Polska „Marylin Monroe, ale dupa na wierzchu publicznie”, czyli na manowcach feminizmu

Mamy ostatnio do czynienia z nietypową medialną modą, za jaką uznać można swoistą odmianę podglądactwa (voyeuryzmu) – mam na uwadze polowanie przez portale internetowe i tabloidy na majtki i gołe biusty damskie tudzież pupy wyzierające lub wypełzające (zazwyczaj niby „przypadkiem”) spod bluzek, biustonoszy lub sukienek celebrytek. …


Zadziwiła mnie ilość doniesień na ten temat w takiej chociażby „Wirtualnej Polsce”,„Onecie” i innych czołowych (poważnych? szanujących się?) witrynach: „Majtki Węgrowskiej, pośladki Gawędy – Sylwester w Polsacie!”, „Dominika Zasiewska pokazała biust u Kuby Wojewódzkiego”, „Kate Hudson pokazała nowy biust – FOTO”, „Dziewczyna Koterskiego pokazała biust”, „Patrycja Markowska pokazała majtki”, „Mikołajczyk pokazała majtki FOTO”, „Była dziewczyna strongmana pokazuje cycki – Wykop.pl” – i dalej, w tym stylu. Celebrytek pokazujących „coś tam” wydaje się być więcej niż tych pokazujących się publicznie, ale nie zaliczających tego rodzaju „wpadek”. Słowo „wpadka” nadużywane przez redaktorów jest zresztą nadzwyczaj umowne i pachnie co najmniej hipokryzją.

Na wstępie należałoby postawić zasadnicze pytanie: kogo można nazwać celebrytą/celebrytką? Nie znajdziemy tego słowa w starszych polskich słownikach językowych, pojęcie weszło w Polsce do powszechnego użytku ledwie kilka lat temu, por. np. pracę prof. W. Godzica, „Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów”, Warszawa 2007. Tytuł książki Godzica nawiązuje do przewrotnej definicji Daniela Boorstina z 1961 roku: „celebryt to osoba, która jest znana z tego, że jest znana”. Celebryci „rekrutują się” z takich zawodów, jak aktorzy, piosenkarze, bywają nimi ludzie związani z telewizją, niektórzy przedstawiciele showbiznesu, uczestnicy rozmaitych reality show, sportowcy, dziennikarze, a nawet politycy i …fachowcy od gotowania. Płci obojga.

Jednoczy ich wszystkich, jak się wydaje, jeden nadrzędny cel: być na ustach „wszystkich”, to zaś nie jest dzisiaj możliwe bez regularnej obecności w środkach masowego przekazu – telewizji, radiu, Internecie, tabloidach i prasie brukowej i na premierach filmowych, koncertach, pokazach mody, wernisażach, głośnych ślubach itp. Sens bycia celebrytą, a może i sens życia w ogóle (w jej i w jego mniemaniu) sprowadza się więc głównie do nieustannych zabiegów mających na celu podtrzymanie własnej popularności, co wykorzystują liczne portale internetowe, telewizja, kolorowe lub brukowe media. Istnieje tu pewne sprzężnie zwrotne: media lansują celebrytów, by na informacjach o nich dobrze zarabiać, interesują je zwłaszcza szczegóły z życia prywatnego, szczególnie te uważane za intymne (rozwody, ciąże, kłótnie, wzajemne donosy), sposób noszenia się celebrytów (m. in. ubiór i sposób noszenia przyodziewku), zachowanie w miejscach publicznych, ich wypowiedzi i opinie; celebryci zaś – poprzez swego rodzaju „aklamację” – aprobują tę sytuację, ba, niejednokrotnie z własnej inicjatywy dostarczają mediom pożywki.

Jedną z cech wyróżniających środowisko celebrytów są targające tymi ludźmi wzajemne animozje i „niechęci”, ujawniane m. in. w wywiadach i wypowiedziach dla mediów, co nie dziwi, gdyż działa tu zasada ostrej konkurencji, każdy ma własny interes do zrobienia (a nuż „załapię się” na rólkę w kolejnym serialu, a nuż więcej ludzi kupi moją płytę, przyjdzie na koncert, a nuż zostanę po raz kolejny jurorką X Factora). Dziennikarka i celebrytka zarazem Karolina Korwin-Piotrowska mętnie tłumaczy w piśmie „Flesz”, dlaczego najprawdopodobniej nie weźmie udziału w trzeciej edycji show „Top Model. Zostań Modelką” (krążą plotki, że po prostu wyrzucono ją), co jej kolega, celebryta fotografik, komentuje: „Nasza kochana Karolina – wielka przeciwniczka Top Model – Dawidomacanki… [sic, M.W.] żeby tylko jakiś facet chciał ją zmacać.” „To cała prawda o Marcinie. Brak mojego komentarza do tego jest najlepszym komentarzem” – odcina się Marcinowi „kochana Karolina”. Z łamów portali, tablidów i kolorowych pisemek od dłuższego czasu nie schodzi temat poświęcony uczuciu wzajemnej „niechęci” Magdaleny Walach i Joanny Koroniewskiej. Twórcy najbardziej popularnego telewizyjnego tasiemca tak ustawiają zdjęcia , aby dwie celebrytki broń boże nie zetknęły się ze sobą. Z nękania celebrytów, a zwłaszcza celebrytek, można chyba nieźle żyć, jak pokazuje przykład celebryty i dziennikarza Kuby Wojewódzkiego. W ślady tego ostatniego zdaje się iść – w działalności publicystycznej – wspomniana Karolina Korwin-Piotrowska.

W rozmaitych wywiadach rodzimi celebryci kreują się na ludzi niezmiernie zapracowanych (czytaj: rozrywanych przez media i reżyserów), ale tak na zdrowy rozum, żeby „celebrować” i utrzymywać się na celebryckim „topie”, trzeba dysponować ogromnym zapasem czasu wolnego, dlatego środowisko to może kojarzyć się w jakimś stopniu z pojęciem „próżnowania na pokaz”, o którym pisze klasyk socjologii Thorstein Veblen w odniesieniu do dawnych i nowszych (styl życia elit biznesowych pierwszej połowy XX w.) „klas próżniaczych”. W końcu – na biednych nie trafiło.

Celebrytę/celebrytkę rozpoznaje się nie tylko po tyłku, ale m. in. po stanie posiadania; portale i kolorowa prasa zawsze żywo zainteresowane są nowym samochodem (nie może być to oczywiście model z niższej lub średniej półki), przeprowadzką do luksusowego apartamentu, ich wakacjami, ważny jest w równej mierze model noszonej marynarki, portek lub sukni, torebki damskiej („Ile gwiazdka X włożyła na siebie …pieniędzy?” – to częsty dylemat dziennikarzy specjalizujących się w życiu celebrytów). Ostentacyjna „konsumpcja na pokaz”, jak ująłby rzecz Veblen, jest istotnym znakiem wzajemnej konkurencji na celebryckim targowisku próżności (skłonność do rywalizacji wyróżniała także przedstawicieli dawnych klas próżniaczych).

