chce czy nie chce, otwierając nowy sectpage zapyta też o stan aktualny własnej popularności.

Niby obraził się na Facebooka… Nie martwmy się jednak. Poradzi sobie, jak radzi sobie każdy Dyzma — i wyjdzie na swoje. W sytuacji ostatecznej zawsze zresztą znajdzie się jakaś hrabina Przełęska, która wystawi mu glejt autentyczności. Albo też nasz bohater, by podwyższyć sobie poziom dobrego samopoczucia, wyszydzi w swojej rubryce w „Polityce” kolejną utalentowaną i ładną aktorkę z tego powodu, że ma na przykład za wielkie stopy.

Dyzma wszędzie, Dyzma wszędzie, co to będzie, co to będzie?

Michał Waliński
3 II 2013

Źródła cytatów:
http://kingarusin.bloog.pl/?_ticrsn=3&ticaid=6fffe
http://www.pudelek.pl/artykul/50287/wojewodzki_wrocil_na_facebooka_spierdalaj_maly_czlowieczku/
http://wyborcza.pl/1,75248,13317357,Wojewodzki_znika_z_Facebooka.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13314802,Fanpage_Kuby_Wojewodzkiego_zniknal.html#BoxSlotII3img

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Kuba apostata. Czy ogłoszą żałobę narodową?

  1. mariabyrska pisze:

    Originally posted by MichałWaliński:

    Można jednak postawić pytanie: czy warto w ogóle zaprzątać sobie głowę Kubą Wojewódzkim? Odpowiedź brzmi: oczywiście, że nie warto, biorąc pod uwagę zawartość i poziom pierwiastka humanistycznego w człowieku. Bo gdyby tak wokół Kuby W. zapadła absolutna cisza medialna, „fenomen” pt. Kuba Wojewódzki przestałby niechybnie i natychmiast istnieć.

    Nic dodać, nic ująć, panie Michale. Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

  2. janeklenart pisze:

    Anonim podoba mnie się twój komentarz , niestety ale taka jest prawda. Pozdrawiam

    Polubienie

  3. 16Siko15rek pisze:

    Jak najbardziej.

    Polubienie

  4. anonymous pisze:

    Anonim writes:"Cham obrzydliwy, czemu nie, piękną karierę można zrobić, chamstwo ma wielką przyszłość, cały świat stoi przed chamstwem otworem, subtelni, wstydliwi i wrażliwi ustępują przed nim, bo tylko cham by ustał i nie ustąpił, mądrzy nie wdają się w dyskusje przegrane po pierwszym ciosie maczugi, szlachetni litują się nad chama nieszczęściem, cham prze naprzód, nic nie mąci spokoju jego chamskiej duszy, cham się nie wstydzi, nie czerwieni, nie uśmiecha przepraszająco, on nawet nie widzi drwin i szyderstw, nigdy nie czuje się nieswojo i niezręcznie – ponieważ jest chamem". Takie przemyślenia o chamstwie miał Benedykt Gierosławski z powieści Jacka Dukaja "Lód". Słowa te moim zdaniem bardzo trafnie wyjaśniają "fenomen" Kuba Wojewódzki.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s