Kroniki skundlonych obyczajów (V). „Jest takim samym chamem jak…”

Kilka dni temu (27 III) Janusz Palikot w Radiu Zet – wypowiadając się na temat "żartów" "ojca" Rydzyka z Anny Grodzkiej – stwierdził, że "[biskup] Michalik jest takim samym chamem jak Rydzyk, no taka jest prawda." …

Kilka dni temu (27 III) Janusz Palikot w Radiu Zet – wypowiadając się na temat "żartów" "ojca" Rydzyka z Anny Grodzkiej – stwierdził, że "[biskup] Michalik jest takim samym chamem jak Rydzyk, no taka jest prawda."

Wytykając Kościołowi butny feudalizm, Palikot ma niewątpliwie rację, bo to jedna z przyczyn, z powodu których Kościół traci wiernych. Co do mnie, nie jestem fanem Michalika i in. medialnych biskupów, a o. Rydzyka w szczególności.

Czy "Michalik jest takim samym chamem jak Rydzyk", nie wiem. Dokładnego uzasadnienia tej tezy trzeba sie domagać od Palikota.

Palikot ma zasłużona opinię jednego z nielicznych intelektualistów w gronie polskich polityków. W dodatku – intelektualistów czytających książki. I piszących, nieźle piszących.

Naturalnym środowiskiem mentalnym Palikota jest filozofia. Czy intelektualiście filozofowi przystoi używać trywialnych epitetów w odniesieniu do przeciwnika?

Gdyby Sokrates, zaczepiając na ateńskiej ulicy jakiegoś wypasionego, pewnego siebie i zadowolonego ateńczyka (a zaczepiać i prowokować lubił), zwracał sie do niego w stylu "Czcigodny Meletosie, chamem jesteś!", niechybnie oberwałby po pysku. Gdyby Sokrates, nauczając i polemizując, obrzucał przeciwników epitetami (w funkcji argumentów), nie porwałby intelektualnie Platona i in. uczniów.

Nazywając przeciwników chamami, lekceważy się Prawdę, nie tylko dlatego, że nie znajdziesz na tym padole dwóch identycznych chamów. A więc niekoniecznie "taka jest prawda".

Epitet w funkcji argumentu polemicznego wyklucza ironię typu sokratejskiego, o czym Palikot wiedzieć powinien.

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Kroniki skundlonych obyczajów (V). „Jest takim samym chamem jak…”

  1. anonymous pisze:

    Krzysztof Laskowski writes:Panie Profesorze,Poseł Palikot nazwał w 2008 roku śp. prezydenta Kaczyńskiego chamem. Stołeczna prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie, a sąd okręgowy oddalił zażalenie na decyzję o umorzeniu http://www.wprost.pl/ar/152918/Palikot-nie-bedzie-scigany-za-nazwanie-prezydenta-chamem/. Ergo wyżej wymieniony epitet w świetle prawa stracił wartość negatywną. W takim razie można bez skrupułów tymże słowem szafować, a sam poseł Palikot nie powinien się obrażać, jeśli ktoś nazwie go chamem. Osobiście nie mam co do niego żadnych złudzeń. W poprzedniej kadencji Sejmu brylował on przed kamerami, wylewając potoki nieczystości na przeciwników politycznych – nie było to nic poza pajacowaniem. Kiedy wreszcie mógł się czymś wykazać, tj. szefowaniem komisji "Przyjazne Państwo", m.in. zablokował propozycję, by każda firma zatrudniła strażaka (to akurat było słuszne), ale nie starczyło mu cierpliwości i siły przebicia na więcej. Poza tym kombinował z wpłatami na swój fundusz wyborczy, na który mieli łożyć, wysupłując ostatnie grosiki, studenci, emeryci i nieboszczycy. Ale litościwa prokuratura lubelska z niewielkim zapałem prowadziła dochodzenie w tej sprawie. W zeszłym roku wykorzystał potencjał antyklerykalny, który w pewnym stopniu istnieje niewątpliwie za sprawą działań Kościoła, i wprowadził do Sejmu nowe ugrupowanie (od 10 lat tego nie widziano). Przyjąłbym to jako folklor polityczny, gdyby nie fakt, że poseł Palikot oparł fortunę na tak niesmacznych postaciach jak redaktor Urban jako patron, poseł Rozenek, czyli dawna Urbanowa prawa ręka w "NIE", poseł Kotliński, który w "Faktach i Mitach" zatrudniał kapitana Piotrowskiego, czy posłanka Nowicka, nota bene jak ja absolwentka filologii klasycznej, niegdyś pobierająca wynagrodzenie od koncernów farmaceutycznych za udawanie wielce zatroskanej o to, że w Polsce za mało wykonuje się legalnych aborcji, a podobno za dużo nielegalnych. Posłowie klubu Ruchu Palikota trudnią się głównie wzniecaniem zarzewia słownej wojny religijnej i publicznym ćmieniem marihuany. Bez uchwalania ustaw to zwyczajne bicie piany, choć po prawdzie politycy innych klubów parlamentarnych na czele z premierem Tuskiem i prezesem Kaczyńskim też w tym celują. Ostatnio poseł Palikot rzucił bon motem, że Polacy powinni wyrzec się polskości, na co oburzył się nawet prezydent Kwaśniewski (który moim zdaniem bardzo zaszkodził krajowi, np. tolerując gigantyczną korupcję w administracji publicznej; przypomnę przepiękną sprawę eseldowsko-esbeckiego konsorcjum Megagaz-Prochem z takimi tuzami jak posłowie Piłat i Celiński oraz generał Waga, które za kadencji Kwaśniewskiego starało się ukraść niemal miliard złotych za umowę na budowę trzeciej nitki rurociągu "Przyjaźń" – rurociąg nie powstał, a wskutek hałasu wywołanego artykułami w prasie konsorcjum musiało ukontentować się 600 milionami). Poseł Palikot miałby zostać prezydentem RP? Przypuszczam, że nie byłby lepszy niż prezydent Komorowski, który jako marszałek Sejmu próbował nielegalnie zdobyć tajny aneks do raportu z likwidacji WSI, a za samo to nie powinien pełnić obecnego urzędu.

