Anka Kowalska z Sosnowca

Kilka dni temu uczczono w Sosnowcu rocznicę 80. urodzin poetki, pisarki i działaczki opozycji Anki Kowalskiej, zmarłej w 2008 roku. Obecni byli m.in. Andrzej Kuroń (brat Jacka), Seweryn Blumsztajn, Teresa Bogucka, Danuta Stołecka, siostra Maria Czerwiak oraz Kazimierz Żmija, historyk i pomysłodawca urządzenia w mieście niewielkiego muzeum KOR. Podczas wernisażu wspomnienia i teksty Kowalskiej czytał Andrzej Seweryn. W Miejskiej Bibliotece Publicznej odbyła się – z udziałem Joanny Szczęsnej i prof. Mariana Kisiela – promocja ostatniej książki pisarki „Folklor tamtych lat”. …

Anka Kowalska, ur. w 22 lutego 1932 r. w Sosnowcu, tu spędziła znaczną część lat okupacji, uczęszczała do II LO im. E. Plater, ale maturę zdawała w liceum w Będzinie. Przed śmiercią zdecydowała, by wrócić do rodzinnego miasta.

Dobrze, że w Sosnowcu wychodzi się poza „zaklęty” krąg dwóch-trzech nazwisk związanych z dawniejszą i bliższą historią miasta.

Informacje o uroczystości przypomniały mi pewne wydarzenie z mojej wczesnej młodości. Ot, anegdotka.

W latach 1965 i 1966 byłem otóż „pomocnikiem” wybitnego polonisty prof. Władysława Studenckiego (wykładał m.in. w WSP w Opolu, dzisiaj imię jego nosi Biblioteka Miejska w Bytomiu). Do funkcji tej polecił mnie mój polonista szkolny mgr Bronisław Duch. W Bytomiu działał prężnie od października 1948 r. Klub Literacki, założony przez prof. Studenckiego i funckjonujący pod jego kierownictwem ponad 33 lata – do stanu wojennego. Klub – w czym oczywiście nie było żadnej mojej zasługi – stał się wzorem dla innych miast i ośrodków, a wspaniałe wieczory uświetniali najznamienitsi polscy pisarze, uczeni, reporterzy i podróżnicy. Dzisiaj zdaję sobie sprawę, a w jak istotny sposób spotkania z twórcami przyczyniły się do sięgania po książki.

Na czym polegała moja rola? Przygotowywałem ręcznie plakaty (w czym pomagała mi moja siostra Hanna), rozlepiałem je na mieście, roznosiłem do miejskich urzędów i instytucji wypełniane pieczołowicie zaproszenia, przygotowywałem, wspólnie z kolegami, salę do wieczoru, a trzeba było zadbać o stosowną ilość krzeseł, bo pomieszczenie zawsze pękało w szwach i pamiętać o sodówce dla gości, o kwiatach. Prof. Studencki – gospodarz Klubu – pilnie wszystkiego doglądał, nieraz mi się za jakieś niedopatrzenie oberwało, ale tak w ogóle był człowiekiem wielkiej mądrości i jeszcze większego serca.
Pewnego wieczoru, w czwartek, oczekiwaliśmy w napięciu na znamienitego gościa, wrocławską pisarkę (i przyjaciółkę Marii Dąbrowskiej) Annę Kowalską. Gość się spóźniał, napięcie rosło, prof. Studencki był mocno podenerwowany.

Jakież było zdziwienie wypełnionej po brzegi sali, gdy w końcu – zamiast czcigodnej starszej damy – wkroczyła do środka krokiem godnym topowej modelki zjawiskowa trzydziestolatka, w rozkloszowanej kwiecistej sukience, ale z włosem i makijażem w stylu Juliette Greco (powiew egzystencjalnej mody w Polsce lat 60., pomijając sukienkę rzecz jasna).
Zjawiskowa dziewczyna podeszła do prof. Studenckiego, zaczęły się jakieś szeptane wyjaśnienia. – No, teraz mi się oberwie! Pewnie coś nabroiłem z zaproszeniem! – w tym momencie byłem na twarzy bielszy od najbardziej białej szpitalnej ściany, nogi zaczęły mi odmawiać posłuszeństwa, miłosierna koleżanka podawała mi skwapliwie kubek z wodą.

I zaraz potem odczucie ulgi. Sprawa się wyjaśniła. Zaproszenie wysłane do pisarki Anny Kowalskiej z Wrocławia, skierowano przez pomyłkę do Warszawy i otrzymała je autorka „Pestki”. Jak widać, „Pestka” miała już wówczas większą siłę przebicia.

Spotkanie z Anką Kowalską, w nieoczekiwanym „zastępstwie”Anny Kowalskiej, odbyło się i był to niezapomniany wieczór. Młodą pisarkę pożegnano gromkimi brawami. Odprowadzał ją do drzwi rozpromieniony prof. Studencki, czuły nie tylko na uroki literatury. Jedynie kilka babć emerytek, które „etatowo” przychodziły na bytomskie wieczory, wymieniało kąśliwe, jak można przypuszczać, uwagi na temat emploi gościa w sukience w kwiaty.

Ja na jakiś czas stałem się fanem „Pestki” (w marzeniach byłem pisarzem i romansowałem z Agatą lub z Sabiną, a może z obiema ), później obrzydziła mi ją wersja filmowa (K. Jandy niestety).
Jak to się dziwnie plecie…

Anka Kowalska, Sosnowiec, polonista szkolny z Bytomia, prof. filologii polskiej W. Studencki, Anna Kowalska, ul. Lindego we Wrocławiu, gdzie mieszkała Anna Kowalska i gdzie, w tej samej willi od lat 50. do śmierci mieszkał mój polonistyczny mistrz prof. Cz. Hernas, II LO im. E. Plater w Sosnowcu…
Mógłbym ciągnąć ten łańcuszek „cudownych” polonistycznych (i nie tylko) okoliczności. I widzieć w nim pierwiastek metafizyki. Albo spojrzeć z Hume’owską trzeźwością.

Michał Waliński

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Anka Kowalska z Sosnowca

  1. 16Siko15rek pisze:

    Dziekuję, do książki A. Kowalskiej sięgnę. Pozdrawiam równie serdecznie.Myśl Kołakowskiego zasługuje na uwagę i refleksję.

    Polubienie

  2. anonymous pisze:

    [z:] Horror metaphysicus writes:Im bardziej nierzeczywista staje się dla mnie historyczna wspólnota, tym mniej rzeczywistym staję się „ja” sam.Leszek Kołakowski

    Polubienie

  3. anonymous pisze:

    Anonim writes:Panie Profesorze,polecam książkę z tekstami Anki Kowalskiej, wydaną w 2011 roku, a która była przy okazji 80. rocznicy urodzin prezentowana: "Folklor tamtych lat", wyd. Więź. Jestem w trakcie lektury i świetnie się czyta- autorka doskonale opisuje niektórych znanych opozycjonistów i działaczy KOR-u. Zaraz na początku książki opowiada anegdotę z własnej szkoły, w której była prymuską. W momencie kiedy kadra nauczycielska wpadła na pomysł, żeby prymuska napisała list do Stalina, to odmówiła, co miało swoje przykre konsekwencje. Dopiero pod osłoną nocy jej łacinnik przyszedł do jej rodzinnego domu, żeby pogratulować ojcu córki. To tylko przykład z "naszego" podwórka, natomiast opisana działalność warszawska i folklor tamtych lat wciągają czytelnika niesamowicie. Pozdrawiam Pana serdecznie!

    Polubienie

Odpowiedz na anonymous Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s