To m. in. sprawia, że jest to środowisko nadzwyczaj płynne, panuje tu nieustanna „rotacja” kadr; nie bez powodu na czoło doniesień w bulwarówkach wysuwają się informacje typu, która jest aktualną, a która byłą dziewczyną Kuby W., z kim obecnie pozostaje w związku Dorota R., kto z kim się rozwodzi (rozstaje) itd. Niestety, od dawnych „klas próżniaczych”  środowisko celebrytów nie przejęło etykiety i tzw. dobrych manier, wystarczy przyjrzeć się ich językowi. Owszem, można tu mówić o pewnej „etykiecie” w negatywnym sensie – kiczu zachowaniowym lub, by użyć slangowego wyrazu, zwyczajnym„obciachu”. Dawne klasy próżniacze za największy zaszczyt uważały „życie w bezczynności, spędzane poza zasięgiem oczu innych”, szczególnie warstw niższych, plebsu (Veblen). Celebryci, ex definitione niejako, żyją na oczach tłumów, nie mogą zaistnieć bez świateł ramp i błysków fleszy.

Cechą charakterystyczną owych indywiduów jest bowiem niezwyczajna próżność i megalomania, bo umówmy się, celebryta nie jest na ogół żadnym poważnym autorytetem społecznym (aczkolwiek może być społecznym problemem, jak Nergal), ale media mogą, jak na przykład Katarzynę Cichopek – autorkę książek z poradami dla sexi mam – Tomasza Jacykowa – podobno stylistę, Rafała Mroczka-zwycięzcę „Tańca z gwiazdami” i aktora (?), Sebastiana Florka – kandydującego niegdyś do Sejmu RP z listy „Big Brothera”, Radosława Majdana – bramkarza znanego nie tyle z osiągnięć sportowych, co z faktu, że był przez moment chłopakiem samej Dody, kreować na swoisty autorytet. Pojęcie celebryty rozmija się wyraźnie  z pojęciem dawnej gwiazdy (np. filmowej) lub idola. Jeśli o Kołakowskim, Jandzie czy Gajosie możemy powiedzieć, że to „sławy”, to owo staroświeckie pojęcie (posiadające pozytywną na ogół konotację) celebrycie raczej nie przysługuje, „sława” celebrytów jest drukowana inną czcionką. Celebryta nie ma też żadnych szans, aby stać się bohaterem kultury masowej, jak Bond, Klos czy MacGiver.

Niby już z grubsza wiemy, kogo określamy jako celebrytę, ale zbudowanie precyzyjnej definicji wykracza poza możliwości niżej podpisanego, chociażby dlatego, że w środowisku celebryckim istnieje wspomniana nieustanna fluktuacja personalna. Dlatego nie będę roztrząsał, czy np. Ryszard Kalisz lub Stefan Niesiołowski mieszczą się w definicji celebryty, a zajmę się pewną (sporą!) grupek celebrytek, których łączy heroiczna wręcz determinacja w wysiłkach, by nie wypaść z obiegu lub wpaść w oko reżyserowi (cel, do którego zmierzają, może być bardzo różny). Usiłowania te przyjmują często kuriozalną, groteskową formę i w jakiejś mierze proszą się o konsultację psychiatryczno-seksuologiczną. Lista „interesujących „nazwisk damskich, które kojarzymy z celebryckim „ekshibicjonizmem” jest o wiele dłuższa niż cytowane dla przykładu niżej.

Postanowiłem zatem niezbyt kreatywnie i bardzo nieśmiało poeksperymentować. Wpisałem do Google’a frazę „pokazała biust/piersi”. Jako rzetelny patriota pominąłem nazwiska (i biusty) zagraniczne. Jako sceptyk, szukałem z cudzysłowem i bez cudzysłowu; w drugim przypadku wyników było więcej, ale tak czy siak wynik eksperymentu oszołomił mnie, czego przyczyną były nie tyle pokazywane biusty, lecz ilość wypluwanych przez Googla doniesień w rodzaju: Natalia Lesz pokazała biust i mamę (FOTO), Kasia Figura pokazała biust (FOTO), Markowska pokazała pierś. Specjalnie?, Kayah pokazała prawie całą pierś! – Galeria, ‎ Skrzynecka znów pokazała piersi‎, Edyta Górniak pokazała pierś! FOTO, Kinga Rusin pokazała biust. Jurorka You can dance ma piersi!, Weronika Książkiewicz pokazała pierś!, Ilona Felicjańska pokazała NAGĄ PIERŚ. Na imprezę przyszła bez …, Jabłczyńska pokazała piersi. Joasia Jabłczyńska na targach …, Która polska gwiazda pokazała pierś? [Sylwia Gliwa], Maja Bohosiewicz pokazała piersi!, Anna Mucha pokazała cycki, Iwona Węgrowska pokazała opalone piersi, Mucha pokazała całe piersi!, Ewa Minge pokazała co nieco, Była dziewczyna strongmana pokazała piersi, Portal Polskich Podglądaczy – Podejrzane.pl Pokazała cycki w …, PUDELEK – Cichopek pokazała pierś!, Małgorzata Socha pokazała prawie gołe piersi. Piersi Małgorzaty, STRIPTIZ U WOJEWÓDZKIEGO… Wodzianka pokazała biust! … and so on.

Tę samą nadzwyczaj uczoną metodę inwigilacji zastosowałem w odniesieniu do portalowych pup (vel „tyłków”, „pośladków”, a nawet „d.p” celebrytek: Doda pokazała gołą d..ę! Całkiem publicznie. ZDJĘCIA!, Doda pokazała pupę. Ładna? , PUDELEK – Doda POKAZUJE TYŁEK (ZDJĘCIA), Górniak pokazała pupę! , Doda POKAZAŁA TYŁEK na imprezie! – prawdziwaprawda.pl, Doda pokazała gołą d..ę! Całkiem publicznie. ZDJĘCIA! – najwięcej …, Gawęda pokazała pupę – zdjęcie, Piosenkarka odsłoniła pupę w sylwestra [D. Gawęda], Ponętne celebrytki: Małogrzata Kożuchowska pokazała pupę!, Paulina Sykut pokazała pupę!, Polska Jolie pokazała pupę na uroczystej gali! – Ochyachy.pl [Agnieszka Orzechowska], Kolejna gwiazda pokazała pupę. Która? – Ochyachy.pl, Agnieszka Cegielska pokazała pupę – Kobieta – WP.PL, Górniak pokazała pupę, Andrzejewicz pokazała pierś i pupę. Zdjęcia! | Starlounge, Józefowicz obraził się, bo Urbańska pokazała pupę – KCIUK, Paulina Sykut pokazała pupę!, „Frytka pokazała pupę…” – nie pierwszy i nie ostatni raz …, „Tylko nas dwoje”: Sykut pokazała pupę, Doda też – Hollywood …, Polka pokazała pupę – KCIUK, Dorota Wellman pokazała pośladki! – teleshow.pl, Anna Mucha pokazuje tyłek – Abstrakcja / Animacja, Ludzie – Video …, Czy Doda pokazała za dużo? – Galeria – No co Ty!?, Lansik.pl – KTO POKAZAŁ TYŁEK? (Zdjęcia), Felicjańska pokazuje pupę (ZDJĘCIA) – Wpadki Pikantne Plotki …, „Jaka zazdrość, że pokazuje d…ę na scenie?” – Pomponik w INTERIA …
etc.

