10 kwietnia

Jesteśmy dziwnym narodem. Właściwie to nie jesteśmy narodem. Jesteśmy dwoma narodami. Gdyby to byłyby dwa narody w jednym, to może byłby – podpowiada reklama – jakiś pożytek z tego. Są jednak jakby dwa narody, ale nie ma jednego, a więc i pożytku żadnego nie ma. …

Nie jesteśmy, broń Bóg, jakąś współczesną wersją Rzeczpospolitej obojga narodów. Tamtej Rzeczypospolitej i świetnego zamysłu nie potrafiliśmy zresztą nigdy zdyskontować. Jak zawsze zresztą. Dzisiejsi Litwini mszczą się na nas za to, że pomogliśmy im w drodze ku cywilizacji.

A więc jesteśmy, Polacy, dwoma narodami i nawet w szczególnych sytuacjach nie potrafimy wznieść się na poziom, działanie i myślenie charakterystyczne dla jednego solidnego narodu. Niestety, jest rzeczą niemożliwą, nieprawdopodobną ustalić, jak przebiega linia demarkacyjna między tymi dwoma polskimi narodami (a jak dodamy Polonię południowoamerykańską, to może i trzema).

Nie jest to przecież wyłącznie kwestia podziałów politycznych (PIS-owcy, PO-wcy), religijnych, stopnia wykształcenia, statusu kulturalnego, aczkolwiek rysuje się jakiś wyraźniejszy przedział między tymi, którzy integrują się Europą i światem a konserwatywnymi ksenofobami, albo gorliwymi słuchaczami kazań ojca Rydzyka a resztą. Dokładnej granicy nie wytyczy tu żaden oświecony socjolog. Owa dwunarodowość różnie się strukturalizuje.

Może to zresztą bardziej problem dla psychologa społecznego i historyka? Odnoszę wrażenie, że ta nasza dwunarodowość dzisiejsza jest schedą po niegdysiejszej demokracji szlacheckiej. Owa demokracja to był polski oryginalny wynalazek i również świetny pomysł. Zepsuliśmy go już na samym starcie, przez plus minus dwa stulecia z mozołem beztroskim pracowaliśmy na zabory. Wirus liberum veto (potraktujmy to także jako metaforę) tak trwale zainfekował umysły rzeszy Polaków, że nawet zabory niczego nas nie nauczyły.

Gdybyż tak te polskie mózgi zaatakował ozdrowieńczy wirus jednej czy drugiej idei pozytywistycznej…

Na co dzień grupy Polaków potrafią jako tako koegzystować, żyć w jakiej takiej pozornej zgodzie. Ale niech no tylko nadarzy się okazja, nawet z gatunku tych błahych, a Polacy natychmiast się przepoczwarzają: akcentowanie własnego stanowiska musi iść w parze z inwektywą, dyskusja polega na wymianie obelg, jeśli rozum podpowiada, że potrzebna jest zgoda, niechybnie pojawia się wspomniany wyżej wirus liberum veto. I w całej krasie ujawnia owa „dwunarodowość”: jedni kategorycznie obstają za zamachem dokonanym przez „Ruskich”, inni są kategorycznie przeciw. Jedni są za tolerancją, inni biorą się za bicie Żydów i Murzynów. Jedni się modlą, inni ustawiają krzyże z puszek po piwie. Ci od opcji "prozamachowej" niekoniecznie muszą się modlić. Ci od bicia Murzynów modlą się często a gęsto. A zepsuty piecyk dymi.

Doskonale rys „dwunarodowości” w mentalności Polaków uwidaczniają tokszoły Lisa w TV czy Olejnik i in. w radiu. Rok temu, w radiu, zaproszeni goście potrafili (na moment) wspólnie się popłakać. Minione 12 miesięcy pokazało, że nie był to płacz katarktyczny, oczyszczający. Mysz nie urodziła góry, bo mysz z definicji góry urodzić nie może.

Jakiś tydzień temu przez dwie godziny, późno w noc, z zapartym tchem przysłuchiwałem się dyskusji na temat powinności sztuki wobec narodu w rosyjskiej telewizji „Płanieta”. Punktem wyjścia do dyskusji były stanowiska prezentowane przez czołowego rosyjskiego blogera i wybitnego rosyjskiego reżysera. Pozazdrościć poziomu merytorycznego, pozazdrościć kultury dyskusji, pozazdrościć takiego prowadzącego. Dyskutowano z pasją wielką, ale była to szermierka na argumenty, a nie inwektywy. I pomyśleć, że jednemu z polskich rzeczonych „narodów” wszystko, co rosyjskie, kojarzy się z dziczą, barbarzyństwem, zacofaniem i inną swołoczą. Ha, ci rosyjscy intelektualni celebryci z „Płaniety” ze swadą i wielką znajomością rzeczy powoływali się na przykłady ze sfery najbardziej współczesnej …kultury polskiej.

