Dzieje bieżące głupoty polskiej (XIV)

Niejaka Kożuchowska Małgorzata wydała o ś w i a d c z e n i e, że po 11 latach rezygnuje z serialu "M jak miłość". Na dzisiaj trudno ustalić, czy oświadczenie p. Kożuchowskiej zawiera podteksty polityczne (za PIS przeciw PO lub odwrotnie). Sprawę bada specjalna komisja sejmowa, która wyda oświadczenie.

Odetchnęliśmy z ulgą, w skali od 1 do 10 oceniamy tę rolę (i inne role p. K.) na 1. A Grażyna wreszcie będzie mogła dosiąść bez reszty i zbędnej fatygi Marka… Co z sierotkami? …

Zaraz potem oświadczenie w sprawie oświadczenia Kożuchowskiej Małgorzaty wydała niejaka Łepkowska Ilona.

Życzylibysmy sobie, aby w podobnej tonacji oświadczali się sobie Tusk i Kaczyński.

Czekamy z utęsknieniem na podobne oświadczenia br. Mroczków, p. Cichopek, p. Lipowskiej ("byłej dziewicy", jak oświadczyła publicznie na ostatnich "Telekamerach"), p. Pieńkowskiej, p. Ostałowskiej, p. Koroniewskiej, p. Młynarczyka, p. Moskwy, p. Okraski, p. Precigsa, p. Mikuć i paru innych. I tak zostanie za dużo.

Panie Mucha i Samojłowicz na szczęście dały nogę już wcześniej i nic nie oświadczyły.

Liczymy, że niebawem pęknie worek z oświadczeniami w "Barwach szczęścia" (te szczęście jakoś nader bezbarwne!), a zwłaszcza w "Klanie" (co za podejrzany tytuł!).

Informacje o Michał Waliński

b. folklorysta, b. belfer, b. organizator, b. redaktor, b. wydawca, b. niemowlę, b. turysta; kochał wiele, kochał wielu, kocha wiele, kocha wielu; czasem świnia, czasem dobry człowiek, czyli świnia, ale dobry człowiek (prawie Gogol); żyje po przygodzie z rakiem (diagnoza lipiec 2009 r.) i konsekwencjami tej przygody; śledzi, analizuje i komentuje obyczajowość współczesnych Polaków; czasem uderza w klawisze filozoficzne, czasem w ironiczne, czasem liryczne, rzadziej epickie; lubi gotować, lubi fotografować; lubi czytać i pisać, lubi kino, filmy i teatr (od dawna za względu na okoliczności tylko w TV); lubi surrealizm w sztuce i w ogóle, a więc i polskość; lubi van Steena, Rembrandta, słomkowy kapelusz damy Rubensa, Schielego, impresjonistów, kobiety w swobodnych pozach w malarstwie Tintoretta; kocha M.; kocha miesięcznik "Odra", czyta regularnie "Politykę" i "Wyborczą"; ulubione radia: Dwójka i radia internetowe z muzyką klasyczną, jazzem, fado, flamenco i piosenkę literacką; lubi radio TOK FM, chociaz po godzinie czuje sie ogłuszony nadmiarem sygnałów dźwiękowych i "głosowych"; wierzy w koincydencję etyki i estetyki oraz królewnę Śnieżkę; ateistyczny agnostyk, może agnostyczny ateista; lubi słuchać
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Dzieje bieżące głupoty polskiej (XIV)

  1. anonymous pisze:

    Anonymous writes:Nie jest aż tak źle. W "Klanie" bywały epizody z salonowo literackimi dyskusjami pani Krystyny Lubicz i profesora Deptuły. W gabinecie pani dziekan pojawiali się studenci filologii słowiańskiej, konsultujący swoje referaty.Pani magister (farmacji) Chojnacka pisała nawet ksiażkę i zdawała egzamin na studia literaturoznawcze, a Ola i Agnieszka intelektualnie rywalizowały o względy profesora Smosarskiego…Co prawda dawne to już czasy, ale wszak Marysia Zduńska z MjM znajomością muzyki operowej oczarowała doktora Rogowskiego. Szachowa pasja pana Lucjana Mostowiaka też do pospolitych nie nalezy.W "Barwach szczęścia" Julka ma ambicje tłumaczenia literatury włoskiej, Justyna gra na skrzypcach, a ich mężczyźni robią ambitny komiks o narkomanach.A wszędzie, bez wyjątku, stoją ikeowskie regały z książkami – takie same, jak widoczny na zdjęciu Autora blogu.Na koniec mała uwaga terminologiczna. PRL-owskie seriale to nie to samo, co tzw. telenowele. Tam scenariusz miał klasyczną fabułę z zakończeniem, znaną reżyserowi i wykonawcom jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć (scenariusz musiał być do produkcji zatwierdzony). Telenowele kręci się z odcinka na odcinek, mając jedynie tzw. koncept (chroniony prawem autorskim i sprzedawany bez fabułowych szczegółów, stąd różnojęzyczne wersje sygnowanych tytułów – z kompletnie różnym przebiegiem akcji). Poziom PRL-owskiej rozrywki był generalnie dużo wyższy, w wielu przypadkach nie do przeskoczenia przez komercyjlną produkcję dzisiejszej telewizji (teatr TV, te kabarety!)A aktorzy? Mogliby być lepsi, to prawda, ale nie to mnie drażni w obsadzie tele-nowel. Znacznie bardziej irytujące jest obsadzanie tych samych aktorów w kilku naraz produkcjach.W USA, ojczyźnie soap opery, byłoby to nie do pomyślenia.

