O wyższości moralnej podglądania ministra kopulującego publicznie

W zastępstwie bloguje Sąsiadka:

Minister sprawiedliwości Gowin rzekł był parę dni temu: „Mam w nosie literę przepisów, ważny jest ich duch i ważne jest to, że Polacy mają prawo żyć w państwie, gdzie wymiar sprawiedliwości stoi na straży interesów obywateli, a nie na straży interesów sitwy tworzonej przez część środowisk prawniczych. Ja wiem, że ta sitwa jest dzisiaj przerażona tym, co robię i chcę, żeby stąd poszedł jasny przekaz do tej sitwy: nie zastraszycie mnie .”

Rozległa się wrzawa. W mediach, na forach internetowych i gdzie tam jeszcze. …


A czemu tu się w końcu dziwić? Ja, chociaż jestem blondynką (w dojrzałej, lecz ciągle pociągającej postaci kobiecości), dawno już odkryłam i przywykłam do sytuacji, że w III Rzeczypospolitej minister wojskowości może nie lubić wojska, nie znać się na wojsku i być wojskiem zmęczony, minister zdrowia może chronicznie nie znosi chorych, bo mu zawyżają budżet, a obniżają dobre samopoczucie, zadaniem kolejnych ministrów edukacji jest rozwalanie systemu i …ducha edukacji, misją ministra spraw zagranicznych jest twittowanie itd.

Tak więc minister sprawiedliwości może jak najbardziej nie znosić litery prawa, tym bardziej że ceni sobie jego ducha, i tym bardziej że jest to zgodne z jego misją ideową, czyli ideą gowinizmu. Gdyby było na odwrót – t o byłoby w Polsce całkiem nienormalne.

Poza tym minister Gowin – człowiek skądinąd solidnie wykształcony i nietuzinkowy – nie musi znać się na prawie, bo jest filozofem, a jego nominację na ministra uznać można za jeden z najbardziej „zagadkowych” eksperymentów premiera Tuska. O kompetencjach Gowina jako prawnika świadczy historia jego dotychczasowych przedsięwzięć reformatorskich systemu sądownictwa w Polsce. Idea gowinizmu głosi m. in., że sady należy jak najbardziej oddalić od obywatela, a jeśli obywatel trafi jużprzypadkiem do jakiegoś bardziej odległego od jego GPS-wskiej pozycji sądu, musi poczuć się jak K. z powieści niejakiego Kafki. Ale za to minister ani kroku nie ustąpi w kwestii głównych idei gowinizmu.

Skądinąd wypowiedź J. Gowina wpisuje się doskonale w naszą narodową tradycję; jak by nie było, t u, czyli w Polsce, zawsze sprawy duchowe i problem Ducha były ważniejszy nad ciasny pragmatyzm i ciasną materię. Spójrzcie, ileż tego Ducha w naszej starszej literaturze! Nie tylko romantycznej i nie tylko religijnej. A takie powstanie warszawskie? W imię litery czy w imię ducha powstało to powstanie? No przecież, to w imię ducha, ergo pewnych utopijnych idei, skazano na zagładę całe Miasto i jego mieszkańców… Tacy Czesi literalnie uchronili przed zagładą swoją piękną Pragę. A Wałęsa? Przez stoczniowy mur przeskakiwał literą – czy Duchem niesiony?

Min. Gowin natychmiast zresztą przeprosił za wypowiedź i jednocześnie równie natychmiast podtrzymał to, co powiedział wcześniej o duchu i literze, a to mnie też nie dziwi, bo schizofreniczność sądów, vel hipokryzja, jest jakby wpisana w mizerię etosu polskiego polityka, kimkolwiek by nie był.

