Szatan szatani przed wyborami

Jest rzeczą miłą (niekoniecznie za sprawą próżności) słyszeć, że ktoś czyta mój blog z przyjemnością. Jeśli czasem w sercu czytającego strunę jakąś bolesną mocniej niemile potracę, muszę liczyć się z reakcją – nie zawsze przyjemną dla mnie. Ostatnio coraz częściej w „letarg” jakowyś zapadam i nie zawsze mogę, z przyczyn najzupełniej naturalnych, na reakcję odbiorców zareagować w tym miejscu natychmiast… …


„Non possum!” – w Rejtanowym geście rozdziera szaty mój Czytelnik i Polemista w komentarzu do wpisu Dzieje bieżące głupoty polskiej (XXVI). Mering kontra Nergal. Czy aby w dobrej wierze? Czy aby w imię miłości bliźniego?

Jeśli tak ważna jest Prawda, dlaczego Czytelnik ów posuwa się do – najdelikatniej mówiąc – nadużyć interpretacyjno-polemicznych i insynuacji? Intelektualnych manipulacji, bo wszakże przytaczane i inne tezy Locke’ mógłbym łatwo „obrócić na własną korzyść”? Jeśli biskup Mering ma prawo do, to i ja, szary zwykły obywatel, pozbawiony ornatu, infuły i pastorału, a na co dzień uroków Ostrowu Tumskiego, mam prawo do… W tym wypadku do głoszenia własnych poglądów.

”Promedialna pseusoekspresja”? – drwi mój Polemista? Niech będzie, aczkolwiek jako człowiek inteligentny i oczytany wie zapewne, co to jest licentia poetica lub styl w ogóle, aluzja lub ironia.

Nim niespełna rok temu zacząłem prowadzić w tym miejscu zapiski, w celach nie tylko autoterapeutycznych, długo zastanawiałem się, czy podpisywać się pod nimi nazwiskiem (zgodnym z prawdą), czy pseudonimem, a ponadto, czy wybrać najbardziej oblegane z polskich blogowisk (np. Onet), czy jakąś niszę. Wybrałem nazwisko i niszę, z dala od centrów portalowych oraz medialnego zgiełku.

Wyrażam nadzieję, że tak jak biskup Mering, gdyby przypadkiem w jego telewizorze pojawiła się gęba „satanisty Nergala”, adaptacja „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa lub któreś z arcydzieł Bunuela lub Polańskiego, potrafiłby zrobić użytek z pilota do telewizora, tak nikt nie jest zmuszony do czytania bloga Walińskiego, a jeśli już czyta, to ma prawo w każdej chwili zaniechać tej czynności albo też szansę z tymże Walińskim popolemizować i komentować blogowe refleksje (pomijam hipotetyczną sytuację, że czytanie Walińskiego wciąga jak „M jak miłość”, „Quo vadis?”, „Pamiętnik księdza proboszcza” lub ssanie landrynki). Mój Polemista raczej udaje, że polemizuje.

Odmawia mi na przykład pewnych praw, ale sam – w imię duchem manichejskim albo i katarskim (od katarów, a nie od kataru czy Arabów) podszytej „promedialnej pseudoekspresji” własnej? – zrównuje „komunizm”, „faszyzm”, , „mafię”, „Nergala” i …„Walińskiego”. Korzystając z powabów entymematu w budowaniu konstrukcji myślowej, zarzuca mi „permisywizm moralny”. Więcej, sugeruje, że niżej podpisany „neguje wszystko, na czym cywilizacja zachodnioeuropejska została zbudowana, abstrahując już od samych tylko wartości moralnych.” Sam wszakże abstrahuje od istotnych kontekstów politycznych i społecznych wiążących się z z aferą pod tytułem „Nergalgate”.

Cóż mogę rzec? Pierwej podziękuję może mojemu Bliźniemu i Oskarżycielowi, że miłosiernie nie posłał mnie na stos.
Problem w tym, że operuje on bardzo wąskim pojęciem „kultura Zachodu”. Niby cytuje Locke’a, wypominając mu jednak postulat ścisłego rozdziału Kościoła od Państwa, ale tak naprawdę „kultura Zachodu” to dla niego synonim pojęcia „krąg kultury biblijnej”. A co za tym idzie, zdaje się nie dostrzegać innych etyk, poza chrześcijańską –tę ostatnią zresztą też bardzo płasko interpretując.