Może zatem nie można mówić o dwóch polskich n a r o d a c h żyjących dzisiaj między Bugiem, Bałtykiem, Tatrami i Odra i Nysą, może są to dwa szczepy jakoweś, plemiona, które już są w Europie, lecz nie dorosły do bycia Narodem?

***

Powyłączałem dzisiaj w domu wszystkie radia i telewizory, wprowadziłem zakaz zaglądania p r z e z s i e b i e na portale internetowe. Owszem, zgodziłem się (dzieci!) na „Mini-Mini”.

No bo czegóż można się spodziewać po tym niby tak bardzo znaczącym dniu? Kiedy od dawna wiadomo, że rocznicę obchodzić będą dwa nasze narody, ale osobno? Wiadomo, czego. Modłów, modłów, modłów przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie i tumultu, tumultu, tumultu przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Ani z modłów, ani z tumultów, jak dotąd, nic pozytywnego i twórczego nie wyniknęło.

Czego jeszcze można się spodziewać? Pogróżek Kaczyńskiego, pustosłowia polityków, niezliczonej ilości mszy (podobno) świętych i poszczekiwania wielu księży („specjalistów” od zgody narodowej, obrzucania inwektywami „Ruskich”, demonstracji i kontrdemonstracji i demonstrowania wszystkiego, co się przy tak znamienitej okazji da zademonstrować, a może też przepychanek i bijatyk.

Ten dzień jest bardzo potrzebny naszym posłom i politykom, mają znakomitą okazję do publicznego obnoszenia się ze swoim ego.

Należy się także spodziewać międlenia w kółko tego samego w telewizji państwowej. A wszystko to podszyte fałszem, obłudą. Gorzkie żale z powodu śmierci przedstawicieli „samej elity” narodu polskiego, przemianowanych na „męczenników” – ze zbliżającą się kampanią wyborczą w tle.

Polacy kochają żałobę, tonację martyrologiczną, stypę ciągnącą się miesiącami – w tym wypadku kochają żałobę równie mocno nasze ezoteryczne, ale realne "dwa narody", ale oczywiście osobno.

A rodziny osób tragicznie zmarłych? Ten żałobny szoł odbywa się jakby poza nimi.

Powyłączałem najważniejsze przekaźniki i z tego prostego powodu, że jazgot bezproduktywny, bo na ogół bezmyślny, towarzyszy nam od roku. Obchody rocznicy Smoleńska potrwają podobno jeszcze tydzień…

***

Myślę o tym wszystkim z jakimś nadzwyczajnym zażenowaniem.

Bo myślę też o setkach wdów po górnikach, którzy zginęli w katastrofach w kopalniach, które to wdowy grosza zadośćuczynienia często nie dostały. O ubiegłorocznych powodzianach, którym przedstawiciele naszych elit politycznych tak wiele naobiecywali, a którzy po dziś dzień wegetują w niewyobrażalnie nędznych warunkach, zdani wyłącznie na własne siły. Myślę o tych, którzy zginęli w katastrofach autobusowych, kolejowych, pożarach – i o ich rodzinach. Myślę o tych wielu, wielu osobach, które zginęły parę lat temu pod gruzami hali w Katowicach i o wieloletnich już procesach sądowych rodzin o odszkodowania, o tych, którzy ocaleli, ale są kalekami i samotnie borykają się z losem. Do dzisiaj skądinąd nie wiem, kto ponosi odpowiedzialność za tę katastrofę.

Czy czeka mnie (i nas) kolejny rok żałoby po Smoleńsku? Kolejne miesięcznice? Ja mam najzwyczajniej w świecie dosyć.

***

Telewizja Polska stanęła na wysokości zadania. Spece od ramówek przez rok myśleli, co pokazać w niedzielę 10 kwietnia wieczorem. Wzięli za to zapewne duże pieniądze. Wymyślili, a jakże. W miejsce „Rancza” postanowili puścić uroczy kicz Wajdy pt. „Pan Tadeusz”. W programie I.

