Dzieje bieżące głupoty w Polsce, XXVI. Dowcip roku „Gazety Wyborczej”

Wczorajsza „GW” przyznała polityczne „Oskary” i „Maliny”.

„Oskary” otrzymali D. Tusk, J. Palikot, B. Komorowski, L. Miller, E. Kopacz i J. Gowin.

Niby zabawa, ale cokolwiek dwuznaczna. „Oskary” dla wygranych lub najlepiej odgrywających rolę, „Maliny” dla przegranych, banitów lub wykopanych. Taki np. Schetyna dał się Tuskowi ograć i otrzymał „Malinę”, podobnie jak Grabarczyk i paru (parę) innych, ale między innymi za to Tusk otrzymał „Oskara”. …

Biorę w cudzysłów „Oskary „ i „Maliny”, czego „Wyborcza” nie robi, bo może dogadała się z Amerykańską Akademią Filmową. I specjalnie nie obchodzi mnie, że J. Kaczyński, Kluzik-Rostkowska, Napieralski, Ziobro także dali się wpuścić lub sami wpuścili się a maliny. Da Bóg, już z nich nigdy nie wyjdą i nie martwmy się ich kondycją, bo maliny to samo zdrowie.

Zabawa, jak wspomniałem, dwuznaczna, bo gdyby już trzymać się analogii z przemysłem filmowym, to warto pamiętać, że wiele w historii nagrody Oskara było niesłusznych i chybionych werdyktów i że niektóre filmy nagrodzone Malinami karierę zrobiły. A taka Sandra Bullock w 2009 roku odbierała jednego dnia aż dwie Złote Maliny, a w dniu następnym …Oskara.

Angielski idiom „blowing a raspberry” służy do okazania pogardy, lekceważenia (=wystawiać język, lekceważąco prychać). Można by powiedzieć, nie czepiajmy się, bo „Maliny” „Gazety” nie są najprawdopodobniej nawet pozłacane.

Co do mnie, czasem na żartach się nie znam, „prycham” więc jak cholera, gdy czytam o „Oskarach” dla Tuska, Kopacz i Gowina.

Niemądra zabawa, myślę sobie, a może nawet głupia to zabawa w kontekście innej, tym razem haniebnej „zabawy” z listą refundowanych lekarstw.

„Oskary” polityczne „GW” przyznała za rok 2011, który to rok, gdy piszę te słowa, nie minął jeszcze, a farmaceuci mają przed sobą wyjątkowo szampańską noc sylwestrową. Jacyś bliżej nikomu nieznani ludzie bawią się listą refundacyjną już od dłuższego czasu, nie bacząc na samopoczucie i godność setek tysięcy przewlekle chorych, cierpiących ludzi. Ta rządowa zabawa, najkrócej mówiąc, upokarza rzesze pacjentów. Zmarnowano w sposób karygodny pół roku, bo stosowną ustawę o lekach uchwalono 13 czerwca 2011 roku. Ekipa Tuska czas marnowała nie tylko w odniesieniu do służby zdrowia. Druga połowa roku 2011 to np. eskalacja bzdurnych decyzji p. minister Hall; ich symbolem niech będzie zdjęcie pani minister od oświaty w szortach zrobione w …przychodni zdrowia.

Gorzej, bo panowie z rządu nie tylko nie raczą się wsłuchać w głos opinii publicznej, ale lekceważą głosy autorytetów medycznych w kwestii braku pewnych leków na liście, także tych, które dotyczą chorych dzieci.

Wczoraj bodajże, po tygodniach milczenia, odezwał się w sprawie nowy minister, p. Arłukowicz. W iście rejtanowskim geście zapowiedział walkę do ostatniej kropli krwi z koncernami produkującymi leki, wyciągnął z rękawa parę pominiętych medykamentów, obiecując dopisać je na listę. Pacjentów nie przeprosił.

Dzisiaj ryknął sam lew, głos zabrał zdenerwowany premier. Przede wszystkim – srodze pogroził lekarzom. Będzie wyciągał konsekwencje. Zacytuję, smaczny to bowiem kąsek: „”Lekarze, którzy będą zachowywali się niegodnie, którzy będą utrudniali pacjentom życie, będą podlegali konsekwencjom. (…)” Pacjenci już tańczą z radości…

Poważniej mówiąc: czy np. nauczyciele też będą „podlegać konsekwencjom”, gdy np. zauważą, że uczeń przyniósł z innej szkoły źle wypisane świadectwo lub że w metryce urodzenia ucznia jakiś urzędnik popełnił błąd?

Był sobie kiedyś w woj. śląskim niejaki Andrzej Sośnierz. I wymyślił tutejszym obywatelom kartę czipową. Przychodzi baba do lekarza, a rejestratorka na to: „Poproszę kartę czipową.” I wkłada kartę do czytnika, a tam wszystko, co potrzebne, wypisane o babie lub o chłopie, bo chłop też czasem choruje. Drukarka drukuje blankiety recept, a kto nie ma karty czipowej, to nie ma co włożyć i problemu nie ma. Pacjent musi wylegitymować się innym zaświadczeniem.