Dla niżej podpisanego pojęcie „kultury Zachodu” jest niemal ścisłym synonimem pojęcia „kultura śródziemnomorska”, a to oznacza historyczną obecność w niej wielu rozmaitych, czasem skrajnie różnych wartości i o ile nie były one pozbawione pierwiastka humanistycznego, należy je szanować. Niech Polemista mój zastanowi się na przykład, jakie byłyby losy Biblii i kultury biblijnej, gdyby św. Paweł nie mógł skorzystać z całego arsenału pojęć filozoficznych wypracowanych przez starożytnych Greków? Tak przy okazji: ile w naukach Pawłowych, dzisiaj obowiązujących, jest samego Chrystusa? Ile Chrystusa w Pawle?

Na dobrą sprawę, w etyce chrześcijańskiej nie ma nic, poza odintelektualizowaniem (na korzyść Serca), czego by nie było w filozofii greckiej. Szanuję Bilblię dokładnie tak samo jak szanuję Koran, hinduskie Wedy i nauki Buddy, co nie oznacza, że nie wolno mi nie zauważyć barbarzyńskiej perwersyjności Starego Testamentu i ezoteryczności intelektualnej Nowego. Tak jak Rozum potrzebuje wsparcia w Miłości, tak i Miłość, w tym miłość bliźniego, powinna mieć sojusznika w Rozumie. Bez Rozumu egzystowalibyśmy nadal na poziomie katakumb; skądinąd, takie ramoty jak „Quo vadis?” ukazują, że był to „urokliwy” model życia. Dla mojego Polemisty prawdopodobnie wszystko, co wykracza poza owo wąskie i płaskie pojęcie „kultury Zachodu”, jest „moralnie permisywne”.

Na szczęście, większość z naszych działań jest kwestią naszego osobistego w y b o r u. Na to, że jeden plemniczek pewnego mężczyzny wygrał w danym momencie, w niegdysiejszym hic et nunc, w dodatku w tej części świata, w największym ze znanych mi wyścigu z przeszkodami do jajeczka pewnej kobiety i powstał zaczyn mnie, ja, ciągle jeszcze żywa, żyjąca konsekwencja tego plemnikocrossu, wpływu nie miałem żadnego, tak jak z pokorą przyjąć muszę wszystkie poczynania moich szacownych antenatów, co najmniej od szympansów począwszy. No bo pomyślmy, mogłem się nie zaczynić (nie być zaczynionym), mogłem zostać na zawsze potencją bez aktu. Teoretycznie mogłem urodzić się jako inny człowiek – Tigrajczyk z Erytrei, jakiś Aborygen, mieszkaniec faweli w Rio, Indianin lub Innuita, ostatecznie jako orangutan, tymczasem przyszedłem na świat w kręgu cywilizacji Zachodu vel Śródziemnomorza (nawet Eliasa znam! „Kandyda” nawet!) i to pod sam koniec pierwszej połowy pamiętnego XX wieku,ale jeszcze przed zjazdem zjednoczeniowym, a nie w Europie lub Ameryce z czasów św. (?) Inkwizycji. Niby luksus, choć czasem wydaje mi się, że szczęśliwszy byłbym, będąc Aborygenem z Tasmanii.

Jesteśmy wolni i w pełni odpowiedzialni za nasze wybory, istotną więc rzeczą jest, jak z tej wolności korzystamy, a na pewno miarą i ograniczeniem mojej, jako jednostki, wolności jest to, czy działając, nie wkraczam w sferę wolności innej jednostki. W czym pomagają mi Konstytucja i obowiązujące, chociaż bardzo niedoskonałe prawo. Wszelkie idee jakowejś „zewnątrzsterowności” są mi od dawna niemiłe, chcę na tyle, na ile jest to możliwe, być jednostką „wewnątrzsterowną” i jako taka szukać swojego miejsca w przestrzeni społecznej.

Problem wolności wiąże się na wiele sposobów z kwestią tolerancji, komplikując ją dodatkowo nie tylko „definicyjnie”, ale też gdy o implikacje praktyczne definicji chodzi. Nie mam jednak wątpliwości, że biskup z drogiego mi Ostrowu Tumskiego swoją wypowiedzią naruszył sferę mojej wolności i to w dwunajsposób: 1. Próbując „wyrzucić” Nergala z telewizji publicznej; 2. wzywając …wiernych do niepłacenia abonamentu z telewizję.