    Polubienie

  2. 16Siko15rek pisze:

    Ze wszystkimi uwagami się zgadzam. Nie chodzi mi jednak o uniwersyteckie dyskusje w serialach typu MjM, ale żeby na przykład (zamiast obowiązkowych we wszystkich polskich tasiemcach waz z owocami, których nikt nie podjada) można było tych młodych i nieco starszych serialowych inteligentów z książką w ręku zobaczyć, żeby przynajmniej od czasu ktoś nich pochwalił się tym, co przeczytał, obejrzał w teatrze, kinie…Jeśli uznamy, że seriale pokazują "szerokiej" widowni telewizyjnej pewne wzory osobowe, wzory zachowań, to może miałoby to jakiś pozytywny wydźwięk.Tym bardziej, że trzeba im na plus zaliczyć pełnienie pewnej misji edukacyjnej: problem dzieci z zespołem Downa, kwestie tolerancji, adopcji. W tej dziedzinie i "Klan" ma zasługi. Może jestem nudny, ale drażni mnie drętwe lub żadne aktorstwo, zwłaszcza "ogranych" gwiazdeczek i "gwiazdorków". Z przyjemnością oglądałem "Majkę". Może nie dlatego, że bardzo dobrze udało się wszczepić w krakowskie realia typowo południowoamerykański scenariusz, ale dlatego, że była w tym serialu cała galeria postaci drugo- czy trzecioplanowych, znakomicie zagranych (z pewnym żartobliwo-ironicznym dystansem)przez znakomitych, głównie krakowskich aktorów. Na ich tle para głównych bohaterów wypadła zresztą bardzo mizernie.Niestety, żaden z seriali współczesnych nie osiągnął poziomu niektórych PRL-owskich tasiemców ("Dom", "Polskie drogi", "Daleko od szosy", "Alternatywy" i parę innych.Michał Waliński

    Polubienie

  3. anonymous pisze:

    Anonymous writes:Folklor na szczęście nie zna praw autorskich, a "plagiatowanie" jest tu niczym innym, jak ciągłymi powrotami tematów archetypowych. Kultura popularna, adresowana do tego samego odbiorcy, nie ma już kreatywnej wolności zbiorowego autorstwa, ale wciąż zaspokaja tę samą potrzebę – drążenia tematów uniwersalnych. Panu Profesorowi, co zrozumiałe, marzy się, żeby to (okazjonalnie) były tematy uniwersyteckie. Marzenie ściętej głowy – nie Profesora, lecz serialowych twórców, skrępowanych (i wzajemnie się krępujących) autorskimi roszczeniami. Mądrości wygłaszane przez Kasię Cichopek i braci Mroczków mogłyby się okazać "intelektualną własnością" jakiegoś doktora nauk – Ilona Łepkowka sama by ich przecież nie wymyśliła – i proces gotowy… Nie zapominajmy też o śmiertelnie (tak!) ważnej dla serialu oglądalności, której takie dyskusje raczej by nie pomogły. Może jednak lepiej uczenie dyskutować o serialach, niż w serialach? Przecież to kopalnia tematów dla socjologów, psychologów, kulturoznawców, prawników, ekonomistów… O pilnie oglądających "Plebanię" katechetach też nie zapominając.

