Kroniki skundlonych obyczajów (XVI). Niesiołowski daje pokaz savoir-vivre’u. Posłowie wymierzają policzek wyborcom

W piątek 11 maja 2012 r. w Sejmie przegłosowano kontrowersyjny projekt ustawy o podniesieniu wieku emerytalnego kobietom i mężczyznom. Odbyła się kulturalna, jak zwykle, debata.

Podczas przemówienia J. Kaczyńskiego lekcję przyzwoitego zachowania dawał zwłaszcza prof. Niesiołowski: „Wniosek formalny stawiaj”, „masz tylko minutę”, „trzymaj się regulaminu”, „wyłączyć mu mikrofon”.
Kiedy Kaczyński perorował: „Jeżeli chodzi o cytaty, do których premier Tusk się odwołał, otóż te cytaty, oczywiście wyrwane z kontekstu, odnoszą się do sytuacji, w której rzeczywiście zarówno śp. prezydent, skądinąd zdumiewająca rzecz, że…”, ktoś z sali przerwał mu okrzykiem: „Może zadzwonić do niego…”. …

Nie wiadomo, kto jest autorem tego wątpliwej jakości dowcipu, podobno trwa dochodzenie, Pani Marszałkini w każdym razie odesłała stenogram z „obrad” do komisji etyki.

W trakcie posiedzenia Sejm zablokowali pikietujący związkowcy z tzw. Solidarności, podobno niektórzy mocno podpici, sikający gdzie popadnie itd. (tak przynajmniej donosiły media).

Posłowie mieli trudności z przejściem na terytoria nieokupowane przez związkowców i niektórzy będą się domagać (z kasy Sejmu, czyli naszej) odszkodowań za nadgodziny. Jeden jedyny poseł Wujec pokazał klasę i zdeterminowany przeskoczył przez płot. Jakoś go ciągle cenię, wyrażam zatem nadzieję, że nie będzie się domagał dodatkowej pensji za uprawianie na terytorium Sejmu dodatkowej dyscypliny sportowej.

Nie mieliśmy, jako naród ciągłości parlamentarnej, ale sejm dzisiaj – wypisz wymaluj jak sejm odmalowany w „Odprawie posłów greckich”. Od XVI w. jedynie marszałek płeć zmienił.

W Polsce w pewnych kręgach męskich ciągle panuje przekonanie, że kobietę należy trzymać zdecydowanie krótko, a jak szura, to ją „z fleka”.

Zaflekował (znów!) poseł, profesor i entomolog – nieoceniony Stefan Niesiołowski. Do dziennikarki dokumentalistki Ewy Stankiewicz, która go nachalnie kamerowała (przekraczając przy tym wszelkie normy proksemiczne), dwukrotnie wrzasnął: „Won stąd”.

Pojawiła się legenda miejska, którą koniecznie powinien się zainteresować prof. Dionizjusz Czubala. Otóż mówi się, że Niesiołowski poturbował dokumentującą go skrupulatnie damę. Legendę, aby zaistniała w świadomości zbiorowej, trzeba nieustannie oralnie podsycać, bo inaczej nie zaistnieje jako legenda. Sama zatem zainteresowana dama w nader ciekawy sposób współkreuje ową legendę: podobno poseł „zaatakował ją fizycznie”: „Nie pamiętam dokładnie jak, ale wydaje mi się, że mnie szarpał i chwycił za nadgarstki” – twierdziła gazecie dziennikarka w wypowiedzi dla „Super-Expressu”. Niesiołowski zaprzecza: „Pani kłamie!” Podobno próbował jedynie odsunąć natrętną kamerę na stosowna odległość, a unikał kontaktu fizycznego z kobietą. Czy i za co ją szarpał, nie wiadomo.