Bo: ad.1. jeśli chcę, to mam prawo oglądać Nergala w TV, jeśli Nergal już w TV zaistniał, ba, mogę się, jeśli tylko zechcę, zakochać w Nergalu (wiem, że to trudna byłaby miłość, o czym przekonał mnie los Dody); ad.2. jeśli prawo ciągle jeszcze stanowi, że obywatele korzystający z telewizji i radia muszą płacić abonament, a ja chcę szanować prawo, to mam do tego prawo, nawet jako katolik, i żaden biskup nie może mnie tego prawa pozbawić.

Ten drugi punkt wymaga dodatkowej refleksji. Czy mój Polemista zdaje sobie sprawę, w jak straszliwej sytuacji psychicznej bym się znalazł, gdyby wszyscy wierni poszli za (póki co, hipotetycznym) wezwaniem Meringa i zaprzestali płacenia abonamentu, a ja nie? Polska to podobno ponad 90% katolików, żyjących (jak niektórzy mniemają) absolutnie wiernie wobec zasad moralnych implikowanych przez wyznawaną przez siebie religię. Toż byłbym odszczepieńcem jakimś: wierni, poruszeni do krucjaty antytelewizyjnej przez swojego biskupa (sól z ziemi naszej) ustanawiają „nowe prawo”, prawo niepłacenia abonamentu TV, a ja nadal ślę przelewy do Bydgoszczy? A gdyby jakiś ten czy inny biskup wezwał swoją wspólnotę do marszu na Belweder? Innych równie zacnych działań? Poza tym, jak to wszystko mam pogodzić z niedawnym wezwaniem innego arcypasterza (Michalika) do …likwidacji „katolickiego getta w Polsce”? Boże, „getto”, „likwidacja”?… Boże, kimkolwiek Jesteś Któryś Jest, przekaż takim pasterzom, iż nie wiedzą, co czynią, gdy zapominają o wartości słowa!

Żyjemy w bardzo złożonym, mieniącym się tysiącami barw i najrozmaitszych wartości świecie. To, które z barw wybieramy, jest na ogół, ale nie zawsze,” tylko” kwestią naszego gustu czy dobrego smaku, co zaś się tyczy wartości bardziej pryncypialnych (różnorodność systemów etycznych, różnorodność religii, różnorodność kultur ludzkich), to nie zawsze niestety jest kwestią naszych osobistych wyborów. Rodzimy się w tym czy innym miejscu i na ogół taka czy inna kultura „narzuca” nam się sama, taka lub inna religia jest nam „narzucana” (wychowanie domowe, proces indywiduacji, enkulturacja), przecież jednak w jakimś momencie, gdy powód istotny znajdziemy, mamy prawo ją odrzucić i wybrać inną.

Fakt, że ktoś był katolikiem i stał się muzułmaninem lub agnostykiem, ateistą lub buddystą, a nawet satanistą (satanizm wiele ma odcieni), nie musi źle świadczyć o człowieku, a to, jak się względem niego zachowają inni, jest miarą tolerancji. Ja nie muszę zgadzać się z czyimiś poglądami, religiami, ale nie mogę aprobować sytuacji, w której komuś odmawia się prawa do głoszenia swoich poglądów. Po stokroć rację ma Mill (syn) w sposobie argumentacji w dziele „O wolności myśli i słowa”, a jego tezy są dzisiaj bardziej jeszcze aktualne niż w czasie, kiedy je rozwijał, bo wówczas dopiero rodziły się nieśmiało media i zaczątki opinii publicznej. Z tolerancją jest tak jak z demokracją. Nie jest to być może najsensowniejsza postawa, szczególnie że koliduje z wrodzonym człowiekowi egoizmem, ale świat, o ile chce przetrwać, nie może od tolerancji uciec. Póki co. Tolerancja zaś musi wznieść się ponad wszelkie religie.

Paradoksalnie, ja – przed wystąpieniem biskupa Meringa i wystąpieniami kolejnych polskich pasterzy – niemal nic o Nergalu nie wiedziałem! Coś tam kiedyś czytałem o walce artysty z białaczką, co zresztą wywołało u mnie natychmiastowy odruch ludzkiej empatii i solidarności: oto kolejny, choć bliżej nieznany, Towarzysz w Cierpieniu, w Walce z Okrutną Chorobą, a co do cierpienia z takich powodów, mam jeden pogląd: że nie ma ono żadnego sensu, żadnego umotywowania i bynajmniej nie uszlachetnia. Ulegając jednak sile perswazji metropolity wrocławskiego, zacząłem namiętnie studiować fenomen zjawiska pt. Nergal, jak również zgłębiać wiedzę o satanizmie.