    Polubienie

  2. iambogna pisze:

    No to moze na tej zapomnianej proweniencji "chama" polega (niezamierzona) "sokratejska ironia" lubelskiego posla-filozofa? Oczywiscie nie upieralabym sie przy takiej intencji autorskiej, jednakze Palikot – nie tak dawny wydawca katolickiego "Ozonu" – Biblie zna chyba na tyle dobrze, ze takie uzasadnienie moglby, post factum, zaserwowac w odpowiedzi na penalizacyjne zapedy Beaty Kempy.Masz oczywiscie racje, ze zacietrzewienie i blazenada niepotrzebnie psuja program polityczny Ruchu JP. Mnie jednak duzo bardziej niepokoi jego apetyt na wladze. Kazdy polityk ma ambicje (i miec musi), ale Palikotowa ostentacja w mowieniu juz o prezydenturze lub premierostwo swiadzy albo o kompletnej niedojrzalosci, albo o kompletnym cynizmie. A najprawdopodobniej o jednym i drugim – co nie najlepiej wrozy calemu Ruchowi.

    Polubienie

  3. 16Siko15rek pisze:

    Oczywiście Palikot nie jest Kołakowskim. Ale… innych sejmowiczów mógłby natchnąć do podnoszenia współczynnika intelektualnego.Dzisiaj raczej nikt, mówiąc o kimś cham, nie ma na uwadze proweniencji biblijnych słowa. Tym bardziej, że chamów mamy pod dostatkiem. Więcej-ć u nas chamów niż Kordianów, co może i dobrze, bo i z Kordiana niezły cham był.Antyklerykalna konsekwentność Palikota? Tak mu dopomóż Bóg! Byle by nie psuł wszystkiego zacietrzewieniem, "nieadekwatnym"językiem i błazenadą.

    Polubienie

  4. iambogna pisze:

    Nie przeceniajac intelektualnych walorow programowego skandalisty, jakim w polskim sejmie jest Janusz Palikot, akurat w tym przypadku bronilabym "kontekstualnej" poprawnosci jego wypowiedzi (na ile swiadomie zamierzonej, to juz inna sprawa). Cham to w koncu imie biblijne, w dodatku o konotacji na tyle ambiwalentnej, ze niekoniecznie musi byc inwektywa dla bieglego w Pismie Swietym duchownego.Nie do przecenienia jest za to antyklerykalna konsekwentnosc lewicowego neofity ("starej" lewicy na to nie stac), dzieki ktorej nietykalnosc kleru przestaje byc spolecznym dogmatem. Na subtelna ironie tak silne socjosentymenty sa raczej odporne – nawet jesli ich nosiciele potrafiliby ja dostrzec. Natomiast zelocka reakcja poslanki Beaty Kempy mogla wywolac ozdrowienczy smiech… Co byc moze bylo zamiarem Palikota-filozofa, podazajacego tu sprawdzonym sladem bezceremonialnego Rebelais'a?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s