O ile pamiętam, Sośnierz chciał, aby ten system objął całą Polskę. Nie pozwolono mu. Od paru lat (to
t e ż zasługa rządów Tuska) dyskutuje się, jak mają wyglądać i jakie dane mają zawierać nowe dowody osobiste, w założeniu uniwersalne karty czipowe. Przed M. Bonim stajnie Augiasza do wyczyszczenia. Czy Boni ma coś z Herkulesa?

Wrócę jednak do „Oskarów” „GW”. Pan premier, odpowiadając dzisiaj na pytanie, czy za aferę z listą odpowiedzialne jest ministerstwo zdrowia, powiedział: „99 proc. tego zamieszania to nie jest minister Arłukowicz.” Ładny to gest ze strony najważniejszego ministra. W tłumaczeniu cały istotny passus wypowiedzi premiera wychodzi tak: „My jesteśmy w porządku, winni są o n i.”

Rzecz jasna wszyscy wiemy, że Arłukowicz jest świeżo wygotowanym ministrem. Przypomnę jednak, że dzisiejszy członek PO jeszcze nie tak dawno głosował, jako członek SLD, przeciw liście refundacyjnej. Dzisiaj jej broni jak Wołodyjowski Kamieńca. Wiedział, co czyni?

Przypomnę też, że główna sprawczyni bałaganu w służbie zdrowia, p. Kopacz, awansowała i została Marszałkiem Sejmu. Tak jakby innych godnych tej funkcji kobiet brakowało! Trzeba było jednak „zneutralizować” Schetynę, Gancarczyka i Gowina. Gowin, filozof z wykształcenia, został ministrem sprawiedliwości. Bałagan w służbie zdrowia to nie tylko kwestia refundacji. Zaczyna się doroczny festiwal podpisywania przez szpitale i placówki służby zdrowia umów z NFZ. Szpital Miejski w Sosnowcu zamyka od stycznia izby przyjęć, bo nie ma kontraktu z NFZ-etem. Dyrektor nie podpisał go, bo NFZ dawał szpitalowi mniej więcej 2,3 razy mniej niż w ubiegły roku. Szpital nie będzie w zasadzie dysponował izbą porzyjęć, a więc nie będzie przyjmował większości chorych. Sosnowiczanom pozostaje Szpital Wojewódzki św. Barbary. Wiosną, w pilnej potrzebie, czekałem sześć godzin na lekarza w SOR w św. Barbarze. Dzisiaj jest jeszcze gorzej.

Jak to wszystko interpretować? „A to Polska właśnie!” – wyłgam się klasykiem.

W kontekście afery z listą leków przypomnę na koniec, że po wyborczym zwycięstwie Tusk tygodniami zwlekał, ba, zapowiadał, że nowy rząd utworzy dopiero po 1 stycznia, aż go sam prezydent zmitygował. Odnoszę wrażenie, że w tych pamiętnych tygodniach milczenia Tusk jednakże nie o służbie zdrowia czy oświacie myślał…

Potem nie mniej pamiętne expose. W poetyce sprawozdania głównego księgowego. Ani słowa o służbie zdrowia, o oświacie i wielu innych sprawach nurtujących Polaków. Obiecywał wtedy Tusk, że o konkretach będą mówić ministrowie. Czekam z utęsknieniem na zarys przynajmniej programu nowej pani minister oświaty, na program ministra kultury, na parę innych rzeczy.

„Wyborcza”, uzasadniając „Oskara” dla Tuska, pisze o ewenemencie, jakim było jego drugie zwycięstwo wyborcze. No a kto te wybory miał wygrać, jak nie PO? Tu wystarczała sama siła bezwładu. W dodatku, co „GW” podkreślała w poniedziałek powyborczy, tak wielki udział w tym zwycięstwie mieli Tomasz Lis i Kuba Wojewódzki! Większość obywateli tradycyjnie nie głosowała.

D. Tusk wyrobił sobie ostatnio niezłą opinię w Europie. Nie wątpię, że przysłużył się sprawie Polski. Czy jednak równie dobrze służy Polakom? Co z jego wrażliwością na kwestie społeczne? Czy zasłużył na, choćby dwuznacznego, „Oskara” „Wyborczej”?

A E. Kopacz? A Gowin?

Zakpili sobie redaktorzy „Gazety”? Z kogo? Z czego? Rekomendacje do „Oskarów” i „Malin” dowcipne. Jak wszystkie dowcipy w „Wyborczej”. Sami z siebie się śmieją?

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii polityka, Polskie "Maliny", Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Dzieje bieżące głupoty w Polsce, XXVI. Dowcip roku „Gazety Wyborczej”

  1. izaak-goldstein pisze:

    Wpis napawa niepokojem i jest wieszczem sytuacji politycznej i gospodarczej w roku 2012. Ale to nic, naród i tak da się dymać, i w tym roku, i w następnym.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s