Nowa matura

Tzw. nowa matura skończy w przyszłym roku 10 lat. Jak ten czas leci! W tym czasie "zaliczyliśmy" (uczniowie i my, nauczyciele) paru kolejnych ministrów płci obojga.

Z perspektywy czasu oceniam, że najmniej szkodliwym ministrem był adwokat Roman Giertych. Jeśli chciałem, a chciałem, którąś z kontrowersyjnych lektur, jak np. "Transatlantyk", omówić ("przerobić") z uczniami, nikt mi w tym nie przeszkadzał. Jeśli chciałem zaproponować jakąś lekturę od siebie, a chciałem… Czasem, rzadziej, to uczniowie proponowali omówienie jakiejś książki i chcieliśmy wspólnie. Mam właściwie tylko jedną pretensję do R. Giertycha: musiałem przypomnieć sobie największy i najbardziej tendencyjny kicz wszechczasów, czyli powieść pt. "Quo vadis". …


Potem był Legutko. Profesor. Włączył do lektur "Ucztę" Platona i pewnie trochę na tym zarobił, bo obowiązywało jego, a nie Witwickiego tłumaczenie. Pozostawił po sobie sporo bałaganu. Legutko – nie Platon. Do Platona nic nie mam. Być może jest to największy z filozofów. Legutko jest szeregowym historykiem filozofii i zna się, można mniemać, na filozofii politycznej Platona. Nie słyszałem jednak, żeby potępiał nieustające rządy poetów w Polsce i wyciągał jakieś nauki dla polskiej edukacji z Platona. A przecież da się to zrobić.

Nie przypominam też sobie ani jednej matury od 2002 roku, której nie towarzyszyłyby większe lub mniejsze skandale, czasem o wydźwięku kryminalnym. Tegoroczna matura to absolutny kryminał. Czy naprawdę nie da się zrobić gruntownego porządku w CKE? Rozbić to bezrefleksyjne towarzycho? Wprowadzić tam ludzi, którzy myślą?

Jedynym plusem tzw. nowej matury (często nadwyrężanym) jest obiektywizm. Matury wyprowadzono ze szkoły, prace ocenia się na zewnątrz według ustalonych "kluczy", obowiązuje ta sama w całej Polsce procedura i punktacja. "Klucze" budzą od dawna kontrowersje. W zasadach sprawdzania i oceniania prac można by wiele zmienić – i nie jest to rzecz arcytrudna, pod warunkiem, że skończymy z uprawianiem pozorów tego, co się nazywa maturą. Wskaźniki "zdawalności" idą w górę, ale to nie powinno cieszyć, a cieszy przecież niektórych publicystów i urzędników oświatowych.

Nowa matura w dotychczasowym kształcie w żadnym razie nie premiuje elity uczniowskiej (włącznie z olimpijczykami). Matura ta premiuje lenistwo, cwaniactwo, oportunizm, leserstwo, plagiatorstwo i szereg innych patologii. Utrwalają się one w uczniach od starszych klas podstawówki. Problem dotyczy nie tylko uczniów, ale w dużej mierze (niestety) także nauczycieli i urzędników oświatowych.

Cieszyć mogłaby sytuacja, kiedy maturę zdaje 50% (plus minus) uczniów w Polsce, a testy maturalne są na odpowiednio wysokim intelektualnym i merytorycznym poziomie. Sytuacja, gdy np. egzamin ustny z języka polskiego (i obcego) przestaje być farsą, jak obecnie, a staje się poważnym egzaminem z wiedzy i umiejętności ucznia z sześciu lat – rozliczeniem z gimnazjum i szkołą średnią. Zdawanym nie przed nauczycielami ze szkoły ucznia, ale poza szkołą.

Być może w dobrym kierunku idą Czechy, próbując wyhamować owczy pęd młodzieży na studia. I u nas brakuje hydraulików, salowych, pielęgniarek, zdunów, wyprowadzaczy cudzych psów i sprzątaczy psich kup, malarzy ściennych, pracowników usług i dekarzy. Ostatni wybitny dekarz polski narty do skoków zamienił na samochód rajdowy. A ja szukam i nie mogę znaleźć fachowca od kafelek.

"System" edukacyjny w Polsce – od podstawówki po uczelnie wyższe – jest nastawiony na wypuszczanie ze szkoły produktu z roku na rok coraz bardziej wybrakowanego, tworu "wykształceniopodobnego": jest nim dzisiejszy absolwent podstawówki, gimnazjum, liceum i technikum, uniwersytetu, a także coraz częściej doktor różnych nauk, doktor habilitowany i niezrehabilitowany. W tym "systemie" bowiem liczy się wyłącznie tępa umiejętność zaliczania tępych testów oraz szeroko rozumiana i wspierana przez nauczycieli szkolnych i akademickich twórczość plagiatorska, którą zawsze można „zalegalizować” eufemizmem w postaci jakiegoś postmodernizmu.

Być może właśnie chodzi o to, o to chodzi, żeby sformatować i zestandaryzować społeczeństwo polskie. Wzorem niedoścignionym jest zapewne tępawy i "wykształceniopodobny", nastawiony na czystą konsumpcję, przeciętny Amerykanin ze Stanów, produkt tamtejszej edukacji; on jest przynajmniej dobrym patriotą. Formatowanie i standaryzowanie ¬ ¬¬z definicji nie może służyć podnoszeniu wartości wspólnego mianownika. "System" edukacyjny w Polsce nastawiony jest na produkcję wdzięcznych odbiorców tańców na lodzie i na rynnie, szołów, bigbrazerów, kochamciepolsko, iksfaktorów i innych TV-oszołomów. W porywach będą to bardziej ambitni odbiorcy towarów z wyższej półki – Kubów Wojewódzkich i Szymonów Majewskich.

