Dlaczego? (III)

Co roku setki ton polskich winniczków emigrują z Polski do Francji. Bez prawa głosu.
A niby dlaczego?
Polecam temat specom od piaru "w obliczu" jesiennej kampanii wyborczej. …

Przeżyłem w życiu mnóstwo kampanii.

W szkole średniej jeździłem na obowiązkowe wykopki. Na wsi pod Ubiem (gliwickie) wywaliliśmy z kumplami całą przyczepę od Ursusa, takiego traktora. Ziemniaków, czyli katofli. Były to czasy, kiedy nie groził nam już proces za dywersję przeciw Polsce Ludowej i kolaborację z zachodnią stonką, ale obowiązywała odpowiedzialność zbiorowa. Całej klasie obniżono, najniżej, zachowanie. Elka B. i Elka P. były oburzone. Na nas.

Fajne to były dziewczyny, zajefajne. Jedna Elka żyje w Stanach. Druga jest (chyba) dentystką. W jednej się kochałem, ale to u mnie chroniczne.

Tamte kampanie!

Klaskałem jak pewien facet od Różewicza. Jak większość. (Zresztą.) Na przykład przeciw biskupom.
Czasem nie klaskałem, jak wielu. Zdarzało się.

Zbierałem makulaturę i złom. Szmaty też.
Zajęcia PT co tydzień odbywałem z całą klasą w hucie. "Bobrek" się nazywała. Co się tam wyrabiało! Po hucie szliśmy całą chłopaczyńską drużyną (było nas 11. w klasie) po wino marki wino i szukaliśmy piwnicy, gdzie można by je obalić. Zawsze coś się znalazło. No, może 2-3 wina na jedenastu. I jedna piwnica. Ani razu z dziewczynami!

Mając 9-10 lat, oddawałem metalową tubkę po zużytej przez rodzinę paście Nivea w kiosku i dzięki temu mogłem zakupić kolejną (pełną) tubkę pasty (Nivea). Cały naród ratował swoją ojczyznę, a zwłaszcza Stolicę. Z Wrocławia, o czym dowiedziałem się parę lat później, nawet germański bruk do Stolicy wywożono. Ze słowiańskiej przeszłości miasta trudno było cokolwiek wywieżć, no bo Słowianie lubią sielanki (Ducha! Czynu! Cóż nam bruk!).

Zawartość: zmielona kreda i jakiś szajs. Wracam do tubki po paście.
Nie wiedziałem, że nazwa "Nivea" była skradziona. Jak prawie wszystko w socjalizmie.

Tak w ogóle, guzik mnie zęby obchodziły, ale matka gnała. Moim idolem był przecież Pele.
Mistrzostwa świata. Szwecja.

1958 rok.

Czarnoskóry Pele na czarno-białym filmie w migawkach w "Kronice filmowej" strzela kolejną bramkę. Oglądałem z wypiekami na policzkach w kinie "Świt" w Bytomiu. A może w kinie "Gloria". Wszystko jedno, tych kin juz nie ma. Jedno było później tzw. kultowe. A może to było w kinie "Bałtyk", gdzie obejrzałm pierwszy western w życiu? "15.10 do Jumy".

Miał 17 lat. 16? Pele. Ja? 10.

Potem obejrzałem go "na żywo".
Stadion Śląski w Chorzowie. Który to był rok?
Polska (kadra) – Santos.
2 : 6.

Pele(mu) spadły majtki. Był Gilmar. Vava. Didi etc. Garincha? Nie pamiętam. W Bytomiu pod hotelem na ul. Dworcowej zdobyłem autografy ich wszystkich. Parę lat później dałem je jakiejś dziewczynie, która natychmiast oddała mnie innym dziewczynom. Oj, jaki ja głupi byłem. Autograf Pelego!

100 tysięcy ludzi wyło z zachwytu. Na Śląskim. Ja też.
Pele 5 razy poklepał po plecach Szymkowiaka. Najlepszego bramkarza w dziejach polskiego piłkarstwa. Cóż tam Boruc. Cóż Tomaszewski.
Edward Szymkowiak już dawno nie żyje.

Cóż wiem? Ja, Michał z Sosnowca?

Ale zaliczyłem też, "na żywo", w 1957 roku, mecz Polska – ZSRR. Również na "Śląskim". Nazwanym poźniej "Narodowym". (Jakiż on narodowy?)
2 : 1.
Dwie bramki Cieślika. Jeszcze żyje – i szczęść mu… Mamy zresztą Szczęsnego. Kolejnego.

"Kronikę" ukatrupili w nowym ustroju. Niepomni, że z cywilizacji zero-jedynkowej gówno zostanie, że papirus jest trwalszy. Podobno "przez" Łapickiego. Tego aktora. Dobrego aktora. Bardzio dobrego aktora. Ciągle żyje i ma młodą żonę. Cztery razy młodszą. Za to go cenię najbardziej.

Wróćmy do winniczków.
W mojej górskiej "posiadłości" można w maju zebrać ze dwie tony tych ślimaczków. Sporych nawet!
No, ciut przesadziłem, ale nie dużo.
W przyszłym roku urządzę sobie winniczkową ucztę. (Dobrze gotuję, znam się na kuchni, jak mało kto!).

Francuzi i inni! Ręce precz od Polskich Winniczków! I podniebienia! I żołądki precz!

Na pewno jesienią zagłosuję na tę partię, która ujmie się za p o l s k i m i ślimakami.

PS. O Polskich Bocianach jeszcze napiszę. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s