Dowiedziałem się bowiem „dzięki” non possum biskupa, że Nergal jest (podobno) satanistą, że w pewnych kręgach kojarzy się Nergal wyłącznie z satanizmem.

Ja, niżej podpisany, oświadczam, że tzw. satanizm bardzo źle mi się kojarzy, bardzo źle, i w dodatku odruch taki antysekciarski wywołuje. Jeśli jednak satanizm jest świadomym wyborem dorosłego (zakładam) człowieka i dopóki wybór ten nie zagraża wolności i bezpieczeństwu oraz zdrowiu innych ludzi ani nie koliduje z prawem, nikt nie ma prawa „nawracać” go w imię miłości bliźniego. Studiując materiały dotyczące satanizmu stwierdziłem, że jest to zjawisko kontrowersyjne, lecz poznawczo interesujące. Są sataniści i sataniści, dowiedziałem się, nie mam jednak w planach, zapewniam, przechrzczenia się na satanizm.

Jest moment, który budzi moje wątpliwości i niepokoi mnie: ewentualny negatywny wpływ takich czy innych „satanistycznych” zespołów rockowych i ich liderów na młodzież, na młodych ludzi, nastolatków (bez względu na to, z jaką religią ci młodzi ludzie się na co dzień i naprawdę się identyfikują). Kwestia ta powinna być przedmiotem badań socjologów i psychologów społecznych, specjalistów od pedagogiki. Być może, tak jak alkoholu i tytoniu nie można sprzedawać osobom niepełnoletnim, jak (przynajmniej w teorii) pewne filmy wolno oglądać po ukończeniu 18. lat, tak pewne produkcje artystyczne powinny dostępne wyłącznie dla dorosłych.

W każdym razie zakładam, może lekkomyślnie, że udział w koncercie Nergala i oglądanie Nergala w telewizji jest nieco lepszym wyborem niż „dawanie sobie w żyłę”, alkoholizowanie się lub zabijanie w żeńskich czy męskich ”ustawkach”. Jak na razie, trudno byłoby dowieść istnienia bezpośredniego związku między koncertami Nergala, podarciem Biblii przez Nergala (do czego jeszcze wrócę), Nergalem-jurorem w telewizji a konkretnymi przestępstwami popełnianymi codziennie w Polsce, np. zabójstwami, kradzieżami, jazdą po pijanemu samochodem, molestowaniem dzieci przez świeckich i przez księży, korupcją i in.

Kiedy więc słyszę, jak jeszcze inny biskup dowodzi, że za zabójstwo 14-latka dokonane przez 17-latka w Czeladzi (świeża, tragiczna sprawa!) odpowiedzialnością obciążyć należy „naśladowców Nergala” (samego Nergala?), artysty do niedawna w Polsce prawie nieznanego, nadziwić się nie mogę prostocie i logice takiego rozumowania: otóż wszyscy, ale to wszyscy ludzie, którzy nie przestrzegają dziesięciorga przykazań, są „naśladowcami Nergala” (por. „Dziennik Zachodni” z dn. 23 września br.). Kościół umywa ręce, Kościół nie popełnia grzechu zaniechania, bo Kościół nic nie wie o licznych enklawach nędzy, biedy, wykluczenia społecznego, enklawach przerażającej patologii społecznej na Śląsku i w Zagłębiu. Tak rozumując, rozwiążemy problem w skali ogólnopolskiej: za wszystkie przestępstwa popełniane w Polsce, w tym przestępstwa popełniane przez duchownych, w tym – biskupów (por. cassus kard. Poetza) winę ponosi Nergal. Zaiste, Nergal to Szatan jakiś potężny! Może wzorem premiera Tuska Kościół powinien uruchomić jakieś biskupobusy i puścić je w ruch po Polsce? Okaże się może wtedy, że zwalanie za czyny niezgodne z Dekalogiem winy na Szatana, ktokolwiek tym Szatanem byłby, jest rodzajem nieszlachetnej manipulacji?

Jako rodzic, widząc satanistyczne ciągotki dziecka, dyskutowałbym z dzieckiem i argumentował, a jako nauczyciel najchętniej nie widziałbym w szkole żadnych, ale to żadnych symboli religijnych i quasireligijnych: ani na ścianach, ani na szyjach, ani na skórze. Nawet burki, nawet chusty i komunijnej sukienki. Co bynajmniej nie świadczy o mojej wrogości do jakiejkolwiek religii.