Ameryka póki co jeszcze może sobie pozwolić na dotowanie rozpasanego konsumpcjonizmu, na jej obraz pracują ciągle jeszcze superelity intelektualne przejmowane za ciężkie pieniądze ze wszystkich krajów świata, w tym z Polski. Niebawem jednak przyjdzie moment, kiedy Chiny wykupią amerykańskie elity naukowe i intelektualne i w ogóle kupią sobie całą Amerykę.

Polsce jest póki co dosyć daleko do Ameryki. Nie tylko dlatego, że nie kochamy Żydów i Kolorowych. Marzymy o potędze, a promujemy tępy konsumpcjonizm i na co dzień z jakąś dziwną premedytacją produkujemy zwyczajne buble. Zwłaszcza edukacyjne. Jeden grafit i jeden "Wiedźmin" nie czynią niestety wiosny.

Tegoroczna matura, powtórzę, ze względu na ilość "wpadek", ”błędów" i „wypaczeń” to kryminał. Pani Hall, która ją legitymuje do spółki z poprzednimi ministrami, pewnie nadal będzie się zajmować radosną twórczością "reformatorską". Patrząc z perspektywy prognoz społecznych, tych długofalowych, a takie prognozy nie interesują zupełnie polskich polityków, działalność ludzi pokroju p. Hall jest o wiele bardziej szkodliwa niż ludzi w rodzaju p. Klicha.

Totalna zapaść oświaty w Polsce oznacza katastrofę o dalekosiężnych skutkach, skutkach przekraczających wyobraźnię polityków. Min. Klich przynajmniej odważył się wczoraj przelecieć jedynym Tupolewem, jaki nam pozostał. Chyba wrócił, bo nie było żadnych sygnałów na portalach i w gazetach.

Piotr Pacewicz („Równe jest lepsze”,„GW” z 4 IV br.) zachwyca się wynikami młodych Polaków uzyskanymi w testach PISA. Byliśmy ostatni w Europie, teraz gonimy Finów, chociaż w matematyce jeszcze nam daleko do Azjatów. Publicysta widzi już na polskim horyzoncie „edukacyjne światło Północy”. Pieje z zachwytu nad rzekomo pozytywnymi skutkami wydłużenia …edukacji ogólnej w Polsce, podczas gdy po „wymyśleniu” gimnazjów i skróceniu nauki w liceum o rok nic się tu nie wydłużyło ani skróciło, raczej pogorszyło. Pan redaktor, co dla pewnej grupy reformatorów jest typowe, jest tak usatysfakcjonowany ostatnimi pomiarami PISA, że proponuje …skrócenie nauki w liceum do dwóch lat i wydłużeniu edukacji gimnazjalnej o tenże rok, czyli proponuje – nie zastanawiając się chociażby nad problemami wychowawczymi związanymi z młodzieżą gimnazjalną – manipulację liczbami. Ale nie zadał sobie trudu, aby wnikliwiej przyjrzeć się testom PISA, a są to testy, które owszem, dowodzą, że młody człowiek umie trochę czytać, pisać i liczyć i poradzi sobie z zakupami w markecie, odczytaniem rozkładu jazdy i programu telewizyjnego. Czyli testy te wskazują na wyniki, jakie osiągają w danym momencie edukacyjne żywe produkty wykształceniopodobne.

Zastanawiałem się, dlaczego czołowy spec od edukacji w „Wyborczej” popełnił tak kuriozalny i obłudny artykuł. Z przyczyn propagandowych? Może tak, ale epoka Gierka już dawno minęła. Niestety, sposób myślenia tego rodzaju publicystów kompletnie się rozmija z realną rzeczywistością edukacyjną w Polsce.

My, Polacy, kochamy katastrofy i klęski, bo lubimy martyrologię, wieczne żale i zawsze mamy na podorędziu i na pocieszenie jakiś rodzaj mesjanizmu.

Problemem jednak nie są klęski i katastrofy widoczne, spektakularne, ale te niezauważane, nieuświadamiane jak dżuma w mieście Oran.

Na naszych oczach dzieje się katastrofa w polskim „systemie” edukacji, większość nie wierzy, „że staje się już”. W razie czego nie pomoże obrazek Matki Boskiej ani nawet gipsowa figurka polskiego papieża.

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Nowa matura

  1. anonymous pisze:

    Anonimowy uczeń writes:Nie będę oryginalny i stwierdzę, że działania Polaków (oczywiście nie wszystkich), a w szczególności naszego rządu, noszą znamiona bylejakości. Znakomicie to widać w wyśmiewanych przez Pana "reformach" edukacji. Być może ministrowie mieli dobre chęci, jednak w ich działaniach daje się dostrzec brak gruntownej znajomości tematu, brak jakiegokolwiek przygotowaniu. Nasi kochani włodarze podejmowali decyzje w oderwaniu od rzeczywistości. Można odnieść wrażenie, że chcieli KONIECZNIE coś zmienić, zatem zrobili chałturę, żeby nie można im było wytknąć bezczynności. Zresztą cała ta szopka przywodzi mi na myśl sytuację z opowiadania Mrożka pt. "Słoń". Mam tylko nadzieję, że mnie i mojej uczniowskiej braci nie spotka konieczność oglądania jak nasz nadmuchiwany słoń odlatuje w dal.Na koniec link do piosenki Jacka Kaczmarskiego, która w sposób prześmiewczy opisuje postawę bylejakości Polaków:

    .

    Polubienie

  2. anonymous pisze:

    Marta Cyba writes:Swietny tekst, zgadzam sie w pelni, choc z mlodzieza mam kontakt wylacznie poprzez siostrzenca i fora internetowe 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s