Zdziwiła mnie natomiast niebywale wypowiedź filozofki, etyczki, feministki, publicystki i
k o b i e t y prof. Magdaleny Środy, która a propos wypowiedzi Gowina sformułowała takie oto słowa: „Z moralnego punktu widzenia wolałabym widzieć ministra kopulującego przed kamerami niż ministra, który publicznie lekceważy sobie praworządność i literę prawa. Z kopulacji mogą począć się dzieci, z lekceważenia praworządności rodzi się społeczny chaos i anomia.”
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,12528311,Sroda_do_Tuska__premierze__ty_widzisz_i_nie_grzmisz__.html

Wypowiedzi i opinie prof. Środy – także te felietonowe, a felieton skądinąd jest głównym środkiem wyrazu prof. Środy – na ogół szanuję, aczkolwiek nie zawsze się z nimi zgadzam, ostatnio coraz częściej owe opinie co najmniej mnie dziwią.

W każdym razie chyba z szacunku dla tej Wyroczni w Kwestiach Feminizmu i Moralności, wiedziona typową dla naturalnych blondynek skłonnością do zgłębiania rzeczy wszelkich i pierwszej przyczyny, od paru dni nic właściwie nie robię, jeno zastanawiam się nad słowami M. Środy. Naleśniki spaliłam, męża zaniedbałam, majtek i skarpet mu nie wyprałam, łóżka nie zasłałam, psa nie wysiusiałam, słowem jestem prawie jak dziennikarka Anita Bengtzom – bohaterka serii powieści sensacyjnych szwedzkiej pisarki Lizy Marklund – tak bardzo mnie przemyślenia prof. Środy na temat moralnej wyższości oglądu kopulacji „nad” zadziwiły, ubezwłasnowolniły i na kuchenne manowce zawiodły.

(Przyjrzałam się poprzedniemu akapitowi i stwierdziłam, że u Szanownych Feministek mam przechlapane, bo wyszłam na patriarchalnie zorientowaną kurę domową, co to mężowi nieustannie nieba przychyla, usługuje, próżność i podniecenie jego nęci, nagrody oczekując. A co mi tam! Nic nikomu do tego, że o arche i trójkącie Platońskim najlepiej mi się myśli w trakcie prania, obierania kartofli i ręcznego froterowania parkietu – z zadkiem lekko uniesionym ku górze.)

Co jednak znaczy Środowe „z moralnego punktu widzenia”? O jaką moralność, jakiej etyki pochodną tu chodzi?

Jak by nie patrzeć, wypowiedź Profesorki trąci woluntaryzmem, a na pewno subiektywizmem, jednak zarówno jej status społeczny, jak i sposób, w jaki prof. Środa funkcjonuje w opinii publicznej, nakazuje w każdym jej publicznie wypowiedzianym słowie dopatrywać się kontekstu filozoficznego, głębszego. Dla wielu przecież M. Środa to guru nad gurami (górami?).

Czy wolno nam na przykład domniemywać, że w wypowiedź tę wpisany jest sąd moralny typu: „Minister kopulujący publicznie przed kamerami stoi wyżej w hierarchii wartości od ministra nieszanującego litery prawa.”? Wskazanie na resort (sprawiedliwości) nieco by sprawę skomplikowało, kontekst prosi o Gowina, Środa mówi jednakowoż o każdym w zasadzie ministrze.

A może chodzi o sugerowane jakby przez Środę inne zdanie, mianowicie że: „Podpatrywanie ministra kopulującego publicznie przed kamerami jest czynnością bardziej moralnie szlachetną niż ogląd niekopulującego ministra nieszanującego litery prawa”?

Czy zdanie tak sformułowane, jak wyżej, zdanie pierwsze (gdyż analizą drugiego nie zdołam się dzisiaj zająć), jest zdaniem prawdziwym czy fałszywym? W zgodzie z jakim stanowiskiem można by go ewentualnie bronić? Bo chyba nie w zgodzie ze zgodnościowym rozumieniem prawdy? Tak, etyczny realizm zdecydowanie odpada, i to z kilku przynajmniej powodów:

1. O ile dobrze poznałem myśl zawartą w dziełach prof. Środy, absolutnie jej nie po drodze z teoriami domagającymi się uznania dla Jedynie Prawdziwej Jednej Prawdy.

