Kroniki skundlonych obyczajów (X). Kaczyński kroczy śladem św. Pawła

„Zło dobrem zwyciężaj!” Na św. Pawła powołał się prezes Kaczyński, kończąc wczoraj jedno z przemówień przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie (pogubiłem się w tych przemówieniach, lider PIS wygłosił ich wczoraj bodaj trzy!). …


Przemówienia iskrzyły emocjami i popisami retorycznymi. Szczególnie ubodła mą pamięć spiętrzona konstrukcja anaforyczna spięta słowem „Hańba!” Można przyjąć, że w dzisiejszej Polsce haniebne są wszystkie działania, które nie są działaniami ojca Rydzyka, Radia Maryja, „Gazety Polskiej”, Telewizji „Trwam”, Antoniego Maciarewicza, i samego prezesa. Do wczoraj nie wiedziałem, w jakim grzęzawisku moralnym żyjemy – lider PIS mnie oświecił.

Niemniej skromnie zauważyć pragnę, że ilość przemówień wygłoszonych przez Kaczyńskiego w drugą rocznicę katastrofy smoleńskiej niekoniecznie wpłynęła na ich retoryczną jakość.

Poprawne przemówienie – zgodnie z regułami sztuki oratorskiej – powinna cechować harmonia wynikająca z użycia takich a nie innych figur retorycznych i środków stylistycznych. Harmonia owa powinna wspierać harmonię myśli, tę zaś intelekt. Owszem, dobry mówca wie, że niezbędne są często środki burzące harmonię (ostry kontrast, antyteza itp.), lecz i one – summa summarum – muszą służyć poprawnej kompozycji mowy, warunkującej harmonię.

Przypadkowe, nieprzemyślane posługiwanie się figurami stylistycznymi jest zresztą sprzeczne z podstawowymi celami socjotechniki, powoduje, że słuchacz (odbiorca) czuje się zagubiony, a przemawiacz obnaża nie tylko brak kultury retorycznej, bo w skrajnych przypadkach człowiek językowo i stylistycznie nieokrzesany daje, wygłaszając mowę, pokaz sui generis biegunki umysłowej.

Co ujdzie na weselu w czasie wygłaszania pijanych toastów lub w przemówieniu niewykształconego sołtysa, na wyższych szczeblach polityki nie uchodzi.

Jako człowiek w bardzo słusznym już wieku powiem, że wysłuchałem w życiu wielu przemówień, ba, zdarzało się, że klaskałem, jak …bohater „Kartoteki”. Mowy Jarosława Kaczyńskiego wydają mi się stać na ciut wyższym poziomie niż przemówienia niechlubnej pamięci Zdzisława Grudnia, niegdyś sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach. Obaj panowie tak jakoś mi się, jako oratorzy, skojarzyli, może dlatego, że i Kaczyński jest kompletnie na bakier z zasadami dykcji i artykulacji. Przy okazji: warto by puścić w telewizji ponownie znakomity dokument pt. bodaj „Ścinki” poświęcony Grudniowi, a zrobiony z fragmentów filmów wyciętych przez PRL-owską cenzurę.

Jarosław Kaczyński, przemawiając, popełnia grzech stylistycznej redundancji, gubi się w przywoływanej symbolice, a ściślej – gubią go środki, których bez umiaru używa. W jednym z wczorajszych przemówień usłyszeliśmy: „Tak zwyciężymy. Węgrzy pokazali, że można. Polsko-węgierska jedność buduje się, powinna być budowana także dziś. Jest siła, która przekracza granice. Najpierw musimy zwyciężyć. Musimy być jedno. Musimy być jedno ramię. ” W innym (?): „Możemy zwyciężyć wtedy, jak będziemy jak jedno ramię. W Piśmie Świętym ramię znaczy siła, ci, którzy niszczą jedność, niszczą siłę.”

Pomijam kwestię, czy mówca czynił w tym wypadku aluzje do „odszczepieńców” w rodzaju ziobrystów. Niepokoi mnie owa symbolika „ramienia” jako zapowiedź reaktywacji IV RP. Ramienia symbolizującego „siłę” i „jedność”, które zapewnią „zwycięstwo”. Nijak mi ta symbolika, chociaż biblijna, jeśli o proweniencję chodzi, nie pasuje do Pawłowego nawołania „Nie dajcie się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężajcie.” (Rz 12, 21)

Ramię jako symbol siły i jedności zapewniających zwycięstwo (komu? – wiadomo!), sugerują bezwzględną walkę i rozprawę z przeciwnikami politycznymi. Nie mnie, agnostykowi, interpretować słowa św. Pawła, ale bez pojęcia miłości bliźniego, bez empatii, bez idei solidarności ludzkiej i współpracy, bez dialogu zmierzającego do zrozumienia, słowa Pawła nie miałyby żadnego sensu.

„Ramię/jedność/siła” ma się tak do „zwyciężania dobrem” jak Krym do Rzymu, brak wąsów do fizjonomii Piłsudskiego, Doda do habitu lub marzenia kastrata do potencji.

Ale to wszystko nie jest ważne.

Pytam, ciągnąc wątek „skundlonych obyczajów”: A gdzie tu Polska? No, gdzie? – pytam

Michał Waliński

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s