Wiedziony poznawczą pasją, zająłem się majtkami celebrowanymi publicznie przez: Doda pokazała majtki! FOTO, Iwona Węgrowska pokazała majtki, Plotki, zdjęcia, fotki, nago, Kto pokazał majtki? [Węgrowska], Ale wpadka! Aktorka pokazała majtki! – Ochyachy.pl, PUDELEK – POKAZAŁA MAJTKI na imprezie! (SEXY?) [Lesz], Agnieszka Orzechowska pokazuje majtki z czachą… VIDEO …, Edyta Górniak pokazuje majtki – Podejrzane.pl, Mikołajczyk pokazała majtki FOTO – No co Ty!?, Natalia Lesz pokazała majtki – Fakt.pl, Galeria Dorota Gardias pokazała majtki – Wydarzenia, Sport, Plotki …, Agnieszka Włodarczyk pokazała majtki i metkę (FOTO) – Kozaczek.pl, Orzechowska pokazała majtki. „Było fajnie”, Przybylska pokazała majtki Pirogowi – Pdr.pl, Gazeta Polska – Dorota Gardias pokazała majtki – ZDJĘCIA!, POKAZAŁA MAJTKI NA PREMIERZE = OCH, KAROL – GWIAZDY …, Kasia Cichopek poczuła wiosnę i pokazała majtki | Plotki, zdjęcia …, plotki.finanse-portal.pl | Patrycja Markowska pokazała majtki | plotki!, Popielewicz Pokazała Majtki I Coś Jeszcze | ZbieramyPlotki.pl, Gawęda pokazała majtki! – zdjęcie, Kinga Rusin pokazała majtki – Ciekawostki Skandale Wydarzenia … – można by wyliczać bez końca. Pisownia (tytuły na modę angielską, wytłuszczenia) oryginalna.

Z pobieżnego oglądu tytułów wynikałoby, że jedne pokazują majtki, inne biusty lub pupy, jeszcze inne piersi lub gołe piersi, całe piersi lub prawie całe piersi albo nawet i cycki, są takie, które pokazują nie pupy, lecz tyłki, gołe tyłki, a nawet dupy lub …policzki. Te o romantycznym usposobieniu, jak Katarzyna Cichopek, czekają na wiosnę i dopiero wtedy dokazują, sorry, pokazują – zgodnie z etyką naturalną i przykazaniami Kościoła.

Pominąłem celowo osobę, której portale swego czasu poświęciły sporo miejsca:
Szczepkowska pokazała tyłek. Joanna Szczepkowska pokazała …, Joanna Szczepkowska pokazała goły tyłek w teatrze, Szczepkowska pokazała pośladki! – Scena – Plejada – Sprawdź, co …, Szczepkowska tłumaczy, dlaczego pokazała tyłek, Pani Szczepkowska pokazała policzki Kontrowersje.net – portal … Wzdycham z ulgą z tego powodu, że żaden z redaktorów nie odważył się w tym wypadku wyrazić dosadniej: np. że „pokazała d..ę”. Świadczy to być może o tym, że nawet na najbardziej prymitywnych portalowych „pudelkach” znajdzie się od czasu do czasu odrobina szacunku dla kultury wyższej. Pupy Szczepkowskiej nie uwzględniam w tym miejscu, gdyż wybitna aktorka wystawiła ją na widok publiczny w głośnym przedstawieniu teatralnym, protestując przeciwko scenicznemu bełkotowi intelektualnemu, jaki jest domeną znanego reżysera i wąskiego kręgu jego wyznawców. Rozumiem powody kontestacji Szczepkowską i żałuję, że nie mogłem być świadkiem tego eve[neme]ntu.

Nie raz, nie dwa, czytając tytuły w rodzaju zacytowanych, żachnąłem się: a cóż mnie, na boga, obchodzi informacja o bardziej lub mniej wyskakującym spod biustonosza cycku tej czy innej, zwykle nieznanej mi z dokonań panienki czy pani! Ściślej mówiąc, albo sui genersi ekshibicjonistki, albo kobiety niechlujnej! Nie, nie, raczej nie wyglądam na faceta, który nałogowo chodzi do spowiedzi świętej i unika wszelkich możliwych sytuacji, które wyzwalałyby u „człowieka” tzw. zdrożne myśli, nie prowokuje także sytuacji a la Tartuffe. Nachalność i ekspansywność biustowo-tyłkowych informacji skłoniła mnie jednak, by wziąć majtki za rogi. W czym rzecz, do diaska?!

Próbowałem zatem wyciągnąć pewne wnioski.

Nie od dzisiaj wiadomo, że od liczby kliknięć zależy byt większości portali. We współczesnej cywilizacji kliknięcie jest rzeczą, w skali globalnej, najważniejszą. Klikając, decydujemy o obliczu świata, a może i jego być albo nie być. No bo proszę, czy bez wymiernej ilości kliknięć obywateli Amerykanów taki Obama zostałby prezydentem? A nawet polski Komorowski? Wyklikać można dzisiaj dosłownie wszystko: wzrost popytu na sznurówki i określony model mercedesa, informacje o podaży dorsza lub śledzia w Bałtyku, jak i przeciążenie linii energetycznych, nagrodę pocieszenia i przeciwnika ideologicznego. To nie żart, wszystkie serwery samego tylko Google’a pożerają więcej prądu niż duże miasto. Czasem myślę, że ostatnie w historii kliknięcie będzie jednocześnie końcem świata.

Klikanie można uznać za współczesną odmianę klakierstwa. Ludzie oglądając „Taniec z dorszami”, masowo klikają, czyli robią klakę. Nie dziwię się bynajmniej, że nasza ojczyzna tak dzielnie radzi sobie z kryzysem, kiedy ulubionym zajęciem Polek i Polaków w pracy jest klikanie nie tylko w Facebooka. Znaleźliśmy prostą i najskuteczniejszą receptę na PKP? Czy klikasz w pracy czy po pracy, obroty rosną. Wydaje się, że bessa w klikaniu w najbliższym czasie nam nie grozi, prędzej już przepowiadany przez znawców tematu koniec świata w grudniu.

Pierwszą więc, co nie będzie wielkim odkryciem, przyczyną pojawiania się na czołowych (oficjalnych?) portalach coraz większej ilości informacji o tym, która gwiazdunia i co pokazała, jest mamona. Pieniądz rządził i rządzi tym światem i tylko rządzący w poprzednim okresie dziejowym komuniści udawali, że jest inaczej. Ba, na wiarę w potęgę pieniądza zdaje się nawracać nawet Fidel Castro, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe. Malutko, a uwierzy nawet w klikanie.