2. Zauważyć wypada, iż wzmiankowane przez etyczkę „kamery” są najprawdopodobniej metaforą telewizji i mediów lub choćby tylko ulicznego monitoringu, jednakże wszelkie publiczne kopulowanie (nie tylko ministra, lecz każdego człowieka, a więc i mężczyzny, i kobiety), jest na ogół w naszym kręgu kulturowym „publicznym lekceważeniem sobie praworządności i litery prawa.” I pogwałceniem dobrego obyczaju.

Złodziej pozostaje złodziejem bez względu na to, czy przejechał jeden przystanek tramwajowy bez biletu, czy też wyniósł bankomat z Banku PKO BP. Można cieniować stopień przewinienia, zważając na wysokość poczynionej przez złodzieja szkody. Jak jednak przekonać ogół do wyższości kopulujących publicznie ministrów nad ministrami niekopulującymi, ale … etc.?
Obawiam się, że intrygujący fragment wypowiedzi prof. Środy jest, delikatnie mówiąc, niekoherentny, niespójny logicznie i umysłowo, co wynika z faktu, że jest implikacją publicystycznego woluntaryzmu („chciejstwa”), sui generis sytuacjonizmu, skrajnego relatywizmu i wyrazem intelektualnej anomii. Co mnie – kurę domową, lecz kurę bardzo ciekawą świata – specjalnie nie dziwi, bo nie pierwszy to raz w dziejach świata publicyści (vide: P. Skarga -mamy Rok Skargi, a o Skardze głucho) upodobniają się do przedmiotu swoich wypowiedzi i nie pierwszy raz w historii ideolodzy lub nawet naukowcy cierpią na te same społeczne choroby, które chcą zwalczyć. Taka to niby szlachetna zabawa w grę pozorów, aczkolwiek czasem mamy przecież niewątpliwie do czynienia z odruchami szlachetnymi.

3. Drobny fakt (jak mówi pewien Jasiu): czy minister z tego zdania, zdania Środowego, kopuluje sam ze sobą? Natychmiast obalam taką hipotezę, jako niezgodną z prawem naturalnym, zatem uznaję, że minister kopuluje z kimś, co jeszcze „pogłębia” wzmiankowany obraz niekoherencji logicznej, do czego (być może) wrócę poniżej.

Jeśli mówi się o „moralnym punkcie widzenia” [na coś, na jakąś kwestię, problem, zachowanie człowieka], to bez poruszenia kwestii tzw. wartości najwidoczniej obyć się nie można. W Polsce potransformacyjnej i ciągle się transformującej termin „wartości” zarezerwowany został, niejako arbitralnie, jako wyłączny dla pewnych, głównie prawicowych, czyli nielemingowych kręgów politycznych i publicystycznych, a więc kiedy mówi się o „wartościach”, wszyscy wiedzą, że chodzi o jedynie słuszne wartości, dla innych wartości w opinii nielemingowych nie ma tu miejsca.

Nie sądzę jednak, że „moralny punkt widzenia” prof. Środy ma cokolwiek wspólnego (w cytowanej wypowiedzi) z etyką chrześcijańską, w Polsce czytaj: katolicką, jeszcze inaczej – z moralnością przeciwników prezerwatyw (nawet perfumowanych), in vitro, związków partnerskich, ab ovo i stosunków przerywanych. Prof. Środa jest zbyt inteligentna, żeby uczyć min. Gowina, jak dzieci robić, a przypominać ministrowi, że „z kopulacji mogą rodzić się dzieci” po prostu nie godzi się, bo minister – jako znany zwolennik metody wyłącznie kopulacyjnej („po Bożemu”?) – dobrze o tym wie, o czym z kolei dobrze wie prof. Środa.

Jaki zatem moralny punkt widzenia reprezentuje Pani Profesor? Zaiste, trudno dociec, bo przecież kryje się za tą wypowiedzią jakiś rodzaj aprobaty dla publicznych („przed kamerą”) aktów seksualnych i innych tym podobnych "bezeceństw".

Obawiam się, że w historii etyki uzasadnienia w tym wypadku nie znajdziemy, chyba że w poczynaniach i „sądach” starożytnych cyników, ale… Może to jakiś rodzaj hedonizmu prof. Środę uwiódł? Jakaś utylitarystyczna teoria przyjemności? No ale jeśli nawet Publicystka (teoretycznie) odczuwałaby przyjemność z obserwacji kopulującego ministra, to jaki by z tego pożytek społeczny wynikał?