(Pozostawiam na inną okazję rozważenie, jak ustosunkować się do człowieka, który deklaruje się jako „satanista”, a jest na wskroś porządnym człowiekiem, w dodatku szczerym aż do bólu? I tolerancyjnym? Mam nadzieję, że mój oponent nie sądzi, że w tym momencie ironizuję dla …”ekspresji medialnej”. Piszę serio.)

Nie sądzę, żeby Nergal był satanistą. Żeby być „prawdziwym” satanistą, trzeba albowiem w Boga jakoś wierzyć i stać dosyć twardo na gruncie religii. Satanizm ma wiele nurtów, odcieni i tradycji. Ma w kulturze Zachodu długą tradycję. Niektórzy jego źródeł dopatrują się w europejskim romantyzmie (czy z tego powodu mam uczniom odmawiać prawa do znajomości np. twórczości Baudelaire’a?). Biorąc pod uwagę tzw. lucyferianizm, dojdziemy do późniejszego średniowiecza…

Nie wiem, zaiste nie wiem, jak to do końca jest z tym Nergalem… Powiadają poważni badacze zjawiska, że prawdziwi sataniści na ogół nie pławią się w świetle scenicznych czy telewizyjnych jupiterów, unikają medialnego rozgłosu. Być może jest Nergal indywidualnym kryptosatanistą i tym się nie chwali. To jego sprawa, dopóki nie popełnił przestępstwa, zwłaszcza satanizmem motywowanego. Podejrzewam jednak, nie ja jeden, że w tym wypadku chodzi o sceniczny sztafaż, pewną poetykę, za sprawą której i własnego muzycznego talentu zdobył sobie publiczność światową (jest ponoć jednym z najbardziej rozpoznawalnych artystów polskich na świecie). Mówią, że jest bliski ateizmowi, ale ateizm, w moim przekonaniu, wyklucza jakikolwiek satanizm. Satanizm bez gleby uprawianej przez Pana Boga obejść się nie może.

Tzw. satanizm jest więc od dawna wpisany w dzieje kultury zachodnioeuropejskiej, podobnie jak wiele innych wartości (operuję w tym momencie antropologicznokulturowym pojęciem wartości).Od dawna też intrygował szczególnie twórców i artystów (poetów, malarzy, prozaików, filmowców). Mógłby może zastanowić mój Polemista, dlaczego wielu młodych, i nie tylko młodych ludzi w dzisiejszym świecie, nie wyłącznie w Polsce, miast ołtarza wybiera m.in. koncerty „satanistyczne”, a są niestety i tacy, którzy wybierają pseudosatanistyczne ryty.

Zgoda, satanizm, a raczej pseudosatanizm, staje się pewnym problemem również w naszym kraju. Ale obwinianie „Nergalów” za pamiętne i tragiczne wypadki np. w Rudzie Śląskiej lub Czeladzi byłoby dużym uproszczeniem, kiedy – bez względu na to, kto rządzi tym krajem – system opieki społecznej kulawy, wychowanie w rodzinie często szwankuje, szkoła jest bezradna wobec wielu patologii, a Kościół przestaje być pożądaną alternatywą. Ileż dzieci w polskich dzielnicach nędzy wychowują ulica i przypadek…

Co innego, gdy ktoś publicznie drze Biblię na strzępy, bez względu na motywy. Takiego zachowania ja – rzekomy „permisywista moralny” – nie aprobuję i nie popieram. Dlatego, że – wbrew opinii mojego Polemisty – czuję się spadkobiercą kultury śródziemnomorskiej. Nie wyrażam też zgody na palenie czy niszczenie Koranu (nawet po 11 września) i innych świętych ksiąg. Niekoniecznie przepadam za artystami, którzy własne prącie kojarzą z pasją Chrystusową lub co gorsza, na krzyżu genitalia wieszają, chociaż mogę zrozumieć sens i potrzebę jakichś konkretnych artystycznych prowokacji i w ogóle – aprobuję prawo artysty do prowokacji. Bez Doroty Nieznalskiej, Katarzyny Kozyry i innych kontrowersyjnych artystów współczesna sztuka polska byłaby uboższa.