Jeśli chodzi o „Onet”, „Wirtualną Polskę”, „Interię”, portal „Gazety Wyborczej”, źródłem informacji na interesujący nas temat są niezliczone witryny plotkarskie, Używając hiperboli, nie przesadzam, nie wiedziałem do niedawna, że istnieje w Internecie takie zatrzęsienie różnych pudelków, ratlerków, pomponików, wykopów i innych plotkarskich gniotów. Odkryłem przypadkowo, że istnieje nawet portal PPP i nie jest to bynajmniej portal Polskiej Partii Pracy ani Portal Przyzwoitych Panienek, lecz Portal Polskich Podglądaczy, wyniuchałem witrynę …o nazwie „Gwiazda Pokazała Majtki”. Tak, Internet jest skarbnicą wiedzy i studnią bez dna, która dostarcza chętnym niebywałych emocji i wrażeń… Mnóstwo nformacji „tyłkowych” dostarczają też strony internetowe niektórych bulwarówek (np. „Faktu”) czy stacji radiowych (np. „Eski”), jak i prasa kolorowa.

Specom od marketingu jedno kliknięcie odbiorcy w tytuł w rodzaju „Doda pokazała…” nie wystarczy. Pierwsze kliknięcie wymusza często (przynajmniej teoretycznie) dziewięć czy czternaście następnych, a każde z nich to odpowiednia ilość reklam i wzrost przychodów, bo otóż okazuje się, że nawet z publicznego pokazania majtek przez celeberytkę można cały portalowy serialik zmajstrować.

Rozmaitym, mniej lub bardziej finezyjnym lub prymitywnym sposobom wymuszania kliknięć przez klientelę portali trzeba by poświęcić osobny tom, ale to pozostawmy specjalistom od komunikacji, mediów i Internetu. Erotyka (włącznie z soft porno) odgrywa tu bodaj najistotniejszą rolę, a ilość dających się wyklikać komunikatów oferujących internautom możliwość swoistych doznań estetyczno-erotycznych lub zaspokajających zwyczajną ciekawość wybitnie wzrasta na portalach w porze późnowieczornej i nocą. Administratorzy zakładają, że jeśli ktoś nie śpi po nocach, to niechybnie szuka w Internecie erotyki i seksu. I nie jest to założenie bezzasadne, bo wzrasta z roku na rok nie tylko dochód z reklam, ale też ilość seksoholików i, w ogóle, ludzi uzależnionych od Sieci, wymagających niezbędnej opieki psychiatrycznej.

Pomijam linki, które w „czołowych” portalach odnoszą użytkowników danej witryny do treści „dozwolonych od lat 18” – tam dzieje się nieco więcej i nieco ostrzej, a klauzulę („oświadczenie”) dotyczącą „18 lat” każdy dzieciak ominie. Pomijam, z przyczyn oczywistych, portale „czysto” pornograficzne i erotyczne, zainteresowanych odsyłam np. do bardzo dobrej pracy L. M. Nijakowskiego pt. „Pornografia. Historia, znaczenie, gatunki”, (Warszawa 2010), który nie bez racji zwraca uwagę na aktywizację i rozrost sfery „kultury obnażania” w dobie Internetu. Pomijam też największą potęgę – „You Tube’a”.

Internet jest tworem „z natury” multimedialnym, wchłonął praktycznie wszystkie dotychczasowe media i gatunki (nie tylko popularnej i masowej) kultury. Niemal obowiązkowym wyposażeniem komunikatu typu „X pokazała tyłek” jest więc zdjęcie (seria zdjęć), czasem film. Utrzymane w sensacyjnym tonie informacje o „ekshibicjonizmie” celebrytek „ubogacają” (jak mówią kardynałowie i biskupi) komentarze internautów, których też nie uwzględniam w tym miejscu, na ogół są bowiem emanacją ciemnej, najbardziej prymitywnej strony Internetu, aczkolwiek – potencjalnie istotnym materiałem do badań socjologiczno-antropologicznych.

Dotykam kwestii co najmniej dwuznacznej. O portalach typu „Onet” czy „WP” chciałoby się mówić nie tylko jako o „czołowych”, lecz i jako „szanujących się”. Wysokie aspiracje w sferze rzetelnej informacji nie przeszkadzają im w dużej części upodabniać się do tabloidów, prasy brukowej lub „kolorowych” magazynów, a to za sprawą nie tylko szeroko pojętej erotyki, ale zatrzęsienia innych pseudoistotnych, utrzymanych w sensacyjnym tonie komunikatów, sensacyjnych albo kryminalnych historii z „samego życia”. W wypadku „WP” dochodzi ponadto do głosu wyraźna – jakby usprawiedliwiana przez nazwę portalu – tonacja „nacjonalistyczna” (typu „Polka została pokrzywdzona” przez obcych, obcy „nabruździli Polakowi”, „Polska jest potęgą” w czymś tam, o Polsce „dobrze ktoś gdzieś powiedział”, „robią koło pióra Kubicy”, „Małysza wykolegowali austriaccy sędziowie”), która mile łechce ego polskich odbiorców.

Hipokryzja witryn, zwłaszcza plotkarskich (typu ratlerek), kłuje w oczy, kiedy zerkniemy do treści artykulików, do których odsyłają cytowane we wstępie sensacyjne tytuły. Oddajmy się tedy lekturze: „Dorota prezentując swój styl, niespodziewanie pokazała trochę za dużo. Nie dało się nie zauważyć białej bielizny, która wyraźnie odznaczała się od czarnej kreacji. Białe majtki w połączeniu z czarną sukienką to niestety niezbyt dobry pomysł…”; „piosenkarka wyglądała bardzo ładnie, z jednym małym minusem. Założyła trochę za krótką sukienkę i było widać jej bieliznę! Taka wpadka! Następnym radzimy sprawdzić, czy długość kreacji jest odpowiednia…”; „Na pierwszy rzut oka nic nie wskazywało na to, że Doda pokaże >>to i owo<

Owe artykuliki są swego rodzaju „tłumaczeniem się z twórczości”, bo zwykle zawierają przynajmniej próbę uzasadnienia przyczyn (zasadności) publikowania informacji typu „Celebrytka X pokazała coś tam” z ilustrującym fakt zdjęciem/filmem (-ami). Argumenty mają (z grubsza) charakter natury estetycznej, moralistycznej (moralistyczno-kaznodziejskiej), psychologiczno-psychiatrycznej, edukacyjnej lub ingracjacyjnej (de facto …manipulacyjnej).

Zauważę jednak, że nie otrzymujemy rzetelnej informacji, czy obnażane pupy i majtki są czyste, a jest to istotne, bo niektóre z polskich celebrytek zainspirował model „ekologiczny”, polegający na niemyciu się, nieużywaniu mydła i kosmetyków, lansowany przez uznane i podrabiane gwiazdy i celebrytki zachodnie. Cóż, pokłońmy się przy okazji wielkiemu Irzykowskiemu: także „przełomy” i rewolucje w polskim stylu medialnym mają charakter wybitnie plagiatowy.