Pozostaje więc Freudyzm. Tak, zawsze żywiłam niesłychaną atencję dla poglądów Freuda i od zawsze uważam go za jednego z kilku najważniejszych myślicieli w dziejach naszego świata (tych od zmiany paradygmatów myślowych, nie było ich wielu, a wśród nich – „nasz” Kopernik), dlatego z atencją froterując raz w tygodniu domowe parkiety, kokieteryjnie wypinam kształtny zadeczek.

Freudyzm to w moim mniemaniu nie wyłącznie pośladkowa biologia, to również filozofia – zawsze tak uważałam. Jednak chociaż coś łączy go z moralnością (iluzoryczna przyjemność wynikająca z łamania przez człowieka „uświęconych” zakazów i norm społecznych, igrania z tabu, co zresztą czyni z człowieka figurę tragiczną, wiecznie rozdartą między biologicznymi popędami a wymogami kultury), to z systemami etycznymi Freudyzm nic wspólnego chyba nie ma.

Tak czy siak, freudowską egzegezę wyrazu chciejstwa prof. M. Środy odrzucić muszę zdecydowanie, bo ani Freuda, ani Junga nigdy nie obchodziły czyjeś literalnie formułowane marzenia, nawet najbardziej seksualne. Zaś snów Pani Profesor nie znam, a jeśli już, to ich analiza powinna być domeną wyłącznie męską.

Cóż więc mam począć, kiedy sprawa mnie nurtuje, kiedy problem chcę zgłębić i gorączkowo metody szukam – pytam się ja? Nazwać prof. Środę „flemingiem” byłoby nieakuratne, nijak nie pasuje, zwłaszcza że intelekt fleminżyc i flemingów nader płytki podobno, płytszy niż Wisła w Warszawie pod koniec września 2012 roku.

Tak sobie myślę, że prof. Magdalena Środa tęskni do pierwszych lat transformacji ustrojowej w Polsce, kiedy telewizja publiczna jeszcze jakimiś publicznymi środkami dysponowała i całe serie „Big Brotherów” puszczała, a w tych „Big Brotherach” jakaś Frytka z jakimś Kenem p o d o b n o przed kamerą kopulowała.

Nie trzeba się wstydzić własnych słabości! Własne słabości przydają człowieczeństwa człowiekowi. Pal licho, że nawet polskie „Big Brothery” nie posunęły się do pokazywania kopulujących ministrów. A poza tym – w telewizji nic tylko „dursz” kopulują, czy więc warto marzyć o „Big Brotherach”? Może zresztą chodzi o jeszcze inne marzenia?

Jak ostrożnie zastrzegłam wyżej, pewnych kwestii związanych z wypowiedzią Pani Profesor M. Środy w tym miejscu nie poruszę (por. zdanie nr 2); jak na blondynkę, zrobiłam o wiele więcej niż powinnam. Żeby była jasność w pewnych kwestiach: pod pachami tak, ale T A M się nie depiluję. Aż taką idiotką nie jestem.

Powiem więc na koniec, co mnie najbardziej zmartwiło w wypowiedzi Jakże Znanej Feministki, co już zresztą niechcący zasygnalizowałam. Jak by na sprawę nie spojrzeć, gdyby sie ziściło marzenie Profesorki, ten czy inny minister musiałby w praktyce kopulować z k i m ś – statystycznie wypada, że z ko b i e t ą.

Feministki walczą o wiele spraw ( na ogół słusznie), między innymi protestują przeciwko uprzedmiotowianiu kobiety w reklamach.

Pani minister Magdalena Środa, etyczka i feministka, w imię własnych marzeń i fobii, wolałaby oglądać przed kamerą k o b i e t ę kopulującą z jakimś ministrem niż niepraworządnego ministra. Pogratulować marzeń.

Minister dr Jarosław Gowin powinien już dawno podać się do dymisji, lecz najwidoczniej – jak powiadają feministki – jemu, albo komuś innemu, „brakuje jaj”.

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s