Długo myślałem nad tą sprawą i doszedłem do wniosku, że gra między Stankiewicz a Niesiołowskim, lub vice versa, pod płotem sejmowym, przypomina kopulacyjne zwyczaje jętek vel modliszek. Dzieciom, które unikają w szkole balastu zbędnej wiedzy – podtrzymywanym przez nieocenionego red. Pacewicza z „GW” w wierze, że nadmiar informacji jest szkodliwy dla zdrowia psychicznego – wyjaśniam, że modliszka w trakcie kopulacji pożera samca i, chociaż jest to forma spółkowania niezwykle atrakcyjna zwłaszcza dla samic, ich żywot na tym padole jest bardzo krótki, no, ciut dłuższy od żywota strawionego małżonka. Intrygujące zwyczaje godowe modliszek stały się od zarania kultury ludzkiej kanwą dla powstania ogromnej ilości podobnych strukturalnie mitów, i to w bardzo wielu, rejonach świata, a opisał je i zinterpretował wspaniale w genialnym eseju francuski kulturolog Roger Caillois.

Niesiołowskiego tak naprawdę nie rozumiem od dawna, ale jako człowiek nie pozbawiony empatii, próbuję go choć trochę pojąć, tym bardziej że obudził się jego przełożony Donald Tusk i nakazał mu ex cathedra przeprosić dziennikarę.

Otóż wydaje mi się, że ten szacowny starzec, mężczyzna, poseł i profesor, zachowawszy się, jak się zachował, padł ofiarą czegoś, co nazwę odruchem entomologicznym (być może jest to poseł obczytany w antropologii kultury?). Najzwyczajniej wystraszył się, że dziennikarska modlicha przymierza się do kopulacji z nim, a przecież chciał jeszcze pożyć, chociażby po to, żeby dalej gardłować w Sejmie i w telewizji, zaczynając każda wypowiedź od słów: "Pan/Pani kłamie".

Rozumiem go o tyle, że sam – jako nie polityk i nie celebryta – nieraz padałem w trakcie długiej kariery zawodowej ofiarą pewnych babsztyli, które co rusz, pod pretekstem zamienienia kilku słów ze mną, i to w miejscach publicznych, przytykały swoje usta do mojego ucha, zaczynając w nie szeptać i pluć, naruszając tym samym ewidentnie moją suwerenną terytorialność cielesną, zresztą także na inne (dla postronnych – wyuzdane) sposoby. Szybko znalazłem swój s p o s ó b na niemiłą nachalność tych bab. Pytałem: „Czy przeczytałaś już/ pani przeczytała już tę czy inną książkę Edwarda T. Halla?” To dawało damie do zastanowienia, a ja mogłem spokojnie uciec.

Podobnie jak Stefan Niesiołowski, nie lubię n i e m i ł e j nachalności damskiej. Inaczej jednak niż posła, mnie atakowały baby b e z k a m e r y, bo nie jestem człowiekiem publicznym, a tym bardziej celebrytą, lecz przecież nigdy nie warknąłem takiej antyproksemicznej damie: „Paszła won!”.

Przyznam – teraz, u kresu mojej wędrówki po tym kiepsko wymyślonym padole, mogę już pozwolić sobie na szczerość – że raz czy drugi miałem ochotę być pożartym przez damę pragnącą obdarzyć mnie nadwyżką posiadanych informacji (plotkarskich, jak to w porządnym liceum czy na porządnym uniwersytecie jest w zwyczaju), lecz rychło dostrzegałem w niej jakiś strategiczny feler, a poza tym miałem swój sposób.

A poza tym? Uważam, że w tym kraju widok posła kopulującego z dziennikarką i kamerą przed Sejmem, a nawet w samym Sejmie, jest możliwy, bo są rzeczy i dziwa w Polsce, których by Mrożek nie wymyślił. Za to mamy nowe przysłowie: „Nienawidzić kogoś jak Niesiołowski PIS-u”.

Dionizjuszu – zwracam się do czcigodnego prof. Czubali – zajmij się sejmowymi legendami i plotami! Potomni będą Ci wdzięczni.

Michał Waliński

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s