Zwraca się na przykład uwagę, że celebrytka nie ma gustu (czerwona halka, białe majtki, sapoty a la Lady Gaga), nosi źle dopasowane do ciała stroje (przykuse, za obcisłe, jej ubiór jest zbyt „eklektyczny”, podkreśla nieestetyczność („brzydkość”) rozchełstanego biustonosza, czasem (rzadziej) „prowokujące” piękno skandalizującej gwiazdki, nakłania wreszcie, zwłaszcza mężczyzn, do estetyczno-erotycznej zadumy.

Autorzy odwołują się do potocznie obowiązujących kanonów obyczajowych i moralnych: celebrytka, obnażając coś tam, przekracza „granice dobrego obyczaju”, przekracza „wszelkie granice”, przesadza, prowadzi się niemoralnie (alkohol, bankietowanie, wyuzdanie), daje zły przykład, kieruje nią hipokryzja, bo „ekshibicjonizuje się” publicznie dla pieniędzy (sposób na zwiększenie nakładu płyty, przyciągnięcia widzów i tp.). Czasem panie i panowie redaktorzy wpadają w ton iście kaznodziejski: „Można być bad girl, można obściskiwać się z chłopakiem na kanapie w knajpie, można grać Marylin Monroe, ale dupa na wierzchu PUBLICZNIE, to – jak dla nas – o krok za daleko!”. Hm, poczucie jedności stylu oratorskiego zakłóca tu nie tylko słowo na „d”. Często tłumaczy się czytelnikowi, że gwiazdka ma problemy z samą sobą, „kończy się”, powinna coś ze sobą zrobić. Pojawiają się „subtelne” zaproszenia celebrytek do wizyty u psychiatry lub terapeuty lub u rasowego modysty.

Technika ingracjacyjna przejawia się głównie w apelatywach i zwrotach skierowanych do płci męskiej, szczególnie wówczas, gdy autor (-ka) komunikatu nie „znęca się” zbytnio nad celebrytką (t o – podpowiadają – podoba się m ę ż c z y z n o m) lub w zwrotach i pytaniach retorycznych w rodzaju: oceńcie sami, podoba wam się t o, co wy na to? Charakterystyczna jest tonacja pewnego spoufalenia, „sfamiliaryzowania” z odbiorcami majtkowych sensacyjek: otóż „m y” wszyscy, wspólnie, jesteśmy świadkami mniej lub bardziej skandalicznego wydarzenia, możemy je poddać ocenie moralnej, estetycznej, nie kieruje nami zwyczajna ciekawość, ale…

Jednym słowem, kolportuje się pewne informacje utrzymane w poetyce, której historycznym źródłem jest instytucja dawnego magla. Podobnie jak w maglu informacja staje się nadzwyczaj cennym towarem i można ją sprzedać z niejaką korzyścią dla siebie, aczkolwiek w maglu nie plotkowano dla pieniędzy, lecz głównie dla podtrzymania więzi społecznej; plotkę wymieniało się na inną plotkę, podzielenie się z kimś (jednostką, grupą) plotką zakładało rewanż. Plotka, pogłoska, którą dzielę się z innymi, jest rodzajem daru. Obdarowany musi czuć się zobowiązanym (por. socjologiczne teorie daru). Tak jak tradycyjny magiel, magiel medialny musi funkcjonować w jakiejś grupie, w najbardziej minimalistycznym sensie – dwuosobowej. W portalach jednakowoż serwuje się ploteczki z myślą o kliknięciach, czyli dla zarobku, choć klikanie można też uznać za element swoistego „dialogu” między nadawcą a odbiorcą. Więzi społeczne są jednak w tym wypadku pozorowane, udawane lub z gruntu fałszywe; rzecz paradoksalna, komentarze pod majtkowymi komunikatami, najczęściej niewybredne i prymitywne, podnosząc klikalność, zabarwiają tę medialną wymianę darów pierwiastkiem swoistego autentyzmu.

Raczej nie spotkamy się w biustowo-majtkowych komunikatach z „czystymi”, „suchymi”, neutralnymi informacjami i konstatacjami, tak jak w zdecydowanej większości przypadków nie spotkamy się z pełną aprobatą dla określonego zachowania celebrytki, aczkolwiek częste będą apelatywy w liczbie singularis kierowane do odbiorcy męskiego („Musisz to zobaczyć”, „Przyjrzyj się jej pupie”, „Podoba ci się to?”). Redaktorzy portali lubią szczególnie posługiwać się jak najbardziej bezpośrednimi zwrotami do odbiorcy, wystawiając jego ciekawość na próbę („Komórka, którą musisz mieć”, „Zobacz, co grozi twojemu komputerowi”, „Sprawdź datę swojej śmierci”, „Czy twoja matka się puszcza?” itd.). Ten stary jak świat chwyt oratorski jest wyraźnie nadużywany, ale najwidoczniej opłaca się to.

Argumentacja nadawców uzasadniająca udostępnianie milionom odbiorców tego rodzaju sensacyjek jest – podkreślę raz jeszcze – sztuką uprawiania pozorów. Tak naprawdę, określone media i magazyny żerują na wrodzonej skłonności człowieka do podglądania innych, tym samym przecież tłumaczyć można popularność tasiemcowych oper mydlanych w telewizji w rodzaju „M jak miłość”, rewolucję kulturową dokonaną przez „You Tube”, nie mówiąc o „Big Brother”.

Estetyka? Niektóre z prowokujących ujęć Marylin Monroe są niedościgłymi arcydziełami fotografii. Nie spotkałem bardzo dobrego zdjęcia rodzimych celebrytek, nawet gdy robi go „zawodowy” lub podobno „uznany” fotograf. Zdjęcia wykonywane przez paparazzich są zresztą w zamierzeniu w sposób „typowy” niedoskonałe: poruszone, rozmazane, bez śladu myśli kompozycyjnej, co jest zabiegiem celowym, ma przydać im waloru autentyczności (łap chwilę, chwilo, przynosisz zysk!).

Na takich przykładach trudno kogokolwiek uczyć estetyki. Potępiać zaś same celebrytki za brak gustu? Trudno w interesującym nas kręgu ludzi znaleźć celebrytkę z tzw. klasą i przyzwoitym wyposażeniem umysłowym. Nieprzypadkowo istnieje wąska grupa uznanych gwiazd, aktorek, wykonawczyń, które zdecydowanie odżegnują się od zaliczania ich do kręgu celebrytek, aczkolwiek próbują to na nich wymusić media. Na Zachodzie pojawiło się ostatnio młode pokolenie ambitnych aktorek i aktorów, które niejako programowo unika wszelkich skojarzeń z „celebrytyzmem” i jako na niezbędny element filmowej czy scenicznej kariery stawia na pracę nas sobą. Skromne zaczątki tej pozytywnej mody widoczne są i u nas – tak trzymać, chciałoby się dodać.

Bez względu jednak na rodzaj (pseudo) argumentacji estetycznej, rzesze polskich nastolatek będą naśladować a to Dodę, a to kolejną gwiazdkę z „majtkowego” topu, a im dalej od centrów kulturowych, tym karykaturalniejsze formy naśladownictwo owo wykształci.