Tak samo nie wyrażam zgody na bezczeszczenie symboli żydowskich, szydzenie z buddystów czy dewastowanie radzieckich pomników pamięci i neonazistowskie prowokacje w moim kraju. W tych sprawach hierarchowie głównie milczą.
Kościół skądinąd także kontrowersyjnymi i prowokacyjnymi pomysłami artystycznymi stoi. „Jezus Chrystus złożony w Tupolewie i monstrancja umieszczona tuż za kabiną pilotów – tak wygląda Grób Pański w parafii p.w. Najświętszej Maryi Panny Wspomożenia Wiernych w Rumi” – mogliśmy czytać na portalach w kwietniu br.
http://gdansk.naszemiasto.pl/artykul/878016,w-parafii-nmpw-w-rumi-zlozono-chrystusa-w-tupolewie,id,t.html

Rumi daleko, powiedzmy, do artystycznych wielkanocnych dokonań w dziedzinie „pomysłów na Grób Pański” nieżyjącego już ks. Jankowskiego. Trzy słowa wziąłem w cudzysłów ze względu na absurdalność takiej sztuki. Daleko do pomysłów nadgorliwych parafianek ustawiających wystawy zdjęć płodów ludzkich w pobliżu szkół i przedszkoli.

Póki co, Nergal nie zabił ani jednej osoby i nie jest inspiratorem żadnego przestępstwa (przynajmniej nie słyszałem o tym), w TVP podobno jest wzorem kompetencji (pewnego rodzaju programów nie oglądam), a niezawisły sąd uniewinnił go ze stawianych mu zarzutów. Uniewinnienie Nergala przez sąd wcale nie musi temuż Nergalowi chwały przynosić (przyznam, że sentencja wyroku stwarza nie za dobry precedens, ale wyrok skazujący były o wiele groźniejszym precedensem). Każdy też ma wybór: uszanować czy nie uszanować decyzję niezawisłego sądu. Nie słyszałem, żeby Nergal w kontrowersyjnym programie występował jako satanista.

Mój Polemista, mając na względzie chrześcijańską miłość bliźniego, pisze m.in.: „Zabroniona jest zemsta, zabroniona jest krzywda i gniew, lecz nie jest zabronione milczenie.”

Cóż, dostrzegam dużo niechrześcijańskiego gniewu w wypowiedzi wrocławskiego biskupa. Nie ma w niej odrobiny rozumnej perswazji lub chęci dania człowiekowi/ bliźniemu jeszcze jednej szansy, jest zaś postulat jego eliminacji (szczęście, że tylko z TV). Jest z ł a pamiętliwość przeszłości tegoż bliźniego (chyba że Nergal nie jest bliźnim). Jest użycie w złej wierze fałszywego sylogizmu: Nergal drący Biblię, Nergal „satanista” = Nergal juror w muzycznym szoł oceniający kandydatów na artystów poprzez pryzmat wartości satanistycznych = Nergal w ogóle, czyli nie człowiek, ale satanista i Szatan jednocześnie.

Św. Tomasz z Akwinu powiedziałby jednak, że nigdy – grzesząc lub myląc się – nie wybieramy zła dla samego zła, nie wybieramy zła jako zła właśnie, ale postrzegamy w nim jakieś dobro, jest to jednak dobro fałszywe, zniekształcone, często do wymiarów wyłącznie materialnych sprowadzone („prawdziwi” sataniści wywyższają zmysły i seks). Tym samym otwiera się furtka do dialogu z Nergalem – zbłądzonym bliźnim…

Kościół polski od kilkunastu lat nie może sobie poradzić z pychą, butą i samowolą ojca Rydzyka i jego radiem (sui generis kościół w Kościele), tak jak nie radził sobie z pychą i butą ks. Jankowskiego (ewidentnego antysemity). Niechby biskup Mering i in. pasterze zajęli się radiem ojca R. Ja nie chciałbym, aby Kościół w Polsce decydował o treściach programowych publicznej TV i publicznego radia, podobnie jak nie powinni o nich decydować politycy. W razie czego – mamy niezawisłe sądy i np. Radę Etyki mediów. Ekspansji Kościoła na wiele sfer i dziedzin życia jest w tym kraju aż nadto.

Niechby księża zajmowali się przede wszystkim uprawą właściwego Kościołowi ogródka i pokornym wypasaniem owieczek. Tych owieczek stale ubywa, m.in. dlatego, że Kościół aż nazbyt często, uzurpując sobie prawo do oceniania i ingerowania w cudze misje, zapomina o misji własnej. Można spytać i wielu pyta, dlaczego biskup Mering, który lawinę wywołał, nie potępił publicznie Kuby Wojewódzkiego, gdy niedawno w pewnym radiu znieważył rasistowskimi dowcipami człowieka o odmiennym kolorze skóry, o. Rydzyka, który pod Jasną Górą obraził czarnoskórego kapłana, i mógłbym spytać, jak wielu zapytuje, dlaczego biskupi milczą w odpowiedzi na wybryki antysemickie, antyrosyjskie i nie przeciwstawiają się brunatnej fali, która zaczyna być groźna również w Polsce? Dlaczego na pamiętnych uroczystościach w Jedwabnem zabrakło centralnych postaci z episkopatu?