    Polubienie

  4. 16Siko15rek pisze:

    Znakomita wypowiedź.Prawdę powiedziawszy, w procesach kulturowej diachronii nic nowego od paru tysięcy lat się nie dzieje. Pokazują to dobrze dzieje tradycyjnej kultury popularnej i folkloru. Kilka w gruncie rzeczy tych samych wątków i tematów (i ich wariantów)- "plagiowanych" i obrabianych ("unowocześnianych") przez kolejne pokolenia. Dlatego podoba mi się metafora nowego wina dojrzewającego w starych bukłakach. Ale to "nowe" wino musi mieć choć trochę starego smaku i aromatu, bo kultura popularna (a i folklor) totalnej rewolucji nie strawi.Chciałbym, żeby bohaterowie grani przez K. Cichopek i braci bliżniaków Mroczków w którymś z odcinków (krótko, nie przesadzajmy) podyskutowali o poezji Siwczyka, Pawła Barańskiego lub Tkaczyszyna-Dyckiego. Albo o wpływie kwantów na kondycję moralną współczesnych modnych polskich pisarek. I nie byłaby to żadna rewolucja, raczej aluzja do starych postaci bajkowych. Tego typu moje tęsknoty nie zostaną prawdopodobnie spełnione spełnione i będę skazany – jako wierny odbiorca pewnych seriali – na postępującą ekspansję wątków sensacyjno-kryminalnych w życiu niemal wszystkich serialowych rodzin. Ową eskpansję określiłbym jako próbę serialowej ucieczki od nudy i miałkości.Może pamiętajmy, że kultura popularna też tworzyła swoje arcydzieła.

    Polubienie

  5. mariabyrska pisze:

    Ten "postmodernistyczny worek" to nie tyle coś, do czego wrzuca się dotąd odrębne, lepiej lub gorzej zdefiniowane pojęcia, to raczej stary bukłak – by pozostać przy metaforze – w którym fermentuje nowe wino (zwane kulturą). Dobrze znana ewangeliczna przypowieść zaleca wlewanie nowego wina do nowych bukłaków, ale jak świat światem, dzieje się to, przed czym ostrzega: nowe wino rozsadza i pożera stare buklaki, doprowadzając jednych do lamentu, drugich do obrzydzenia, a jeszcze innych do desperackich prób zapobiegania "nieuchronnej katastrofie".W przypadku niekończących się seriali we wszechobecnych mediach, recepcyjne nawyki odbiorcy poddawane są kacogennej próbie upijania się zbyt młodym jeszcze winem, w którym literacka fikcja miesza się z warsztatową kuchnią, tabloidami i realiami z życia wykonawców. Próby destylowania poszczególnych składnikow zazwyczaj kończą się groteskowym fiaskiem – jak choćby opisane przez Autora domino emocjonalnych oświadczeń – a to z kolei staje się kolejnym spiritus movens nieprzewidywalnej fabuły… itd. itd. itd. Fascynujące, nawet jeśli pogardzane, nowe jakościowo zjawisko kulturowe.

    Polubienie

  6. 16Siko15rek pisze:

    Ja oczywiście nie obrażam się i świadomie dopuszczam wypowiedzi anonimowe na blogu. Z Pana/Pani obserwacjami trudno się nie zgodzić, są trafne. Ja – powtarzam – oglądam tego typu produkcje i -jak pisałem – nie chcę dorabiać do tego ideologii, chociaż problematyka kultury masowej interesuje mnie od dawna (ciekawa rzecz, termin "kultura masowa"poszedł jakby w zapomnienie ostatnio, wszystko wrzuca się do postmodernistycznego worka). Próbuję, na ile to jest możliwe, przyglądać się sobie i nie wykluczam, że i w moim przypadku chodzi o pewien rodzaj "psychomydlanej" autoterapii. Piszę bez ironii. Wszyscy mamy jakieś tęsknoty. Napisze szerzej, gdy będę miał jakiś znośny dostęp do Internetu. Modem telefoniczny w Górach Stołowych to istna mordęga.

    Polubienie

  7. anonymous pisze:

    Anonymous writes:Zanim odpowiem, chciałabym przeprosić Autora za niepotrzebną złośliwostkę w pierwszym komentarzu. Chociaż… może akurat potrzebną, skoro zawdzęczam jej tak wyczerpujące odpowiedzi. Za anonimowość przepraszać chyba nie muszę, skoro blog dopuszcza taką opcję?Zgoda, mieszczę sie w statystycznym stereotypie, ale w dużej mierze dlatego, ze mężczyzni niechętnie przyznają się do "niskich" (intelektualiści) lub "babskich" (pozostali) gustów. Ci, co popularnych seriali nie oglądają, najczęściej je ukradkiem podglądaja – w trakcie wyrażania swojej dezaprobaty.Bez wątpienia tzw. (nietrafnie) telenowele obnażają – ale i kanalizują – ludzką potrzebę plotkowania. Czy typowo kobiecą, raczej wątpię, na pewno jednak nie gorszą od – typowo już męskiej – ekscytacji przemocą i zbrodnią. Znacznie trafniejsze jest amerykańskie określenie, "mydlana opera", a to dzięki wtórnej (choć może nieprzypadkowej?) etymologii, odsyłającej do polskiego "prania brudów". Mimo psychologicznej płytkości kreowanych na prędce postaci, "mydlane opery" mają spory potencjał psychoterapeutyczny. Skoro Pana "drażni niesłychanie miałkość intelektualna kreowanych bohaterów, ich nijakość, bylejakość ich życia", to może innych widzów też coś czasem podrażni na tyle, by wywołać terapeutyczna samorefleksję?