Kłania się teoria „gesungenes kulturgut” Neumanna stworzona w odniesieniu do kultury ludowej, z pewną jednakże poprawką: celebryckie żywe i skandalizujące karykatury inspirują powstawanie form jeszcze bardziej karykaturalnych: to, co jest arcykiczem celebryckim, „żenadą”, „obciachem”, przyjmuje ostatecznie – w powszechnym obiegu – postać szmiry. Widok nastolatki, nawet takiej pod trzydziestkę lub czterdziestkę, która w tęgi mróz maszeruje ulicą w srebrnych „kozaczkach” na koturnach, w spódniczce odsłaniającej stringi lub dżinsach chudszych od patykowatych kończyn dolnych, w kusym, rozpiętym kożuszku odsłaniającym brzuch, tak od górnego zwieńczenia łona, i kolczyk w pępku, jest dzisiaj powszechnym kanonem polskiej prowincjonalnej mody.

Kanony wysoko estetyczne na ogół nie są cechą do nabycia – albo się ma, albo się nie ma poczucia smaku. (Herbert nie bez racji pisał o związku dobrego smaku z etyką i …polityką.) Nade wszystko mamy do czynienia z medialnym prawem dżungli: na celebryckim topie bywa się krótko, jeśli skandalizujący repertuar stanowiący o wyposażeniu zawodowym (i umysłowym) gwiazdeczki jest zbyt skąpy i jednostronny, nudny po prostu, zużyty towar wymienia się na nowy towar i zabawa trwa dalej. Chyba że portale wylansują inny rodzaj podglądactwa.

Argumenty „psychiatryczne”? Czy do celebrytki, która straciła poczucie dystansu do samej siebie i nie ma (prawdopodobnie nigdy nie miała, z przyczyn najzupełniej naturalnych) rozwiniętej samoświadomości, jakikolwiek argument jest w stanie dotrzeć? Kiedy stoczy się kompletnie do rynsztoka, dopiero łowcy sensacyjek na portalach będą mieli używanie, dopiero zaczną się nad dziewczyną pochylać „z troską”, a moralizować, a pouczać!

Ambicje „pedagogiczne” przyświecające publikowanym komunikatom? Sugeruje się na przykład, że celebrytka „X” popełnia te same błędy, niczego nie nauczyła się (z lektury …mediów?), niejednokrotnie już była przyłapywana na „obnażaniu”, ale nie zmienia swojego sposobu bycia, jest więc krnąbrną uczennicą. Komunikat publiczny ma ją zdemaskować, zawstydzić, jest rodzajem publicznego napiętnowania. Skądinąd, „belferska” skłonność do zawstydzania ex cathedra skandalizujących celebrytek odgrywa zasadniczą rolę w technice manipulowania odbiorcami majtkowych komunikatów (dla nadawców komunikatów portalowych i tabloidowych sztuka manipulacji jest jedną z „kanonicznych” zasad i zasługiwałaby na odrębne omówienie) .

Pozorowany, udawany charakter owej taniej dydaktyki łatwo zdemaskować jako fragmencik wielkiej gry w udawanie, jaką prowadzą media, tabloidy ze swoimi odbiorcami: my udajemy, że jesteśmy oburzeni „niemoralnym” zachowaniem celebrytek, odbiorcy udają, że i ich to oburza. W rzeczywistości tychże odbiorców częstokroć zachęca się expressis verbis do bardziej wnikliwego oglądu „fragmentu” rzeczywistości pokazanego na fotografii, na przykład piersi, która wymknęła się stanikowi lub pupie, której gwiazda rzekomo nie przyoblekła w majtki, udając się na koncert (por. słynne rozprawy sądowe dotyczące sprowokowanych przez media sporów typu „Czy miała na sobie majtki?”). No cóż, każdy rodzaj ekshibicjonizmu traci rację bytu, gdy pozbawiony jest voeyerów.

Imputowane zatem odbiorcom argumenty edukacyjne redaktorów portalowych możemy sobie darować, chyba że przyjmiemy, iż lektura „Faktu” oraz kolorowych, plotkarskich pisemek ma duże walory wychowawcze. Mamy tu raczej do czynienia z antywzorem pedagogicznym, który przez rzesze nastolatek będzie traktowany jako wzór pożądany, a pedagog rzecz jasna może znaleźć na portalach niektóre źródła inspiracji takich czy innych zachowań nastolatków (w pubach, w klubach, na koncertach, na „domówkach”, w szkole).

Najbardziej podejrzanymi spośród podnoszonych przez autorów „wpadkowych” sensacyjek argumentów za ich publicznym ujawnianiem są te związane ze sferą moralności. Przyganiał kocioł garnkowi, tak można by krótko skwitować problem. Jak pogodzić komercję i schlebianie niskim instynktom odbiorców z moralizatorstwem, nie mówiąc już o moralności? Liczne przykłady dowodzą, że da się to zrobić, administratorzy i redaktorzy stron internetowych idą chociażby za przykładem telewizji publicznej, gdzie poczucie (pozorowanej) „misyjności” pozostaje w doskonałej sprzeczności z rzeczywistością i poziomem produkcji kulturalnych wmuszanych widzowi.

Tak naprawdę wszystkie argumenty „uzasadniające” potrzebę zamieszczania tych sensacji trącą daleko posuniętą hipokryzją, bo liczą się nade wszystko kliknięcia, w dodatku i w naszym kraju rozmnożyli się po przemianie ustrojowej paparazzi, oni też muszą zarobić. Nie każdy z nich ma drogę otwartą do medialnego Nieba, czyli do publikacji na łamach „Faktu” lub „Super Expressu”.

A jak wygląda opisywany „fenomen”, gdy spróbujemy na niego spojrzeć „z perspektywy” samych celebrytek? Trudno odpowiedzieć uczciwie na to pytanie bez podjęcia jakichś poważniejszych badań socjologicznych czy antropologicznokulturowych zjawiska. Jestem w tym momencie pozbawiony możliwości „badań terenowych”, nie bywam na polskich celebryckich Trobriandach, wywiady zaś z samymi gwiazdkami są źródłem mało wiarygodnym, zresztą zazwyczaj nie komentuje się w nich ekshibicjonistycznych popisów, utrzymane są one w określonej poetyce i stanowią część „folkloru” celebryckiego.

Na ogół jest tak, że niewiasty owe poprzestają na samym „fizycznym” akcie obnażenia „interesujących” publikę fragmentów topografii intymnej i czekają na efekt, ergo szum medialny. Nieważne, co o tobie piszą lub mówią, ważne, że w ogóle piszą i mówią. Obowiązkowym elementem komunikatu dotyczącego przeciętnego majtkowego skandaliku jest, jak wspomniałem wyżej, fotografia, czasem filmik z wydarzenia. Bez zdjęcia „wydarzenie” nie zaistniałoby przecież w przestrzeni społecznej. Należy przyjąć, że celebrytki raczej hamują swój pęd (popęd?) do publicznego skandalizowania w sytuacjach „niescenicznych”, w których nie mogą liczyć na błysk fotoreporterskich fleszy. Zdarza się, że same media sugerują, iż owe „akty sztuki” celebryckiej i sytuacje interakcyjne są przez nie z premedytacją zaplanowane i zaaranżowane. Czegoż się nie robi, aby na moment przynajmniej zaistnieć w masowej wyobraźni!