Owieczek Kościołowi ubywa m. in. dlatego, że bardzo liczni przedstawiciele Kościoła notorycznie „bawią się” w politykę i mieszają misję Kościoła z misją polityczną. Głosy sprzeciwu biskupów wobec Nergala są ewidentnym głosem w kampanii wyborczej: jeśli w telewizji publicznej pozwala się na występy Nergalowi, tzn. że tą telewizją zarządzają niewłaściwi ludzie i z niewłaściwego namaszczenia. Sam Nergal jest tu swojego rodzaju „przedmiotem zastępczym”.
W sytuacjach krytycznych Kościołowi zawsze był potrzebny szatan, a że pod ręką był Nergal… Ma „Plebania” swojego Tracza, trzeba więc całemu narodowi ukazać „żywe uosobienie Zła” i próbować pokierować częścią przynajmniej tego narodu. Pocieszenia można szukać w sytuacjach, które zdarzają się coraz częściej: gdy wierni biorą sprawy w swoje ręce i nie pozwalają proboszczom i księżom na polityczne harce na ambonach.

W jednym punkcie mój Polemista ujawnił swoją hipokryzję i to mnie najbardziej zmartwiło. Pisze mianowicie: „Jego Ekscelencja biskup Mering postąpił, jak najbardziej słusznie. Można mieć pewne zastrzeżenia odnośnie jego wezwania do niepłacenia abonamentu, lecz nie sposób ich rozsądnie wysunąć odnośnie sprawy p. Darskiego.”

Dla mnie „wezwanie abonamentowe” Meringa ma posmak szantażu „moralnego”, pachnie zapowiedzią zemsty i z zemstą się kojarzy. W jakich kategoriach zinterpretować czyjeś, nawet biskupa, podżeganie do nieprzestrzegania prawa? Jak dotąd, żadne prawo nie zwolniło większości ludzi w Polsce z obowiązku płacenia daniny na rzecz telewizji publicznej.

Mamy więc w wypowiedzi biskupa pychę, gniew i … Dlatego w zakończeniu mojego wpisu pozwoliłem był sobie na aluzję do znanej wypowiedzi Tuwima: „Już chrześcijanie, a jeszcze nie katolicy.”

***

„Oczy miał wściekłe, wzrok by u komety,
Powaga mu twarz surową czyniła,
Wszystek był czarny od głowy po pięty,
Kosmate piersi gęsta broda kryła,
Miąższy u gęby włos wisiał pomięty,
W czele miał jeden, we łbie rogów siła,
A ukrwawiona gęba beła taka
Jako głęboka straszna przepaść jaka.

Jako Mongibel zaraźliwe pary
I smród wypuszcza, tak i jemu z gęby
Śmierdziało właśnie, a z nosa bez miary
Puszczał, aż brzydko, plugawe otręby.”

– czytamy w Tassa „Goffredzie albo Jeruzalem wyzwolonej” w prześwietnym przekładzie Piotra Kochanowskiego (1618 r.).
Bardzo sugestywny wizerunek Szatana odmalowany przez Tassa/ KOCHANOWSKIEGO ma wyraźnie średniowieczny rodowód. Kiedy powstawała najstarsza część Biblii, nie znano jeszcze pojęcia Szatana. Wąż, który w pierwszej księdze kusi z powodzeniem Ewę, był wcześniej symbolem androginicznym, w tamtych czasach w różnych wierzeniach pokutowały raczej demony (charakterystyczne, u Greków demon był wpierwej głosem boga, bóstwa, a później zaczął być kojarzony ze światem podziemnym . W Księdze Rodzaju kusiciel ów jest raczej symbolem fallicznym (nie zatracając, wydaje się, cech androgynicznych), budzi świadomość seksualną człowieka. W Starym Testamencie szatan występuje, owszem, lecz najczęściej „bezprzedimkowo”, jako jakikolwiek przeciwnik (sensu largo) lub w odniesieniu do ludzi, którzy są przeciwnikami Boga. Szatan z przedimkiem oznaczał Szatana Diabła i takie znaczenie dominuje w Nowym Testamencie. Jako uosobienie wszelkiego Zła, antyteza Dobra, staje się Szatan, przejęty z judaizmu, niezbędnym narzędziem w myśli i wierze chrześcijańskiej, jest też obecny w islamie, gnostycyzmu, manicheizmie, zoroastryzmie i in. Naniesienie tego pojęcia na biblijnego węża jest dla Kościoła katolickiego wygodnym po dziś dzień anachronizmem. Od czasów biblijnych i średniowiecza pojęcie Szatana przeszło rozmaite ewolucje, szczególnie ciekawe są jego upostaciowienia u Miltona, w literaturze romantycznej i modernistycznej, a także w różnych, XIX- i XX-wiecznych wersjach kultury popularnej i masowej.