    Polubienie

  8. 16Siko15rek pisze:

    Zrobiłem to świadomie. Niby-kruczek "socjotechniczny", ale bezowocny, bo nie wiem z jaką płcią (Autor? Autorka komentarza?)mam do czynienia. W tym przypadku (interesujące nas seriale) dane statystyczne pokrywają się ze społecznymi stereotypami: w gronie odbiorców przeważają panie.A ja tęsknię do seriali w rodzaju "Pitbula" (tak to się nazywało?), "Oficera" (tak to się nazywało?).Chętnie obejrzałbym serial poświęcony polskim kloszardom i dzielnicom nędzy. Na przykład taki współczesny sosnowiecki "Germinal" – stan po likwidacji niemal wszystkich kopalń (-i?) i ciężkiego przemysłu. Rozglądam się za jakimś scenariuszopisarskim Zolą. Nie widzę. Albo serial z życia ekspedientek i ekspedientów, na wzór dawnego czeskiego z lat 70. Szkoła, życie nauczycieli (także intymne i drugie) jako temat leży odłogiem. Żywota współczesnych kurtyzan płci obojga…A mentalność współczesnych Polaków? Utkana jest ze stereotypów różnej materii w większym stopniu niż u wielu innych narodów, jedną z przyczyn wydają się narodowe kompleksy

    Polubienie

  9. anonymous pisze:

    Anonymous writes:Skąd pewność, że anonimowy komentarz pochodzi od kobiety? Gramatyczna analiza wcale na to nie wskazuje, zatem w grę wchodzić może społeczny stereotyp… Czy tacy są współcześni Polacy?

    Polubienie

  10. 16Siko15rek pisze:

    Oglądam je i specjalnie tego nie ukrywam. Mógłbym się "uczenie" tłumaczyć, że zawsze interesowała mnie (także) kultura masowa i popularna, ale nie o to chodzi. Złośliwostki podpisuje własnym imieniem i nazwiskiem. Chciałbym, aby te seriale o największej oglądalności prezentowały nieco wyższy poziom. Chodzi z jednej strony o poziom gry aktorskiej, a ten zaniża kurczowe trzymanie się przez producentów zmanierowanych celebrytek i celebrytów, z których talent uszedł kilkanaście lat temu. A przecież w epizodach do "M jak M" czy "Barw szczęścia" pojawiały się ciekawe osobowości aktorskie i …znikały. Po drugie – drażni mnie niesłychanie miałkość intelektualna kreowanych przez (np.) p. Łepkowską bohaterów, ich nijakość, bylejakość ich życia. Czy tacy są współcześni Polacy? Na szczęście nie!Denerwuje mnie, że telewizja publiczna wmawia Polakom, że takich produkcji właśnie oczekują. Polacy zasługują na coś lepszego.Nie wyzłośliwościałem sie na temat "Klanu", bo ten serial dawno osiągnął dno i przestałem go oglądać.Zdziwię szanowna anonimową komentatorkę: dosyć wysoko oceniam "Na dobre i na złe" oraz "Plebanię", te ostatnią za socjologiczną wiarygodność.

    Polubienie

  11. anonymous pisze:

    MacLeod writes:Przepraszam, a jak to się sprawdza czy się nie głupieje?

    Polubienie

  12. anonymous pisze:

    Anonymous writes:Zamiast się po próżnicy wyzlośliwiać, seriali można przecież nie oglądać. Chyba, że Autorowi – znakomicie orientującemu się nie tylko w fabulach, ale i w serialowej kuchni – tak bardzo zależy na wytępieniu tej polskiej głupoty, że gotów jest poświęcić swój cenny czas i nerwy na jej pedagogiczne zgłębianie. Syzyfowa to praca, zapewniam, bo akurat oglądam wszystkie wymienione tu seriale… Ale aż tak nie cierpię. I jakoś nie głupieję.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s