Co innego zdjęcie, na którym podupadła, w sztok pijana gwiazdka rozkracza nogi, siedząc na kolanach celebryty płci męskiej i ukazując co nieco, a nawet więcej. W takich sytuacjach w sposób „naturalny” staje się łatwym łupem paparazzich. Nie można rzecz jasna wykluczyć, biorąc pod uwagę bezdenną głupotę i determinację (czytaj: brak jakichkolwiek zahamowań natury moralnej) niektórych z nich, że i tego rodzaju „events” są wcześniej odpowiednio zaprogramowane.

Częstokroć gazety, kolorowe pisemka i inne media sugerują w odniesieniu do aktów publicznego ekshibicjonizmu element prowokacji, w domyśle – prowokacji artystycznej. Być może takie są intencje niektórych celebrytek, ale musimy zgodzić się co do tego, że nawet styl Dody w najlepszym jej okresie artystycznym był tylko tanim naśladownictwem zachowań gwiazdek zachodnich, a poza tym żadna z celebrytek nie jest ani Duchampem, ani Bretonem, ani Kantorem, ani Nieznalską czy Kozyrą, ani nawet Łodzią Kaliską. Nawiasem mówiąc, media od zawsze podkreślają wybitny poziom inteligencji Doroty Robaczewskiej. Skłonność interesujących nas w tym miejscu artystek do zaistnienia w nurcie „kultury obnażania” niekoniecznie zatem wiąże się z wynikiem pomiarów IQ.

Skłonności ekshibicjonistyczne sensu stricte? Nie wykluczam, że pewien procent celebrytek, tak jak pewien procent całej populacji, ma skłonność do zachowań ekshibicjonistycznych. Ekshibicjonizm jako taki, traktowany przez psychiatrów i seksuologów jako rodzaj dewiacji albo zaburzenia osobowości, to zupełnie inne zagadnienie. Trudno byłoby jednak wszystkie, pokazujące publicznie majtki czy tyłki panie, odsyłać do psychiatry.

Ekshibicjonizm faktyczny, ten opisywany przez seksuologów, jest udziałem w pierwszym rzędzie osobników (osobniczek) nieśmiałych, ze społecznymi zahamowaniami, skłonność do aktów obnażania się jest więc dosyć ryzykowną i pokraczną próbą „charakteru”, „uspołecznienia”, którą kieruje rodzaj przymusu.

Co jak co, lecz „zarzut” nieśmiałości formułowany wobec celebrytek miałby charakter swoistego oksymoronu, chyba że mamy do czynienia z nieśmiałością pozorowaną (por. wspomnianą poetykę wywiadów prasowych z celebrytkami). Istnieje tu raczej pewien „przymus” ze strony cewilizacji ponowoczesnej, interesujące nas zachowania są zaledwie drobnym elementem współczesnej kultury obnażania, która tak w ogóle, obejmując ogromne połacie zachowań ludzkich, zdaje się dzisiaj dominować.

Rozliczne „parady miłości”, specyficzne rodzaje klubów, lokale, w których kotleta lub sushi podają roznegliżowane panienki, ogromny przemysł porno, sfera współczesnej mody, wszechpotężna reklama, telewizja, bilboardy, film, fotografia, teatr (w tej tradycyjnej świątyni sztuki głównym zmartwieniem reżyserów wydaje się być dzisiaj problem, jak uzasadnić artystycznie goliznę na scenie) czy manifestacje ekologiczne, polityczne i artystyczne. Przykłady da się wyliczać bez końca i łza się w oku kręci, gdy człowiek przypomina sobie manifesty hippisowskie i kontrkulturowe z lat 50. i 60. ub. wieku, pomysły w rodzaju króliczków Hefnera, „Tango w Paryżu” lub krakowskie wystawy fotograficznej „Venus”, z których co rusz znikał cenny eksponat. Dzisiaj w przestrzeni publicznej trzeba się poruszać z nadzwyczajną ostrożnością, aby nie natknąć się gdzieś na goły tyłek lub cycek.

O ile jednak w poczynaniach klasycznych hippisów był jakiś rodzaj szczerej ideologii (w końcu ruch ten, jak cała ówczesna kontrkultura, stał się jednym z pierwszych znaczących manifestów przeciw społeczeństwu konsumpcyjnemu), o ile nawet playboyowskie króliczki były formą zachęty do lektury artykułów o dużej nieraz nośności intelektualnej publikowanych w czasopiśmie Hefnera, o tyle postnowoczesna kultura obnażania jest przede wszystkim częścią biznesu i ma charakter w zdecydowanej części komercyjny. Dokładnie wszystko jest tu na sprzedaż.

W przypadku opisywanych celebrytek-skandalistek publiczne obnażanie fizyczne jest wszakże tylko „przygrywką” do obnażania „duchowego”, co zresztą dotyczy także celebrytów płci męskiej. Istnieją, utrzymują się na topie dzięki permanentnej i perwersyjnej wyprzedaży swojego życia prywatnego, swojej – i swoich bliskich – intymności, na ogół nie są zdolne, zważywszy na wyraźne braki w edukacji, inteligencji oraz pewną niekompatybilność talentu i „ambicji” artystycznych (sygnalizowanych chociażby w wywiadach), do tworzenia trwałych wartości artystycznych. Ich głównym celem wydaje się w istocie, zgodnie z fikuśną definicją Boorstina, być znanymi głównie z tego, że są znane. Pewien model życia jest jej (i jego) mniej lub bardziej własnym świadomym wyborem, chociaż w licznych wywiadach celebrytki lub celebryci przedstawiają się nierzadko jako …ofiary sytuacji, biadolą, ile to wyrzeczeń, ich, artystów, kosztuje wykonywanie przez lata roli Hanki Mostowiakowej czy Rysia z innego klanu, snują fantastyczne projekcje na temat planów zawodowych.

Dzisiejsza cywilizacja nastawiona jest coraz wyraźniej na konsumpcję przedmiotów jednorazowego użytku. Tu już nie chodzi, jak w drugiej połowie wieku XX, o chusteczkę higieniczną, kubek do kawy czy prezerwatywę. Kupuje się nowoczesny telewizor lub aparat fotograficzny, tak naszpikowany techniką, że zgłębienie jego wszystkich możliwości zajęłoby lata, po to, aby za rok wymienić go na nowszy i „lepszy”. Dzisiaj nawet pralki czy samochodu nie kupuje się na całe życie, chociaż znam domy, w których znakomicie funkcjonują przedwojenne niemieckie piecyki i bojlery gazowe, a w górach używam polskich lodówek z lat 60. i 70. Niegdyś do znudzenia (ale z przyjemnością) grywało się w warcaby, chińczyka, w porywach w bridża lub w szachy. Dzisiaj na topie pojawiają się coraz to nowe gry komputerowe, a podstawową ambicją graczy jest zdobyć (często – ukraść) najnowszą.