Na gruncie Kościoła katolickiego w kwestii Szatana toczy się „odwieczny” spór miedzy realistami a nominalistami. Dla współczesnych polskich biskupów charakterystyczne i dominujące wydaje się być stanowisko realistyczne. Każdy Tulczyn, jako się rzekło, musi mieć swojego Tracza, a Polska przed wyborami musi mieć swojego Nergala. Szatan, niczym w średniowieczu, musi mieć konkretne, fizyczne oblicze.

Na ile Nergal jest podobny do wizerunku Szatana pióra Piotra Kochanowskiego, a na ile np. do kreacji Miltonowskiej, nie podejmuję się rozważać. Zerknąłem, a jednak! z czystej ciekawości do głośnego programu „The Voice of Poland” w telewizji: w Nergalu sporo jasności… Ale ostatecznie, szatan to upadły anioł.

Szatan najwyraźniej zaktywizował się przed wyborami. W sukurs biskupom przychodzi ks. Aleksander Posacki, egzorcysta i demonolog ze Stowarzyszenia ds. Posługi Uwalniania. – Najbardziej zagrożeni są młodzi ludzie uzależnieni od okultystycznych praktyk, czyli wróżbiarstwa, jasnowidztwa czy wywoływania duchów – wylicza ks. Posacki w rozmowie "Super Expressem". – Szatanowi sprzyja też korzystanie z horoskopów, odwoływanie się do szatana, odprawianie czarnych mszy i przyjmowanie narkotyków.
– Wielu ludzi szuka pomocy nie w Bogu i rozsądku, ale u czarodziejek – irytuje się egzorcysta. – W telewizji przez wiele godzin dziennie wróżbitki i wróże piorą mózgi swoim widzom, wciągając ich w mroczną przestrzeń grzechu i niewiary – dodaje.
Nic dziwnego, że jesteśmy osłabieni i podatni na zło – twierdzi "SE". A najsłabsi są mieszkańcy dużych miast. Szczególnie zaś – stolicy. – Nad Warszawą "diabeł krąży jak lew ryczący, patrząc kogo by pożreć" – przywołuje słowa św. Piotra egzorcysta. W ub. roku ksiądz ten odnotował 90 przypadków opętania w samej Warszawie i okolicach
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/437925,Szatan-atakuje-Polske-Egzorcysci-bija-na-alarm

Monopol na odprawianie egzorcyzmów ma Kościół, szczegółowo ujmują tę kwestię Katechizm Kościoła Katolickiego oraz Kodeks Prawa Kanonicznego. Tymczasem w Polsce powastała cała sieć gabinetów, w których egzorcyzmują ludzie świeccy, za odpowiednią, i to nie małą, opłatą. Jest to niewątpliwie związane z modą na okultyzm, czarną magię, seanse spirytystyczne, wróżbitów i wróżbiarki. Sporo tupetu ma na przykład absolwentka psychologii Wanda Prątnicka – najgłośniejsza świecka egzorcystka polska. Do niej nie trzeba się nawet zwracać osobiście, wystarczy e-mail lub kontakt telefoniczny i …po ptokach, diabeł pada. „Leczy” nie tylko ludzi, ale i dusze. Kandydat do uzdrowienia musi jednakowoż obowiązkowo przeczytać jedną z jej książek. W jaki sposób dusze zapoznają się z jej dziełami zebranymi , nie wiem. Podziwiam Prątnickiej wiarę we własną moc. Wytoczono jej dotąd kilka procesów.
http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/kto-ma-prawo-do-terapii-dusz,1,4848495,kiosk-wiadomosc.html

Nie słyszałem, aby wytoczono jakiś proces prawdziwemu (katechizmowemu) egzorcyście. Katechizmowi egzorcyści coraz częściej współpracują w pracy ze świeckimi lekarzami, psychologami i psychiatrami.

Tak trzymać!

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s