Może tkwił w tym głębszy intelektualno-pedagogiczny zamysł? Może. „Pan Tadeusz” Mickiewicza kończy się iluzją zgody narodowej. Wpisał autor w tkankę poematu ważne przesłanie skierowane do Polaków. W księgach poematu znajdziemy przepisy nie tylko na bigos czy dobrą kawę i lekcje savoire vivre'u. W swoim dziele Wieszcz (przepraszam, tu akurat nie Wieszcz, ale racjonalista), wyciągnąwszy wnioski z niechlubnej przeszłości narodowej, zaprojektował perfekcyjnie naszą, Polaków, przyszłość.

Miała ona i mogła się spełnić, ale pod pewnymi istotnymi warunkami – chodziło między innymi o przekształcenie się dwu narodów polskich, wówczas szlacheckiego i chłopskiego, w jeden naród. Podobnie myślał Słowacki, pisząc o „kolumnie z jednej bryły”. Warunkiem sine qua non było veto wobec liberum veto, także w znaczeniu metaforycznym.

Rysuje w „Panu Tadeuszu” jego Autor iście pozytywistyczny (sic), pragmatyczny ideał pracy. Pracy w ogóle i pracy nad sobą. Bo warunkiem sensownego funkcjonowania narodu jest praca nad sobą tegoż narodu. Do tego niezbędna jest umiejętność wspólnego wyciągania konstruktywnych wniosków z popełnionych błędów, tragedii, nieudanych przedsięwzięć. Umiejętność współpracy. Zgoda w kwestiach pryncypialnych.

Permanentna żałoba temu nie służy, podobnie jak nie służy największa nawet perfekcja w sztuce martyrologii. Te "sztuki" nie liczą się z przyszłością.

Co ciekawe, poemat Mickiewicza pokazuje wyraźnie pewien bardzo nowoczesny „schemat społeczny”: wychodząc od rodziny iść ku narodowi, a w domyśle – ku państwu. Wznieść się ponad „ksobstwo”.

Polacy dzisiejsi w sposób absolutnie fałszywy „kultywują” rodzinę (jaka ta rodzina jest, każdy widzi, nawet koń Benedykta Chmielowskiego) – samorząd, naród, a zwłaszcza państwo mają w tzw. głębokim poważaniu. Przykro to mówić, ale dużo w tym (i w innych sprawach) „zasługi” Kościoła i wielu jego pasterzy.

Polacy oglądają (głównie w telewizji)mnóstwo amerykańskich filmów obyczajowych, społecznych – myślę o tych przeciętnych obrazach, obrazach do obejrzenia przed snem. Czy te filmy uczą czegoś Polaków? Obawiam się, że nie.

Tymczasem jestem gotów głosić pochwałę tego właśnie, przeciętnego obyczajowego kina amerykańskiego. Otóż wydaje mi się, że wyciągnęło ono pewne wnioski z niegdysiejszego …radzieckiego kina socrealistycznego. Bez tamtej deklaratywności, bez zbędnego bagażu ideologicznego, kino to potępia „ksobność” i uczy postaw prospołecznych, pokazuje, jak brać sprawy (w najbliższym otoczeniu) w swoje ręce i jak je skutecznie rozwiązywać. Rzecz jasna, jest i tu pewne przesłanie ideologiczne: propagowane postawy i wzorce osobowe służą ostatecznie i rodzinie amerykańskiej, i Ameryce.

W Polsce wydaje się w ostatnich latach setki skandynawskich powieści kryminalnych, skądinąd dobrych lub bardzo dobrych. Niemal każda z nich pokazuje pewne standardy prospołeczne i propaństwowe. Od Szwedów, Norwegów moglibyśmy się nauczyć może nawet więcej niż od Amerykanów, w końcu to nasi sąsiedzi.

Mickiewicz marzył, żeby jego księgi trafiły pod strzechy. Trafiły, Wieszczu, trafiły. Pod niemal każdą polską współczesną strzechą znajdziemy co najmniej trzy wydania „Pana Tadeusza”. Ku ozdobie domu. Li tylko w funkcji zdobiącej salon. Na ogół. Kto by tam sobie głowę czytaniem dzieła i jego głębszym przesłaniem zawracał.

Szkoła? Wypowiem się o nauczaniu „Pana Tadeusza” w szkole w innym miejscu. Przykra to będzie wypowiedź.

***

Dopóki z polskiego pejzażu nie zniknie ostatnia z miliardów psich kup, którymi upstrzony jest ten pejzaż, dopóty nie będziemy jednym narodem.

Reklamy

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s