Współczesny artysta, który inicjuje flirt z kulturą masową, z kulturą kolorowych mediów, zwłaszcza ten, który „aspiruje” do kręgu celebryckiego, musi być świadom, że rezygnując ze swojej tożsamości, staje się swoistą rzeczą jednorazowego użytku, czego dowodzą nie tylko przykłady Dody, Anny Muchy lub Cezarego Pazury. Odbiorcy kultury masowej są, w swojej masie, bezwzględni w wyborach i decyzjach, a publiczności schlebiają, inaczej być nie może, media. Publika, którą stanowi anonimowy zazwyczaj tłum, bardzo szybko się nudzi, jej wybory są irracjonalne, nie mają krztyny intelektualnego uzasadnienia, publika ta potrafi szybko pokochać i jeszcze szybciej znienawidzić. Działa w tej, że tak to nazwę, „kulturze swoich pięciu minut” jakieś bezlitosne, szczególnie dla celebrytek i celebrytów, prawo Moore’a.

Tak się składa, że umiejętność publicznego pokazywania tyłków najczęściej nie przekłada się na istotne dokonania twórcze, wiele z gwiazdeczek tkwi od zawsze w permanentnym kryzysie artystycznym, no może kiedyś, w jakiejś „szansie na sukces” lub debiucie zaledwie nieźle się zapowiadały. Z trudem dałoby się wskazać na jakąś przyzwoitą rolę, chociażby drugorzędną, przynajmniej w serialu. W udzielanych wywiadach najzwyczajniej fantazjują; na przykład modne jest ostatnio chwalenie się ukończeniem jakichś bliżej nieznanych amerykańskich lub hiszpańskich szkółek artystycznych, staże u bliżej nieznanych reżyserów zachodnich, projekty muzyczne w samym Londynie albo …deklarowanie nieukończenia studiów wyższych czy braku matury. Skandalizujący popęd wiedzie niektóre z nich do recydywy, sztuka upubliczniania własnego sutka zdaje się zastępować inne rodzaje działalności artystycznej. Tylko w bardzo wyjątkowych przypadkach gwiazdka, która wyleciała z celebrycko-medialnego obiegu, jest w stanie pokazać światu, że jednak ma jakiś talent i stać ją na ambitniejsze przedsięwzięcie, chociaż szukająca ciągle nowych podniet publika może okazać się obojętna; znamienny wydaje się przypadek Dody i jej ostatniej płyty. Niektóre celebrytki biorą się zatem za … pisanie książek, poradników, inne szczęśliwie zachodzą w ciążę, co staje się dla nich szansą na kolejne swoje pięć minut (na portalach i w tabloidach można było znaleźć setki informacji i zdjęć w „serialu z życia” pt. „Anna Mucha pokazała brzuszek”).

Na gruncie kultury masowej czy popularnej mogą, owszem, rodzić się także trwalsze wartości artystyczne, ale mają one charakter niszy. Jeśli z tej niszy wychodzą, przestają przynależeć do kultury masowej. W kręgach rodzimych celebrytów widzę przede wszystkim bohaterów do jednorazowego użytku. Nie ma tu talentów na miarę Ireny Kwiatkowskiej, Kaliny Jędrusik, no i nie każda może być Marylą Rodowicz lub Kayą.

Kiedy myślę o ogromnym tłumie obnażających się w różnych dziedzinach współczesnej kultury pań, zastanawia mnie, jak to zjawisko ma się do niektórych wypowiedzi mnożących się w naszym kraju feministek. Działaczki jednoczącego się z trudem frontu feministycznego często rozlewają łzy nad faktem, że dzisiaj nawet reklama samochodu, młota pneumatycznego, tokarki lub lodów nie może obyć się bez damskiego tyłka i biustu. I mają poniekąd rację.

Zadajmy jednak pytanie: czy uczestnictwo w paradach miłości, asystowanie i obnażanie się dla Kuby Wojewódzkiego i jego gości w głośnym programie, demonstrowanie przez kobiety golizny w reklamach, pokazywanie majtek i biustów na koncertach i wernisażach jest wynikiem (winą?) męskiego lobbingu i mobbingu? A skądinąd sfera wolnych i gołych damskich wyborów jest o wiele, także w Polsce, obszerniejsza niż sugerują przytaczane przykłady.

Majtki Maryli Monroe osiągają dzisiaj na akcjach zawrotne ceny. Czy majtki Dody, Wodzianki bądź Wągrowskiej trafią kiedyś do muzeów?

Michał Waliński

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii celebryci, kultura, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Polska „Marylin Monroe, ale dupa na wierzchu publicznie”, czyli na manowcach feminizmu

  1. Pingback: Próba kamery tylnej | Quasi-imponderabilia in statu nascendi. "Silva rerum"

  2. Pingback: Z korespondencji erotycznej. Wybór | Michał Waliński Quasi-imponderabilia in statu nascendi. "Silva rerum"

  3. 16Siko15rek pisze:

    Powinienem może termin "feministki" wziąć w cudzysłów, ale nie chciałem obrazić żadnej pani. Nie traktuję oczywiście ruchu feministycznego jako wymierzonego w mężczyzn. Sytuacja kobiet w Polsce nie jest dobra, dużo tu do zrobienia, czasem jednak jakieś przekorne myśli nakłaniają mnie do zastanowienia, czy nie warto by zainicjować w kraju jakiś ruch maskulinistyczny…Co do terminów, jestem może opóźniony w rozwoju i gubię się w tych wszystkich "postnowoczesnościach", "postmodernizmach".

    Polubienie

  4. iambogna pisze:

    Wydaje mi sie, ze przyjales zbyt waska definicje feminizmu – a moze taka w Polsce wciaz obowiazuje? – jako ruchu skierowanego wylacznie przeciwko mezczyznom i meskim interesom. Nie o to chodzi wspolczesnym feministom (bo to ruch popierany takze przez mezczyzn), sam zreszta swoim pasjonackim tekstem opowiedziales sie po ich stronie, obnazajac plycizne i hipokryzje zarowno tworcow/-czyn, jak i konsumentow/-ek opisanego zjawiska. W mniejszej (na razie) skali ten sam proceder dotyka tez (mlodych zwlaszcza) mezczyzn, coraz liczniej obecnych na wybiegach, w rankingach seksownosci i urody oraz w patronujacej im reklamie. Oni tez sa bezlitosnie eksploatowani lub daja sie eksploatowac cynicznej machinie medialno-komercyjnej, odwolujacej sie do najprymitywniejszych potrzeb i gustow.Moze staroswiecki "feminizm" wypadaloby wreszie zastapic bardziej adekwatnym terminem, np. neo- lub post-humanizmem?

    Polubienie

  5. 16Siko15rek pisze:

    Felietonowa licentia poetica. Dziękuję za informacje.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s